Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Anamnezy

Kup Taniej - Promocja

Additional Info


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Anamnezy | Autor: Adam Wodnicki

Wybierz opinię:

Doris

       Ta piękna proza Adama Wodnickiego jest nostalgicznym, płynącym swobodnie, w sposób nieśpieszny i niezakłócany, odpamiętywaniem siebie, odpamiętywaniem świata oraz siebie w świecie, podróżą po własnych śladach, by „zatrzymać czas, ocalić od zapomnienia, choćby to było tylko słowo, równie nieporadne, równie nic nieznaczące, jak gest uniesienia dłoni.” Jest także mini traktatem o pamięci, tak zawodnej, a jednak niezastąpionej, spontanicznie czerpiącej z wydarzeń i opatrującej je własnym stemplem, dla każdego innym, bardzo osobistym. „Pamięć nigdy nie odtwarza rzeczywistości – tworzy ją sama dla siebie.”

 

       W naszych wspomnieniach żyją też ci, których już nie ma, a dalej pozostają nam bliscy i lubimy myśleć o wspólnie spędzonym czasie. Widoczne jest to także w „Anamnezach”, i to w formie szkatułkowej, niczym foremka wpasowana w foremkę. Adam Wodnicki przywołuje w pamięci obraz charyzmatycznego hiszpańskiego anarchisty, walczącego w 1936 roku o lepsze jutro Katalonii, człowieka-legendy, któremu wszyscy mijani po drodze barcelończycy kłaniają się w pas. To Diego Camacho. Wodnicki zna go i podziwia, a wspominany przez niego Diego sam także z kolei powraca myślami do swoich, dawno już nieżyjących, przyjaciół. Im jesteśmy starsi, tym częściej odwracamy się do powidoków, coraz mniej wyraźnych, jakbyśmy chwytali się tego życia jeszcze łapczywiej, jakbyśmy chcieli je powtórzyć. To bardzo ludzkie. I zrozumiałe. Jakby na przekór słowom wypowiedzianym przez Camacho: „Nie wolno żyć za długo, amigos, to może bardziej niż śmierć oddziela od życia.”

 

       Przemawia bardzo do mnie to zawiedzione zadziwienie, które autor wplata w treść „Anamnez”, akurat w związku z obrazem Paryża, a które każdy z nas przeżył zapewne niejeden raz, że to, co pamiętamy, co hołubimy za niezwykłą atmosferę, za owo COŚ, po czasie jawi się nam już zupełnie inne, nie to, obce…

 

       Co jest cennego w tych memuarach? Pozwalają nam nie tylko oczami Adama Wodnickiego ujrzeć wiele miejsc: Barcelonę, Paryż, sielską wieś we Francji , ale też jego humanistyczną i artystyczną wrażliwością ich dotknąć. To pejzaże z duszą, podlane nutą sentymentu, okraszone anegdotą. Z miejscem zaś wiążą się ludzie, w tym przypadku nigdy nie nudni, nie zwyczajni, ale zawsze jacyś, z charakterem. I rozmowy. Te na zabytkowym cmentarzu na wzgórzu Montjuic, i te toczone na podłodze pięknego mieszkania w paryskiej kamienicy. Każda z nich coś wnosi, czymś interesującym nas raczy, byśmy i my chcieli te wspomnienia Adama Wodnickiego zachować, dać im w ten sposób drugie życie. Tak właśnie tworzy się łańcuch pamięci.

 

       Przypominają się też myśli, jakie wtedy, dawniej, były ważne, dręczyły, domagały się rozwinięcia. Jak to jest być przybyszem w obcym miejscu, czy szansa na ukorzenienie się, na wrośnięcie i rozkwitnięcie w „cudzej” glebie w ogóle istnieje. Zadawał sobie to pytanie mąż Giselle, zadawał je Georges Perec, mówiąc: „Przestrzeń jest wątpliwa: muszę nieustannie ją znaczyć i zaznaczać. Nigdy nie jest moja, nigdy nie jest mi dana, muszę ją podbić.” Dlaczego jest to tak istotne w „Anamnezach”? Otóż ta kwestia zajmuje także naszego autora, Polaka w Arles, Polaka podróżnego…

 

       Co jednak, gdy tych wspomnień nie ma, tych najwcześniejszych, które umocowują nas w świecie, stanowią wyprawkę na przyszłość, zadatek na dalsze życie? Albo je wyparliśmy, bo zbyt bolały, albo były zbyt fragmentaryczne, zbyt porwane, postrzępione, by dało się ułożyć je w całość? Wchodzimy w dojrzałość bezbronni, z potrzaskaną tarczą, która nas nie osłoni.

 

       Czyta się tę czułą, wysmakowaną prozę wolniutko, delektując się poszczególnymi zdaniami, opisami, kunsztownie obudowanymi w słowa. Teraz już się tak nie pisze, tak starannie i ornamentacyjnie, a w każdym razie jeśli nawet się pisze, to rzadko. Dla mnie ważne są też wszystkie elementy intertekstualne, nawiązania do rzeźby, muzyki, malarstwa, literatury. Tych ostatnich jest najwięcej i stanowią cenną wskazówkę, na co warto zwrócić uwagę. Nawet opis drogi prowadzącej do leśnego domu może być zarówno poezją, jak i obrazem i działać niesamowicie na wyobraźnię: „Wschodzące słońce przeziera przez poskręcane gałęzie ogromnych sosen, jakby żywcem wyjętych ze zbioru XVIII- lub XIX-wiecznych japońskich drzeworytów. Gigantyczne, na wpół materialne, na wpół świetliste konstrukcje wyrastają z ziemi – zdawałoby się – na przekór zasadom równowagi i aksjomatom statyki. Rozwichrzone, rozedrgane plamami ugru, czerwieni, sjeny, ochry, zieleni przywodzą na myśl bardziej sceniczną dekorację do Snu nocy letniej albo narkotyczne wizje Tolkiena niż drzewa.”

 

       „Anamnezy” pozostały ze mną na dłużej, podobnie jak, czytany wcześniej, „Tryptyk oksytański”. Adam Wodnicki potrafi patrzeć na świat oczami artysty, wyłuskiwać z niego całe piękno, urok świeżości, ale też nieprzemijające wartości minionego. Będąc także pisarzem, dla którego słowo nie ma tajemnic i daje się dowolnie wyginać i przysposabiać do zamierzeń, ujmuje owo piękno w kształt liter i przekazuje je nam, byśmy także z niego czerpali.

 

 

Komentarze

Security code
Refresh

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial