Amerykańscy Bogowie [Wersja Autorska]

Autor: Neil Gaiman

Okładka wydania

Amerykańscy Bogowie [Wersja Autorska]

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Viconia

Cień po trzech latach odsiadki w końcu ma wyjść na wolność, ale im bliżej końca wyroku tym większy niepokój odczuwa. W końcu, na dwa dni przed wyjściem, dostaje wiadomość, że jego żona zginęła w wypadku. Oszołomiony tym wszystkim Cień w drodze do domu spotyka tajemniczego jegomościa, który każe się nazywać Wednesday. Proponuje on Cieniowi pracę – ma towarzyszyć Wednesdayowi w podróży przez Amerykę. Cieniowi nic już nie pozostało, więc nie ma nic do stracenia – zgadza się. I tak, razem z nimi wyruszamy na poszukiwanie duszy Ameryki, po drodze spotykając mnóstwo bogów i bóstw z każdej mitologii świata.

 

Na początku wspomnę, że ja uwielbiam rozważania na temat tego, co dzieje się z zapomnianymi bogami. Bo przecież my ciągle wierzymy w coś nowego, a starzy bogowie ciągani przez nas po całym świecie popadają w zapomnienie. Gaiman w tej książce rozwinął moją ulubioną teorię: otóż bóg zapomniany, którego nikt nie czci traci moc. A teraz pytanie: do czego będzie zdolny bóg żeby ową moc odzyskać?
Bo jak taki zapomniany bóg może konkurować z bogami współczesności, takimi jak Media, Internet, bogowie kart kredytowych, autostrad czy telefonów? Z bogami, którzy codziennie są czczeni przez miliony ludzi na całym świecie.

 

Otóż może, wystarczy mieć chytry plan jak odzyskać utraconą moc i znaleźć kogoś, kto mu w tym pomoże i niekoniecznie będzie świadomy tego, co tak naprawdę robi.

 

Poza tym spotkacie ważniejszych i mniej ważnych bogów z mitologii nordyckiej, celtyckiej, hinduskiej, egipskiej, słowiańskiej... Prawdziwą przyjemność czytelnikowi może sprawić zgadywanie z jakim akurat bogiem mamy do czynienia. I tu ukłon dla autora, który naprawdę musiał włożyć wiele pracy w zagłębienie się w tych wszystkich mitologiach, żeby potem wymieszać je i stworzyć świat, w którym będą współistnieć.

 

Akcja nie gna tu na złamani karku, nic nie jest oczywiste, nigdy do końca nie wiadomo co jest prawdziwe a co dzieje się tylko w umyśle Cienia. I to jest właśnie piękne, bo my wcale nie chcemy żeby wszystko działo się szybko, chcemy się rozkoszować każdą chwilą spędzoną w tym tajemniczym świecie, poznać bliżej każdego z bohaterów, żeby samemu domyślić się kim jest naprawdę. Ponad to trzeba trochę pogłówkować, zastanowić się nad wszystkim, z czym mamy do czynienia i czasami - kiedy dotrze do nas czego się właśnie dowiedzieliśmy – pozbierać szczękę z podłogi.

 

Szczerze mówiąc ciężko mi napisać coś mądrego, ponieważ jestem po prostu zachwycona, a przez to ciężko ubrać myśli w słowa. To jedna z tych książek, w których z jednej strony jest się strasznie ciekawym zakończenia, ale z drugiej wcale nie chce się jej kończyć. Czasami trzeba na chwilę się zatrzymać i pomyśleć o tym, co się przed chwilą wydarzyło. Trzeba wczuć się w ten specyficzny klimat , oswoić z dziwnym i intrygującym światem, naszym, ale jednak zupełnie innym. Polecam ją każdemu, nie tylko miłośnikom fantastyki. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie do każdego ona przemówi i nie każdego zachwyci. Mam jednak nadzieję, że udało mi się do niej przekonać chociaż kilka osób ;)

Mumin

Człowiek to taka istota, która ma to do siebie, że wierzy. Potrzebuje wiary, a wiara potrzebuje jego. Ona dodaje mu otuchy, pomaga uporać się z problemami, daje w życiu oparcie. Niejednokrotnie może wyjaśnić pewne prawa i zasady rządzące światem. Tak jest ludziom łatwiej - gdy mają w co wierzyć, kiedy ich bóg czuwa nad nimi i mogą się do niego modlić oraz prosić go o łaski. Ale to człowiek stworzył bogów, a oni rozwijali się wraz z nim. Z czasem też, wraz ze swoimi stwórcami, przybyli do Ameryki. Do Nowego Świata. Tam zapuścili korzenie, czczeni rośli w siłę, bo wyznawców na ten kontynet przybywało coraz więcej. Jednak w dobie elektroniki, telewizji i internetu starzy bogowie nie mają się dobrze. Ludzie większym szacunkiem darzą nowoczesną technologię niż własne wierzenia, które sami kiedys powołali do życia. I jak te mają sobie poradzić?

 

"Ludzie wierzą, pomyślał Cień. Tak już z nimi jest. Wierzą. A potem nie biorą odpowiedzialności za to, w co wierzą. Przywołują kolejne istoty i nie ufają swoim tworom. To ludzie zaludniają ciemność duchami, bogami, elektronami, opowieściami. Ludzie wyobrażają sobie i wierzą, i owa wiara, twarda, niezmienna jak skała, ma moc stwórczą."

 

Cień spędził w więzieniu już prawie trzy lata. Teraz odlicza dni do wyjścia na wolność. Jednak na chwilę przed opuszczeniem kratek aresztu dowiaduje się, że jego żona nie żyje - straciła życie przez to, że najprawdopodobniej go zdradzała. Cień chce wrócić do domu, ale w czasie podróży spotyka osobliwego Wednesday'a - starszego pana, który proponuje mu pracę ochroniarza i chłopca na posyłki. Zrezygnowany i pusty Cień chce jednak tylko w spokoju, po raz ostatni pożegnać swoją miłość, ale nowo poznany towarzysz nie daje za wygraną. Razem wyruszają w podróż przez Stany, która zmieni całkowicie nie tylko Cienia, ale również losy całego kontynentu. Ameryka musi być bowiem przygotowana do burzy, która zaprowadzi nowy porządek i raz na zawsze ustali kto zostanie, a kto odejdzie w niepamięć.

 

Neil Gaiman to angielski pisarz i scenarzysta, którego proza znana jest na całym świecie. Ja przed przeczytaniem Amerykańskich bogów nie miałem styczności z piórem autora, nie znałem więc jego stylu pisania i nie wiedziałem czego po książce oczekiwać. Pisząc tę recenzję mam za sobą jednak już drugie dzieło Gaimana i na tym na pewno się nie skończy. Gość ma coś w swoim sposobie operowania słowem, potrafi omamić, wciągnąć i zaintrygować nawet prostą, banalną sceną czy krótką historyjką, a pomysł, na którym oparł fabułę Amerykańskich bogów zasługuje na duże uznanie i warto się z jego przedstawieniem zapoznać - mimo że jest to opowieść krótka, lekka i szybka w czytaniu. Autor zwraca w niej uwagę na wiele ważnych i istotnych spraw, które w XXI wieku dotykają każdego z nas: na uzależnienie od elektroniki, traktowanie niektórych gadżetów jak bogów, niemożność prostego życia bez cudów technologii. Ukazuje czytelnikowi, jak mało czasu ludzie mają na swoje sprawy duchowe, jak bardzo pochłania ich dzisiejszy świat rozrywki i zabawy. Pokazuje w swojej powieści brutalny, ale prawdziwy przekrój teraźniejszego społeczeństwa, które nieustannie pędzi i zmienia się, po drodze zatracając wiele ważnych wartości.

 

Jednak mówiąc o głębokich przemyśleniach zawartych w książce Neila Gaimana, nie można zapominać o drugiej stronie jego powieści - tej fantastycznej, dającej przednią rozrywkę. Jest nią wspomniana wcześniej burza, czyli wojna bogów. Tych nowych - internetu, elektroniki, telewizji, z tymi starymi, którzy przywędrowali do Ameryki wraz z ludźmi wieki temu. Występuje tu m. in. panteon skandynawski, bożkowie afrykańscy, azjatyccy, słowiańscy, indyjscy i egipscy - fani powieści dotykających temat mitologii będą więc wniebowzięci. Oprócz bogów są tu też różne stwory, duchy i demony - wszystko, w co człowiek wierzył i co przywiózł ze sobą do Nowego Świata. Teraz jednak o tym zapomnina, zostawiając wszystkie swoje stare wierzenia na pastwę losu, zaczynając tworzyć nowych bogów i to im oddawać cześć. Jednak w Ameryce nie ma miejsca dla nich wszystkich, i ten problem będzie musiał być rozwiązany.

 

Niesamowicie podoba mi się taki pomysł na fabułę, jest to coś innego, oryginalnego. Chociaż na początku trochę nie mogłem się połapać - wprowadzenie było dość zagmatwane, różne wątki się przeplatały i często, ni stąd ni zowąd, pojawiały się sceny, które nie miały nic wspólnego z akcją dziejącą się na poprzedniej stronie, to po pewnym czasie wszystko łączyło się w całość, stawało się jasne i klarowne. Podczas czytania trochę przerażała mnie osobliwość niektórych momentów, zwłaszcza tych erotycznych, gdzie często otwierałem oczy szeroko ze zdziwienia i albo się śmiałem, albo byłem lekko przerażony wyobraźnią autora, ale pomijając ten aspekt, ciągle byłem pod wrażeniem umiejętności Gaimana, bo swoją książką potrafił mi nieźle namieszać w głowie. Gdy zasiadałem do czytania i zaczynałem wkręcać się w fabułę, tok mojego myślenia schodził na nieco inne tory - bardziej zagmatwane i dziwne. Natomiast kiedy książkę odkładałem, chwilę trwało, nim w pełni się otrząsnąłem i znów wszystko wracało do normalności. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby książka w taki sposób mnie zaabsorbowała, ale Amerykańskim bogomsię udało. I choć nie czytało mi się tej książki łatwo, długo ją męczyłem i nie mogłem dojść do końca, to gdy już przerwóciłem ostatnią kartkę, poczułem uczucie spełnienia. Jestem bardzo zadowolony, że było mi dane przeczytać tę powieść, bo jest ona tego warta.

 

"Istnieją historie, które są prawdziwe, w których każdy wątek to tragedia jedyna w swoim rodzaju, a najgorszą tragedią jest to, że już ją słyszeliśmy i nie możemy sobie pozwolić, by poczuć ją zbyt mocno. Budujemy więc wokół siebie pancerz, jak ostryga w zetknięciu ze szczególnie nieprzyjemnym ziarnkiem piasku, pokrywająca je gładkimi warstwami perły, po to, by móc jakoś to znieść. Tak właśnie żyjemy: rozmawiamy, poruszamy się, funkcjonujemy dzień za dniem, nieczuli na ból i cierpienie innych. Gdyby się do nas przebiło, okaleczyłoby nas albo przemieniło w świętych, ale zwykle go nie czujemy. Nie możemy na to pozwolić."

 

Amerykańscy bogowie to podróż. Podróż przez stany nie tylko Zjednoczone, ale również te własnej świadomości i człowieczeństwa, podczas której czytelnik uświadamia sobie brutalną prawdę o dzisiejszym społeczeństwie i o nas samych. Neil Gaiman umiejętnie połączył swoje mądre i trafne przemyślenia z talentem pisarskim, tworząc niesamowicie błyskotliwą i wciągającą fantastyczną opowieść, która zapada głęboko w pamięć, odciskając na zawsze swój ślad w umyśle człowieka. Właśnie do takich powieści chętnie się wraca. Gorąco polecam Amerykańskich bogów!

 

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: