Alibi Na Szczęście Anna Ficner Ogonowska

Wybierz opinię:

LadyBoleyn

Łatwo stracić wszystko, co dotychczas było dla nas najważniejsze. Ulotna chwila, zły wybór, złośliwość losu czy też nieszczęśliwy traf potrafią doprowadzić do złowrogich konsekwencji, odbijających się następnie latami na życiu człowieka. Ciężko pogodzić się z nieodwracalnymi zmianami w naszej egzystencji, a wspomnienia, dotychczas cenione jako moment szczęścia i radości, w krótkim odcinku czasu mogą zamienić się w łzawą przeszłość, po której pozostały jedynie uczucia i cierpienia, tkwiące w duszy człowieka. Czy można pogodzić się i zacząć normalnie funkcjonować po odejściu tych, na których zależało nam najbardziej? Niewątpliwie, zawsze pozostanie żal, lecz należy również szukać ukojenia i spokoju gdzie indziej. Bohaterka powieści Anny Ficner-Ogonowskiej musiała uporać się z własnymi demonami, zanim rozpoczęła walczyć o własny uśmiech.

 

Główną bohaterką „Alibi na szczęście" jest Hania, która blisko dwa lata temu straciła wszystko swoje najcenniejsze skarby, w postaci bliskości ukochanych osób. Od tego czasu z trudem próbuje ułożyć sobie życie, cały czas mając w pamięci wydarzenia z przeszłości, nie pozwalającej jej znów żyć szczęśliwie. Odrzuciła wszystkie marzenia i skupiła się jedynie na swojej pracy wśród uczniów, którzy mieli podzielne zdania na temat zawsze zasmuconej nauczycielki języka polskiego. Hania zawsze może liczyć na pomoc swojej przyjaciółki – Dominiki, która jest gadatliwą dentystką, cały czas tryskającą optymizmem i szalonymi pomysłami. Kobiety przyjaźnią się od lat dzieciństwa i są dla siebie oparciem w każdej sytuacji. Dodatkowo również Hania odnalazła towarzyszkę do rozmów w starszej osobie pani Irenki – właścicielki domu nad morzem, gdzie polonistka lubi spędzać każdą wolną chwilę, znajdując tam upragniony spokój i ciepło rodzinne. Prawdziwy Armagedon z życiu Hani zaczyna się w chwili, kiedy poznaje Mikołaja – starszego brata jest ucznia oraz przyjaciel chłopaka Dominiki. Mężczyzna ten zakochuje się w niepozornej pani profesor niemalże od pierwszego wejrzenia, postanawiając walczyć o uczucia swojej ukochanej, mimo tego, iż boi się ona zaangażowania. Mikołaj nie do końca rozumie zachowanie wystraszonej i skrzywdzonej kobiety, lecz jest gotów zrobić wszystko, aby poznać jej sekrety i stać się częścią jej życia. Hania mimo wszystko pozostaje nieufna względem nowego nieznajomego, lecz z czasem, za sprawą nacisków Dominiki i Mikołaja, który cały czas jest uparty w swych działąniach, pozwala mu zbliżyć się do siebie. Jednak czy będę potrafiła dać sobie prawo do bycia szczęśliwą i odnajdzie wiarę w prawdziwą miłość?

 

Anna Ficner-Ogonowska to autorka, której debiutem literackim jest właśnie książka „Alibi na szczęście". Pisarka tworzyła tę powieść głównie dla siebie, jednakże, jak można przeczytać na okładce lektury, jej mąż postanowił potajemnie wysłać maszynopis do wydawnictwa, co też zostało szczęśliwie zakończone wydaniem owego utworu. I niewątpliwie, małżonek pani Ficner-Ogonowskiej zrobił bardzo dobry uczynek, wprowadzając swoją żonę do literackiego świata, w którym znajduje się wiele miejsca dla lekkości jej pióra. „Alibi na szczęście" to fascynująca historia o dojrzewaniu uczuć, niesamowitych przyjaźniach czy też próbie odnalezienia wewnętrznego spokoju i pogodzenia się z losem. Autorka zaprasza nas do mroźnego świata Hani, która stopniowo otwierała się na bliskość ukochanych osób, dostrzegając, że pomimo wielu życiowych tragedii i krzywd, w każdym z nas znajduje się jeszcze nadzieja na radość. Nie brakuje w tej lekturze nadziei, poszukiwania odpowiedzi na trudne pytania czy też walki – nie tylko o miłość, ale też i o nową, pełną szczęścia egzystencję. Książka liczy dokładnie 653 strony, więc nie ukrywając – jest potężnym tomiskiem, lecz przyznam, że czytając ją bardzo szybko uciekają kolejne godziny, a wybory i losy Hani wciągają odbiorcę coraz mocniej, do tego stopnia, że nie może oderwać się od lektury. Wspaniałe wydaje się być zaangażowanie Mikołaja, który pomimo wielu problemów, jakie stawały na jego drodze, nie poddawał się w nierównej walce o uwielbioną polonistkę, a zarazem – jedyną osobę, jaka mogłaby zagwarantować mu wszystko to, czego chciał. Pani Ficner-Ogonowska napisała wzruszającą książkę, ukazującą doskonale emocje bohaterów, których czytelnik rozumie doskonale. Ukazana historia zapewne bez żadnych przeszkód mogłaby być uznana za realną, a przyjemny styl autorki dodatkowo sprawia, że cały utwór czyta się jakby nieznany człowiek opowiadał nam o części swojego życia. Dialogi zamieszczone w powieści potrafią rozbawić, jak i też wzruszyć, pokazując ogromną głębię każdego słowa. Postacie zostały wykreowane w sposób godny uwagi. Każdy z nich jest inny, posiada zupełnie odrębny temperament czy też siłę charakteru. Łatwo zakochać się w „Alibi na szczęście", gdzie magia łączy się z realną koleją rzeczy.

 

Z przyjemnością można przenieść się do świata zamyślonej Hani, skrywającej niejedną tajemnicę, którą poznajemy pod koniec lektury, zwariowanej Dominiki, odnajdującej prawdziwą miłość czy też zakochanego do granic możliwości Mikołaja, walczącego o swoje życiowe wartości aż do końca. „Alibi na szczęście" to wspaniała książka, otwierająca oczy na wiele spraw, jak i pozwalająca na dłużej przenieść się do świata bohaterów, uciekających przed własnymi demonami. Mam nadzieję, że spod pióra Anny Ficner-Ogonowskiej wyjdzie jeszcze niejedna fenomenalna lektura. ;)

Vyar

Książki takie jak ta nie trafiają do mnie często, ponieważ sama z siebie nie zwracam na nie uwagi. „Alibi na szczęście" zostało mi polecone jako lekkie, życiowe i wciągające czytadełko, a że miałam chwilowo zapotrzebowanie na coś takiego, to czemu nie... Dopiero po przeczytaniu jej zapoznałam się z opiniami czytelników i reklamą, i muszę przyznać, że raz: promocja tej książki robiona była z rozmachem, a dwa: na szczęście ominął on mnie, bo moja ocena jej byłaby zupełnie inna.

Przyznać też trzeba, że leżała ona odłogiem stanowczo za długo.

 

Głowna bohaterka, chociaż odbiega i porządkiem i stylem życia od mojego, jest dosyć „swoja". Bo kto nie przeżył jakiegoś zawodu miłosnego, i nie czuł tęsknoty za kimś bliskim? Hanna Lerska, nazywająca się tak prosto i sucho, że aż prawie wcale, nie jest przecież przeciętną dziewczyną. Ma 26 lat, jest nauczycielką języka polskiego i mieszka w podwarszawskiej willi, sama. Jedynymi jej bliskimi są przyjaciółka-siostra Dominika i rodzina, do której jeździ na letnie wczasy nad morze. Ot, jest dziewczyna życiowo ustawiona, można by powiedzieć cynicznie. A miałoby to wydźwięk niemiły, dlatego, że jej sytuacja życiowa jest konsekwencją śmiertelnego wypadku rodziców i tajemniczego zniknięcia niejakiego Mikołaja. Te wydarzenia to niedaleka przeszłość, która sprawiła, że niegdyś pełna życia i szczęśliwa Hania, teraz jest osobą chłodną, niemal obojętną i starającą się trzymać od wszystkich na dystans, przerażoną faktem, że ktoś mógłby stać się bliski i zaraz zniknąć. W tym wszystkim jest też Dominika, przysłowiowe żywe srebro, dziecko skrzywdzone w dzieciństwie przez ojca-alkoholika, wychowywane przez rodziców Hani, które już jako dorosła panna goni uparcie za szczęściem, ciągnąć za sobą „siostrę".

 

Właśnie Dominika znajduje Idealnego Przemka, a tuż za nim zjawia się Mikołaj Drugi, Który Jeszcze Nie Wie. I tymi określeniami można streścić dalsze całości losy. Dominika z Przemkiem (a może na odwrót...) radzą sobie świetnie, na ile oczywiście można ogarnąć osobę tak zmienną w nastrojach jak ta wariatka, jednak jej stanowcze dążenie do tego, by być szczęśliwą, wygrywa wszystko. Trudniejsze zadanie ma oczywiście Mikołaj, będący nie dość, że Drugim Tego Imienia, tuż po Pierwszym, Który Zniknął (panna mdleje w reakcji na samo imię), to jeszcze jest starszym bratem „zabujanego" w ładniutkiej nauczycielce licealisty. Muszę przyznać, że podziwiałabym jego cierpliwość, tym bardziej, że o tym, co właściwie spotkało Hankę i dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej, dowiadujemy się wszyscy dopiero gdzieś pod koniec, a aluzje i szczątkowe informacje rzucane gdzieś po drodze dają co prawda pole do domysłów, ale Wielkiej Prawdy nie pokazują totalnie. A zaiste jest ona wielka.

 

Tu jest, moim zdaniem, najsłabszy punkt tej powieści: Hanka jest po prostu irytująca. Z tym swoim wiecznym chcę-ale nie chcę-ale chcę-ale się boję, potrafiłaby kamień doprowadzić do tego, że wziąłby i nią potrząsnął, żeby się wreszcie ogarnęła (co zresztą zdarza się robić Dominice, dodając do tego Wygarnianie Prawdy Prosto W Oczy – swoją drogą, strasznie mi się to u niej podobało. Szczera, trafna ocena sytuacji, wyrażana w prostych słowach). Ale Hania pokazuje się, a potem ucieka, obiecuje, że przyjdzie, i nie przychodzi, i nade wszystko – choruje i mdleje, zasypia w samochodzie na miejscu pasażera, daje się ratować z trudnych sytuacji, i jest tak tkliwie romantyczna, że wywołuje to uśmiech albo politowania, albo zrozumienia, a zaraz potem szczerą chęć kopnięcia jej w tyłek, za to, że Mikołaja Porządnego traktuje tak niemiło momentami, niczego mu nie tłumacząc. Dobrym odniesieniem zdaje się być osoba sekretarki, Sylwii z Wielkim Cycem (jak, cholera, typowo...) i ciągotami do przystojnego architekta, z którym pracuje, będącej jakby znakiem ostrzegawczym dla Hanki. Zabawny fakt: Hankę postać Sylwii niewiele zainteresowała. Ból kolejny: to Dominika walczy o szczęście Hanki, nie ona sama.

 

Dodają się do tego oczywiście wątki poboczne: problemy w szkole brata Mikołaja, Mateusza, jego „nawrócenie" i uganianie się za Hanką, urozmaicone dawaniem starszemu bratu w... twarz; pani Irenka znad morza, rodzinna atmosfera jej domu i święta, które każdy chciałby spędzić w ten sposób właśnie: w dużym gronie rodzinnym, bez problemów, będąc rozpieszczanym przez niezastąpioną panią domu, znajomi z pracy Hanki, dawna rodzina Dominiki, jej praca i przewroty uczuciowe... Mieszanka codzienności, w której nie ma miejsca na spokój.

 

Kolejną rzeczą, która nie podobała mi się w powieści, są imiona i nazwiska bohaterów. Lerska i Starski brzmią jak końcówki czegoś, nie jak osobne nazwiska, i nie dają się utożsamić z charakterami. Zapewne jest to celowy zabieg, by zaznaczyć przeciętność dwóch osób z wielkiego miasta, na które nie zwróciłoby się uwagi w tłumie, ale bez przesady... ani Hanka, ani Mikołaj tacy zwyczajni nie są. To ludzie z charakterem, pasjami, pracą, którą uwielbiają i w której odnoszą sukcesy, nie mają żadnych problemów w życiu, prócz właśnie kwestii uczuć i wspominania przeszłości. Idealne życie, prawda?

 

Co na plus? Czyta się lekko, nie nudzi, skłania do zastanowienia momentami i dochodzenia, jak to z tą Hanką w końcu jest i o co jej chodzi, umiarkowanie, ale wciąga. Potem tylko kopniaka w tyłek Lerskiej, tak na szczęście, bo ma kobita go więcej, niż myśli, i oby doceniła, a obu panom życzyć oazy cierpliwości. I kończy się czytać książkę ze świeżą głową, bez kaca i chęci powrotu. A podobno są jakieś dalsze losy? Nie wiem, być może kiedyś poszukam, jeśli trafi mi się potrzeba odświeżenia znowu.

 

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Alibi Na Szczęście

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)