Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Światłość W Sierpniu

Kup Taniej - Promocja

Additional Info


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 3 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 3 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Światłość W Sierpniu | Autor: William Faulkner

Wybierz opinię:

Doris

       Mamy ostatnio na rynku wydawniczym sporo nowych tłumaczeń nieśmiertelnej klasyki. Wspomnę choćby o „Boskiej komedii”, „Ulissesie” czy wspaniale, bardzo czytelnie przetłumaczonej powieści szkatułkowej Jana Potockiego „Rękopis znaleziony w Saragossie”.

 

       Ta tendencja cieszy, świadczy o tym, że dobra literatura sprzed lat to wciąż żywa tkanka, można ją na nowo postrzegać, utoczyć z niej świeżej krwi, odkryć jeszcze jakąś głębię. Dla czytelnika zaś to świetne doświadczenie przyłożenia do siebie dwóch tłumaczeń i rozpoczęcia własnych poszukiwań, rozgrzebywania fragmentów, by koniec końców wsłuchać się w całość tekstu i zdecydować, który z nich silniej do nas przemówi, lepiej będzie rezonował z naszą wrażliwością.

 

       Nie znam poprzedniego tłumaczenia „Światłości w sierpniu”, więc na razie eksperymenty porównawcze muszę odłożyć na później. Jednak trudno mi nawet wyobrazić sobie innego Faulknera niż ten Piotra Tarczyńskiego, który wydaje się być po prostu idealny.

 

       Lena wędruje już cztery tygodnie, pieszo, czasem podwożona wozem ciągniętym przez wytrwałe muły, którego „milochłonny klekot” wybrzmiewa głucho na rozpalonym słońcem gościńcu. Jest w dziewiątym miesiącu ciąży, a mężczyzna, któremu zawierzyła, że po nią wróci, nie dał znaku życia. Pora więc go poszukać. Z pewnością coś ważnego mu przeszkodziło, a dziecko przecież musi mieć ojca. Dziwna łagodność i wiara Leny w człowieka, ufność w Boga i w życie, świeci tu jasnym promieniem pośród chmurnych, cierpkich charakterów reszty bohaterów. Dziewczyna trafia do Jefferson akurat w momencie, gdy wydarza się dramat. Płonie dom panny Burden, która od lat zamieszkiwała go samotnie, odsunięta przez miasteczkową społeczność. Lubiła czarnych, pomagała im, traktowała godnie, ta przybłęda z Północy, wtrącająca się w utarte zwyczaje Jefferson. Mieszkańcy są tutaj bezwzględni, nie tolerują inności. Poza nawias wygnano także byłego pastora, którego kazania były zbyt „nawiedzone”, a żona niemoralnie się prowadziła. Teraz pewnie czeka to jeszcze Christmasa, kiedy wyszło na jaw, że ma nie czysto białe, jak sądzono, ale pół na pół, biało-czarne oblicze. Takich rzeczy na Południu się nie darowuje. Krew to tutaj towar reglamentowany, żadna mieszanina. Czarne i białe, każde na swoim z góry przypisanym miejscu.

 

       Historia Południa jest nam dobrze znana. Uprzedzenia, nietolerancja, przemoc, a nawet lincz, ciężka praca, prosta rozrywka, pijaństwo i życie z dnia na dzień, od świtu do nocy, i od nowa, aż po kres. To geniusz Faulknera ożywia ten świat, nadaje mu barwę, głębię, podmalowuje światłocieniem, raz każe wybrzmieć głucho, bezsilnie, innym zaś razem dźwięcznie uderzyć z siłą dzwonu bijącego na alarm. To dzięki niemu czujemy smak potu spływającego po czole Byrona, słyszymy ciężki oddech utrudzonej Leny, strzepujemy szarobury pył z ubrania i patrzymy wyczekująco w niebo, czy aby nie zlituje się i nie schłodzi nas odrobiną deszczu. Jest gorąco, gęsto od kurzu, a przed oczyma kładą się dziwne, wywołane zmęczeniem miraże. Czytamy: „wóz pełznie ku niej przeraźliwie w powolnej, namacalnej aurze senności i czerwonego pyłu, kiedy pewne kopyta mułów poruszają się onirycznie, kiedy rytm wybijają brzęk uprzęży i kołysanie się zajęczych uszu (…)” I jesteśmy z bohaterami na tej drodze, za co podziękować możemy autorowi powieści, ale też autorowi przekładu, który tak udanie oddaje obraz ducha Południa Ameryki.

 

       Ciężki, nasycony klimat mieścina „zawdzięcza” także mieszkańcom. To niestrudzeni, prości ludzie, przywykli do określonych zwyczajów i form, wtłoczeni w rutynę nie czują potrzeby zmian, a wręcz są taką możliwością mocno zaniepokojeni. Nudę codzienności urozmaicają sobie wyobraźnią, wysnuwając z błahych przesłanek całkiem dramatyczne, uprawdopodobnione historie na temat sąsiadów, nie biorąc pod uwagę konsekwencji, jakie mogą one przynieść. Raz wypowiedziana głośno plotka zaczyna własne życie, rozrastając się w przerażającą, skandalizującą prawdę, a zaprzeczanie jej, prostowanie, z góry skazane jest na porażkę. „(…) ludzie są wszędzie z grubsza tacy sami, ale właśnie w małym mieście, gdzie trudniej zdziałać coś złego, gdzie trudniej o prywatność, mogą wymyślić na temat innych więcej złego.” Faulkner był niedościgłym psychologiem, posiadał ów „szósty zmysł”, czy też inaczej, intuicję, pozwalającą wejrzeć głęboko w mrok duszy swoich bohaterów, odsunąć wszelkie zasłony i maskujące siatki, by stanąć oko w oko z samą istotą rzeczy, tajemnicą, esencją zarówno dobra, jak i zła. Z tym, że zła jest o wiele, wiele więcej. Tworzył skomplikowane portrety, fascynujące, mroczne, pełne skrywanych namiętności, obdarzone dziwnie magnetyczną siłą przyciągania, mimo ich odstręczającej szorstkości i nieprzystępności. To ciężkie życie, więc i ludzi nie stać na czułości i współczucie. Każdy ma swoje problemy i dźwiga ten nielekki bagaż bez słowa skargi. W środku kipi od emocji, ale twarz nieruchoma, może jedynie oczy, w chwili nieuwagi rozbłysną, zacisną się pięści… jednak pozory są ważne, wszyscy patrzą, tak jak i ja patrzę na nich, chcąc ich przyłapać na słabości. Każdy z nich ma jakąś historię, przeszłość, o której nie chce mówić, bo albo była tak zła, albo przeciwnie, dobra, co teraz boli.

 

       Nie można przejść obojętnie wobec kwestii rasizmu, która w tej powieści wybrzmiewa bardzo wyraźnie, wręcz dominuje. Christmas nie wie do końca, kim jest. Sierota, znaleziony na progu sierocińca, bez jakiejkolwiek informacji. Śniada cera, czarne oczy, włosy… domieszka murzyńskiej krwi? Kto wie, może tak, a może absolutnie nie… Jednak niepokoi go to, męczy, więc prowokuje los, jakby chciał ukarać samego siebie, sprawdzić. Nie jest w stanie żyć wśród białych. Pośród czarnych również nie. Owo rozedrganie, dręczenie siebie i kobiet, z którymi sypia, jakby chciał odegrać się na nich za matkę, której nigdy nie poznał, to wszystko opisane zostało na krótkim wdechu, przejmująco, niczym strumień natrętnych myśli i skojarzeń. Gdy to czytamy, czujemy napięcie w każdej komórce ciała, to boli nas ból Christmasa.

 

       Jeśli pisze tak Faulkner, wychowanek i syn Południa, mający południowy temperament i wartości zaimplementowane w sercu, to musi coś znaczyć, musi dać nam do myślenia. Ten popłoch i rozdrażnienie nie pozwalają Christmasowi osiąść w jednym miejscu, zmuszają do wędrówki, gnają przed siebie niczym potępieńca. „Sądził, że to przed samotnością próbuje uciec, nie przed samym sobą. Ale ulica biegła dalej: każde miejsce wyglądało dla niego tak samo jak poprzednie, jak dla kota. I w żadnym z nich nie potrafił zaznać spokoju. Ulica biegła jednak dalej swoimi nastrojami i etapami, zawsze pusta: widział się w nieskończonych awatarach, w ciszy, zgubiony w ruchu, wiedziony odwagą opadającej z sił, popędzanej ostrogami rozpaczy.”

 

       To zaledwie przedsmak owej psychologicznej operacji na otwartym sercu bohaterów, jaką autor wraz z tłumaczem nas raczą. Jest tego dużo, dużo więcej, zdaje się, że nigdy, może poza Styronem, nie zdarzyło mi się tak scalić, zjednoczyć, współodczuwać z wymyślonymi w końcu postaciami, jak tutaj. Bardzo pomaga w tym język tłumaczenia, nie tyle opisujący emocje, co wręcz będący nimi samymi, z uwzględnieniem wszelkich ich niuansów, najdrobniejszych smaczków, poprzez zastosowanie neologizmów, wieloznacznych, łączących kilka pojęć i zderzenie ich z gwarowopołudniowymi naleciałościami języka wieśniaków, ludzi niewykształconych, lecz mądrych życiową mądrością płynącą z pokoleniowego doświadczenia.

 

       „Światłość w sierpniu” jest aktualna także dzisiaj, co jest przywilejem wielkiej, ponadczasowej klasyki. Minęły bowiem lata, a uprzedzeń nie ubyło, ludzie się nie zmienili, plotka nadal buduje prawdę, a stygmat naznacza człowieka niczym niezmywalne, neonowe, płonące nawet w ciemności piętno.

 

 

Komentarze

Security code
Refresh

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial