Bacha85
-
Isabel Allende zachwyciłam się już dość dawno temu, gdy po raz pierwszy w moje ręce trafił „Dom Duchów”. Wspaniałe zrozumienie ludzkiej, głównie kobiecej, natury i południowoamerykańskie klimaty miały w sobie cudowny magnetyzm budząc we mnie zamiłowanie do literatury latynoamerykańskiej i sprowadzając na moje czytelnicze regały takich autorów jak Gabriel Garcia Marquez, czy Mario Vargas Llosa. Jednak to właśnie chilijska pisarka była pierwsza i mam do niej niekłamany sentyment. Tym zabawniejsze jest, że po „Portret w sepii” udało mi się sięgnąć dopiero teraz. Luźno powiązana z pozostałymi częściami kontynuacja rodzinnej sagi, rozpoczętej właśnie „Domem duchów” zawsze leżała gdzieś na mojej wirtualnej półce – „chcę przeczytać”, jednak jakoś długo nie złożyło się, bym po nią sięgnęła.
Bohaterką powieści jest Aurora, urodzona w Chinatown dziewczyna którą los związał z Pauliną del Valle – bogatą Chillijką mieszkającą w San Francisko. Historia dziewczyny pełna jest tajemnic, które poznajemy stopniowo i w większości chronologicznie, gdyż opowieść rozpoczyna się na długo przed narodzinami Aurory. Przez ponad trzydzieści lat śledzimy życie postaci,które w realny sposób wpłynęły na to kim jest główna bohaterka tej historii.
Najmocniejszą częścią opowieści jest wnikliwość i trafność w przedstawieniu charakterów postaci. Nie ma tu bohaterów klasycznie złych, czy kryształowo dobrych, to osoby z krwi i kości, ze swoimi słabościami i silnymi stronami, z codziennością wypełnioną drobnymi radościami i smutkami. W końcu z częściami historii, które je ukształtowały i sprowadziły na taką a nie inną drogę. Przedstawione kobiety i mężczyźni, to ludzie, żyją, kochają, nienawidzą, popełniają błędy, potrafią być szlachetni, ale potrafią być też małostkowi i podli – to sprawie, że są prawdziwi, że bez trudu można w nich dostrzec człowieka. Konsekwentne przedstawienie ludzkich charakterów na przestrzeni lat i ich stopniowego dojrzewania do pewnych rzeczy jest bardzo mocną stroną autorki i sprawia, że bez trudu za imionami bohaterów ujrzeć można prawdziwe osoby.
Równie ważne w powieści jest przedstawienie tła społecznego i obyczajowego. Czy mowa tu o San Francisco z przełomu wieku dziewiętnastego i dwudziestego, czy opowieść sprowadza nas do Chile. To wciąż bardzo trafnie przedstawiona rzeczywistość pełna szczegółów i realiów, dzięki którym staje się realna. Problemy społeczne i zmieniająca się obyczajowość są czymś normalnym a umiejętne ich przedstawienie jest mocnym punktem „Portretu w sepii”.
Styl Isabel Allende jest bardzo lekki i przyjemny, to dobrze napisana powieść, którą czyta się szybko i z pełnym zaangażowaniem. Umiejętne operowanie słowem pozwala w pełni nacieszyć się przedstawioną historią, poczuć jej ducha i zrozumieć przedstawiony świat i postacie. Bogaty język, pełen regionalizmów charakterystycznych dla miejsc w jakich właśnie rozgrywa się akcja powieści tworzy mieszaninę bardzo przyjemną i subiektywną w odbiorze.
„Portret w sepii” ma w sobie wszystko, za co cenię literaturę południowoamerykańską. Umiejętne przedstawienie realiów i realistyczne kreacje bohaterów są jej bardzo mocnym punktem. Isabel Allende wie bardzo dobrze, że życie każdego tworzą jego relacje z innymi i w przedstawieniu ich jest prawdziwą mistrzynią. To pełna emocji opowieść, która nawet gdy porusza wątki tragiczne, czy smutne robi to w taki szczególny, ciepły sposób, łagodząc ich brutalny, czasem wydźwięk. To wspaniały przykład dobrze napisanej opowieści o ludziach, niby zwyczajnej historii, ale niezwykłej, bo każda ludzka historia ma w sobie coś niesamowitego i wartego uwagi.