Ab Ovo Rafał Bąk

Wybierz opinię:

Zuzankawes

Jak napisać niezłą książkę. Odwieczne pytanie, nurtujące wielu pisarzy. Zapewne spędzało sen z powiek także Rafałowi Bąkowi, który stworzył swój własny przepis. A brzmi on następująco: szczypta historii, garść fantastyki, łyk przygody. Dodać motyw podróży w czasie plus ciekawie opowiedziane przygody głównych bohaterów, prostą lecz nie prostacką fabułę. Potrząsnąć, wymieszać. Banalnie proste. Niestety, tylko z pozoru. Choć jeśli o Rafała Bąka chodzi, niezwykle skuteczne.

 

Zaczynając czytać książkę miałam mieszane uczucia. Lubię książki wykorzystujące motyw podróży w czasie, jednak sposób w jaki stało się to z głównym bohaterem „Ab ovo" pozostawiał wiele do życzenia. Mierził mnie też język tej postaci. Sztubacki, irytujący, nie pasujący do jego wieku. Bo główny bohater, postać licząca sobie zdecydowanie więcej niż 15 wiosen, posługiwał się językiem pasującym bardziej do chłopaka ze szkolnej ławy. Postanowiłam jednak dać sobie i książce szansę i czytać dalej. A nuż, polubimy się – pomyślałam. I moje życzenie spełniło się bardzo szybko. Bo dalej było już tylko dobrze. Przede wszystkim diametralnie zmienił się język powieści, dzięki czemu lekturze często towarzyszył mój chichot. Dialogów wywołujących wesołość, o czym miałam wkrótce się przekonać, było na pęczki.

 

Ale to nie jedyne plusy „Ab ovo". Urzekła mnie też fabuła. Nieskomplikowana, a wciągająca. W skrócie wygląda następująco: Jan Sum (zwany też Rybą), z zawodu tatuażysta, ojciec dzieciom i mąż żonie, zostaje pewnego pięknego (choć nie na pewno) dnia, przeniesiony do średniowiecznej Polski. Od sprawcy owego dziwnego zdarzenia dowiaduje się, że został wybrany do wypełnienia misji, która pomóc może zbuntowanym aniołom (choć właściwie nazwijmy rzecz po imieniu – ma pomóc zwykłym diabłom) w wyrwaniu się z Piekła i na ponowne przejście na jasną stronę mocy. Sum, początkowo zdezorientowany, dość szybko odnajduje się w nowej rzeczywistości i zjednuje popleczników do podjęcia trudnego zadania. A jest to dość specyficzna kompania: Hiszpan Ramon - alkoholik, jego słudzy chętni do rozbijania ludziom nosów, Fryderyk – dobry Krzyżak. Cały wachlarz ciekawych osobowości, których wspólną pasją jest palenie ... Chesterfieldów. Zadanie, które otrzymali do wykonania jest pełne tajemnic i niebezpieczeństw, a by je wypełnić zmuszeni są do wędrówek po Europie, do przemierzania lądów i mórz, a nawet czasoprzestrzeni. Walka z piratami, diabłami, z Krzyżakami, plus walka z własnymi słabościami. To wszystko odkryje czytelnik, jeśli zdecyduje się sięgnąć po lekturę. Odkryje też co łączy Krzyżaków i diabły (te złe oczywiście, „dobre" zarezerwował sobie Sum wraz z kompanią), jaki związek ma bitwa pod Grunwaldem (czy też raczej pod Tannenbergiem) z walką dobra i zła i dlaczego Jagiełło wygrał walkę (to dla amatorów historii alternatywnej), do czego potrzebny aniołom miecz Szatana.

 

„Ab ovo" ubawi do łez. Wielokrotnie. Choć będą i momenty, kiedy konieczne będzie wyciszenie i chwila refleksji. Bo książka porusza ważkie tematy: problem choroby alkoholowej, utraty bliskiej osoby, śmierci, w końcu konieczności pogodzenia się z własnym losem i samym sobą. Brak tu umoralniania, jest tylko przedstawienie faktów. Gorzkie, bolesne, ale i konieczne. Bez zbędnych frazesów, bez pouczania.

 

To także powieść o prawdziwej przyjaźni, szczerości i zaufaniu, o trosce o drugą osobę, byciu ze sobą na dobre i złe.

 

Stwierdzę na koniec śmiało, że „Ab ovo", to całkiem przyzwoita lektura dla czytelnika poszukującego w książkach chwili wytchnienia i oderwania się od rzeczywistości. To lektura dobra na poprawienie humoru, bo oprócz pozytywnego przesłania, jest napisana niezwykle dowcipnym językiem. Polecam.

Scoto

Rafał Bąk porusza w swojej powieści jeden z ciekawszych motywów w kulturze, mianowicie przenosiny w czasie. Nie zliczę z iloma powieściami i filmami miałam do czynienia, w których główny bohater przenosił się w przeszłość bądź w przyszłość... I nie napiszę kiedy mi się to znudzi bowiem nie zależy to od użytego motywu a sposobu jego wykorzystania. W Ab ovo wszystko było tak, jak być powinno, to znaczy: przenosiny były, mały element zaskoczenia był, barwne postaci również i sporo humoru - czegóż mogłabym chcieć więcej?

 

Jan Sum z zawodu jest tatuażystą, w życiu mężem, ojcem i leczącym się alkoholikiem. Można powiedzieć, że nic go nie wyróżnia z tłumu jemu podobnych, stara się jak może żyć i daje żyć innym. W chwili, gdy go poznajemy od jakiegoś czasu ma manię aniołowo-diaboliczną. Zamówienia klientów nie pomagają, bowiem co chwila ktoś sobie życzy mieć wytatuowanego jednego lub drugiego przedstawiciela zaświatów. Pewnej niedzieli postanawia przejechać się do pobliskiego małego kościółka i pomodlić, ma nadzieję, że go to trochę wyciszy, jednak zamiast tego dostaje coś bardzo odmiennego - ta decyzja kosztuje go spędzenie kilku miesięcy w innych czasach i przeżycie największej przygody życia.

 

W pierwszym momencie pomyślałam, że powieść powinna być zabawna. Rzadko udaje się autorowi zachować powagę przenosząc człowieka współczesnego, dość wyluzowanego na co dzień, w czasy odległe... No chyba, że dany jegomość od razu zostaje zabity lub w inny sposób unieszkodliwiony. W przypadku Jana oczywiście nic takiego nie miało miejsca a moje domysły potwierdził się. Rafał Bąk dostarczył mi sporo rozrywki, może humor nie należy do zbyt wyszukanych, ale wystarczył żebym się pośmiała.

 

Jan Sum dość szybko uzmysławia sobie, że nie do końca jest tam, gdzie być powinien. Trochę inny krajobraz, jeździec na koniu, brak jego samochodu - to wszystko uświadamia mu, że coś jest nie tak. Napotkany nieznajomy, który szybko okazał się aniołem, wyjaśnia mu dlaczego został przeniesiony w czasie i dość oszczędnie poinformował co ma dalej robić. W zasadzie można powiedzieć, że Jan wiedział tyle co nic, dostał drewniany krzyżyk, ówczesne ubranie, konia i dobre słowo na drogę. Później okazało się, że miał misję do spełnienia, anielsko-diabelską. Podobało mi się, że autor nie od razu przedstawił zadania, jakie miał do wykonania główny bohater, dzięki temu powieść nie znudziła mnie i chciałam czytać dalej.

 

Od samego początku Jan miał wiele szczęścia. Nie zginął zaraz za pierwszym drzewem, znalazł towarzyszy dalszej podróży, którzy byli na tyle sympatyczni, że nie pytali o nic i powoli zaczynał pojmować co dokładnie ma zrobić. Tego oczywiście wam nie zdradzę, wspomnę jedynie, że realizując anielsko-diabelską misję Jan - później zwany Rybą - przebył sporą część Europy konno oraz statkami. Poznał kilka ciekawych osób i przeżył szereg przygód. W tym czasie również się zmienił, wcześniej nie był w stanie nikogo skrzywdzić, po kilku tygodniach w średniowieczu miał na koncie pierwsze zabójstwo. Udało mu się zachować abstynencję alkoholową (seksualną zresztą też bo i pokusy były), nacieszyć oczy nieskalaną przyrodą, nauczyć konnej jazdy oraz zatęsknić za rodziną.

 

Rok 1410, ten konkretny chyba każdy Polak ma w pamięci, a ściślej konkretne wydarzenie - bitwę pod Grunwaldem. Przyznaję, że czytając powieść nie domyśliłam się, że prędzej czy później Ryba trafi na jej pole i będzie walczył. No, może walczył nie do końca, ale z pewnością będzie jej świadkiem i nawet porozmawia z Jagiełłą! Tu również rozegra się finał powieści, odrobinę mnie rozczarował, spodziewałam się czegoś mocniejszego, bardziej spektakularnego a wyszło takie - delikatnie pisząc - byle co. Cóż, nie można mieć wszystkiego... Za to dawno nie miałam tak, by wraz z ostatnią stroną mieć poczucie dosytu. Częściej zdarzał się niedosyt czy nawet przesyt a w przypadku Ab ovo wszystkiego było w sam raz.

 

Żeby nie było, że wszystko jest cacy... Ryba, jak to facet, miał swoje zainteresowania, które zostały opisane w powieści. W ten sposób można się było dowiedzieć co nieco o średniowieczu - mnie osobiście to trochę nudziło, szczególnie opisy okrętów, do przedstawionych walk raczej nie mogę się przyczepić bo ciężko napisać tego typu powieść bez nich... Jednak do poruszanych tematów już mogę... Nie mam nic przeciwko wpleceniu kilku uwag o współczesności, ale długie dygresje o alkoholizmie, eutanazji czy aborcji było przesadą. Powieść miała bawić, być rozrywką a nie narzucać światopogląd. W tym przypadku daję wielkiego minusa. Plusem natomiast może być wydanie Ab ovo. Od pierwszego momentu moją uwagę przykuła okładka oraz zawarte w środku, autorskie, rysunki. I jedno, i drugie, świetnie pasuje do treści powieści i nie jest zbyt nachalne. Okładka należy do tych bardziej oszczędnych, jednak to jest dokładnie to, co lubię.

 

Reasumując - Ab ovo to powieść fantasy mogąca dostarczyć sporo niezłej rozrywki. Nie jest to coś, co zaproponowałabym nastolatkom, jednak dorosły czytelnik powinien być zadowolony z lektury. Jak każda niemal książka i ta ma swoje plusy i minusy, ale w ostatecznym rozrachunku jestem na tak. Jeśli macie ochotę przenieść się na chwilę do średniowiecza - polecam.

Ewa Chani Skalec

Tym razem zacznę od okładki, ponieważ trudno przejść obok niej obojętnie. Robi wrażenie tym większe, kiedy się ją dotyka i pod opuszkami palców wyczuwa delikatne linie pięknego wzoru wisiorka, który nosi główny bohater powieści. Okładka oczarowała mnie całkowicie, a motyw naszyjnika zainspirował do stworzenia własnej biżuterii nawiązującej do pomysłu Autora.

 

Nie po okładce jednak sądzić należy książkę, przechodzę więc do treści powieści Rafała Baka, by zakończyć kolejnym artystycznym akcentem.

 

Historia zaczyna się dość normalnie. Od razu poznajemy głównego bohatera, Jana Suma, który jest jednocześnie pierwszoosobowym narratorem. Całą opowieść poznajemy zatem z jego perspektywy. Jan jest tatuażystą (choć Autor używa określenia tatuator, które nie przypadło mi do gustu). Jak każdy człowiek, miewa lepsze i gorsze dni, czasami denerwuje się na żonę, nieraz wkurzają go klienci, innym razem jest zbyt zmęczony, by pobawić się z dziećmi. Stara się jednak być jak najlepszym człowiekiem, mężem i ojcem. W pracy też sobie radzi. Nie tak dawno wraz z całą rodziną wyprowadził się z Warszawy na cichą wieś, gdzie szukał spokoju i wytchnienia. Jan boryka się bowiem z jeszcze jednym problemem – jest alkoholikiem. I choć od dawna nie pije, alkohol wpływał na jego życie wielokrotnie.

 

Pewnego dnia Jan wybiera się do kościoła i tam właściwie rozpoczyna się jego wielka przygoda – wędrówka przez Europę i przez czas. Spotkany w jednej z kościelnych ław anioł poinformuje go bowiem, że ma do wykonania nie lada misję. Nie od razu wyjawi jej cel, ale obieca Janowi jedno – że będzie on chroniony, a pomocny mu w tym będzie wisior, którego ma nigdy nie zdejmować. Tak, ten właśnie, który zdobi okładkę książki.

 

Jan niespodziewanie przeniesiony zostaje do średniowiecza, w początki XV stulecia. Ziemiami, które uznaje za czysto polskie władają Krzyżacy, którzy przygotowują się do zdobycia jeszcze większej władzy. Jednak nie tylko Zakon jest mu wrogiem. Stawka jest znacznie wyższa, a poza wspaniałym zakonnym rycerstwem w szranki z Polakiem z XXI wieku i jego poplecznikami staną wysłannicy szatana. Stoczona zostanie walka, która zaważy na losach całego świata. Czy Jan wraz z Ramonem, Lamontem i Mikołajem oraz kilkoma innymi dzielnymi śmiałkami pokona siły zła, przechyli szalę zwycięstwa na stronę wojsk polsko-litewskich i da szansę na zbawienie upadłym aniołom, które chcą wrócić na łono Ojca?

 

Powieść jest napisana bardzo zgrabnie i wyśmienicie się ją czyta. Interesujący pomysł, wartka akcja, ciekawi bohaterowie – wszystko to sprawia, że "Ab ovo" jest lekturą wartą polecenia. Bez wątpienia też Autor przyłożył się do badań nad czasami, które opisuje – nad strojami, zwyczajami, czy językiem. Choć, niestety, nie udało mu się uniknąć kilku drobnych pomyłek (jak choćby rozpisywanie się o kiltach, które pojawiły się dopiero jakieś sto lat później).

 

Bardzo ciekawa zdaje się w pierwszej części warstwa językowa powieści. Od razu widać, że rozmówcy pochodzą z różnych epok, wynikają z tego różne interesujące, a czasami zabawne historie. Później się to zmienia, a to za sprawą wisiora, który okazuje się również... urządzeniem tłumaczącym. Nie spodobało mi się to. Kiedy nagle wszyscy zaczęli mówić do siebie w zrozumiały sposób, a i odbiór wypowiedzi pozostałych poprzez Jana stał się taki, jakby rozmawiał z nam współczesnymi – historia straciła sporo uroku i naturalności. Szkoda, bo zapowiadała się językowa perełka.

 

Bohaterowie przemierzą Europę – częściowo konno, częściowo na "zaczarowanym"" statku. Napotkają na swej drodze nowych sprzymierzeńców i wrogów. Nikt nie jest w powieści Bąka biały ani czarny. Znajdziecie tu wiele odcieni szarości, bo każdy z nas ma w sobie zalążek dobra i zalążek zła. Nawet anioły.

 

Jezus umarł na zbawienie ludziom. Czy i upadłe anioły mają na nie szansę, czy na zawsze już pozostaną z piętnem, które wyryło się na nich, kiedy postanowiły przystąpić do buntu szatana?
Dzisiejszy świat bardzo różni się od tego, który znali ludzie średniowiecza. Dało to Autorowi możliwość opisania wielu dylematów moralnych, które były udziałem Jana. Szczególnie tak różne podejście do zadawania śmierci ma w tej powieści duże znaczenie i daje do myślenia również czytelnikowi.

 

Korekta i redakcja spisały się bardzo dobrze. Moje odczucia w kwestii okładki już znacie. Zarówno ją, jak i zawarte wewnątrz książki liczne grafiki stworzone zostały przez samego Rafała Bąka, możemy więc zobaczyć, jak wyglądają bohaterowie – tacy, jakich on sobie wyobrażał, kiedy o nich pisał. To ciekawe doświadczenie i naprawdę wyśmienity pomysł. Na dodatek grafiki są naprawdę rewelacyjne.
Czy mogę się czegoś przyczepić? Owszem. Denerwowało mnie, że Jan jest tak świetnym znawcą pojęć marynistycznych, świetnie potrafi z daleka ocenić rodzaj broni, zbroi czy hełmu noszonego przez średniowiecznego rycerza, a zupełnie nie radzi sobie choćby z prostym przeliczeniem centymetrów na cale. Jego wiedza była bardzo rozległa, choć nie została niczym wytłumaczona. Wręcz przeciwnie – można było wnioskować, że o średniowieczu, uzbrojeniu i statkach Jan wie niewiele, a jednak dokładnie potrafił opisać je z najdrobniejszymi nawet szczegółami. Bywało to strasznie irytujące.
Książkę zatem mogę szczerze polecić każdemu, kto lubi dobrą intrygę i ciekawą przygodę.

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Ab Ovo

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)