Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Emma

Kup Taniej - Promocja

Additional Info


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Emma | Autor: Jane Austen

Wybierz opinię:

RELLAH

  Książka „Emma” to moja pierwsza styczność z twórczością Jane Austen. Niezliczoną ilość razy słyszałem o powieściach napisanych przez tę legendarną autorkę. Chyba się jej bałem z niewyjaśnionych powodów, ale po zakończonej lekturze jestem tylko w stanie rzec „mea culpa” i przeprosić za swoją lęk.

 

Nie spodziewałem się tak głębokiej i wielopłaszczyznowej struktury ani tego, jak będzie wyglądać świat przedstawiony. Jaki on jest? Niestety nazbyt prawdziwy. Mocno określony przez reguły i zasady, które ukształtowały różnice pomiędzy światem urodzonych w wyższych sferach hierarchii społecznej a tymi, którzy nie mogli poszczycić się pokaźnym majątkiem. Zakładam, że wiecie, dla których te realia były okrutne, a którzy spijali śmietankę dóbr społeczeństwa. Austen zgrabnie punktuje patologię wszelkich spacerków i symbolicznych herbatek. Głęboki ukłon w stronę autorski za tą błyskotliwie przemyconą krytykę ówczesnych realiów. Szkoda, że minęło dwieście lat, a tematy wciąż są aktualne.

 

Najjaśniejszą gwiazdą powieści jest oczywiście tytułowa bohaterka. Emma Woodhouse nie jest typem kobiety, której małżeństwo jest celem priorytetowym. Nasza protagonistka, wierząc w swoje predyspozycje, widzi się przede wszystkim w roli swatki. Ciężko się tu rozpisywać nie zradzając fabuły, ale koniec końców jej „ofiarą” pada jej przyjaciółka Harriet Smith, której kreacja niestety trochę przypominała tzw. głupszą koleżankę. Osobiście nie lubię takich prezentacji, ale wydaje mi się, że była potrzebna dla popchnięcia dorożki zwanej fabułą.

 

Prawdę mówiąc, od tego momentu obyczajówka przejmuje lejce i wpadamy w wir dość przewidywalnych, aczkolwiek na pewno satysfakcjonujących zwrotów, które zadowolą czytelnika.

 

W książce zawarte jest wiele ciepła i humoru, które zestawione z realiami tworzą słodko gorzką czytelniczą czekoladę, którą warto się delektować. I słowo delektować ma ogromne znaczenie, bo można podejść do lektury na szybko i pominąć wiele smaczków, lub uważnie czytać i poświecić chwilę na wczytanie się. Austen swoim reporterskim okiem doskonale sportretowała rzeczywistość swoich czasów. Może wcale tak bardzo nie różni się mimo różnicy dwóch wieków?

 

Nie ma co ukrywać, fabuła jest przewidywalna i schematyczna. Sam się dziwię, ale nie uważam tego za wadę powieści. Myślę, że pozwoli to skupić się czytelnikowi na rysie psychologicznym bohaterek i bohaterów tej ponadczasowej lektury. Nieustanne zainteresowanie i kolejne pokolenia zaczytujące się w twórczość Austen tylko to potwierdzają. Niektórzy dostrzegą tutaj kostiumowy romans z … zakończeniem. No chyba nie myśleliście, że je Wam zdradzę, choć nie jest wcale tak oczywiste jak może się wydawać.

 

Na rynku jest chyba niezliczona ilość wydań Emmy, brak praw autorskich i domena publiczna robi robotę. Mnie zaś w ręce wpadło wydanie od wydawnictwa MF. Soczysta żółć, choć zgaszona użytą fakturą okładki i rodzajem papieru, prezentuje się wyjątkowo dobrze. Zresztą po poznaniu się z innymi graficznymi realizacjami w obrębie serii, są moim zdaniem jednymi z najlepszych okładek, które nie zalewają odbiorcy mnóstwem detali i zdobień, ale w subtelny sposób prowadzi do wizualnego niedopowiedzenia i zachęca do otwarcia lektury. Wykonanie solidne, a test upadku (oczywiście niecelowego) wolumin przeżył na piątkę z plusem.

 

Podsumowując „Emma” to przewidywalny romans z perfekcyjnym wypunktowaniem realiów historycznych. Książka, która wywoła całą gamę uczyć od ogrzania serduszka, po zawrócenie oczami. Ponadczasowa opowieść, w której bez problemu dojrzymy odbicie naszych czasów i my sami możemy się śmiało identyfikować z austen’owskimi dwustu latkami. Gorąco polecam.

masło

  Zabrałem się do „Emmy” Jane Austin jako biała, niezadrukowana kartka. Bez uprzedzeń, bez spoglądania na liczne filmowo-serialowe interpretacje i ekranizacje kultowej powieści. Zacząłem przewracać kartka za kartką, spodziewając się zachwytów nad językiem, fabułą i odnalezieniem tego „czegoś”, co ujęło tyle czytelniczek i czytelników na całym bądź co bądź świecie. Chciałem poznać sekret słynnego romansu, bawić się na angielskiej prowincji i czerwienić się przy namiętnych, skradzionych pod płaczącą wierzbą pocałunkach. A skończyło się na tym, że nieco przysnąłem, a zamiast gorąca wywołanego namiętnymi emocjami, wpadłem pod zimny prysznic.

 

„Emma” jest doskonaląpamiątką swych czasów – nie tylko w aspekcie języka, ale przede wszystkim codziennych zwyczajów i manier. To doskonale sporządzony rysopis pewnej klasy, której przedstawicieli zapewne do dzisiaj można spotkać gdzieś poza granicami Londynu, wylegujących się na idealnie przystrzyżonej trawie z widokiem na ogród w stylu nomem-omen angielskim. I o ile ten cały „społeczny”przejaw książki w rzeczywiście ujmuje i ciekawi, to dość szybko zdałemsobiesprawę, jak próżna wydała mi się ta książka (odrzucając cały romantyczny jej aspekt, którego nie zamierzam tu streszczać). No bo o czym Austin nam opowiada? Ano pewna panna z bogategodomu (u nas byśmy powiedzieli – z dworu), całe swe dnie spędza na czytaniu i plotkowaniu, niestety, ja ją tak właśnie widzę. Owszem, pozbawiona opieki matki, znajduje sobie przyjaciółki, z którymi zabija nudne dni i praktycznie to wszystko, co o niej wiemy. Niedobór atrakcji wywołuje u Emmy wewnętrzną potrzebę swatania, a że jest tak przekonana o swojej mądrości i doskonałości, nie dostrzega, jakie błędypopełnia. Dla wyciszenia sumienia (i próżniactwa) chadza natomiast do biedniejszych przyjaciółek, udzielając im pomocy i porad wszelakich. W zamian oczekuje herbatki, ciasteczek i wdzięczności.

 

I oczywiście że Austin świetnie kreuje postaci i ich związki, zaś nieporadność Emmy i jej nieustające zdziwienie, że umysłchadza zupełnie inną drogą niż serce, jest motorem napędowym książki. Bo to dzięki panience postaci, które wpadają w wiry uczuć, kręcą fabułą. A zatem szczypta tajemnicy, trochę międzyludzkiego nierozumienia plus kilka sekretów – i już mamy gotową powieść o miłości.

 

Tyle że mnie ciągle przed oczyma wyświetlał się obraz panienki, która żyje z pracy innych i de facto ostro zbija bąki. Rozumiem, arystokracja, stworzonabyła do wyższych celów, ale właśnie w „Emmie”doskonalewidać, jaki płaskie i odrealnione to było życie. Czekanie na bal i późniejszekilkutygodniowe omawianie (i obmawianie) tego, co się na nim wydarzyło, rozpamiętywanie ruchów dłoni, gestów i spojrzeń,odtwarzanie w myślach słów i zdań, naprędce przesyłanych uśmiechów zapełniało umysł bohaterki. Szybko miałem dość świata Emmy.

 

Długo zwlekałem z recenzją nie dlatego, że i mnie ogarnęła błoga nuda, lecz zupełnie z innych względów – chciałem, aby „Emma” do mnie dotarła. Przejąłem się nią, naprawdę! Dopiero po lekturze książki obejrzałem kilka ekranizacji, przeczytałemrecenzje powieści i zauważyłem, że próczzachwytów, niewiele jest słów krytyki. Oczywiście, że wielu woli czytać o słonecznych czasach, gdzie myślano wyłącznie o miłości, a nie problemach życia codziennego. Lepiej dać się ponieść miłosnej fantazji i wizji szczęścia w otoczeniu wsi wesołej, wsi spokojnej, gdzie do sklepu jeździ się bryczką, a cyganie w lesie budzą postrach. Czepiam się straszliwie, wiem – Austin to nie Zola, a opis miłości dzieweczki do dżentelmena jest o bardziej przyswajalny niż wizja robotniczych familoków. Gdzieś te wątki „prawdziwego życia” wybrzmiewają w „Emmie” w tle, delikatnie się żarząale i wtedy zawsze wiążą sięz najstraszliwszą z tragedii – złym zamążpójściem. Emma takimi sprawami nie zawraca sobie głowy - liczy się blichtr i poczucie udzielania bliskiemu pomocy. Nie widzi niczego niestosownego w tym, że podśmiewuje się później z nudnej cioteczki/kuzyneczki – przecież pomoc, której jej udziela wiąże się z koniecznością wysłuchiwania długich i nudnych monologów owej damy-dziwaczki (wiadomo, starej panny)! Dla Emmy ważne jest to, by wszyscy o jej „poświęceniu” wiedzieli (inna sprawa, że nikt inny do pomocy szczególnie się nie kwapił). 

 

Mógłbym tak długonarzekać,ale już nie mam siły. „Emma” jest doskonałąksiążką dla każdego miłośnika stanów wyższych, delikatnejduchowości, romansu wreszcie. Jednak pod przykrywką komedii omyłek i naiwnej nieco bohaterki, która sama nie potrafi odnaleźć w sobie uczucia, czai się pustka, która była dla mnie zbyt dojmująca. Śniadania na trawie, rauty i przyjęcia, dżentelmeni na koniach, pastor z namiętnością w oczach i zblazowane damy, których jedyną rozrywką jest plotka, najwyraźniej nie tylko nie były mi pisane ale i czytanie o nich nie dostarczyło mi frajdy, której spodziewałem się po klasyce tego poziomu. 

Doris

       XIX wieczne angielskie powieści mają swój urok, któremu trudno się oprzeć. „Emma” jest jedną z najlepszych, pozbawioną nadmiernej nuty sentymentalizmu, który zawsze jest dla mnie trudny w odbiorze. Tutaj mamy więcej humoru, przekory, a nawet złośliwości w drobiazgowej obserwacji otoczenia. Można nawet mówić o takiej XIX wiecznej komedii pomyłek, których przy okazji uprawiania swego ulubionego hobby, czyli swatania, Emma się nie ustrzeże.

 

       Nasza bohaterka to panienka z zamożnej rodziny, zamieszkującej wielką rezydencję w całkiem niewielkim miasteczku Hartfield. Tutaj wszyscy dobrze się znają i mają z dawien dawna ustaloną pozycję w towarzyskiej hierarchii. To czasy etykiety i konwenansów, które obowiązują bezapelacyjnie i bez względu na wszystko, jeśli człowiek nie chce narazić siebie i rodziny na społeczny ostracyzm. Kobiety za największy sukces uważają odpowiednie towarzysko i materialnie zamążpójście, a swatanie i zaloty to bardzo poważna i również obwarowana wieloma zasadami sprawa.

       Emma nie musi szukać bogatego męża, wystarczająco zamożna jest „z domu”. Uwielbia za to swatać innych. A że dochodzi przy tym do zabawnych lub też irytujących pomyłek… no cóż, wypadek przy pracy… Co innego jednak nie planować zamążpójścia, a co innego zakochać się. Uczucie spada znienacka i trudno się przed nim obronić. A zresztą i po co przed nim uciekać?

       Przy okazji tych zabawnych perypetii rezolutnej panienki mamy okazję zobaczyć niemal cały przekrój ówczesnego angielskiego społeczeństwa, doprawdy przebogaty i doskonale scharakteryzowany, można rzec „z pazurem”. To świat hierarchii, bezwzględny dla tych na niższych jej szczeblach, wykluczający. Pozycja kobiet także nie do pozazdroszczenia. Zależna od majątku (jak wszystkich), ale i od mężczyzn, ściśle im podporządkowana. Ci „lepsi”, jak Emma, mogą bezkarnie bawić się tymi „gorszymi”. Uczucia są tu pozorne, a zachowania regulowane niepisanym kodeksem norm. Czuje się fałsz i cynizm, ale niewiele można na nie poradzić. To rzeczywistość ludzi silnych, a siłę daje im tytuł i/lub majątek.

 

       Widzimy więc, że za lekkim, komediowym ujęciem zalecanek, zakochania, starania się o pannę i kokietowania kawalera, kryje się coś dużo więcej, i to wcale nie zabawnego, a smutnego i rozczarowującego – okrucieństwo rzeczywistości. Mimo, iż Emma sprawia wrażenie radosnej, pewnej siebie, dominującej wręcz, to tak naprawdę pozostaje w tym „samozadowoleniu” samotna. Czy zdecyduje się pokierować też własnym życiem, pożeglować ku jakiejś ciekawszej przyszłości? Widać, że boi się, że trudno jej podjąć decyzję.

 

       Jak na powieść sprzed tylu lat, bohaterowie zostali przez Jane Austen przedstawieni wspaniale, w całej swojej złożoności. Są interesujący, niejednoznaczni, mają tę głębię, która do nich przyciąga, każe przyjrzeć im się bliżej. To, co z wierzchu, to jedynie lukier i dobre maniery, ważne jest dopiero to, do czego dokopiemy się później, gdy już lepiej poznamy ich reakcje na niepowodzenie, na zaskoczenie oraz ich sposób myślenia, którego starają się nie zdradzać.

 

       Wszystkie powieści Jane Austen, a „Emma” nawet bardziej niż pozostałe, w dalszym ciągu pozostają świeże i potrafią sprawiać niespodzianki. Wracamy do nich raz, drugi, trzeci… i stale odkrywamy coś nowego, co wcześniej nam umknęło. W tym też tkwi ich moc.

 

 

Komentarze

Security code
Refresh

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial