Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Iluminacje

Kup Taniej - Promocja

Additional Info


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Iluminacje | Autor: Alan Moore

Wybierz opinię:

Michał Lipka

  Alana Moore’a i jego twórczość zna chyba każdy, kto z popkulturą ma do czynienia w ten czy inny sposób. Nawet, jeśli nie ma pojęcia, że to ze związanymi z nim dziełami miał styczność. Oczywiście najbardziej kojarzą go fani komiksu, bo reformator, bo legenda, a przede wszystkim bo wybitny twórca, który czego się nie dotknął, zmieniał w złoto. Ale świat filmu, choć Moore ekranizacjom swoich dzieł jest niechętny do tego stopnia, że nie pozwalał nawet wymieniać swojego nazwiska przy ich okazji, też poznał dobrze jego twórczość. A proza? Ta fanom komiksów jest dobrze znana, bo artysta nigdy nie żałował jej w swoich graficznych utworach, pokazując, że umie lepiej, niż niejeden pisarz, nawet jeśli wielkim literatem ciężko jest go nazwać. No i takie są właśnie „Iluminacje” – zbiór opowiadań, które wielkie nie są, ale okazują się o niebo lepsze od większości tego, co zalewa współczesny rynek i potrafią coś w człowieku ruszyć.

 

Miłość i strata. Zjawiska paranormalne i życie komiksiarzy. Apokalipsa i polityka. O tym wszystkim pisze Moore w swoim debiutanckim zbiorze opowiadań, w którym, jak w swoich dziełach komiksowych, sięga po masę ulubionych tematów, bawiąc się tym wszystkim i pokazując, jak biegle potrafi poruszać się nawet w stricte literackiej formie.

 

Moore jako scenarzysta znany jest każdemu miłośnikowi komiksów. Żadne bowiem zestawienie najlepszych, najważniejszych i w ogóle naj komiksów w dziejach nie obejdzie się bez co najmniej kilku jego dzieł. Ba, jeśli spojrzycie na listy najważniejszych dzieł literackich w ogóle – albo nawet na książki takie, jak „1001 książek, które musisz przeczytać” – znajdziecie niewiele komiksów, czasem jeden, czasem dwa, a niemal zawsze wśród tych komiksów są jego „Strażnicy”, bodajże pierwsza opowieść graficzna wyróżniona nagrodą Hugo. A to o czymś świadczy. Tak samo, jak fakt, że za którego bohatera komiksowego Moore by się nie wziął, wykorzystywał pełen jego potencjał. Najlepszy komiks o Supermanie? Moore go napisał. Najlepszy Batman? Tu akurat Millerowi należy się palma pierwszeństwa (a po nim Jephowi Loebowi), ale Moore jest zaraz potem, a poza tym to, co zrobił do dziś jest najlepszym komiksem o Jokerze. I można by tak długo jeszcze, bo masę wielkich dzieł zrobił, a autorskie jeszcze lepsze. To dzięki niemu zaczęła się rewolucja, która doprowadziła do obalenia cenzury komiksowej i tworzenia opowieści obrazkowych dla dojrzałych, wymagających czytelników, która pozwoliła ukształtować współczesny komiks. I takich przykładów można by mnożyć. W skrócie: Moore to rewolucjonista. Człowiek, który sprawił, że z komiksów zniknęły ograniczenia, że rynek otworzył się na dojrzałe treści i przypomniał o tematach, o których pamiętać nie chciano (pamiętacie, jak postępowi Amerykanie kręcili nosami na poruszanie przez niego kwestii przemocy domowej etc., bo ich zdaniem – były to lata 80. – problemy tego typu zostały już wyeliminowane?).

 

Świat filmu poznał go za sprawą paru ekranizacji, które same w sobie nie były złe, ale jako adaptacje wielkich, zaangażowanych dzieł Moore’a, po prostu poległy. „Strażnicy”, „V jak Vendetta”, „Liga niezwykłych dżentelmenów” czy „Batman: Zabójczy żart” albo „Z piekła rodem” są rozpoznawane, chociaż ich poziom przy takim materiale źródłowym to jakiś żart niestety. No ale nie o komiksach i filmach miałem tu mówić – choć kontekst się przydaje – a literaturze, więc…

 

Więc Moore’a, jako literata znam od dekad. Po polsku nie poznaliśmy jego prozy, którą uprawia już od paru dekad (ten zbiór składa się z tekstów z ostatnich czterdziestu lat), ale w jego komiksach często mieliśmy fragmenty powieści, scenariuszy czy artykułów „tworzonych” przez bohaterów jego historii. Raz dał się nam nawet poznać jako kontynuator przygód Allana Quatermaina w dopełniającym komiks opowiadaniu o jego losach. Tu idzie inną drogą. Nie dopełnia stworzonych przez siebie i innych światów, a kreuje własne, nowe, kolejne. I robi to w typowy dla siebie sposób, zaangażowany, przewrotny, satyryczny, ale i pełen czułości, humanizmu, sentymentów. W zbiorze królują właściwie dwa teksty, tytułowe „Iluminacje”, czyli kameralna, sentymentalna opowieść o miłości oraz nie tyle opowiadanie, co licząca niemal trzysta stron (zajmuje ponad pół tego tomu) powieść „Co możemy wiedzieć o Thundermanie” (dedykowana zmarłemu już koledze artysty, z którym ten zrobił „Ligę niezwykłych dżentelmenów”) traktująca o scenarzystach komiksowych i zmianach zachodzących w branży przez ponad siedem dekad. Reszta też jest świetna, Moore ma super pomysły, choćby ten by spece od zjawisk paranormalnych zajęli się nie duchami, UFO etc., a czymś, co nawet nie mają pojęcia, że mogłoby istnieć (tylko co to w takim razie mogłoby być?), ale to właśnie te dwa robią robotę i kradną całe show. Ten pierwszy pięknym emocjonalnym podjęciem i nietypowymi zabawami słownymi, taką siłą sentymentu, która zachwyca. Ten drugi, choć iście kafkowski, szalony i nieokiełznany, doskonałym wniknięciem w branżę, w fanów, w przemiany, w superhero i we wszystko, co w świecie komiksu ważne. I choćby dla tej historii, fani komiksu – nie tylko Moore’a – sięgnąć po zbiór powinni, bo to samo gęste i to, czego im w literaturze brakowało, czy tego braku byli świadomi, czy nie. Mi brakowało straszliwie.

 

Ale i dla fanów dobrej, niebanalnej literatury – najlepiej fantastyki, ale to nie jest wyznacznik, bo Moore umie w obyczajowe, w emocjonalne i psychologiczne, w polityczne i społeczne, w człowieka i świat – bardzo przyjemnie napisanej, nieoczywistej i nienudzącej. Moore w końcu pisać potrafi, ma w sobie to coś. Literackim geniuszem nie jest (komiksowym jednak już tak), ale świetnym artystą jak najbardziej. To się czuje, to się widzi i zachwyca się tym. I jego dzieło też wybitne nie jest – choć nie spotkałem komiksiarza, a sporo czytałem ich książek, który w literaturze tak by sobie radził – ale zwyczajnie rewelacyjne już tak.

 

Komentarze

Security code
Refresh

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial