Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Filip (Bez Cenzury)

Kup Taniej - Promocja

Additional Info


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Filip (Bez Cenzury) | Autor: Leopold Tyrmand

Wybierz opinię:

Atypowy

  Miałem bardzo wielkie oczekiwania względem tej powieści, a teraz mam bardzo mieszane odczucia po jej przeczytaniu. Możliwe, że zbyt wysoko zawiesiłem jej poprzeczkę. Ciężko jednak mi się dziwić, gdy wysoce ceniony przeze mnie Leopold Tyrmand sam się wypowiadał o „Filipie” w ten sposób:

 

„To jest moja ukochana książka, najlepsza, jaką napisałem po polsku, najlepsza moja powieść, gdzie chyba udało mi się zsyntetyzować najważniejsze sprawy z mojego życia. To jest moja spowiedź pisarska”.

 

Większość kojarzy Leopolda Tyrmanda za sprawą doskonałego „Złego”. Lata temu utonąłem w tamtej powieści, zachwycając się przedstawieniem Warszawy, w której wówczas studiowałem. Codziennie chodziłem po ulicach, które były tłem opowiadanej historii, co sprawiło, że to jedna z „tych książek”, które będę darzył sentymentem do końca życia. Rozumiecie dlaczego miałem tak wielkie oczekiwania względem „Filipa” skoro sam Tyrmand uznaje go za swoją najlepszą powieść. Choć nie wypada kłócić się z autorem, to jednak zwyczajnie się z nim nie zgadzam. Nie dam się przekonać, że jest to książka lepsza od „Złego”. Odważę się napisać więcej – gdy zacząłem ją czytać, byłem w pierwszych rozdziałach przerażony nienajlepszym stylem i (oczywiście w moim odczuciu) słabymi dialogami. Nie zniechęcajcie się jednak, bo z czasem akcja staje się bardziej wciągająca, a i książka na tym wiele zyskuje.

 

Leopold Tyrmand zabiera nas do Frankfurtu w czasie II Wojny Światowej. Poznajemy młodego kelnera (który jest alterego pisarza) obsługującego niemieckich gości w jednym z hoteli. Pracownicy stanowią mieszankę różnych narodów, które z przymusu poddane są nazistom. Jednak na swój sposób walczą oni z agresorem, mimo że nie robią tego na froncie. Kelnerzy podkradają jedzenie, alkohol, kartki żywnościowe. A ponadto, w ramach swoistej zemsty, uwodzą i sypiają z Niemkami. Ryzykują w ten sposób życie, i faktycznie jeden z mężczyzn trafia na stryczek. Na kanwie takiej oto historii, autor wkłada w usta bohaterów głębsze stwierdzenia na temat kolei losu, przyjaźni, miłości, wolności i tym podobne. Czy chcecie czytać rozwlekłą powieść o kelnerach jednego z frankfurckich hoteli w 1943 roku? Na to pytanie musicie sami sobie szczerze odpowiedzieć. Mnie niestety historia ta nie porwała. Zdecydowanie bardziej przemawiała do mnie Warszawa początku lat 50-tych w „Złym”.

 

Myślę zresztą, że nie jestem w takiej opinii odosobniony. Nie bez przyczyny „Filip” nie doczekał się wznowienia przez tak wiele lat. Oczywiście miała na to wpływ emigracja Leopolda Tyrmanda do Stanów Zjednoczonych, jednak mimo tego „Zły” mógł liczyć na kilkanaście wydań i duży nakład. „Filip” zniknął z półek w księgarniach w zaledwie trzy dni od premiery, i musieliśmy czekać w Polsce aż sześćdziesiąt dwa lata (!) na jego wznowienie.

 

Warto powiedzieć kilka słów o tym, że jest to jednak nietuzinkowe wznowienie. Wielkie ukłony dla wydawnictwa MG za włożoną pracę w przedstawienie nam „Filipa” w wersji możliwie najbliższej oryginalnemu zamysłowi autora. Leopold Tyrmand nie miał w czasie komunizmu łatwego życia z cenzurą. Został wzięty na celownik, a wobec jego twórczości zgłaszano wiele uwag. Autor był w niemałym rozdarciu, ponieważ nie chciał się skazać na twórczy niebyt, dlatego w przypadku „Filipa” zgodził się na daleko idące ingerencje w oryginalny tekst. Jednak żyjąc już w Stanach Zjednoczonych, trzydzieści sześć lat temu doprowadził do wydania „Filipa” bez tych wszystkich poprawek, które narzuciła mu cenzura. Tyrmandowi tak bardzo zależało na tym, aby powieść ta trafiła do szerszego grona odbiorców, że zgodził się aby amerykański wydawca w ramach wynagrodzenia za książkę zapłacił mu jednego dolara.

 

To przede wszystkim w oparciu o amerykańskie wydanie Dariusz Pachocki wykonał tytaniczną pracę, aby w nasze ręce trafiła wersja „Filipa” bez cenzury. Zadbał też o bardzo ciekawy wstęp do książki, w którym pisze o procesie odtwarzania dzieła Tyrmanda.

 

Wielkie ukłony należą się też dla wydawcy, że w książce zaznaczono kolorowym podkreśleniem wszystkie fragmenty, które były usunięte przez cenzorów w pierwszym wydaniu. Nadaje to lekturze dodatkowy wymiar, pokazując nam co było drażliwe dla aparatu władzy na początku lat 60-tych ubiegłego wieku.

 

Niestety nie wszystko w pracy wydawcy mogę pochwalić. Możliwe, że to z szacunku dla pierwotnego wydania, jednak wszystkie dialogi nie są wyróżnione w tekście, tak jak się to robi w większości obecnie wydawanych książek. Może to kwestia naszego przyzwyczajenia, że wypowiadane kwestie przez poszczególne postaci rozpoczynają się od nowej linii, ale naprawdę z tego powodu odczuwałem spory dyskomfort podczas lektury, gubiąc się momentami, kto w danej chwili zabiera głos. Może to detal, jednak uwierało mnie to przez całą lekturę.

 

„Filip” to książka dobra, ale nie wybitna w moim odczuciu. Rozumiem, że Leopold Tyrmand mógł ją uznawać za swoją najlepszą, ze względu na to, że stanowi ona jego pisarską spowiedź. Jednak w moim osobistym rankingu sporo jej brakuje do „Złego”. Cieszę się jednak, że na jej kanwie mogłem zobaczyć co niepokoiło tak bardzo cenzurę. Oby podobne czasy nie wróciły.

 

Komentarze

Security code
Refresh

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial