Atrofia Lauren DeStefano

Wybierz opinię:

Viconia

Od lat naukowcy pracują nad tym, żeby przedłużyć nam życie, wynaleźć lek na nieuleczalne choroby. Zastanawialiście się kiedyś co by było, gdyby im się udało? DeStefano postanowiła podzielić się z nami swoją wizją takiej przyszłości. Udało się, w probówce stworzono dzieci idealne, długowieczne, pozbawione wad genetycznych i wszelkich niedoskonałości. Ludzkość odetchnęła z ulgą, bo od teraz można żyć bez obaw. Do czasu. Pokolenie doskonałe dorasta i ma własne dzieci. Mija trochę czasu i właśnie wtedy ludzie poznają skutki uboczne swoich eksperymentów. Potomkowie perfekcyjnych ludzi umierają w bardzo młodym wieku. Dziewczęta mają tylko 20 lat, a chłopcy 25.

 

W tym świecie żyje nasza główna bohaterka – Rhine. XXI wiek pozostał tylko wspomnieniem, podobnie jak znany nam świat. Z powierzchni ziemi zniknęły całe kontynenty. Ocalały tylko Stany Zjednoczone, ale i tam nie jest kolorowo. Małe dziewczynki porywane są z ulic, czy nawet ze swoich domów, a potem zmuszane do wyjścia za mąż. Żeby przed śmiercią jeszcze zdążyć urodzić dzieci. Rhine dość długo udawało się tego uniknąć, ale w końcu i na nią przyszła pora. Razem z dwoma innymi dziewczynami trafia do domu Zarządcy Lindena, gdzie wszystkie trzy mają wyjść za niego za mąż. Początkowo Rhine całą swą nienawiść kieruję w stronę męża, jednak szybko okazuje się, że to jego ojciec – Mistrz Vaughn – rozdaje tutaj karty i jest zdolny do wszystkiego, byle tylko przybliżyć się do wynalezienia lekarstwa i przedłużenia życia synowi.

 

Czy Rhine odnajdzie się w nowej rzeczywistości? Czy jeszcze kiedykolwiek będzie mogła zobaczyć brata i Nowy Jork, za którym tak tęskni?

 

Ten dziwny świat przyjdzie nam oglądać oczami 16-letniej Rhine - dziewczyny, która już dawno musiała dorosnąć, żeby walczyć o przeżycie. Wyrwana ze swojego świata musi jakoś nauczyć się żyć z mężem i pozostałymi żonami. Od początku planuje ucieczkę, a przy zdrowych zmysłach trzymają ją tylko wspomnienia o dawnym życiu, rodzicach, bracie bliźniaku, domu. Cierpliwie, przez długie miesiące powoli dąży do celu. Problem w tym, że z upływem czasu ten mały raj, w którym się znalazła wydaje się taki kuszący i bezpieczny. Mąż dba o nią, ma wszystko czego zapragnie. Wbrew sobie czuje, że otaczające ją osoby stają się dla niej ważne. I bardzo często musi sobie przypominać, że to tylko doskonała iluzja, stworzona przez teścia, a prawdziwe życie i wolność jest daleko za bramą.

 

Polubiłam Rhine. Za to właśnie, że się nie zatraciła, ciągle pamiętała kim jest i co czeka na nią na zewnątrz. Zazwyczaj udzielały mi się też jej emocje.

 

Na początku Linden budził wstręt, potem już tylko litość i współczucie, bo przecież on nigdy nie miał okazji spróbować innego życia.

 

Cecily strasznie mnie drażniła, ale właściwie czego innego mogłam się spodziewać po 13-letniej dziewczynce wychowanej w sierocińcu, która nagle trafia do pałacu z bajki. Nic dziwnego, że poczuła się jak księżniczka, która znalazła swojego księcia.

 

Jenna od początku była jedną wielką niewiadomą i w dużej mierze pozostało tak do końca. Cicha, spokojna, wiecznie siedząca w kącie z książką. Z czasem okazała się świetną obserwatorką.

 

Bardzo polubiłam też Gabriela, taka iskierka dobra w tym ponurym i złym świecie.

 

Za to za każdym razem, kiedy na scenie pojawiał się Mistrz Vaughn, miałam wrażenie, że ciarki przechodzą mi po plecach. Ale to pewnie zasługa tego, o czym już wspomniałam – współodczuwania tego, co czuła Rhine.

 

Mam nadzieję, że każdemu czytelnikowi udzieli się taka empatia, bo wtedy będzie miał silne wrażenia gwarantowane.

 

Lubię, kiedy książkę czytam jednym tchem i mam poważne problemy z odłożeniem jej na półkę, kiedy trzeba iść spać. Taka właśnie jest „Atrofia". Może i nie ma tu galopującej akcji, ale za to znajdziemy wiele innych zalet: wspaniały, lekki język, ciekawa fabuła, mroczna wizja świata i przede wszystkim silne emocje, jakie wzbudza. Przy tym skłania do refleksji, stawiając przed nami kilka trudnych pytań, na które sami musimy sobie odpowiedzieć.

 

Naprawdę doskonała, trzymająca w napięciu i wciągająca lektura. Polecam!

Leanne

Opis Wydawcy:
Dzieci poczęte naturalnie są niedoskonałe. Dlatego - żeby stworzyć idealnych ludzi - ruszyła produkcja embrionów bez najmniejszych wad genetycznych. Ale tylko pierwsze pokolenie to okazy zdrowia; potomkowie perfekcyjnych ludzi umierają w wieku dwudziestu paru lat. W tym ponurym świecie dziewczęta zmuszane są do poligamicznych małżeństw, by zapewnić przetrwanie gatunku. Rhine, Jenna i Cecily trafiają do ekskluzywnej rezydencji w gaju pomarańczowym, gdzie wszystkie poślubia młody syn właściciela. Serce Rhine bije jednak dla Gabriela, młodego Służącego, który zaryzykuje wszystko, by pomóc jej odzyskać wolność. Dziwaczny świat luksusu i piękna, skrywający mroczne sekrety, rozciąga swoje macki, wabi dziewczęta iluzją. Lecz widmo śmierci wciąż krąży wokół nich, niepogodzonych z losem. Liczą na cud, a każdej z czymś innym się kojarzy prawdziwe życie.

 

"Najzimniejszy dzień w Piekle".

 

Każdy ma inną wizję miejsca zwanego Piekłem. Zazwyczaj kojarzy się on z miejscem, gdzie króluje grzech, a ogień piekielny pożera z zawrotną prędkością nieszczęśników, którzy dopuścili się odrażających występków w swoim życiu na Ziemi. Tak właśnie powinno być. Ale dla niektórych, Piekło to luksusowy salon, wypełniony rozmaitymi dobrami, aromatem pomarańczy, gdzie na obitych skórą fotelach zasiadają olśniewający koneserzy damskiej urody. Widmo śmierci zatoczyło krąg nad wytwornym pałacykiem, gdzie zwabione iluzją i obietnicą lepszego życia młode dziewczęta, zawierają poligamiczne małżeństwa i decydują się na życie wypełnione zabawą, śmiechem i dostatkiem, ale... bez wolności. Już nigdy nie zobaczą swoich domów, swoich rodzin, nie zasmakują ponownie życia jakie dotychczas wiodły. Ludzie z przerażającą dokładnością znają datę swojej śmierci. Są ludźmi idealnymi, wytworzonymi w laboratorium. Mają przed sobą tylko kilkanaście, czasem nawet kilka lat życia. To tak niewiele. Lubią słuchać historii o siedmiu kontynentach i wyobrażać sobie dzikie zwierzęta na Afrykańskiej sawannie. Trzecia wojna światowa zniszczyła wszystko. Pozostali tylko oni. A dni w Piekle bywają zimne. Czy tak będzie wyglądać nasza przyszłość?

 

Ile jeszcze potrzeba Antyutopii, by wyczerpała się konwencja? - To pytanie zadaje sobie niezmiennie, gdy tylko sięgam po kolejną powieść opatrzoną tą etykietką. I szczęśliwym zrządzeniem losu, zawsze trafiam na książki, które możnaby obdarzyć mianem pereł gatunku. Pomijając swego rodzaju schematyczność, charakterystyczną dla danej konwencji, każda z powieści Antyutopijnych jest nietuzinkowa i oryginalna. Każdy Autor kreuje własną, mniej lub bardziej wiarygodną wizję nowego społeczeństwa, a ja zastanawiam się czy Lauren DeStefano, w swoim debiucie "Atrofia" nie zrobiła tego najlepiej.

 

Rhine, Jenna i Cecily to trzy zupełnie różne młode dziewczyny, można by rzec, że nastolatki. Ale czy to wyrażenie kojarzące się z radosnymi dziewczynami, podjadającymi pizzę, malującymi paznokcie i plotkującymi o chłopcach, jest adekwatne na tyle by określić nimi osoby tak doświadczone przez życie jak główne bohaterki? Dziewczęta żyją w ponurym, niespokojnym świecie, gdzie po zmroku zjawiają się łowcy takich jak one - ładnych, zgrabnych młodych kobiet, które są następnie wywożone do ekskluzywnych posiadłości bogaczy, biorących sobie je za jedne z wielu żon. Taki los spotyka szesnastolatkę, z ubogiej rodziny, dla której starszy brat jest całym światem, który po śmierci rodziców próbuje sobie poukładać na nowo, piękną Rhine. Do gaju pomarańczowego trafiają też, trzynastoletnia, spragniona uczuć Cecily i oschła, tajemnicza Jenna. Ich mąż, Linden jest dobrym i szanowanym człowiekiem, żeniącym się z nimi, jeszcze za życia dawnej żony. Kocha także te obecne, a one również darzą go uczuciem. Wyłączając Rhine. Jej serce bije dla Gabriela, młodego służącego. Który zrobi wszystko by pomóc jej odzyskać wolność.

 

"I tak się właśnie kończy świat,
Nie hukiem ale skomleniem."

 

Na księgarnianych półkach wręcz piętrzą się stosy historii, opowiadających o przyszłości na ruinach dawnego świata i zaliczających się do słynnej konwencji Antyutopijnej, która z resztą chwilami, zdobywa chyba większą popularność niż Paranormal Romance. Każda z wizji nowego społeczeństwa jest na swój sposób interesująca, a niekiedy także fascynująca i szokująca. Wiele z tych wizji nigdy najprawdopodobniej nigdy nie zostanie zrealizowanych - Autorów widać poniosła wyobraźnia, bo niektóre z opisanych przez nich rzeczy, są po prostu niemożliwe do wykonania. Są też takie dzieła, przez które boimy się na myśl o przyszłości. Zalicza się do nich między innymi "Atrofia" której Autorka, moim zdaniem, zaczyna już doganiać słynną Suzannę Collins.

 

W "Atrofii" mamy do czynienia z narracją w czasie teraźniejszym - i co trzeba przyznać - bardzo typową dla tego rodzaju powieści. Ja jednak szczerze się z niej ucieszyłam, odkąd przeczytałam pierwszą stronę tej niesamowitej książki, bo sposób narracji nadaje historii niezwykły i bardzo szybki, wręcz przyprawiający o zawrót głowy przebieg. Książka jest przesycona wartką, niekiedy szokującą akcją, a wszystkie wydarzenia następują kolejno po sobie z taką szybkością, że nie nadążamy z przewracaniem kartek. Historia jest pozornie prosta, a zarazem złożona, bo jest to cała konstrukcja świata jaki stworzyła Lauren DeStefano. Wszystkie elementy są dopracowane, a fabuła złożona i pięknie skonstruowana. Autorka ubrała swój pomysł w niezwykle barwne słowa, podsyłające Czytelnikowi tak sugestywne obrazy, że zaczynają mu się jawić jako realne. Świat wykreowany w "Atrofii" jest fascynujący, a zarazem bezlitosny i okrutny. Twórczyni nie szczędzi nam brutalnych opisów czy krwawych scen. Najbardziej przerażająca jest chyba jednak przemoc psychiczna jakiej doświadczają bohaterowie, a także konstrukcja nowego Społeczeństwa i sposób myślenia takich ludzi. Brak mi słów, by opisać jak wielkie wrażenie wywarła na mnie ta książka i jak wielkie wzbudziła we mnie emocje. Życzę każdemu Czytelnikowi, takiego przywiązania do bohaterów i przeżywania wraz z nimi każdego zdarzenia, jakiego ja doświadczyłam czytając "Atrofię". Spodziewałam się w tym przypadku wyciskacza łez, ale zadziwiające były dla mnie powody z jakich się one polały. Nie, ze wzruszenia, smutku czy radości, a po prostu z szoku jakie wywołały we mnie niektóre wydarzenia. I myślę, że w każdej osobie która po nią sięgnie, "Atrofia" wywoła prawdziwą emocjonalną burzę.

 

Bohaterowie, to kolejny element, zapisujący wielki plus tej historii. Plastyczni, świetnie skonstruowani i co ważniejsze, prawdziwi. Zdolni do odczuwania emocji, tętniący nimi i od pierwszej chwili rozkochujący w sobie odbiorcę. Również pełnokrwiści i absolutnie niejednoznaczni, budzący skrajnie różne i bardzo zawiłe uczucia. Ciężko ich zaszufladkować jako postacie dobre, lub złe. Może po prostu są i takie i takie. Tak jak w życiu. Główna bohaterka zdecydowanie różni się od wszystkich innych, w tego typu literaturze. Ciężko w zasadzie ją gdzieś ulokować, bo nie do końca można ją sklasyfikować jako biedną, zagubioną dziewczynę. A jednocześnie ma wszystkie te cechy. I jednocześnie jest silna, niebojąca się walczyć o siebie i swoich bliskich, a przede wszystkim o wolność. To w tej książce motyw przewodni, przewijający się na jej stronach niejednokrotnie. Wolność to skarb, a ja po lekturze "Atrofii" zaczęłam ją naprawdę doceniać. Bo w każdej chwili można ją stracić.

 

Gorąco zachęcam do zapoznania się z tą nietuzinkową, barwną i skłaniającą do refleksji powieścią o losach trzech niezwykłych kobiet. Każdej prawdziwe życie kojarzy się z czymś innym. A Wam? Dla jednych to nie przebrane zasoby pieniężne i rezydencja w gaju pomarańczowym. Dla innych rodzina. A jeszcze dla innych po prostu wolność. Może warto zastanowić się czym jest dla nas.

Kolmanka

Atrofia to inaczej zanik. W medycynie oznacza ona zanik określonych tkanek lub komórek. Mamy zanik mięśni lub chociażby zanik tkanki tłuszczowej wynikającej z niedożywienia. W powieści stykamy się z zanikiem... człowieczeństwa.

 

Jest to pierwsza część trylogii -"Chemiczne światy". Główną bohaterką jest 16-letnia Rhine, dla której 21-wiek to zamierzchłe czasy. Żyje w świecie, w którym ludzie nie rozmnażają się w sposób naturalny. Aby stworzyć doskonałych, nie obciążonych wadami genetycznymi ludzi dochodzi do wytworzenia perfekcyjnych embrionów. Te słabsze lub z "defektami" są zabijane. Przeżywają tylko silne jednostki i przeznaczone są tylko one do reprodukcji. Średnia wieku dziewczyn to 20 lat, mężczyzn zaledwie 25. Rhine tylko z opowieści rodziców słyszała o dawnym świecie, podzielonym na lądy. W wyniku III wojny światowej doszło do zagłady wszystkich kontynentów oprócz Ameryki Północnej i tylko tam istnieje teraz życie. Dziewczyna może jedynie marzyć o zwiedzeniu Japonii czy Afryki. Panuje walka o przetrwanie, świat pogrąża się w chaosie.

 

Rhine ocalała, jednakże zostaje zmuszona do poligamii. Jej mąż bierze sobie za żony jeszcze 3 młode dziewczyny. Zostaje wywieziona do luksusowego pałacu z rajskim ogrodem. Otacza ją przepych i dziewczęcy szyk. Wszystko jest doskonałe, wszystko mieni się w brokacie a słodycz wylewa się nieomalże z każdego zakątka. To świetny wabik dla tak młodych dam. Wszystko to ma odwrócić ich uwagę od zbliżającego się końca. Dawać złudną nadzieję na przetrwanie. Szczególną uwagę Rhiny przykuwa młody służący - Gabriel. Z czasem dziewczyna zakochuje się w chłopaku i planuje ucieczkę.

 

Atrofia to powieść o dziwnym dorastaniu w zupełnie odrealnionym świecie. Dziewczyny nie znają innego życia i z lękiem patrzą w przyszłość. Spoglądamy na ich psychikę. Jedna z nich pławi się w luksusach i godzi się na swoją rolę, druga popada w depresję i jedynie czeka na śmierć a trzecia knuje plan ucieczki. Książka napisana jest bardzo przyjemnym językiem i nie męczy czytelnika. Moją uwagę przykuła piękna okładka, bardzo wymowna zresztą. Na okładce widzimy ptaka uwięzionego w złotej klatce, a tuż obok niego piękną dziewczynę z obrączką na palcu. Jest to z pewnością lektura warta polecenia.

MirandaKorner

Data śmierci pozostaje dla nas nieodgadnioną zagadką. Nikt nie wie, kiedy odejdzie z tego świata: czy stanie się to za miesiąc, czy może za parędziesiąt lat. Żyjemy w błogiej nieświadomości, nie przejmując się każdego dnia upływającym czasem. To, kiedy ostatecznie pożegnamy się z egzystencją, będzie tajemnicą aż do samego końca. Czy jednak na pewno?...

 

Rhine ma szesnaście lat i tylko cztery lata życia przed sobą. Wie doskonale, że umrze w wieku dwudziestu lat, podobnie jak wszystkie kobiety z drugiego pokolenia. Mężczyźni cieszą się światem trochę dłużej, choć niewiele: pięć lat. Wszystko to za sprawą wirusa, który powstał w wyniku stworzenia idealnej generacji ludzi z probówek. Są oni piękni, zdrowi i długowieczni. Ich potomkowie nie mają tyle szczęścia; umierają młodo i boleśnie. Nie mają wiele czasu, żyją w niebezpiecznych czasach, w których brutalnie walczy się o przetrwanie. Z siedmiu kontynentów pozostał tylko jeden: Ameryka Północna, dzięki zaawansowanej technice. Resztę kuli ziemskiej stanowi bezkresny ocean i unoszące się w nim szczątki dawnych cywilizacji.

 

„Jedyną zabawą, jaką znam, jest ustawianie pułapek w kuchni i walka o przetrwanie nocy."

 

Na ulicach zaczęli pojawiać się Kolekcjonerzy: nieczuli ludzie, porywający dziewczyny i zmuszający je do poligamii. Ku swemu nieszczęściu Rhine trafia w sidła jednego z nich i wraz z innymi nastolatkami zostaje przewieziona ciężarówką do Zarządcy Lindena. Ten wybiera trzy dziewczęta spośród przerażonej grupy; reszta skazana jest na śmierć. I tak rozpoczyna się nowe życie Rhine. Wraz z milczącą i spostrzegawczą Jenną oraz kapryśną i uzdolnioną muzycznie Cecily staje na ślubnym kobiercu. Przed nią jawi się wizja spędzenia tych ostatnich czterech lat w nieszczęśliwym, fałszywym małżeństwie, wśród luksusów, lecz także ułudy i iluzji, które wypełniają nowy dom po brzegi. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Lepiej pogodzić się z losem czy walczyć? Zostać z Lindenem i jego mrożącym krew w żyłach teściem czy uciec z dodającym otuchy służącym Gabrielem, ryzykując przy tym życiem?

 

„Oto moja historia. Przeszłość, którą zachowam na zawsze w sercu. Znajdę sposób, żeby tam wrócić."

 

Świat, który stworzyła w swym debiucie Lauren DeStefano jest ponury i smutny. Nad bohaterami nieustannie ciąży widmo śmierci, wciąż przypominając o nieubłagalnie zbliżającym się końcu. Życie przesypuje im się między palcami niczym piasek w klepsydrze: miarowo i bezlitośnie. Nadzieja już prawie nie istnieje; nikt nie wierzy w wynalezienie antidotum na tę okrutną chorobę. Choć naukowcy wciąż pracują nad lekarstwem, szansę na powodzenie wciąż maleją. Ludzkość skazana jest na zagładę. Czy w tak przykrych okolicznościach wciąż jest miejsce uczucia?

 

„Nie da się nikogo zatrzymać na tym świecie samą miłością."

 

Powiedziałam sobie, że zajrzę tylko na chwilę. Przeczytam tylko parę zdań i odłożę na półkę, by wrócić do niej później. Nic z tego. „Atrofia" ma w sobie jakąś przyciągającą, magnetyczną moc, która hipnotyzuje i zachwyca już od pierwszych słów. Nie sposób przerwać czytania. Minuta za minutą, kartka za kartką... Choć wykreowana przez autorkę rzeczywistość przeraża, to jednak ma w sobie coś takiego, że chciałabym zostać w niej na dłużej. Ani trochę nie chciałam opuszczać stworzonych przed DeStefano postaci; w krótkim czasie stały mi się bliskie i za wszelką cenę chciałam poznać ich dalsze losy. Przedłużałam lekturę ostatnich rozdziałów najbardziej, jak tylko mogłam, jednak było to niemożliwe: panująca w nich adrenalina po prostu nie pozwala na leniwe przewracanie stron.

 

„<> to słowo uznawane w tym domu za wulgarne."

 

Bohaterowie są różnorodni i doskonale przedstawieni. Rhine jest niezwykle wiarygodną postacią, odważną, lecz ze słabościami i wadami. Nie zawsze postępuje właściwie, popełnia błędy jak każdy człowiek. To właśnie sprawia, że ma się wrażenie, iż mogłaby ona istnieć naprawdę. Jenna od razu zdobyła moją sympatię, Cecily budziła we mnie na zmianę irytację i współczucie. Gdy tylko pojawiał się Mistrz Vaughn, czułam ciarki na całej skórze. Przez powieść przewija się cała paleta bohaterów: żyjący w złotej klatce Linden, marząca o podróżach Rose czy mała projektantka Deirde. Każda z postaci budzi jakieś uczucia, nie ma bohaterów czarno-białych, papierowych, płaskich. Wszyscy mają w sobie to „coś", co czyni ich wyjątkowymi.

 

Okładka – o niej mogłabym mówić godzinami. Jest naprawdę piękna, oryginalna. Znajdują się na niej elementy, doskonale oddające istotę tej opowieści: klepsydra, jakieś probówki, ptak w klatce, rozsypane lilie. Całość przyciąga wzrok, obwoluta jest także bardzo przyjemna w dotyku za sprawą wklęsłych napisów. Bardzo spodobało mi się również to, jak zostały ozdobione pierwsze strony rozdziałów. Strona graficzna „Atrofii" nie pozostawia absolutnie nic do życzenia.

 

Trochę zabrakło mi opisów tego, co dokładnie wydarzyło się, zanim sześć kontynentów zostało zalanych wodą. Lauren DeStefano zbyt mało czasu poświęciła na przedstawienie realiów, w których muszą odnaleźć się żyjące w niedalekiej przyszłości postaci. Mam nadzieję, że w następnej części zostanie przekazanych więcej wiadomości na ten temat.

 

Jest to absolutnie zachwycający debiut, zapadający w pamięć na długi czas. To pierwszy tom wyśmienicie zapowiadającej się trylogii i po prostu nie mogę doczekać się ciągu dalszego. Wstrząsająca, dająca do myślenia, fascynująca, wiarygodna: taka właśnie jest „Atrofia". Czego chcieć więcej?

 

Szybko biegniesz, mroźne powietrze wypełnia Twoje płuca. Docierasz do żeliwnej bramy: to jedyna droga ucieczki. Wolność jest tuż-tuż. Czy odważysz się zaryzykować tych kilka lat, które Ci pozostało i wybierzesz życie na zewnątrz? Czy odwrócisz się i wrócisz do życia w kłamstwie? Wybieraj... Czas płynie. I nie możesz zrobić nic, by go zatrzymać.

Gabrielle

„Prawdziwa miłość nie ma nic wspólnego z nauką- powiedział kiedyś mój tata- jest naturalna jak błękit nieba nad naszymi głowami"

 

Jak byś się czuł znając datę swojej śmierci? Co byś chciał w życiu osiągnąć, jakie miejsca odwiedzić, z kim związać swe życie? Bałbyś się chwili śmierci, czy raczej czekał na nią jak na wybawienie, chwilę po której już nie musisz się liczyć z nieubłaganie uciekającym czasem?

 

Taki świat właśnie prezentuje nam Lauren Destefano w swoim debiucie literackim pt. „Atrofia", która zarazem jest początkiem trylogii. Przenosimy się w przyszłość, w każdym razie dalszą niż XXI wiek, siedemdziesiąt lat po odkryciu szczepionki na raka. Naukowcy opracowali wtedy szczepionkę leczącą dosłownie wszystkie choroby, od grypy, na raku i innych dotąd nieuleczalnych chorobach kończąc. Szczepionkę podawano głównie niemowlętom, by swoje życie spędziły szczęśliwie, bez chorób, cierpienia i bólu. O ile pierwsze pokolenie rozwijało się prawidłowo, było prawie nieśmiertelne, dożywało późnej starości, o tyle z kolejnymi pokoleniami był już pewien problem. A mianowicie na skutek jakiegoś błędu w szczepionce, dziewczęta dożywały tylko dwudziestego roku życia, natomiast mężczyźni dwudziestego piątego. Co za tym idzie wzrasta potrzeba przedłużenia gatunku ludzkiego, ale tą sprawą zajmują się już Kolekcjonerzy. Wybierają oni poszczególne dziewczęta, następnie obserwują je, a w końcu w dogodnym momencie sprawiają, że dla rodziny i przyjaciół dziewczyny się rozpływają i nigdy więcej nie wracają do domu. Jeżeli jakieś dziewczyny szczególnie spodobają się któremuś z bogatych inwestorów to zostają sprzedane za sowitą sumkę, zostają ich żonami i czego można się łatwo domyślić, rodzą im dzieci. Ale co się dzieje z tymi pozostałymi, niewybranymi dziewczętami? A no odpowiedź jest prosta, zostają rozstrzelane, lub gdy mają trochę szczęścia trafiają do domu publicznego. Rhine należy do tej pierwszej grupy, została wybrana nie tylko ze względu na urodę ale również ze względu na niesamowite oczy, które mają różne kolory. Nie powinna narzekać na swój los, jednak w domu Zarządcy czuje się jak w więzieniu, na swego męża nie może wręcz patrzeć, a sprawę komplikuje jeszcze bardziej fakt, że między nią a jej służącym, Gabrielem, zaczyna rodzić się dziwna więź. Co postanowi Rhine? I czy zdoła wydostać się ze swojego luksusowego więzienia?

 

„Atrofia" jest chyba najbardziej oryginalną książką jaką miałam okazję do tej pory czytać. Nie jest podobna do żadnej innej. Autorka wprowadza nas w świat, który aż trudno sobie wyobrazić, no bo sama koncepcja odkrycia szczepionki na raka jest niesamowita, jednak życie tylko przez dwadzieścia kilka lat już nie za bardzo. Świat przedstawiony jest według mnie mistrzowsko wykreowany, przedstawiony w sposób realistyczny, choć całkiem dla nas obcy. Bohaterowie są prawdziwi, ich psychika pokazana jest dogłębnie przez co łatwo możemy zrozumieć ich postępowanie i charakter, łatwo się z nimi utożsamić.

 

Narratorką całej historii jest Rhine. Towarzyszymy jej od momentu porwania, poprzez zaślubiny i życie w domu Zarządcy. Poznajemy jej przemianę, choć nigdy nie była delikatną dziewczyną to los zmusił ją by wyzbyła się jeszcze większej ilości uczuć, widzimy również stopniowe rozwijanie się fascynacji między nią a Gabrielem. Jednak czy uda im się zachować ich uczucie w sekrecie?

 

Książka jest fantastycznie napisana, styl autorki przykuwa uwagę czytelnika i nie pozwala oderwać mu się od książki aż do ostatniej strony, a po odłożeniu książki pozostaje niedosyt, że to już koniec, że nie ma się pod ręką kolejnego tomu, by dalej śledzić losy głównej bohaterki. Jest to chyba najlepsza książka jaką czytałam, pochłonęła mnie bez reszty, wprowadziła w świat dotąd mi nie znany, jednak świat, do którego jestem gotowa w każdej chwili wrócić. Książkę polecam każdemu, gdyż nie sposób się przy niej nudzić, a nawet najbardziej wybrednego czytelnika „Atrofia" powinna zaciekawić ;)

Gosiarella

"Naturalni ludzie dożywali co najmniej osiemdziesięciu lat, mówiłam mama. Czasem stu. Nie wierzyłam jej."

 

Żyjemy coraz dłużej. Statystyczny polak żyje prawie 77 lat. Jest wiele teorii, które wyjaśniają to zjawisko. Niewątpliwie postęp medycyny miał w tym swój duży udział. Istnieje też teoria Rachel Caspari, która dowodzi, że zawdzięczamy to naszym babciom i dziadkom. Inaczej sprawa się ma w wykreowanym przez Lauren DeStefano w Atrofii świecie, gdzie nowe pokolenie żyje bardzo krótko - dziewczynki dożywają dwudziestu lat, chłopcy dwudziestu pięciu. Dlaczego się tak dzieje? Otóż to co nam przedłuża życie tam w wyniku nieszczęśliwego polepszania zadziałało w odwrotny sposób. Społeczeństwo postanowiło stworzyć idealnych ludzi przez produkcję embrionów bez obciążeń genetycznych. Tak powstało pokolenie Pierwszych, idealnych ludzi, jednak ich potomstwo posiada pewną skazę - datę ważności. Po przeżyciu dwudziestu kilku lat umierają. Do praktyki weszło posiadanie przez bogatszych mężczyzn po kilka żon, a potem zastępowanie ich nowymi w celu "przetrwania gatunku". Świat w takiej formie, w jakiej go znamy już nie istnieje. Wybuchła wojna, a wszystkie kontynenty poza obszarem Ameryki Północnej znalazły się pod wodą.

 

Rhine poznajemy, gdy uświadamia sobie, że została porwana Kolekcjonerów, którzy wyłapują młode dziewczyny po czym prezentują je przyszłym mężom by mogli wybrać odpowiednie żony. Tym razem zostają wybrane trzy. Rhine i dwie pozostałe zostają wrzucone do limuzyny, a wtedy rozlegają się strzały. Uświadamiamy sobie, że dziewczyny, które nie zostały wybrane, własnie zostały zamordowane, a ich martwe ciała najprawdopodobniej zostaną wrzucone do rowu. Pozostała przy życiu trójka: Rhine, Jenna i Cecily zostają przewiezione do luksusowej rezydencji otoczonej przez piękny gaj, w którym zostają poślubione przez Linden'a. Żony bardzo się ze sobą zżywają i wspierają siebie nawzajem w nowej sytuacji. Rhine zawiera ponadto jeszcze jedną relacje - zaprzyjaźnia się ze swoim służącym Gabrielem.

 

„Prawdziwa miłość nie ma nic wspólnego z żadną nauką (...)
Jest naturalna jak błękit nieba nad naszymi głowami."

 

Każda z dziewczyn jest inna. Rhine, piękna blondynka została wybrana, ponieważ najbardziej przypomina Lindenowi jego zmarłą żonę - Rose.Wydaje się sprytna, przebiegła, całkiem miła, jednak nie specjalnie się z nią zżywam. Dziewczyna zrobi wszystko by przetrwać i uciec od niego, wrócić do domu, do swojego brata.

 

Ciemnowłosa Jenna była prostytutką, więc pod tym względem zadowala męża, którego szczerze nienawidzi. Jest cicha, inteligentna oraz spostrzegawcza. Najstarsza spośród nich chce tylko umrzeć w godnych warunkach.

 

Ruda Cecily pochodzi z sierocińca i ta sytuacja jest dla niej praktycznie spełnieniem marzeń, dlatego szybko odnajduje się w nowej sytuacji i spełnia swoje przeznaczenie przez wydanie na świat potomka. Wydaje się naiwna i głupiutka, ale jest to spowodowane jej młodym wiekiem, w końcu ma dopiero trzynaście lat.

 

Z męskich postaci najważniejszymi są Linden i Gabriel. Obaj bardzo przypadli mi do gustu i ciężko byłoby mi wybrać z pomiędzy nich. Gabriel jest dobry, przywykł do swojego losu, a mnie urzekł tym, że wyciąga rękę po to co do niego nie należy. Zakochuję się w dziewczynie, choć nie powinien. Co do Lindena mogę z całą pewnością powiedzieć, że go lubię. Jest sympatyczny, dobry i wrażliwy. Właściwie to mu współczuje, bo całym jego życiem steruje jego okropny ojciec. Sam Linden nie ma pojęcia o tym, co spotkało dziewczyny, jednak to on odczuwa najmocniej ich niechęć. Przez pewien moment naprawdę mocno chcę, aby Rihine odwzajemniła uczucie do tego chłopca i z nim została.

 

Ogólnie książka jest całkiem dobra. Czyta się z łatwością, szybko i wciąga. Uwielbiam antyutopie, więc pozycja była dla mnie obowiązkowa, jednak gdyby nie wątek umierania w przedwczesny wieku to zupełnie zapomniałabym, z jakiego gatunku jest ta powieść, dlatego może wpasować się w każde gusta. Osobiście uważam, że jak coś jest dla każdego, a przy tym nie skupia się z cała mocą na wątku przewodnim to nie może być najlepszą, i tak było też w tym przypadku. W każdym razie polecam ją każdemu, bo z całą pewnością spędzicie przy niej miło czas.

 

„Nie da się nikogo zatrzymać na tym świecie samą miłością."

Cinnamon

Wspaniała okładka mówi wszystko: piękna dziewczyna poprzez małżeństwo z niekochanym przez nią bogatym mężczyzną staje się więźniem w jego domu, z którego ponad wszystko pragnie się wydostać. Klepsydra jednak wskazuje, że pozostało jej niewiele czasu – ziarna piasku alarmują, że jej żywot dobiega końca... A co mówi sam tytuł – atrofia? Według wszystkowiedzącej Wikipedii, atrofia w starogreckim oznacza zanik, stopniowe zmniejszanie się objętości komórki, tkanki, narządu lub części ciała.

 

„Atrofia" jest pierwszym tomem trylogii „Chemicznych światów", która ukazuje dystopię przyszłości świata. Naukowcy w dążeniu do perfekcji, eliminacji chorób i brzydoty tworzą pokolenie ludzi doskonałych pod względem genetycznym, jednocześnie przyczyniając się do wywołania wady, która powoduje, że potomkowie idealnego pokolenia żyją tylko dwadzieścia, góra dwadzieścia pięć lat. W tej sytuacji społeczeństwo postanawia zalegalizować poligamię, w której pierwsze skrzypce, jak zwykle, grają mężczyźni.

 

Świat jest już skończony. Po trzeciej wojnie światowej na powierzchni globu ostała się tylko Ameryka Północna, podczas gdy pozostałe kontynenty zostały wchłonięte przez ocean. Nadeszły niebezpieczne czasy – młode dziewczyny nie mogą żyć spokojnie w obawie przed porwaniem, przymusem zamążpójścia i prokreacji z obcym mężczyzną. Pewnego dnia ciężarówka wypełniona uprowadzonymi dziewczętami wyrusza na Florydę, gdzie niczym towary w sklepie poddane są selekcji, z której żywo wychodzą tylko trzy wybranki: Jenna, której pozostał już tylko rok życia i gorzki smak po jego przeżyciu, Cecily - zaledwie dwunastoletnia dziewczynka, która dotychczasowe życie spędziła w sierocińcu, i Rhine, narratorka i główna bohaterka, szesnastolatka z fascynującymi oczami dotkniętymi heterochronią, która ponad wszystko pragnie wrócić do swego domu i brata bliźniaka. Wszystkie trzy stają się żonami dwudziestojednoletniego bogacza Lindena, którego ojciec, mistrz Vaughn, w swojej budzącej grozę piwnicy przeprowadza eksperymenty na ludziach.

 

Dziewczyny reprezentują różne cechy. Jenna jest rezygnacją, która nie ma nadziei na przyszłość i biernie oczekuje śmierci. Cecily jest akceptacją, która z otwartymi ramionami przyjmuje nową rolę więźnia i młodej małżonki. Rhine jest buntem, który pragnie wyzwolić się z łańcuchów niewoli, by żyć na wolności według własnych zasad. A kim jest Gabriel, jeden ze służących bogatej willi Lindena i nowy przyjaciel Rhine? Jest zakazaną miłością, dla której nastoletnie serce zdolne jest zrobić wszystko.

 

Jak potoczą się dalsze losy bohaterów powieści? Czy Rhine dopnie swego i osiągnie upragniony cel – wolność? Kim tak naprawdę jest Vaughn i co takiego knuje w swojej pracowni? Jak wizja przyszłości świata ma się do teraźniejszego obrazu? Czy prawdziwa miłość ma szansę bytu? Odpowiedzi szukajcie w „Atrofii"!

 

W moim odczuciu książka Lauren DeStefano, która jest zarazem jej debiutem literackim, wypada raczej słabo. Po wielu entuzjastycznych komentarzach na temat „Atrofii" spodziewałam się książki niesamowitej i zapadającej w pamięć, a tak naprawdę stanęłam oko w oko z powieścią miejscami nużącą, o lekko infantylnym języku. Czyżby okładka potrafiła aż tak bardzo omamić czytelnika? Czuję się oszukana, ponieważ sam pomysł na trylogię był naprawdę dobry, ale coś nie tak poszło z jego realizacją... I teraz zastanawiam się, czy tylko ja miałam tak wygórowane wymagania wobec tej książki? W końcu wszystkim pozostałym czytelnikom książka się podobała.

 

Postacie powieści... Żadna z nich nie przypadła mi do gustu. Albo byli zbyt bezbarwni, albo zbyt przejaskrawieni. Nawet główna bohaterka nie zyskała mojej sympatii. Jej ośli upór z jednej strony jest godny uznania, z drugiej jednak tak bardzo mnie irytował, że miałam ochotę powiedzieć: „Dość już tego, ogarnij się! Przecież nie jesteś sama!". Same kontrasty, nic wypośrodkowanego, nic ludzkiego... Cóż, chyba że to jest część świata przyszłości według autorki.

 

Ogólnie mówiąc, „Atrofia” jest ponurą wizją przyszłości, w której pojęcie prawdziwej miłości jest względne, wiedza staje się przymiotem nieistotnym, a wolność okupiona jest cierpieniem i strachem. Wiem, że ma wielu fanów i niech ten fakt będzie dla Was rekomendacją. Od siebie mogę napisać, że mam mieszane uczucia. Przedstawiłam książkę ze swojego punktu widzenia, z którym oczywiście nikt nie musi się zgadzać. Jak zatem jestem nastawiona do pozostałych części trylogii? Sceptycznie, aczkolwiek jestem ciekawa, jak autorka rozwinie dalsze losy Rhine, a przede wszystkim mam nadzieję, że kontynuacje bardziej mnie wciągną, niż pierwszy tom.

Nathalien

„I tak się właśnie kończy świat
Nie hukiem ale skomleniem."
Thomas Stearns Eliot „Wydrążeni Ludzie" (w przekładzie Czesława Miłosza)

 

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, kiedy wybuchnie III Wojna Światowa i jakie mogłyby być jej następstwa? Co byście powiedzieli, gdyby ocalał tylko jeden kontynent, a jego mieszkańcy zaczęli dążyć do stworzenia genetycznie idealnych pokoleń? A co jeśli te starania doprowadziłyby do stworzenia wirusa, której ograniczyłby długość ludzkiego życia do konkretnego wieku? Zastanówcie się nad odpowiedziami, a potem zabierzcie za lekturę dysutopijnej „Atrofii" Lauren DeStefano – debiutu literackiego, którego autorka na pewno nigdy nie powinna się wstydzić.

 

Rhine ma szesnaście lat, kiedy pod nieobecność brata bliźniaka, Rowana, zostaje uprowadzona przez Kolekcjonerów. Obcy mężczyźni ustawiają ją i piętnaście innych dziewczyn w rzędzie i poddają je oględzinom. Gdy w końcu rzekomy zleceniodawca dokonuje wyboru, Rhine razem z dwiema towarzyszkami niedoli, Cecily i Jenną, zostaje wciągnięta do limuzyny, gdzie pod wpływem gazu usypiającego traci przytomność. Budzi się w rezydencji, która niedługo ma stać się domem zarówno jej, jak i pozostałych dwóch dziewczyn, bowiem sprowadzono je tu, by zarządca mógł je poślubić. Dlaczego? Na skutek eksperymentów pierwszego pokolenia udało się wynaleźć lekarstwo na raka i umożliwić ludziom długie życie. Jednakże następstwem tych badań było stworzenie śmiertelnego wirusa i skrócenie żywotów kolejnych pokoleń: mężczyźni dożywali wieku lat 25, zaś kobiety 20. Popularne więc stało się wydawanie kilku nastoletnich dziewczyn za jednego chłopaka naraz. Tak też dzieje się tutaj – Rhine, Cecily i Jenna zostają poślubione zarządcy Lindenowi, gdyż jego dotychczasowa żona ma niedługo umrzeć. Rhine jednak nie chce pogodzić się z sytuacją, co więcej zakochuje się w służącym, Gabrielu. Czy istnieje dla niej i towarzyszek jakiekolwiek wyjście z sytuacji?

 

Na początek – przyznajcie się tu i teraz, kto zna znaczenie słowa „atrofia"? Tytuł angielski brzmi „wither" i oznacza powolne umieranie lub zanikanie. Użyta w polskim tytule „Atrofia" pochodzi z kolei z języka greckiego. Stosuje się ją w terminologii medycznej do określenia „stopniowego zmniejszania się objętości komórki, tkanki, narządu lub części ciała". Znaczenie oryginalnego tytułu zostało więc zachowane. Co więcej, w obu przypadkach perfekcyjnie odzwierciedla on historię, bowiem bohaterowie z każdym dniem zbliżają się do swoich dwudziestych (kobiety) lub dwudziestych piątych (mężczyźni) urodzin, kiedy to umierają, bluzgając krwią na wszystkie strony. Jednocześnie Rhine, Cecily i Jenna zanikają też psychicznie, gdyż przetrzymywane w rezydencji wbrew swojej woli mają nigdy więcej nie zobaczyć prawdziwego świata – ich jedynym zadaniem jest płodzić Lindenowi dzieci i spełniać jego zachcianki. Rzeczywiście, kto w takiej sytuacji nie zatraciłby części siebie?

 

Rhine.

Szesnastolatka, która jest świadoma, że w wieku lat dwudziestu umrze. Została porwana od swojego brata bliźniaka i nie może znieść myśli, że zostawiła go samego. Przez wiele lat ochraniał ją przez Kolekcjonerami, a mimo to i tak wpadła w ich pułapkę. Dumnie znosi zaślubiny. Staje się przyjaciółką „pierwszej żony" Lindena, która niedługo po ślubie trzech dziewczyn z zarządcą kona. Jednak to wszystko daje jej nadzieję i pozwala opracować plan ucieczki. Oj tak, trybiki kręcą się w tej główce w zawrotnym tempie! W dobie postaci, którym połowę powieści zajmuje dojście do najprostszych wniosków, Rhine jest prawdziwym powiewem świeżości. Inteligentna, bystra i bardzo spostrzegawcza – trzy w jednym! Ponadto zdecydowanie nie jest postacią banalną i łatwą do rozgryzienia. Dość często zdarzało mi się zastanawiać, co zaraz wywinie, którego chłopaka w końcu wybierze i jak potoczą się kolejne wydarzenia. Duży plus za taką kreację postaci.

 

Patrząc na okładkę, którą na całe szczęście polscy edytorzy zachowali (DZIĘKUJĘ!), widzimy złotą klatkę z zamkniętym w jej ptaszkiem. Tak właśnie czuje się Rhine. Poznała już świat zewnętrzny, żyła w nim szesnaście lat... i nagle wszystko zostało jej odebrane, a ją samą zamknięto w ekskluzywnej rezydencji z rozległym ogrodem, basenem i gigantyczną biblioteką. Gdyby chociaż większość z otaczających ją i towarzyszki rzeczy była prawdziwa... ale nie! Dziewczęta grają na hologramowym pianinie, pływają w basenie z wirtualnymi rybami – żyją w prawdziwie chemicznym świecie z wiszącą nad nimi groźbą bolesnej śmierci, przed którą żadne chemikalia nie mogą ich jednak uchronić. Jedynym łącznikiem z rzeczywistością poza bramami pozostaje trampolina, która Linden sprowadza dla Rhine i Jenny oraz barwne cukierki, którymi pierwsza żona chłopaka poczęstowała Rhine przed śmiercią i które potem Gabriel dla niej przemyca.

 

W jego temacie – nie wiem, jaki efekt planowała osiągnąć autorka, ale mnie uwiódł Linden, a nie Gabriel. Ten pierwszy wydaje się o wiele bardziej złożonym charakterem. Nie zna prawdziwego świata, nie wie, w jakich okolicznościach trzy nowe żony zostały sprowadzone do jego domu, nie wie, że seks z trzynastolatką jest zły, mimo że ona nie mogła się tego doczekać i że w ogóle cała bigamia nie powinna mieć miejsca. Mimo swojej niewiedzy nie robi nic przeciwko dziewczynom. Czeka na ich zgodę i gdy Rhine mu takowej nie udziela, w pełni to akceptuje. Zdecydowanie nie jest on ani czarnym, ani białym charakterem – jest szarawy i takich facetów w książkach najbardziej lubię. Między nim i Rhine jest chemia i to też mocno odbija się na mojej opinii o nim i o tym pairingu. Jednak jest jeszcze Gabriel – służący. Zadurza się w Rhine i to z wzajemnością... ale gdzie były te przeskakujące między nimi iskry? Nie było! I to mnie zabolało. Chociaż zakończenie nie wyjaśnia, z którym mężczyzną główna bohaterka zostanie w ostateczności i może dlatego ani nie jestem do końca rozradowana, ani zdołowana.

 

Smuci mnie tylko fakt, że moja ulubiona Rhine umrze w wieku dwudziestu lat... Chociaż nie powinnam się obawiać, ojciec Lindena, mistrz Vaughn, jest lekarzem – na pewno wynajdzie lekarstwo na czas. Przecież nie chce śmierci swojego syna ani żadnej z jego żon... Prawda?

 

Co do dwóch pozostałych bohaterek – Cecily jest trzynastolatką. Widać, że nie do końca rozumie swoją sytuację. Od kiedy tylko przyjeżdża do rezydencji, nie może doczekać się zaślubin i nocy poślubnej. Pech, że Linden nie chce skonsumować żadnego z małżeństw za życia pierwszej żony. Dziewczynka czyta więc coraz to nowsze poradniki dotyczące ciąży i tego, jak opiekować się dzieckiem. Jej przeciwieństwem jest Jenna – poznajemy ją jako osiemnastolatkę. Jest cicha, widać, że nie jest zachwycona swoim losem, ale jednocześnie nie próbuje mu się sprzeciwiać. Obiecuje sobie, że nigdy nie pozwoli mężowi siebie tknąć – brzydzi się go. Jest to zdecydowanie osoba, której niezwykle współczułam, gdy: 1) poznałam jej wiek; 2) w bibliotece przeglądała romanse; 3) wyjawiła Rhine straszną prawdę z dnia porwania. Jestem pewna, że również ją pokochacie. Jest równie inteligenta i przebiegła jak Rhine, stara się jej pomóc ze wszystkich sił. Po prostu nie można dziewczyny nie lubić.

 

Sam pomysł na historię jest, moim zdaniem, genialny. Dysutopijna rzeczywistość, gdzie dążenie ludzi do bycia idealnymi wywołuje katastrofę. W wyniku III Wojny Światowej Ameryka Północna pozostaje jedynym kontynentem na planecie, a ludzie będący potomkami silnego i zdrowego Pierwszego Pokolenia umierają w młodym wieku. Szczerze mówiąc, nie zdziwiłabym się, gdyby taki scenariusz rzeczywiście się kiedyś spełnił. Mam ogromną nadzieję, że wydarzy się to najwcześniej za jakieś 200-300 lat, aczkolwiek uważam, że taki rozwój sytuacji jest jak najbardziej możliwy.

 

Oby tylko w przyszłości dyktatorzy nie czerpali pomysłów z „Atrofii",„Igrzysk śmierci" i tym podobnych... Byłoby nieciekawie, nie?

 

O okładce już trochę wspominałam, ale muszę dodać, że jest przepiękna! Pomysł z klatką, kolorystyką, tymi kreskami namalowanymi na zdjęciu – cud, miód i powidła, daję słowo. Dziękuję grafikom wydawnictwa Prószyński i S-ka, że zostawili oryginalną okładkę. Żadna inna nie oddałaby treści tak dobrze.

 

Język autorki bardzo mi podpasował. Widać, że nie miała problemu z pisaniem kolejnych zdań, tak jak zresztą sama przyznała w niejednym wywiadzie. Czytałam ich kilka i najbardziej poruszyło mnie to zdanie: „Łatwo wierzę swoim postaciom i to raczej ja pozwalam się prowadzić im niż odwrotnie." Dlaczego? Sama piszę powieści i również pozwalam się prowadzić swoim postaciom, zamiast nimi zarządzać. Dlatego przepadam za pisarzami sławy światowej (a ktoś zza oceanu, kogo opublikowano w Polsce, niewątpliwie takowym jest), którzy mają w tej sprawie podobne zdanie co ja.

 

Podsumowując, bo recenzja jest jedną z najdłuższych, jakie napisałam i mam nadzieję, że dobrnęliście do końca z otwartymi oczami, „Atrofia" jest niesamowitą lekturą i niewątpliwie każdy miłośnik dysutopii powinien po nią sięgnąć. Żałuję, że wydawnictwo na razie nie ma w planach wydania kolejnych części trylogii, ale planuję sięgnąć po nie w oryginalnym wydaniu. Oceniam na 6 i jeszcze raz polecam!

 

Obsesja Kasiulka

Lauren DeStefano skończyła filologię angielską ze specjalnością kreatywnego pisania w Albertus Magnus College w Connecticut. „Atrofia" to jej debiut literacki i pierwsza część trylogii – Chemiczne światy.

 

Żyjemy z dnia na dzień, nie zastanawiamy się nad jutrem, gdyż nikt nie wie do końca, co może ono dla nas przynieść. Jednak żyjemy z myślą, aby dożyć sędziwego wieku, zobaczyć jak poradzą sobie nasze dzieci, chcemy poznać jeszcze wnuki. Nie każdemu jest to dane. Co byśmy zrobili gdyby okazało się, że dożyjemy jedynie 20 lat, będziemy znać datę naszej śmierci? Według tej tezy wielu z nas nie powinno już żyć. Wiedząc o tym, staralibyśmy się jednak planować każdy dzień, wypełnić każdą minutę swego życia do cna, aby nie utracić ani odrobiny z jestestwa. Podobnie jak Rhine, bohaterka „Atrofii", staralibyśmy się żyć każdym dniem i z zachłannością wdychać powietrze, wiedząc, że jutro może nie nadejść, a jedynym marzeniem jest wolność.

 

Rhine to szesnastolatka, która żyje w świecie po trzeciej wojnie światowej. Jest to dziwny świat, w którym się uważa, że dzieci poczęte metodą naturalną są niedoskonałe. Dlatego też ruszyła „produkcja" embrionów bez jakichkolwiek wad genetycznych. Jednak okazuje się, że one również są niedoskonałe, gdyż tylko pierwsze urodzone pokolenie jest bez wad. Już ich potomkowie dożywają jedynie 20 lat. Rhine, Cecily i Jenna poślubiają syna właściciela potężnej posiadłości. Jednak serce Rhine bije dla młodego służącego – Gabriela. Postanawiają uciec z tego więzienia, w którym każdy ich ruch jest obserwowany. Czy im się to uda?

 

Lauren DeStefano stworzyła nietuzinkową historię. Historię, która jest niesamowita, w której walka o życie jest tak ogromna, że aż przeraża. Rhine to bohaterka, która się nie poddaje. Odebrano jej wolność, która stricte jest każdemu przypisana – wolność, która staje się marzeniem. Zamknięcie i ciągłe śledzenie każdego kroku doprowadza do szału. Dziewczyna czuje się osaczona. Każdą jej myśl wypełnia marzenie o ucieczce, jednak wie, że nie może się z tym wyjawić. Nie wie do końca, komu może ufać, a komu nie. Pragnienie, aby zarządzać samodzielnie ostatnimi lata swego życia, doprowadza do tego, że zdradza swoją tajemnicę Gabrielowi. Na szczęście Gabriel podziela jej postępowanie i dziewczyna ma w końcu, z kim porozmawiać i zaplanować ucieczkę.

 

Autorka pisze plastycznym i barwnym językiem, dzięki czemu świat przez nią przedstawiony jest bardzo realistyczny. To historią, od której ciężko się oderwać. W pewnym momencie zaczęłam kibicować Rhine i zaczęłam sama podsuwać pewne pomysły na wyrwanie się z tego nierealnego świata. Świat stworzony prze autorkę jest perfekcyjny. Posiadłość, w której przebywają dziewczyny jest fantastyczna, każda ich zachcianka jest spełniana. Każda oprócz wolności. Historia skupia się na trzech dziewczynach zamkniętych w posiadłości z gajem pomarańczowym. Na ich przystosowaniu się do rzeczywistości tam zastanej. Na ich początkowym buncie, i późniejszej akceptacji. Dziewczyny coraz bardziej się do siebie zbliżają. Każda z nich życie obok Lindena przyswaja inaczej i w inny sposób planuje.

 

Po „Atrofię" sięgnęłam z ciekawości. Nie sugerowałam się opiniami, chciałam po prostu przeczytać coś innego. Coś, co przeniesie mnie w inny świat, w przyszłość, o której nie za wiele wiemy. W książce nie ma akcji, która mknie, w której się zatracamy. Akcja toczy się powoli, rozwija się z każdą przewróconą stroną, dzięki czemu nie nuży.

 

Bohaterzy są różnorodni, i bardzo dokładnie nakreśleni. Każdy z nich ma swoją rolę do odegrania i każdemu przypisana jest odpowiednia część historii.

 

Wydawnictwo postarało się również o piękną oprawę powieści, matową z elementami błysku, która daje przyjemne uczucie przy jej dotykaniu. Okładka zachwyca, posiada pewną magię i jak najbardziej odpowiada zawartości, a ostatnimi czasy dość rzadko się zdarza, aby obwoluta miała wspólny mianownik z wnętrzem książki.

 

Jedyny malutki minus to brak wiadomości, dlaczego doszło do wojny i zalania sześciu kontynentów. Gdyby ta informacja, chociaż w krótkim opisie znalazła się na początku całej historii spięłoby ją to w pewną pełną całość. Mam nadzieję, że w kolejne części autorka w umiejętny sposób przedstawi nam to.

 

Książka zachwyciła mnie od samego początku i bardzo przyjemnie spędziłam z nią czas.

 

Polecam z czystym sumieniem.

 

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Atrofia

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)