Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Długie Beskidzkie Noce

Kup Taniej - Promocja

Additional Info


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 3 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 3 votes
Klimat: 100% - 3 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Długie Beskidzkie Noce | Autor: Izabela Skrzypiec Dagnan

Wybierz opinię:

upupa_epops

  Musze się przyznać, że przez długi czas nie sięgałam po polską wersje literatury obyczajowej z pogranicza romansu. Postanowiłam zaryzykować, bo kocham Beskidy, bo to moje wyjątkowe miejsce dziecięcych wakacji, tych letnich i tych zimowych. Bo uwielbiam to miejsce i ludzi którzy tam mieszkają. Bo schodziłam je trochę z plecakiem, udeptałam po swojemu ich kawałek. Czy się opłaciło? W jakimś stopniu tak, ale może od początku …

 

Poznajemy główną postać, Jaśminę  stopniowo, przez pryzmat tego co było „przed” i tego co jest „po”. Tym „przed” i „po” jest nagłe zniknięcie jej partnera, ojca dwójki dzieci, w momencie, kiedy rodzina zdawałoby się rozpoczyna nowy, piękny etap w swoim życiu. To traumatyczne wydarzenie sprawia, że bohaterka musi na nowo zredefiniować swoje życie, wytyczyć jego kierunek, co nie jest  łatwe ze względu na fakt, że odejście Konrada bardzo mocno ją poturbowało i pozostawiło w jej psychice olbrzymie rany. W sklejaniu życia na nowo pomaga jej nowe miejsce, nowi ludzie tam poznani, ale i starzy przyjaciele i rodzina.  Czy Jaśmina zapomni o tym co było i wpuści do swojego pochmurnego świata odrobinę słońca? Czy pomoże jej w tym szczypta lokalnej magii, a może ciepły i serdeczny sąsiad? Czy znajomość z Alkiem ma jakąkolwiek szansę ? Bo przecież wszystko się może zdarzyć, kiedy spotyka się kobieta po przejściach z mężczyzną z przeszłością…..

 

Niezaprzeczalnie fabuła książki jest bardzo ciekawa a dodatkowo jest to historia, która mogła się przydarzyć w zasadzie każdej kobiecie. Na świecie nie brakuje przecież Piotrusiów Panów, ujmujących, szalonych, dużych chłopców, którzy są wymarzonymi osobami, by przeżyć z nimi płomienny romans, niekoniecznie zaś do tego, by budować z nimi prawdziwy związek, czy wymagającą trwałości rodzinę. W tym kontekście książka jest swoistą przestrogą, by nie dać klapkom na oczach opadać zupełnie, gdy pożar serca odbiera jednocześnie zdolność logicznego myślenia.

 

Jest pocieszającym dziennikiem wychodzenia z traumy, pokazującym że z pozoru beznadziejne sytuacje są do opanowania, jeśli tylko dopuścimy do nas i zaufamy osobom, których jedyną intencją jest niesienie nam pomocy. Książka napawa optymizmem, choć  - co będzie moim pierwszym swego rodzaju "ale" względem autorki – nie widać w książce wyraźnie tej zmiany nastroju bohaterki wraz z upływem czasu. Nie widać wyraźnie wychodzenia z rozpaczy, przebłysków pozytywnego myślenia, jeśli było kilka scen – to zdecydowanie za mało. Być może sprawia to też język bohaterki, która cały czas wydaje się być skupiona, smutna, rozżalona, zamknięta w sobie. W książce brak sytuacji śmiesznych, zabawnych dialogów, czegoś, co pomogłoby rozładować ten grobowy nastrój, w który wprowadza nas autorka. Dużym plusem są nastomiast  klimatyczne opisy przyrody, nieco poetyckie, które bardzo przyjemnie wzbogacają całą opowieść.

 

Sama opowieść prowadzona jest zgrabnie, zdania płyną gładko, nie są kanciaste czy infantylne, choć używanie słów typu hygge zakłada, że każdy wie co to jest. Pytanie tylko, czy będzie wiedzieć 60-letnia czytelniczka, która wypożyczy tę książkę w wiejskiej bibliotece? I moje osobiste pytanie do autorki? Dlaczego nie ma podanej nazwy miejscowości? Czy dlatego, że gdyby ją podać koniecznym stałoby się wprowadzenie konkretnych ulic, informacji o obiektach jakie tam się znajdują? Bardzo mi tego brakowało, ponieważ w żaden sposób nie mogłam wyobrazić miejsca akcji.

 

Podsumowując: dobra pozycja na długie jesienne wieczory i mimo, że  nieco przygniatająca, to jednak w ogólnym wydźwięku pozytywna.

Tulliana

Nastrojowa opowieść do czytania nie tylko w ponure, pełne bolesnych wspomnień dni

 

 ,,Długie beskidzkie noce” Izabeli Skrzypiec-Dagnan to powieść, która zaintryguje nawet osoby niespecjalnie gustujące w literaturze obyczajowej z pogranicza romansu. Książka przykuwa uwagę nastrojową okładką w stonowanych barwach górskiego krajobrazu
i nietuzinkowym blurbem, dzięki któremu masz już pewność, że nie będzie to kolejna słodko-cukierkowa opowieść o miłości, zdradzie i przebaczaniu sobie wzajemnych krzywd. Bohaterka utworu Izabeli Skrzypiec-Dagnan to młoda kobieta z zaskakująco dużym bagażem bolesnych doświadczeń. Jaśmina na przekór wszystkim i wszystkiemu powraca wraz ze swymi 3-letnimi bliźniakami do pięknego domu w Beskidach, by rozpocząć nowy etap w życiu. Ale surowy górski klimat i długie, zimne wieczory listopadową porą to tylko przedsmak tego, z czym musi zmierzyć się młoda mama żyjąca na granicy tego, co było ,,przed” i tego, co jest ,,po” tajemniczym zniknięciu jej partnera, a zarazem ojca Filipka i Frania.

 

Fabuła ,,Długich beskidzkich nocy” jest bardzo intrygująca, zaś dwutorowo prowadzona narracja z przeszłości i teraźniejszości Jaśminy sprawia, że czytelnik nie może oderwać się od lektury, jest ogromnie ciekaw, czy kobieta zdoła ,,posklejać siebie w całość” i zapomni o ukochanym Konradzie, mężczyźnie ze snów, który okazał się niedojrzałym gnojkiem, typowym Piotrusiem Panem. Nowa powieść Izabeli Skrzypiec-Dagnan to ciepła i niezwykle wzruszająca opowieść o miłości i poszukiwaniu w życiu nieoczywistego szczęścia. Na uwagę zasługuje lekki styl autorki, a zarazem sposób przedstawiania kolejnych bohaterów – bez egzaltacji, infantylności, przerysowania, jak często ma to miejsce we współczesnych polskich powieściach obyczajowych z rozbudowanym wątkiem miłosnym.

 

,,Nikt mnie nie uleczy, jeśli ja sama siebie nie uzdrowię”

 

,,Długie beskidzkie noce” to opowieść o uczuciu, które nie przetrwało próby czasu, mężczyznach, którzy często nie potrafią mówić o swoich oczekiwaniach i okazywać bliskim prawdziwych emocji. Można uznać ją za nieco przytłaczającą historię zawiedzionej kobiety z małej beskidzkiej miejscowości, która z pomocą przyjaciół z przeszłości i nowych znajomych próbuje uzdrowić swoją duszę, nauczyć się życia z dziećmi bez ich ojca, za to w ukochanym, wybranym przez niego domu w malowniczej okolicy. Książka przedstawiająca pogmatwane losy Jaśminy, Konrada, Alka, Marii i Kingi to bez wątpienia lektura bardzo wartościowa, skłaniająca do wielu refleksji.

 

Doświadczenia Jaśminy z trudnych początków macierzyństwa mogą stanowić coś w rodzaju przestrogi dla młodych kobiet czytających ten utwór. Być może dzięki tej książce niejedna z nas trzy razy się zastanowi, nim zwiąże z facetem takim, jak lekkoduch Konrad? Może za sprawą realistycznie przedstawionej historii młodego Alka jakiejś kobiecie przyjdzie do głowy, że nie należy nikogo oceniać bez poznania go bliżej, że w relacjach damsko-męskich warto odrzucić schematy myślenia w stylu ,,co ludzie powiedzą na to, że związałam się z facetem młodszym od siebie, w dodatku mającym za sobą nieciekawe doświadczenia z alkoholizmem, uzależnieniem od narkotyków?”.

 

Tajemnica górskiej wody życia - nie tylko na problemy natury fizycznej

 

,,Długie beskidzkie noce” to książka osadzona w malowniczym górskim i nieco surowym pejzażu, z pewnością spodoba się nie tylko wszystkim tzw. ,,jesieniarom”, ale i miłośnikom beskidzkiej przyrody. Bardzo ciekawym wątkiem tej powieści jest relacja Marii z Jaśminą i jej tajemnicze wyprawy do lasu z innymi miejscowymi kobietami. Ukryte w głębi lasu źródełko, z którego dzień w dzień czerpie leczniczą wodę Maria można potraktować jako swego rodzaju symbol odrodzenia. Dzięki niemu zrozumiesz, że trudno wyleczyć się samemu z trudnych doświadczeń, że często początkiem nowej drogi życia jest zaufanie przyjaciołom, przyznanie się do własnej słabości. Co więcej relacja Jaśminy z pewną młodą, zagubioną matką – Wiktorią pokazuje, że czasem warto poczuć się osobą potrzebną innym, wówczas łatwiej można uporać się z własnymi demonami.

 

,,Długie beskidzkie noce” to przepełniona emocjami opowieść o trudnych wyborach, rozliczaniu się z bolesną przeszłością. Subtelnie opowiedziana historia Jaśminy i jej przyjaciół przywraca wiarę w dobro drugiego człowieka, każe wierzyć, że po każdej długiej, nawet zimnej nocy przyjdzie słońce zwiastujące naprawdę piękny dzień, czy to w górach, czy na nizinach naszej drogi przez życie…

baba czyta

  Równonoc jesienna to przejście od lata do jesieni. Ten czas przypadający na dwudziestego drugiego września zawsze kojarzył mi się ze zmianami, z jakimś nowym początkiem.

 

Tego dnia bohaterka "Długich beskidzkich nocy" również doświadcza nowego. Wraz z partnerem na życie - Konradem i dwójką małych bliźniaków - Frankiem i Filipem wprowadza się do świeżo wyremontowanego, wymarzonego domu. Wszystko jest takie jak chcieli. Drzwi w kolorze cynamonu, w wejściu lustro weneckie. Błoga cisza, mało ludzi i malownicza Dolina Popradu. Prawdziwa idylla. Sielanka nie trwa jednak zbyt długo. Kończy się w pierwszą noc w Beskidach...

 

Losy Jaśminy poznajemy po ponad roku od przeprowadzki. Wraca w to miejsce. Pojawia się na ulicy Cienistej, aby w końcu poskładać swoje pogmatwane życie. Bohaterka powieści chce zacząć wszystko od początku. Bez niego. Od swoich bliskich słyszy, że listopad w górach nie jest dobrym momentem na powroty. Ona jednak wie, że to jest ten odpowiedni czas. Czas na znalezienie odpowiedzi na nurtujące ją pytania, na rozliczenie się ze smutną przeszłością i wreszcie na odbudowanie wiary w ludzi i w najważniejsze uczucie - miłość. Ma wrażenie, że jeśli nie spróbuje zrobić tego teraz, właśnie w tym momencie to jej życie nigdy nie nabierze prawidłowych barw.

 

Co takiego wydarzyło się w życiu tej młodej mamy? Miłość życia i ojciec jej dzieci...odszedł. W pierwszą wspólną noc "na swoim" zniknął. Spakował dosłownie wszystkie swoje rzeczy i opuścił Beskidy. Dlaczego? Właśnie to pytanie przez kilkadziesiąt lat męczy Jaśminę. "Dlaczego?" wypala w jej sercu wyrwę. Czy usłyszy odpowiedź? Czy kobieta i jednocześnie młoda samotna matka będzie w stanie kiedykolwiek zaufać mężczyźnie? Koniecznie przeczytajcie!

 

Pewnie myślicie, że to kolejna obyczajowa powieść, którą odłożycie na półkę i na regale zleje się z innymi tego typu książkami. Otóż gwarantuje Wam, że ta historia nie da Wam o sobie zapomnieć. Przede wszystkim dlatego, że autorka bardzo postarała się o język jakim jest napisana powieść. Te porównania i metafory pozostaną z Wami na długo. Opisy górskich okolic są tak piękne, że prawie namacalnie czułam, że tam jestem! "Długie beskidzkie noce" przedstawione są na dwóch płaszczyznach czasowych. Kiedyś i dziś. Dzięki temu możemy odkrywać i powoli łączyć kolejne puzzle losów tych młodych ludzi. Takie poprowadzenie akcji bardzo lubię. Wtedy bardziej wczuwam się i przeżywam wszystko wraz z bohaterami. Dopełnieniem jest cudowna okładka, która od razu przykuła mój wzrok.

 

Dodatkowym atutem jest to, że autorka zmusza nas - kobiety do pewnych przemyśleń. Jakich? Mogę mówić tylko za siebie. Mnie ta powieść dała do zrozumienia, że nasza płeć jest bardzo naiwna. Kurczowo trzymamy się mężczyzny, owszem mężczyzny, którego kochamy na dany moment najbardziej na świecie. Wierzymy w każdy jego gest, każde wypowiedziane słowo, ślepo za nim podążamy tracąc gdzieś swoją czujność i intuicje. Dokładnie tak jak w przypadku Jaśminy. I nagle trach! On odchodzi. Bawi się dalej w życie, ale już bez nas. Spełnia swoje pragnienia i marzenia. A my? My słaba płeć zostajemy na zawsze pokiereszowane. Cierpi nasze serce, dusza i ciało. Niestety nie tak łatwo się poskładać w całość.

 

Myślę, że mogę uchylić rąbek tajemnicy i zdradzić Wam, że Jaśmina w końcu wstaje z kolan z wysoko uniesioną głową i po latach cierpienia wychodzi na prostą. Pomaga jej w tym Alek. Przecież nie każdy facet to zapatrzony w siebie Piotruś Pan.

 

Zakończenie powieści? Na początku liczyłam na troszkę inne ostateczne pożegnanie Jaśminy i Konrada. Potem pomyślałam, że dla głównej bohaterki to najlepsze wyjście z tej sytuacji.

 

Rekomenduję na długie jesienne noce!

Justyna

  Rodzina to ludzie, ale rodzinie potrzebne są też cztery ściany. Jaśmina z dwójką małych synów powraca do nowego domu w Beskidach. Kilka miesięcy temu musiała go opuścić – nie mogła znieść, że miejsce które tworzyła z pasją dla ich czwórki… stało się miejscem dla ich trójki. Bo nie ma już z nimi Konrada. Jej partnera. Ojca jej dzieci. Mimo, że upłynęło sporo czasu nie może stanąć na nogi.

 

Przyznaję, że do lektury zachęcił mnie tytuł powieści. Nie ma co ukrywać, że liczyłam na górski pierwiastek. Tymczasem Izabela Skrzypiec-Dagnan w „Długich beskidzkich nocach” serwuje ładunek emocjonalny większy niż Radziejowa, Jaworzyna i Dzwonkówka razem wzięte. Życie Jaśminy zmieniło się niepostrzeżenie – jednego wieczora rozpakowywała pudła po przeprowadzce, nasłuchując tupotu małych dziecięcych stóp po drewnianej podłodze, by kolejnego szukać uzasadnienia na zmianę z oskarżaniem się o zniknięcie Konrada.

 

W powieści mamy dwie perspektywy czasowe. Na pierwszym planie jest to co teraz, czyli bolesny powrót i próba zbudowania nowego miejsca na ziemi (oznaczone kolejnymi miesiącami). W retrospektywach wracamy do czasów poznania Jaśminy i Konrada, początków ich związku (bez skrupulatnego umiejscowienia w czasie). Naprzemienne rozdziały pozwalają nam lepiej zrozumieć bohaterów i ich wybory oraz dopasować je do obecnej sytuacji, choć bardziej koncertują się one na Jaśminie. Konrad jawi się jako wolny ptak, artysta stworzony do tworzenia. Jaśmina to romantyczna dusza, pragnąca miłości, a z drugiej strony zaborcza i oddana.

 

„Długie beskidzkie noce” przyciągała mnie do siebie jak magnes. Miałam obawy, że będzie to kolejna błaha historia dla mało wymagającego czytelnika, a okazała się bardzo dojrzałą opowieścią traktującą o poważnych kwestiach. Ujęły mnie metafory i szacunek dla czytelnika. Autorka niezwykle prowadzi opisy emocji, drobiazgowo (ale nie przesadnie) kreśli literacką rzeczywistość. Fabuła poprowadzona jest zgrabnie, zdania płyną gładko, gwarantując stałe tempo powieści, nie są kanciaste czy infantylne. To historia trudna, nad wyraz bolesna, która uderza w czytelnika realizmem i uczuciami. Depresja, samotne rodzicielstwo i radzenie sobie z trudami codzienności zostały przedstawione bez filtrów i upiększania, z dużą dozą goryczy i prawdy. Podobnie wady i zalety bycia matką, gdzie macierzyństwo zostało pozbawione otoczki cudu, a podkreślane są wszelkie wyrzeczenia, zwątpienia, trud i wyczerpanie, nie tylko to fizyczne. Na uwagę zasługuje również wątek społeczności lokalnej i reakcje otoczenia na przybycie Jaśminy (p.s. dobrze by było mieszkać w takiej miejscowości, z życzliwymi osobami u boku).

 

Jaśmina to kobieta zagubiona, która łaknie miłości, a jednocześnie się jej boi. Przez wiele lat towarzyszy jej niedojrzała i zbyt idealna wizja uczucia, a zbudowany monument idealnego związku trudno zburzyć. Życiowym zadaniem Jaśminy jest wybaczenie przede wszystkim sobie i odzyskanie poczucia wartości. Ważnym elementem w jej życiu jest przyjaciółka, która jest z nią na dobre i złe. W powieści kobieta przechodzi przez różne etapy, czytelnik jest towarzyszem dobrych i gorszych chwil, wewnętrznej przemiany.

 

„Długie beskidzkie noce” Izabeli Skrzypiec-Dagnanto historia, która może przydarzyć się każdej kobiecie. Na świecie nie brakuje mężczyzn z syndromem Piotrusia Pana. Choć w pewnym sensie dla czytelnika to opowieść niewygodna i przygniatająca, to wciąga od pierwszej strony. Książka z górami w tytule okazała się niezwykłą, a jednocześnie subtelną przygodą we wnętrze głównej bohaterki.

 

Polecam, mimo że nie była powieścią o górach.

Aneta Sawicka

  Samotna, poraniona przez los kobieta, która szuka ukojenia w górskim domku to schemat ostatnio bardzo częsty w polskiej literaturze kobiecej. Lecz choć taki zarys fabuły wydaje się już mocno wyeksploatowany, wciąż okazuje się, że każda kolejna książka jest inna i autorzy nadal potrafią zaskoczyć czytelnika. Dlatego wciąż sięgam po takie książki i zanurzam się w losach bohaterów, nawet jeśli z góry jestem w stanie przewidzieć jak cała historia mniej więcej się skończy.

 

Z dużym zaciekawieniem sięgnęłam również po powieść pani Izabeli Skrzypiec-Dagnan "Długie beskidzkie noce". Nie będę ukrywać, że to te tytułowe Beskidy szczególnie mnie zainteresowały. Na szczęście książka okazała się lekturą, na której się nie zawiodłam i przy której spędziłam kilka miłych jesiennych wieczorów.

 

Jaśmina Mazur to kobieta, którą życie doświadczyło w bardzo nieprzyjemny sposób. Jej ukochany Konrad, z którym planowała wspólną przyszłość z dnia na dzień porzucił kobietę i dwójkę ich dzieci. Dla Jaśminy rozstanie z ukochanym okazało się niezwykle trudne. Ponad rok zajęło Jaśminie dojście do siebie i podjęcie decyzji o ułożeniu sobie życia na nowo. W tym celu kobieta razem z czteroletnimi bliźniakami powraca do swojego domu w Beskidach. Jaśmina ma nadzieję, że w pięknej okolicy i w wymarzonym domu odzyska równowagę i nauczy się żyć od nowa. Nie jest to jednak proste- kobieta wciąż boryka się ze zmiennymi nastrojami i boi się komukolwiek zaufać. Cały czas szuka również śladów swojego byłego partnera obsesyjnie przeszukując Internet w poszukiwaniu jakiegokolwiek tropu. Mała górska miejscowość okazuje się pięknym miejscem do życia, a okoliczni mieszkańcy wspaniałymi sąsiadami. Szczególna więź zawiązuje się pomiędzy Jaśminą a Alkiem. Jednak czy niepogodzona ze swoim losem Jaśmina będzie potrafiła otworzyć się na nowe relacje? I jak potoczy się historia Konrada, o którym słuch zaginął po porzuceniu rodziny? Czy Jaśminie uda się skonfrontować z człowiekiem, który tak bardzo ją skrzywdził?

 

"Długie beskidzkie noce" to książka, w której akcja biegnie bardzo powoli. Nie ma tutaj jakichś niespodziewanych zwrotów ani zaskakujących sytuacji. Autorka proponuje nam za to historię, w której pełno jest różnych emocji. To historia nasączona nadzieją na lepsze jutro, pokazująca, że po każdej burzy wychodzi słońce, że warto czasami zacząć wszystko od nowa i pogodzić się ze swoją przeszłością. Historia Jaśminy jest trudna, a jednocześnie niosąca otuchę. Wydarzenia poznajemy w powieści dwuwymiarowo- z jednej strony śledzimy współczesne losy Jaśminy, z drugiej zaś cofamy się do tego jak przebiegał jej związek z Konradem. Dzięki temu możemy poznać historię całościowo i powoli samemu zauważyć jak mało idealny był to związek i jak dwoje bohaterów toczyło się po równi pochyłej, aż do smutnego finału i końca miłości.

 

Wspomniałam na początku, że do sięgnięcia po książkę zachęciła mnie akcja osadzona w Beskidach. Bardzo się cieszę, że autorka faktycznie pozwoliła czytelnikom na poczucie atmosfery małej górskiej miejscowości. Dzięki temu książka jest momentami bardzo klimatyczna, a więc jest doskonałą propozycją lektury na długie jesienne wieczory.

 

"Długie beskidzkie noce" to powieść obyczajowa, która powinna spodobać się miłośniczkom literatury kobiecej. Są tutaj emocje, ciekawi bohaterowie oraz wątek miłosny. To książka, przy której spędziłam miłe chwile i którą mogę polecić innym czytelniczkom.

milbookove

  „Długie beskidzkie noce" to moje pierwsze spotkanie z piórem autorki i z pewnością nie ostatnie. Izabela Skrzypiec-Dangan z wykształcenia jest historykiem sztuki, a jej artystyczną duszę da się mocno odczuć w tej lekturze, co jest niesamowitym plusem.

 

Akcja toczy się w dwóch planach czasowych, a tytuły rozdziałów oddają ten podział. Obecnie – zatytułowane nazwami miesięcy (od listopada do marca), przeszłość – KIEDYŚ. Zaczyna się nostalgicznie, jesiennie, by małymi krokami zbliżać się do wiosny.

 

Główną bohaterką jest 32-letnia Jaśmina, samotna matka bliźniąt. Jej samotność trwa od roku, od momentu, kiedy narzeczony z dnia na dzień odszedł bez słowa wyjaśnienia.

 

„Jak odnaleźć w sobie moc, kiedy czujesz się jak roztrzaskane lustro?" To, co przeżywa, śmiało można porównać do poszczególnych etapów żałoby po śmierci bliskiej osoby. Ona czasem rozważa, że być może łatwiej byłoby jej oswoić zaistniałą sytuację, gdyby Konrad nie żył. Tymczasem musi się mierzyć z natłokiem pytań „dlaczego" i stale doszukuje się winy w sobie.

 

W książce poznajemy historię miłości Jaśminy i Konrada, ich wspólne początki, zauroczenie, fizyczną fascynację. „Kiedy się zakochujesz, ogarnie cię szaleństwo i stawiasz kogoś na swoim prywatnym ołtarzu, zapalasz wieczną lampę i okadzasz go wonną kadzielnicą." W momencie, kiedy test ciążowy wskazuje dwie kreski, ich życie wywraca się do góry nogami, głównie jej. Macierzyństwo nie jest łatwe, a brak wsparcia drugiej połowy potęguje ogarniającą niemoc.

 

Podczas jednej ze wspólnych podróży, para zachwyca się beskidzkim krajobrazem i dostrzega dom na sprzedaż, który finalnie kupuje i przez wiele miesięcy remontuje, by wreszcie w nim zamieszkać. Niestety dzień po przeprowadzce, Konrad znika, zabierając wszystkie swoje rzeczy. Zrozpaczona kobieta szuka go intensywnie, aż otrzymuje informację, że on nie chce kontaktować się z najbliższymi. Jaśmina czuje się jak „wędrowiec pozbawiony chwilowo głównego celu, wystawiony na wiatr i ulewy, z wytrąconym z dłoni kompasem. Pogubiony gdzieś na ścieżkach życia, bez drogi wszystko jest otchłanią." Postanawia wrócić z dziećmi do rodzinnego domu w Krakowie, gdzie z pomocą rodziców i przyjaciół stara się odnaleźć się w nowej rzeczywistości. „Proces budowania się na nowo jest długotrwały i niejednokrotnie emocjonalnie wykańczający". Po roku wewnętrznej walki, ciągłych poszukiwań Konrada i prawdy o nim, postanawia wrócić do beskidzkiego domu. "Jestem swoimi emocjami i uczuciami. Kobieta jest ukształtowana przez wszystkie miłości i niemiłości, które jej się w życiu przydarzyły." Tu próbuje rozpocząć nowe życie, chociaż zdaje sobie sprawę, że się go „nie układa. Życia się doświadcza. Odpuść. Bądź elastyczna. Zaakceptuj. Nie wyobrażaj sobie, jak twoje życie powinno wyglądać." Nie jest to łatwe, ale dzięki życzliwym osobom wokół powoli wychodzi ze swojej skorupy i otwiera się na nowe i zaczyna rozumieć pewne rzeczy. "Powinnam przenieść swoją uwagę na nadmiar. Jeśli się spojrzy na swoje życie z tej perspektywy, to wychodzi wtedy na jaw, że doświadczyło się obfitości szczęścia, a utraciło jedynie to, co musiało być utracone. A każda utrata jest składnikiem życiowego rozwoju."  Ważne jest "przekierowanie uwagi z tego, co się utraciło albo po prostu czego się nie posiada, na to, co się ma."

 

Bardzo dużą rolę w życiu bohaterki odgrywają jej sąsiedzi, szczególnie Alek, który wielokrotnie zachwyca Jaśminę swoim podejściem do jej dzieci, a także do kobiet - "Zaciągnąć dziewczynę do łóżka to jest nic(...)Ale dotrzeć do tego, co jej siedzi w głębi, rozgryźć jej rozterki, poznać ją prawdziwie, to jest to. Życiowe wyzwanie."

 

Kiedy zaczęłam czytać tę książkę, już po pierwszych zdaniach czułam, że nie będę mogła się od niej oderwać. Autorka zabrała mnie w emocjonującą podróż, okraszoną pięknymi opisami. Przyroda przedstawiona jest malowniczo, pobudzająco wyobraźnię, magicznie. "Przedzieram się przez gąszcz, stąpając uważnie po suchej, brunatnej trawie, słuchając lasu. Drzewa szumią łagodnie, to nostalgiczna pieśń wygrywana w koronach strzelistych buków, w tle chórki zimozielonych sosen. "

 

Emocje są tak realistyczne, że momentami wydawało mi się, że stoję obok Jaśminy, chciałam ją przytulić, a niekiedy nią potrząsnąć. Z każdą kolejną kartką ma się wrażenie, jakby się płynęło, a ster wyrywała sobie naprzemiennie przeszłość i teraźniejszość. I kiedy chciałoby się usilnie płynąć już tylko przed siebie, raz po raz pojawiają się prądy wsteczne. Czy Jaśmina da się im porwać?

 

Emocje towarzyszące stracie, autorka oddała bezbłędnie. Przedstawione trudy samotnego macierzyństwa, bunt dzieci po odejściu ojca i bezsilność matki są też ważnym elementem powieści. Doszukiwanie się powodów zniknięcia Konrada, szukanie winy w sobie i ból po zrozumieniu, że tak naprawdę nie znało się osoby, z którą planowało się spędzić resztę życia, wreszcie uświadamia Jaśminie, że „tacy są ludzie(...)Jedni psują nam dzień. Inni całe życie."

 

„Długie beskidzkie noce" to przepiękna opowieść o stracie, o bólu jej towarzyszącym, o odnajdywaniu siebie, o tym, że warto przyjąć pomoc od innych i otworzyć się na nowe. Drzwi do przeszłości trzeba za sobą zamknąć, bez tego nie otworzymy tych do przyszłości, do nowego, innego jutra. Zatracając się w swoim bólu, nie jesteśmy w stanie dostrzec radości codziennego dnia, piękna otaczającego nas świata. Warto przezwyciężyć swoje lęki, ujarzmić emocje, aby móc żyć w pełni świadomie tu i teraz.

 

Mimo iż jest to głównie smutna historia, podczas czytania wielokrotnie pojawia się też uśmiech. Z całego serca polecam tę książkę. Zawarte w niej życiowe mądrości są niezwykle cenne, a nietuzinkowe opisy emocji i krajobrazu są idealnym dopełnieniem całości. 

Joanna Kidawa

  „Długie beskidzkie noce” przenosi nas do uroczego domku w górach. W niewielkiej miejscowości przy beskidzkich zboczach spotkasz Jaśminę, dzielną mamę bliźniaków. Kobieta mieszka sama z dziećmi w wielkim domu. Jak sobie radzi na co dzień? Czy potrafi pogodzić wychowywanie dzieci z pracą oraz prowadzeniem domu? A może ktoś jej pomaga? Chodź, dzisiaj zapraszam Cię w beskidzkie lasy i góry. Gotowi? To zaczynamy!

 

KIM JEST AUTORKA?

 

Zanim jednak rozpoczniemy naszą podróż w Beskidy, pozwól, że przedstawię Ci autorkę powieści. Izabela Skrzypiec – Dagnan, poza pisaniem, zajmuje się również historią sztuki. W swoim życiu pełni również rolę żony oraz mamy. Na co dzień spotkać ją możesz w niewielkim malowniczym miasteczku gdzieś na południu naszego kraju, gdzie pisze, czyta, a także maluje. W jej dorobku literackim odnajdziesz również dwie wcześniejsze powieści, czyli „Świetnie się bawię w twoich snach” oraz „Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe”.

 

DŁUGIE BESKIDZKIE NOCE

 

Po przedstawieniu Izabeli Skrzypiec – Dagnan nadszedł czas na powieść „Długie beskidzkie noce”.

 

Jak już wspomniałam, główną bohaterką jest Jaśmina, mama kilkuletnich bliźniaków – Franka i Filipa. Tę niewielką rodzinę poznajemy w momencie powrotu w Beskidy. Przewracając kolejne kartki powieści, dowiadujemy się, że wymarzony dom w górskiej miejscowości Jaśmina kupiła wraz ze swoim ukochanym Konradem, ojcem chłopców. Jednak tuż po przeprowadzce, po pierwszej nocy spędzonej w nowym miejscu, Jaśmina z przerażeniem odkryła, że jej ukochany mężczyzna zniknął. Zrozpaczona kobieta powróciła z dziećmi do swoich rodziców, by z ich pomocą oraz wsparciem najlepszej przyjaciółki Kingi stanąć na nogi.

 

Jednak po roku od tragicznych wydarzeń, Jaśmina postanawia powrócić do opuszczonego domu. Z pomocą Kingi na nowo się urządza w beskidzkich stronach. Stopniowo przyzwyczaja się do nowego życia. Poznaje nowych ludzi zamieszkujących okolicę, w tym sąsiada z naprzeciwka - Alka. Czy znajomość z dużo młodszym mężczyzną ma szansę się rozwinąć? Czy kobieta pogodziła się z odejściem ukochanego Konrada? A co się właściwie wydarzyło w noc przeprowadzki?

 

Jeśli zaciekawiło Cię którekolwiek z powyższych pytań, zapraszam do przeczytania powieści „Długie beskidzkie noce”.

 

NA ZAKOŃCZENIE SŁÓW KILKA

 

Przyznam Ci się, że powieść „Długie beskidzkie noce” jest moim pierwszym spotkaniem z Izabelą Skrzypiec – Dagnan. I to niezwykle udanym. W książce urzekła mnie lekkość pisania autorki. To powieść napisana w taki sposób, że miałam trudności, by chociaż na moment odłożyć ją na półkę. Niesamowity jest również podział rozdziałów. Otóż wydarzenia z chwili obecnej, czyli po powrocie Jaśminy w Beskidy, przeplatają się z wydarzeniami z przeszłości, w których autorka stopniowo wyjawia całą historię miłości dziewczyny z Konradem. Osobiście uwielbiam taki sposób konstruowania rozdziałów, kiedy to przeszłość przeplata się z teraźniejszością, a wydarzenia, pozornie zupełnie z różnych światów, stopniowo zaczynają się układać w jedną całość.

 

Zachęcona powieścią „Długie beskidzkie noce” z wielką przyjemnością sięgnęłam po wcześniejsze książki pani Izabeli.

 

Pierwszą z nich jest „Świetnie się bawię w twoich snach”. Główni bohaterowie – Jula i Krystian, nie mogąc się dogadać, postanowili się rozstać. Jednak obydwoje ciągle bardzo się kochają i tęsknią za sobą. Jednocześnie obydwoje próbują poradzić sobie z tęsknotą i ułożyć życie na nowo. Czy obydwoje odnajdą szczęście?

 

Sięgnęłam również po powieść „Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe”. Główna bohaterka, pracująca zdalnie Tina, postanawia wyjechać z rodzinnego domu i spędzić trochę czasu w domu zmarłej niedawno przyjaciółki mamy jeszcze z czasów młodości. Co odkryje w nowym miejscu?

 

Powiem Ci, że wszystkie powieści mnie urzekły. Jeśli zatem szukasz lekkiej lektury obyczajowej na długie zimowe wieczory, to z całego serca polecam Ci powieści „Długie beskidzkie noce”, „Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe” oraz „Świetnie się bawię w twoich snach”.

Inka

  Okładka najnowszej książki Izabeli Skrzypiec – Dagnan Długie beskidzkie noce sugeruje tematykę, stereotypowo uznawaną za kobiecą: ma być lekko, łatwo i przyjemnie z historią miłosną w tle i w górskich okolicznościach przyrody. Ciepłe pastele z roślinnymi ornamentami, rzeczywiście wprowadzają iście obyczajowy nastrój, ale autorka idzie krok dalej. Wywołując wątek Jaśminy Mazur i jej perypetii życiowych, kreśli przed czytelnikami szerszy kontekst. Porusza problem pozycji kobiety, jej perspektywy postrzegania świata, depresji, roli dzieci i najbliższego otoczenia oraz wielkiej samotności ludzi zagubionych w chaosie XXI wieku. W odniesieniu do tych zagadnień niniejsza pozycja może pełnić funkcje terapeutyczne. To książka o odzyskiwaniu harmonii i dobrostanu po licznych zawirowaniach losu opisana elegancką polszczyzną pełną metafor, porównań, refleksji. A narracja, mimo iż ukazana z dwóch perspektyw czasowych, nie zaburza kompozycji i logiki lektury. Wszystko jest tutaj płynne, zrozumiałe.

 

Konstrukcyjny zamysł autorki opiera się na trójdzielnym podziale na prolog, rozpoczynający się retrospektywą, epilog – rozgrywający się wiele lat później oraz rozdziały odpowiadające poszczególnym miesiącom. Te z kolei wyznaczają aktualny rytm akcji. Zasadnicza fabuła rozgrywa się na osi „kiedyś” i „teraz”. Wywołane „kiedyś” dotyczy życia głównej bohaterki z partnerem Konradem i dwójką uroczych bliźniaków, „teraz” to obraz rozpaczy kobiety po odejściu mężczyzny. Przeplatające się sceny pozwalają poznać wydarzenia z pełniejszej perspektywy, rzucić światło na niejasne sytuacje, zbudować psychologiczny profil postaci, motywacje ich wyborów i działań. Wydawałoby się – prosta, ograna jako literacki motyw, historia tragiczna.

 

Ale w Długich beskidzkich nocach, oprócz prozy życia i zmagania się z codziennością podszytą stanami depresyjnymi, odnaleźć można także poezję, spokój natury w pięknie odmalowanych sceneriach Beskidu Sądeckiego.Bohaterka książki, Jaśmina, przykłada zbyt dużą (przynajmniej na początku) wagę do wspomnień, rozpamiętywania najdrobniejszych detali i celebrowania swojego bólu. Służą temu słowne ozdobniki, skupienie autorki na emocjach podkreślanych opisami natury. Jednocześnie brakuje tutaj ocen i krytyki trzydziestodwuletniej „kobiety po przejściach”, jest za to obraz jej błędów i wszelkie odcienie frustracji, wyczerpania, strachu. Mężczyźni odchodzą. Tysiące kobiet zostaje porzuconych. Starając się odbudować poczucie własnej wartości. Być jednocześnie matką i ojcem, często zapominając o sobie. Borykając się z ostracyzmem społecznym, nieczęsto gniewem własnych dzieci. A samotne macierzyństwo to wyzwanie. I wtedy zbawienne okazuje się towarzystwo życzliwych ludzi. Dawnej przyjaciółki Kingi, rodziców, miejscowych, a nawet potencjalnego, nowego partnera. To bliscy powoli rozbijają skorupę nieufności, odbudowują poczucie wartości dziewczyny.

 

Ta ograna w motywy powieść nie jest kalką rodem z serii harlequinów. On – wieczny Piotruś Pan, fotograf freelancer, egocentryk odchodzi, bo nie jest w stanie udźwignąć ciężaru miłości i obowiązków. Nie pojawia się fizycznie na kartach książki, a jedynie we wspomnieniach. Ona – młoda, wykształcona tłumaczka języka hiszpańskiego i włoskiego, przeżywa wszystkie fazy zakochania: „(…) magia zaczyna się dziać”, a wkrótce rozczarowania. Czytelnik obserwuje powolny rozpad związku. Nie tak dramatyczny, jak w Scenach z życia małżeńskiego Ingmara Bergmana, bo to nie ta skala pisarskiego talentu i warsztatu, ale jednak przejmujący. Izabela Skrzypiec-Dagnan wychodzi dalej. Pojawia się depresja, a u dzieci zespół stresu pourazowego i terapia. Pojawiają się lęki dotyczące ciąży i samotnego macierzyństwa, świetnie skonfrontowane z inną, trzecioplanową bohaterką książki, Wiktorią. Jest też Kinga, przyjaciółka Jaśminy, choć to nie na niej skupia się soczewka uwagi, jej postać też ma swój moment. Wszystkie kobiety z tej opowieści są nietuzinkowe, interesujące, nawet jeśli naszkicowane.

 

Długie beskidzkie nocena pewno nie będą się dłużyć.

 

 
 

Komentarze

Security code
Refresh

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial