Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Chiune Sugihara. Konsul, Który Ratował Żydów

Kup Taniej - Promocja

Additional Info


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Chiune Sugihara. Konsul, Który Ratował Żydów | Autor: Aleksander B. Skotnicki

Wybierz opinię:

AdamTS

  Mam spory problem z oceną książki Aleksandra B. Skotnickiego. Zacznę może od kwestii budzącej moje najwyższe uznanie, czyli od jakości edycji. „Chiune Sugihara. Konsul, który ratował Żydów”, to perełka wydawnicza, która może być ozdobą każdej biblioteczki. Twarda oprawa, wysokiej jakości papier, czytelny druk, znakomitej jakości zdjęcia i grafiki – naprawdę Wydawnictwo Aromat Słowa stanęło na wysokości zadania. Być może jest to związane z dofinansowaniem ze środków Funduszu Promocji Kultury.Tak czy owak uzasadnia to nieco całkiem sporą kwotę, którą należy wydać aby stać się właścicielem książki o dzielnym japońskim dyplomacie z czasów II wojny światowej. Zasadne w tej sytuacji jest pytanie, czy warto? W mojej opinii tak, ale z kilkoma zastrzeżeniami.

 

Po pierwsze, autor trochę przedobrzył, żeby nie użyć słowa przekombinował, choć zakładam wyłącznie dobre intencje. Aleksander Bartłomiej Skotnicki, bo tak brzmi jego pełne nazwisko,jest znakomitym polskim hematologiem i transplantologiem, wielokrotnie odznaczanym za swoją zawodową, społeczną i naukową działalność, m.in. Orderem Odrodzenia Polski Polonia Restituta. Urodzony już po II wojnie światowej mógł ją znać wyłącznie ze wspomnień, miedzy innymi o swojej babci Janinie Annie Sokołowskiej, działaczce konspiracyjnej AK i Rady Pomocy Żydom „Żegota”. Pani Janina zginęła w obozie koncentracyjnym w Ravensbruck, a w 1989 r. została pośmiertnie odznaczona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Być może stąd wzięło się zainteresowanie autora historią Żydów w Polsce, w szczególności Żydów krakowskich i bardzo aktywna działalność na rzecz upamiętnienia ofiar Shoah w Polsce. Efektem tej aktywności są m.in. liczne wydawnictwa i monografie jego autorstwa, a książka „Chiune Sugihara” jest najnowszą pozycją w jego dorobku z tej dziedziny.

 

Bez wątpienia Aleksander B. Skotnicki wie o czym pisze, bo po latach badań stał się wybitnym znawcą tej materii. W czym zatem – w mojej opinii – przedobrzył? W chęci zgromadzenia, a może raczej przedstawienia zbyt wielu informacji naraz. To szczególnie dało mi się we znaki na początku książki, na który to początek chyba nie udało się wydawcy znaleźć dobrego pomysłu. Zastrzeżenie dotyczy wyłącznie sposobu prezentacji, bo sam materiał, dane, informacje są ciekawe i wartościowe. Jednak przez zbyt częste powtarzanie tych samych treści, a to na wykresie, a to w tabeli, a to w tekście, czasem kilkukrotnie na przestrzeni kilku stron, czytanie zamienić może się w nużące przedzieranie się przez kolejne statystyki, grafiki, notki biograficzne itd. Na szczęści im dalej tym lepiej – powtórzeń coraz mniej i można dać się pochłonąć opowieści o dzielnym dyplomacie z Kraju Kwitnącej Wiśni, który uratował od zagłady kilka tysięcy polskich Żydów. Jest i kolejnaopowieść, a w zasadzie cały blok opowieści, wspomnień o żydowskich rodzinach, mieszkańcach Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. O tych, którzy dzięki Sugiharze przetrwali i o ich bliskich, którzy nie mieli takiego szczęścia.

 

Ja chciałbym skupić się jednak na działalności japońskiego konsula, bo Aleksander Skotnicki przypomniał mi o mało znanym wątku II wojny światowej, a mianowicie o współpracy wywiadowczej Polski i Japonii. Kilka faktów. Polscy oficerowie tzw. Dwójki, którzy ewakuowali się do Bukaresztu we wrześniu 1939 r., pierwsze swoje spotkanie odbyli nie z kim innym jak z attache wojskowym ambasady japońskiej Masao Uedą. Siatka wywiadowcza, działająca w Szwecji i w szykującej się do wojny z Sowietami Finlandii, działała swobodniej dzięki dyplomatycznym papierom wystawionym przez płk Toshio Nishimurę z ambasady w Sztokholmie, a z jego również rozkazu opiekę nad kpt. Alfonsem Jakubiańcem i por. Leszkiem Daszkiewiczem na Litwie sprawował właśnie ChiuneSugihara. Obaj zresztą byli współorganizatorami pomocy dla kłębiącego się przed konsulatem tłumu żydowskich uchodźców z zajętej przez Niemców Polski.

 

Jak to możliwe, że w momencie, kiedy Niemcy i Sowieci dobijali II Rzeczpospolitą, Japończycy zaoferowali Polakom współpracę na zasadach partnerskich? Przyczyna była jedna – wspólny wróg. Bez znaczenia czy carska Rosja czy Związek Sowiecki, tak dla Polski jak dla Japonii zagrożenie było oczywiste. Korzenie tej współpracy sięgają oczywiście wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej w 1904 r. anie przerwało jej nawet formalne wypowiedzenie wojny, którego 11 grudnia 1941 r. dokonał Prezydent Władysław Raczyński w następstwie japońskiego ataku na Pearl Harbor. Dwa lata wcześniej, jesienią 1939 roku, okazało się to kluczowe dla losów wielu tysięcy Żydów, czekających na swoją wizę na ostatnim „wolnym” skrawku Rzeczypospolitej.

 

Zanim rok później Sowieci zajęli Litwę i wściekli na działalność konsulatu japońskiego zażądali jego zamknięcia, udało się przerzucić przez terytorium Związku Sowieckiego do Japonii ponad 3,5 tys. osób z wizami Sugihary. Kiedy wokół polskich oficerów zaczęło się robić gorąco, zwierzchnicy Sugihary przerzucili ich do Berlina, a wkrótce i sam konsul musiał opuścić Kowno. Do ostatniej chwili, jeszcze na dworcu kolejowym, przed odjazdem pociągu do Berlina podpisywał dokumenty podróżne, które okazały się być biletami do życia.

 

Dlaczego wspomniałem na początku, że mam spory problem z oceną tej pozycji? Być może wynika to z zawiedzionych oczekiwań. Oczekiwałem innych proporcji. Więcej niż połowa książki to wspomniane już dzieje krakowskich Żydów, których część ocalała z Holokaustu dzięki Sugiharze, a ja chyba oczekiwałem więcej o nim, o samej akcji, o tle, uwarunkowaniach, sytuacji na Litwie kowieńskiej w miesiącach między zakończeniem Wojny Obronnej 1939 r. a zajęciem jej przez Sowietów na mocy paktu Ribbentrop – Mołotow. W sumie to nie powinien być zarzut do autora, bo te wszystkie rzeczy w książce są, ale dla mnie za mało. Autor skupił się na tym, w czym czuje się najlepiej i te szczegółowo udokumentowane, pieczołowicie opracowane życiorysy z genealogią i unikalnymi zdjęciami są niezmiernie interesujące, ale – jak już wspomniałem – oczekiwałem innego rozłożenia akcentów.

 

Czy mimo zastrzeżeń będę polecał czytanie książki Aleksandra Skotnickiego? Oczywiście że tak. Po pierwsze jest edytorską perełką. Po drugie porusza mało znane fragmenty naszej historii. Po trzecie zawiera mnóstwo szczegółowych informacji z odniesieniem się do źródeł ich pozyskania. Po czwarte całkiem dobrze, poza początkiem, się ją czyta. Po piąte po prostu podziwiam i szanuję pasję, zaangażowanie i wymierne efekty działalność autora. Po szóste, co często podkreślam przy okazji dzielenia się opinią o przeczytanych książkach, być może zainspiruje ona kogoś do pogłębienia swojej wiedzy, do szukania kolejnych informacji, do odkrywania nieznanych lub mało znanych faktów z naszej historii.

 

Tytułem postscriptum. Kilka dni temu trafiłem na taką informację: „Premier Japonii oświadczył w Warszawie, że jogo kraj nadał Polsce specjalny status preferowanej pomocy rozwojowej w zakresie bezpieczeństwa, energetyki, gospodarki, cyberprzestrzeni i nowych technologii”

 

Parafrazując znane przysłowie: „stara przyjaźń nie rdzewieje”.

 

Komentarze

Security code
Refresh

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial