Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Dźbowieść. My W SPRLowanej Codzienności

Kup Taniej - Promocja

Additional Info


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 4 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Dźbowieść. My W SPRLowanej Codzienności | Autor: Olga Ptak

Wybierz opinię:

inka

  Dźbowieść dziejąca się w Dźbowie i opowiadająca o Dźbowianach mogłaby być powieścią z pogranicza realizmu magicznego, gdyby nie podtytuł My w sPRLowanej codzienności. Tak, autorka Olga Ptak (dziennikarka, krytyk teatralny, pedagog specjalny) sięgnęła po tematykę bliską obecnym czterdziesto -, pięćdziesięciolatkom.

 

Trudno określić przynależność gatunkową tej pracy. Trochę autobiografia, trochę felieton. Jest i reportaż, studium socjologiczne, a nawet elementy poetyki: „Dźbów jako byt rzeczywisty i byt, który żyje w pamięci niczym zmarli odwiedzający nas w ciemności, zlepiony jest z niezmiennie tych samych obrazów”.

 

Krótkich form nowelistycznych doszukać się można w rozdziałach Henrietta – królowa Dźbowa, Żywot Zenka Czabana, Nagła losu odmiana albo jak Wandzia została czarownicą. Autorka barwnym, obrazowym językiem w anegdotycznej formie i bajkowej stylizacji snuje historie o Losach rybaka, który ratował z morza nędzy, Usuwaniu żyłek z wędlin i innych bohaterskich wyczynach dziadka, Nieocenionym falowaniu oceanów prania, Grzybku na nodze i innych konsekwencjach przekory. A takich i podobnych gawęd jest ponad pięćdziesiąt.

 

Fakty są następujące: miejsce – osiedle kopalni rud żelaza Barbara w Częstochowie, czas – lata siermiężnej Polski Ludowej, rekwizyty – trzepak, ławka przed blokiem, ogródki działkowe. Bohaterowie – przesiedleńcy ze wsi, nowy proletariat. Formacje wielopokoleniowe, w których prym wiodą dzieciaki. I to z ich perspektywy, a konkretnie kilkuletniej/ kilkunastoletniej dziewczynki, odtworzona została rzeczywistość, która nigdzie indziej, poza wschodnim blokiem komunistycznym, nie miałaby szansy się zadziać. Na kartach Dźbowieści codzienność szara, bura, ocenzurowana ożywa we wspomnieniach jak kolorowy ptak, a fotografie, będące równoległym narratorem książki, pokazują ludzi szczęśliwych (choć są tutaj także zdjęcia z ceremonii pogrzebowych), ufnych, optymistycznie patrzących w przyszłość. Jak uśmiechnięty chłopiec z okładki dumnie oparty o czerwony przedmiot pożądania – samochód. Chociaż wiadomo jak się nazywa, równie dobrze może być reprezentantem swojego pokolenia, everymanem, a historie opisane przez Olgę Ptak są historiami wspólnymi.

 

Każda opowieść ma swój początek. W Dźbowie rytm akcji wyznaczają wakacje narratorki. To czas magiczny spędzany u dziadków, nad rzeką, przy zabawach. I nie przeszkadza, że kraina szczęśliwości leży nad rzeką Smródką, blisko oczyszczalni ścieków i świniarni. Wspomnieniami rządzi, jak i całą społecznością dźbowską, babcia Henrietta (właściwie Henia), której „sporo brakowało do bycia miłą starszą panią”, ale też „nikt z nas, zwyczajnych ludzi, nie dorastał jej do pięt”. W pamięci małej dziewczynki zachowane są też eteryczne topielice ze Świtezi Adama Mickiewicza, lektury z maminej półki oraz, dla kontrastu, demonizowane przez dorosłych budynki świniarni, skąd „niosła się fala ogłuszającego kwiku”. Nie bez dumy autorka wspomina o umieszczeniu Dźbowa na kartach Potopu Henryka Sienkiewicza.

 

Przerywnikiem w korowodzie radości są rozdziały Pogrzeb i śmierć po dźbowsku, czy Jak się czasy zawsze na gorsze zmieniają. Niby z założenia poważne, ale… nie do końca. Przynajmniej w oczach pewnej łobuziary, skoro mówi: „W naszej rodzinie zmarli nie mieli wielkich pretensji i przychodzili raczej po to, żeby się przypominać, a nie żeby robić komuś wymówki”.

 

Są też ustępy poświęcone smakom z dzieciństwa: zalewajce, podpłomykom, chlebowi ze smalcem, fasolce z zasmażaną bułką tartą. Są i proustowskie reminiscencje magdalenkowe. To smak oranżady i gumy do żucia zdolnych do przenoszenia w czasoprzestrzeni.

 

Kiedy inne rodziny szczycą się rozbudowanymi drzewami genealogicznymi lub przynajmniej próbują je uzupełnić, chęci autorki w tej dziedzinie kończą się już w zarodku, „bo specjalizacją tej gałęzi przodków było utrzymywanie tajemnic” – podsumowuje. Zdrowy, pogodny dystans do swoich antenatów, siebie i mieszkańców Dźbowa widać na każdym kroku. Młodsza wersja Olgi Ptak, jej literackie alter ego, bawi rezolutnymi komentarzami i refleksjami. Świat dorosłych wydaje się być abstrakcją opisywaną gwarą: hołda, czyli hałda, plewniak, czyli leń, borciuch, czyli brudas, dynamówki, czyli krótkie spodenki, albo dzierga – kradzież, czy piter – portfel.

 

Klimat w książce oddaje swoiste „jańciolandy”, jak u Jana Jakuba Kolskiego, zamieszkane przez indywidua. „Dźbów też miał swoich odmieńców”: Jarosika, Pasternaka, Palecznego, Liszaja, Pleśniaka i tak dalej. Włączając w to „wszarzy i nieudańcow”.

 

Warto też sięgnąć do lektury, by dowiedzieć się, kim były damy koszykowe, czym były poduszkowe obserwacje i do czego służyły fajerwerki bądź syfon. Odkryć magię innych kluczowych słów: bimberku, futra z norek w szafie, kryształów na regałach, Teleranka w niedzielę.

 

Wiele miejsca i szacunku autorka poświęca swoim dziadkom, zwłaszcza dziadkowi. Opisuje go w ciepłych słowach, wspominając chociażby naukę jazdy na rowerze. Niestety, wyraża też refleksję wymieszaną z obawą, że „gdy odejdą swoi, a zjawią się obcy, zniknie duch tego miejsca. Zniknie pamięć (…)”. Dźbowo przestanie istnieć.

 

Komentarze

Security code
Refresh

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial