Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Wspomnienia

Kup Taniej - Promocja

Additional Info


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wspomnienia | Autor: Dmitrij Lichaczow

Wybierz opinię:

Doris

       Autobiografia Dmitrija Lichaczowa obejmuje zacny okres czasu, bo od połowy XVIII wieku po współczesność. Można jedynie pozazdrościć, że udało mu się odtworzyć tak zaprzeszłe dzieje rodziny, dokopać się do dokumentów sprzed wieków. Jako wybitny literaturoznawca miał w tym zakresie duże doświadczenie.

 

       Dzięki temu można zobaczyć cały przekrój skomplikowanej rosyjskiej historii, bo to i Rosja carów, i rewolucja bolszewicka z jej systemem łagrów i ucisku, a także wojna światowa i wyniszczająca blokada Leningradu. Jest o czym czytać, przyglądając się przy okazji zamieszczonym licznym fotografiom. W rodzinie Dmitrija Lichaczowa było sporo osób wyróżniających się z otoczenia. A to dziadek – sknera i raptus, a to kuzyn unikający pracy, za to uganiający się za duchowym spełnieniem, albo ciotka, tak dobra, że świętą ją zwano.

 

       Dużo miejsca poświęcił autor wspomnieniom dzieciństwa. Być może dlatego, że to zwykle czas beztroski i szczęścia, jaki nigdy później już się nie powtórzy. Początkowo pamiętamy zaledwie jakieś migawki twarzy czy sytuacji i „jeszcze radosne wrażenia zapachów. Jeden z nich do tej pory lubię: woń rozgrzanego słońcem wawrzynu i bukszpanu.” Z czasem wspomnienia coraz bardziej się krystalizują w całe ciągi opowieści.

 

       Oczami Dmitrija Lichaczowa oglądamy w całej krasie piękny, monumentalny Petersburg z wszystkimi mostami przerzuconymi przez szerokie kanały, z ogromnymi placami, gdzie z wysokości cokołów spoglądają na miasto kamienni bohaterowie, obojętnie przyjmujący zarówno momenty spokoju, jak i politycznych wstrząsów. „Petersburg i Leningrad to całkiem różne miasta. Ale, oczywiście, nie pod każdym względem. W Petersburgu przeglądał się Leningrad, zaś w Leningradzie odbijał się Petersburg swoją architekturą. Ale podobieństwa tylko podkreślają różnice.”

 

       Stukot końskich kopyt na bruku, pokrzykiwania woźniców, dźwięk tramwajowych dzwonków i buczenie syren parostatków na Newie – to wszystko przybliża nam atmosferę dawnego Petersburga. Bardzo cenię sobie wspomnienia, które przywołują niepowtarzalny klimat czasów i miejsc, jak w „Stambule” Pamuka, tak i tutaj autor z sentymentem i mistrzostwem detali oddaje piękno swojego miasta.

 

       Z przyjemnością rozglądałam się po Petersburgu Dmitrija Lichaczowa, doskonale rozumiejąc jego zauroczenie. Sama pamiętam własny zachwyt podczas spacerów petersburskimi alejami, gdy przyglądałam się raz leniwie, innym razem wartko płynącej Newie. To miasto i dzisiaj wywiera niesamowite wrażenie, choć ślad po konnych tramwajach już dawno zaniknął.

 

       Jakże inne w wyrazie są zdjęcia robione na daczy w Kuokkali, gdzie rodzina rokrocznie spędzała lato, od tych sztywnych, upozowanych – miejskich. Wakacje to swoboda, słońce i zabawa.

 

       Kiedy Dmitrij Lichaczow wraca pamięcią do lat szkolnych i studenckich, przy okazji serwuje nam szeroki przekrój literatury rosyjskiej i światowej. Uderzają różnice w postawach inteligencji petersburskiej, zmiana miejsca, jakie zajmowała w społeczeństwie przed rewolucją i po wybuchu czerwonego terroru. Terroru, który nie rozpoczął się dopiero wraz z dojściem do władzy Stalina, ale trwał już od samego 1917 roku, a z latami po prostu znacząco się wzmógł.

 

       Wspomnienia Dmitrija Lichaczowa to nie tylko sielanka dzieciństwa i późniejsze rewolucyjne i porewolucyjne porządki. To także kolejny, ważny etap: sołowiecki, gułagowy, pamiętany niesamowicie szczegółowo, jakby pod powiekami wiele scen zostało wyrytych ostrym, raniącym narzędziem. Co ciekawe, autor miał okazję swoje wspomnieniach porównać z tym, co pozostało z Sołowek po niemal 40 latach, gdy skorzystał z okazji, by tam pojechac.

 

       Sołowki znamy z wielu innych publikacji. Każdą z dotychczasowych czytałam z jednakowym zainteresowaniem. Czy to Eugenię Ginzburg, czy Warłama Szałamowa, naszego Herlinga-Grudzińskiego. Czytane zaś najwcześniej epickie i wstrząsające wspomnienia Sołżenicyna najbardziej zapadły mi w pamięć.

 

       Lichaczow trafił do łagru jako młody chłopak w 1928 roku, było to szokiem dla beztroskiego studenta. Ale widać, że choć niezwykle dokładnie przedstawia nam rozkład i wygląd budynków obozowych, wykonywane przez więźniów prace, panujące zwyczaje, to i tak, jak w części wcześniejszej, najważniejsi są dla niego ludzie. Wcześniej kreślił niesamowite sylwetki profesorów, ludzi, którzy go natchnęli, dali impuls do poszukiwań własnej drogi. Teraz zaś stara się ocalić od zapomnienia tych, którzy mimo niebezpieczeństwa pomagali współwięźniom, ratowali ich, pomagali zapomnieć o ciężkich chwilach. Ale też dzielili się swoją wiedzą i talentami, ubarwiali ciężkie, łagiernicze życie.

 

       Choć o pobycie Gorkiego na Sołowkach powszechnie wiadomo, to ogromne rozczarowanie więźniów, którzy tak liczyli na to, że świat dzięki pisarzowi pozna prawdę, niemal namacalnie można poczuć tylko wówczas, gdy pisze o tym jeden z nich.

 

       Lichaczow nie tylko znakomicie portretował ludzi, ale też potrafił wyciągnąć trafne wnioski ze swoich obserwacji wydarzeń i zjawisk. A był świadkiem wielu przełomów. I gdy cytuje słowa pewnej redaktorki: „jeśli jutro zniknie z placu sobór św. Isaaka, wszyscy będą udawać, że zawsze tak było”, to trafniejszego cytatu nie mógł wybrać.

 

       Kolejny punkt wspomnień to blokada Leningradu, o której trudno spokojnie czytać. Czas straszny, a przez autora opisany bardzo szczegółowo, uzupełniany zaś przez jego żonę. Drastyczne sceny, jakie miały miejsce w tym czasie, spowodowane głodem, odbierające ludziom człowieczeństwo i godność, to trudne do przejścia fragmenty. „(…) jedliśmy nie tylko wytłoki. Żywiliśmy się klejem stolarskim. Gotowano go, dodawano pachnące przyprawy i robiono z niego galaretę.”

 

       Zdjęcia zamieszczone w książce to wartość dodana dorównująca treści. Jest ich mnóstwo, te z blokady Leningradu wywołują dreszcz przerażenia i współczucia, których w takim stopniu sam tekst nie byłby w stanie wyzwolić.

 

       Powiedzieć, że książka jest interesująca, to stanowczo za mało, że świetna, też niewiele mówi. Mnóstwo informacji, część znanych, część zaś zupełnie dla mnie nowych, wręcz zaskakujących. Najważniejszy jednak jest ten osobisty kontekst, czyli fakty przesączone przez doświadczenie i cierpienie konkretnego człowieka, gdyż dopiero wtedy nabierają one życia, zaczynają do nas mówić, oddziaływać na emocje. I wówczas opowieść nabiera głębi i znaczenia.

 

 

Komentarze

Security code
Refresh

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial