Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Nordkraft

Kup Taniej - Promocja

Additional Info


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Nordkraft | Autor: Jakob Ejersbo

Wybierz opinię:

Doris

       Nordkraft to elektrownia w duńskim Aalborgu. Na szczycie jej wysokiego komina grupka przyjaciół, podejmując ekscytujące, dające upragniony wyrzut energii, ryzyko, wymalowała widoczne z daleka graffiti – nazwę „najbardziej wizjonerskiej kapeli tego miasta.” Widać, że chcą od życia więcej koloru, mocniejszych wrażeń, ich bunt przeciwko szarzyźnie i nudzie pospolitego, mieszczańskiego bytowania jest wyraźny, ale też ślepy, bez określonego celu, spontaniczny. I oczywiście naturalny w tym wieku, w pełni usprawiedliwiony.

 

       Tyle, że zwykle, z czasem, powinien ewoluować w dojrzałość, zmieniać się w coś więcej, w realizowanie konkretnych planów, nawet hardych, burzycielskich, ale z kluczem na przyszłość, z wizją kreacji czegoś nowego, lepszego. Jednak w przypadku naszych bohaterów tak się nie dzieje. Ich życie wyraźnie zatrzymuje się w momencie destrukcji i dąży, jakby siłą rozpędu, ku całkowitemu rozpadowi.

 

       Widzimy to na przykładzie trzech historii, w których przeplatają się te same postacie, gdyż poruszamy się w zamkniętym, połączonym specyficznymi zależnościami, środowisku narkomanów i dilerów substancji psychoaktywnych. Bo tam właśnie prowadzi naszych bohaterów owa ciągła potrzeba ekstremalnych emocji, tam spełnia się ich marzenie „odlotu” od nudy, od brudu życia rodzinnego, od problemów w relacjach albo od nieumiejętności ich nawiązywania. Tam też są ludzie pokręceni, jak oni sami, ludzie, którzy rozumieją ich i akceptują bez stawiania warunków. Wypadają z życiowych zakrętów, uciekając od matek alkoholiczek, molestujących ojczymów, poukładanych, snobistycznych rodziców, sztywnych zasad i norm, które ich uwierają i więżą, prosto w speedowy, kolorowy taniec bez końca, gdzie żyje się z dnia na dzień, nie odróżniając halucynacji od rzeczywistości, stąpając po zdradliwej, szorstkiej krawędzi, starając się z lepszym lub gorszym skutkiem utrzymać równowagę i nie runąć w dół. Jednym udaje się dłużej tak balansować, inni nie otrzymają żadnej szansy, są też tacy, którzy może odnajdą prostszą drogę w stronę migoczącej na horyzoncie przyszłości.

 

       Co ciekawe, my także doznajemy metamorfozy w trakcie lektury. Początkowa niechęć do bohaterów, nieraz tak silna, że wręcz granicząca z odrazą, stopniowo ulega przeobrażeniu. Ci chłopcy i dziewczęta, trzęsącymi się rękoma zwijający blanty, usypujący białe ścieżki i patrzący na nie pożądliwym wzrokiem, odważający uważnie działki na aptekarskiej wadze, by sprzedawać innym lipną rzeczywistość za cenę życia, zaczynają być z czasem dla nas rozróżnialni, zauważamy ich problemy i obserwujemy reakcje, rozumiejąc jakby bardziej ich zamotanie, zagubienie i… tak, samotność. Mają siebie nawzajem, bo któż inny pojmie, zechce pojąć, co czują. Z perspektywy ulicy są grupą zaniedbanych, upalonych, nietrzeźwych i niebezpiecznych ludzi z marginesu, których lepiej omijać z daleka. Mamy tu wszystko, co kojarzy się jednoznacznie negatywnie i już na wstępie odrzuca. Bełkot, utraty przytomności, wymioty i wszelkie inne wydzieliny, przemoc, krew, przekleństwa i kolokwializmy, jakie tylko istnieją, masę przypadkowego, mocnego seksu, gangsterkę, dilerkę… Świat nam obcy, którego wcale nie chcemy poznać. Autor (i tłumacz oczywiście) doskonale oddał ten duszny, zanurzony w oparach dymu, wyziewach alkoholu i obrazach narkotycznych, odjechanych wizji, klimat. Czujemy się w nim źle, klaustrofobicznie, osaczeni przez chaos, agresję, bylejakość i smród. Po jakimś czasie zaczynamy jednak zauważać przebłyski prawdziwych uczuć, czegoś z gruntu czystego, świetlistego, co bohaterowie kryją pod chropawą skorupą uzależnienia i obcesowości.

 

       Przede wszystkim w oczy rzuca się głód uczuć, niekiedy skrajne osamotnienie. Jeden z bohaterów mówi: „Kiedy wracam do domu, mieszkanie jest jak kajuta, cela – nie ma gdzie pójść.” Potrzebują siebie nawzajem, choć potrafią się też bardzo mocno ranić. Będąc na głodzie lub też w „innym stanie świadomości” po zażyciu, zachowują się nieracjonalnie, gwałtownie, nieprzewidywalnie. Sięgają po broń, po własne pięści, nie licząc się z niczym. Potrafią jednak również postawić się w obronie przyjaciela znacznie silniejszemu, być wtedy, gdy ktoś w kryzysie bardzo ich potrzebuje, dla miłości zrobić wiele… Ich relacje nie są tylko prostym zaspokojeniem potrzeb, są głębsze i znacznie bardziej złożone. Patrzą, jak kolejni z nich odchodzą w śmierć i części z nich udaje się wyciągnąć z tego konstruktywne wnioski. Ich żałoba, jak choćby po Thomasie, szalonym poszukiwaczu przygód, żyjącym na permanentnym haju, zatracającym się w szaleństwie, jest głęboka i szczera. Słowa Svenda, jego poczucie winy, że żyje, że ocalał, chwyta nas za gardło: „Przesiąka tym uczuciem – głęboką odrazą wobec własnego ciepłego mięsa; wobec krwi, która ślepo pulsuje w żyłach; spazmów serca; zdolności oczu do patrzenia.” Jest to bardzo prawdziwe, dużo bardziej przez fakt, że to on właśnie był najbardziej zorientowany, co przeżywał Thomas. On i reszta kompanii z kręgu tego świata narkotycznych wizji.

 

       Te trzy opowieści rozmieszczone są na pewnym kontinuum. Pierwsza jest gorzką historią zaplątania w związek zupełnie szalony, bez przyszłości, wiodący tylko i jedynie w dół, do piekła przemocy i uzależnienia, upodlenia i pogardy. Można z tego wyjść, uciec, jeśli tylko odnajdzie się w sobie dostatecznie dużo determinacji i nadzieję na przyszłość. Druga to etap zdrowienia, szukania własnej drogi, walczenia z pokusami i zasadzkami przeszłości, a walka to niełatwa. Na koniec mamy pożegnania, niezwykle poruszające powroty ku tym, którym się nie udało, choć przecież mogło. I pytanie – czy oni chcieli się uratować, czy może też jedyną ucieczkę widzieli w śmierci.

 

       Owszem, autor przedstawia nam także osoby połączone z głównymi postaciami dramatu więzami krwi: rodziców, dziadków, rodzeństwo, a także charakteryzuje pośrednio system opieki państwa, który przecież dotąd kojarzył nam się jednoznacznie ze skandynawską solidnością i skutecznością. Jednak okazuje się, że to zaledwie marginalne środowiska, nie mające znaczenia ani realnego wpływu na przebieg wypadków, na decyzje i życie bohaterów. Akcja toczy się w latach 90-tych, przypuszczam jednak, że i dzisiaj jest podobnie. Świat nie jest jednolity. Niekiedy nie zdajemy sobie nawet sprawy, że owe jego peryferia są tak szerokie i urozmaicone, nie przyglądamy się im, nie chcemy ich widzieć. Lektura „Nordkraftu” uświadamia nam, że szczerość uczuć, wrażliwość, potrzeba miłości nie jest przypisana do jednej, konkretnej grupy, to cechy głęboko ludzkie, choć nie każdy jest w stanie je unieść bez „znieczulenia”, że ci, którzy się pogubili, mają swoje trudne historie. Warto więc znów przypomnieć słowa Carla G. Junga: „Rozumienie jest trudne, dlatego większość ludzi ocenia.”

 

 

Komentarze

Security code
Refresh

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial