Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Austeria

Kup Taniej - Promocja

Additional Info


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Austeria | Autor: Julian Stryjkowski

Wybierz opinię:

Doris

       „Austeria” jest jedną z czterech części cyklu żydowskiego, w którym Julian Stryjkowski ratuje od zapomnienia świat społeczności, której już dzisiaj nie mielibyśmy okazji spotkać w takiej formie. Robi to po mistrzowsku. Jego książki, pisane przecież w latach 60-tych XX wieku, otwierają przed nami barwną i zatłoczoną panoramę niewielkiego sztetla, gwarną wieloma językami i dialektami, oczywiście z przewagą jidysz, jednak gdy wytężymy słuch, wyłowimy i miękką ruszczyznę i długie niemieckie frazy, a także galicyjski zaśpiew.

 

       Tym razem to austeria starego Taga staje się miejscem schronienia, lub tylko przystankiem w dalszej podróży dla tych wszystkich, którzy w popłochu przed zbliżającą się wojną opuszczają swoje domy. To koniec dawnego świata w szerszym nawet pojęciu. Wielka Wojna 1914 roku stanowi bardzo wyraźną cezurę, bezpowrotną zmianę na europejskiej scenie, przetasowanie granic, upadek albo w najlepszym razie przekształcenie dotychczasowych mocarstw, jak choćby tego interesującego nas tutaj najbardziej, czyli monarchii austro-węgierskiej. Nie zapominajmy też o zamieszaniu w Rosji, która wkrótce przestanie być carska i stanie się proletariacka. Taki chaos, totalna anarchia może być niezwykle groźna dla słabszych, mniej licznych, wyróżniających się, nielubianych. To oni wówczas padają ofiarami opresji i pogromów. Nikt się tu więc nie dziwi powszechnemu exodusowi, choć stary Tag zaznacza, że: „Tu się urodził on, jego ojciec, tu umarli jego rodzice, żona, tu chce umrzeć. Jeśli człowiek nie czuje się pewny we własnym łóżku, gdzie może czuć się pewny, pytam. Wśród obcych? Głupcy!”

 

       Jednak wszyscy podskórnie czują, że świat trzęsie się w posadach, a magicznemu myśleniu, jakie łączy się z wiarą i studiowaniem świętych ksiąg, sprzyja chmura żarłocznych owadów, jaka pokrywa niczym czarny dywan tegoroczne uprawy. Przecież to już było, „szarańcza była to egipska plaga i mniej więcej wyobrażał sobie, jak wyglądała, bo choć od tamtego czasu minęło dużo wieków, ale plagi mało się zmieniły.” Czyżby znów był to znak – ostrzeżenie od Boga, że ludzkość przebrała miarę i jego cierpliwość się wyczerpuje?

 

       Przed naszą austerią przetacza się wojna. Na początku widać ucieczkę. Wozy wypełnione ludźmi, dobytkiem. Nawet cadyk szepcząc modlitwy zmyka przed nadciągającą pożogą. Zdaje się, że w miasteczku pozostało już niewielu Żydów: „Taki naród można przyrównać do myszy wiecznie szukającej bezpiecznego miejsca.” Choć przecież teraz uciekają wszyscy, nie tylko Żydzi, nikt nie wie, co go może spotkać. Widać ogólny bałagan, papiery wyfruwają całymi plikami z okien urzędu, każdy się spieszy, pokrzykuje, gdy spytasz jednak dokąd jadą, większość nie ma pojęcia, byle przed siebie, byle dalej od nieuchronnej katastrofy. Z okien austerii doskonale widać ten nie mający końca ludzki łańcuch, jedni nikną już w oddali, tymczasem z mgły wyłaniają się kolejni strudzeni wędrowcy.

 

       Stryjkowski, wczuwając się w swoich bohaterów, ludzi podążających do teraz pewnymi utartymi koleinami życia, zajętych drobnymi zatargami, codziennością, z dużym wyczuciem oddaje ich zagubienie i niedowierzanie przechodzące w lęk: „Prawdziwe strzały! Pierwsze prawdziwe strzały na ulicy! Strzelano, ale w koszarach do tekturowych żołnierzy. I na urodziny cesarza, ślepymi nabojami. To było niedawno. A jakby nigdy nie było i nigdy nie będzie (…) Koniec świata.” Austeria niczym azyl przytula tych, którzy z różnych przyczyn nie chcą lub nie mogą wędrować dalej. Nie tylko Żydów, ale też każdego innego potrzebującego. Miejsce tutaj znajduje spóźniony huzar, w tyle za swoim regimentem, szlochający Bum, niosący na rękach zmarłą ukochaną, fotograf Wilf z rozkapryszoną żoną, szewc Gerszon, introligator Kramer z rodziną i cadyk z Żydaczowa ze swoją gromadką chasydów. Nie bez racji więc austerię mieni się tutaj arką Noego.

 

       Stary Tag jest niczym mąż opatrznościowy, spokojny spokojem człowieka, który już niejedno widział i niejedno przeżył, nie zamierza jednak opuszczać domu, jedynego miejsca, które dobrze zna i gdzie czuje się bezpieczny. Czyni go również przystanią dla potrzebujących. Jego opanowanie i zdrowy rozsądek studzą rozgorączkowane emocje, przywracają jaki taki porządek. A on rozmyśla: Zamiast izby austerii niech to będzie całe miasto, albo cały świat, a zamiast dwóch ludzi niech to będzie życie.” Rozważania o wojnie, o cyklicznym zniszczeniu muszą w końcu doprowadzić do Boga, bez którego woli nic się przecież nie dzieje. Czy on istnieje? „Nie musi się wierzyć. Ale jeśli możesz przynajmniej trochę wątpić w Boga, to już jest dobrze. To trzeba sobie zachować na czarną godzinę.” Jest ta swoista arka Noego ostatnią ostoją żydowskości. Tutaj czuwa się przy zmarłej Asi zgodnie z tradycją, śpiewa żydowskie pieśni, a wraz z przybyciem cadyka z chasydami, dyskutuje o Bogu, ale też o miejscu dobra i zła na świecie, zastanawiając się, czy Bóg nie żałuje, że go stworzył. Nie zaniedbuje się też modlitwy, szczególnie krzepiącej teraz, gdy wydarzyć może się wszystko. Przewijają się fragmenty Starego Testamentu, Tory i innych tekstów religijnych, żydowskie mądrości i specyficzna filozofia. Atmosfera poważnieje, wszak poruszane tematy są pierwszej wagi, każdy zastanawia się, co sprawiło, jakie winy, że zesłano znów plagi, że zbliża się wojna kojarzona z potopem oraz wstrząsy, które przetasują wszystkie elementy świata na nowo, te, o których myślano, że są fundamentalne, nie do ruszenia.

 

       Podczas gdy jedni się modlą, inni, ogarnięci jakąś nerwową gorączką robią rzeczy, na które w innej sytuacji nigdy by się nie odważyli – „Groźba śmierci wymazuje grzechy.” Taniec chasydów, ich głośny, zawodzący ojojoj w zapamiętaniu śpiew, sprawiają wrażenie zbiorowego opętania, a cadyk przyglądający się temu bez słowa, wydaje się głuchym i całkiem bezrozumnym starcem. „Kto to widział? Kto to słyszał? W taką noc! Czy to święto Radości Tory? – woła stary Tag.” Czyżby nawet Żydzi Żydów przestali rozumieć w ów przeklęty dzień? Aż w końcu już nie wiadomo, gdzie kto jest, każdy szuka każdego, mąż żonę, żona męża, wszyscy zaś starego Taga, który jakby pod ziemię się zapadł. Znika też Bum i ciało Asi. Czuć nerwowe pulsowanie, słychać nawoływanie, widać pośpieszne przeglądanie pomieszczeń. Płomienie nad miasteczkiem, krzyki i pijaństwo Kozaków. Jeszcze wczoraj spokojne i przewidywalne życie skończyło się. „Taka noc! Noc czuwania, jak podczas pierwszych porodów kobiety. Tylko co ona wyda na świat? Jaki będzie nowo narodzony dzień? Dla kogo pierwszy, dla kogo ostatni?”    

 

 

Komentarze

Security code
Refresh

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial