Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Poezje I Inne Herezje

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 3 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Poezje I Inne Herezje | Autor: Włodzimierz Sojka

Wybierz opinię:

Doris

 „Durne wierszokletki zapisuję z radością

Bez skromności rzeknę: Z satysfakcją, z łatwością”.

 

 Zbiorek „Poezje i inne herezje” składa się zarówno z wierszy i wierszyków, jak też króciutkiej prozy, mini opowiadań. I od razu rzucają się w oczy dwie rzeczy. Przekonanie, że autorowi ta radosna twórczość przychodzi bez najmniejszego wysiłku oraz fakt, że w trakcie pisania z twarzy nie schodzi mu uśmiech. To prawdziwe psoty i igraszki. Teksty są dowcipne, zarówno w warstwie słownej, jak też treściowej i sytuacyjnej, do których dostosowana jest też forma. Przypominają zarazem zabawę w łamigłówki i szarady, ekwilibrystykę językową. Wyrazy piętrzą się, układają wzdłuż i wszerz znaczeń, zmieniają się w oka mgnieniu we własne przeciwieństwa.

 

Włodzimierz Sojka pisze o wszystkim. Obserwuje otoczenie, ludzi, zdarzenia, przedmioty, aby później zakpić z nich, choć pod kpiną czai się coś jeszcze. Czyżby lekka zaduma?

 

Wyśmiewa bezlitośnie ludzkie przywary i słabości. Brzuch piwny u piwoszy, którzy:

„Mająprawidłowo rozwinięty  mięsień browarny, pyszczek uśmiechnięty

Luźne podejście, kałdun wydęty”.

 

Za chwilę jednak pochyla się nad nieszczęśnikiem planującym samobójstwo, proponując różnorakie, wymyślne rodzaje śmierci, jakich całą pulę do wyboru zagwarantować może tylko Biuro Podróży „Anielskie Orszaki”. I tuż pod maską kpiny, wyczuwamy gorycz i smutek zmieszany z delikatnym sarkazmem. Bo drwina dotyczy komercjalizacji w naszym świecie wszystkiego, co się da, co tylko można z zyskiem sprzedać. Dlaczego więc nie samobójczą śmierć? Jeśli tylko się opłaci.

 

Rozśmieszyć do łez może felieton traktujący o zdrowiu obywateli i omawiający poszczególne jego aspekty, jak dietę, używki, ruch i stres. Trochę serio, w większości zabawnie, inteligentnie grając słowami, przestawiając je jak puzzle, dobierając w pary lub inne kombinacje, zestawiając ze sobą tak, by tworzyły śmieszne zlepki i skojarzenia. Bawi się autor, bawimy się my i w ten sposób zapominamy na chwilę o trudach dnia codziennego. Gry słowne, pomysłowe i ożywcze, budzą uśmiech i chęć dołożenia własnej cegiełki, co może być niezłą zabawą. Kupleciki łączące nazwy serów z ich właściwościami to perełka. Weźmy na to ser brie: „(skrót) bardzo ryzykujesz i eksperymentujesz”. No cóż, ja w pełni się z tym zdaniem zgadzam. Polecam też tekst „Zwroty – wywroty czyli rozmówki francusko – polskie” – tutaj także autor wykazał się niesamowitą inwencją i przekorą.

 

Mamy smoka, który nie wytrzymał ciągłego słuchania disco-polo i postradał życie (och, jak ja tego zwierza rozumiem), a także obraz ostatnich chwil życia Adolfa Hitlera, za drzwiami bunkra zaspawanymi na głucho, z brzuchem wzdętym od zjedzonej dopiero co grochówki, której oparów nie ma szans odprowadzić nieistniejąca w bunkrze wentylacja. Pomysły zgoła szalone, historyjki prześmiewcze jak mało które.

 

Muszę przyznać, że o wiele bardziej niż wiersze przypadła mi do gustu proza Włodzimierza Sojki. W niej właśnie najpełniej perli się poczucie humoru wymieszane udanie z erudycją. Czasami autor zaczyna od jednego słowa, co tam słowa, od jednej litery, na przykład „e”, i tworzy na tej kruchej bazie cały poemat, a my odnosimy wrażenie, że z każdym zdaniem bardziej się rozkręca, pomysły po prostu eksplodują mu w głowie i wypadają błyskawicznie spod pióra. Rozbawia też typowo „sojkowa” interpretacja znanych przysłów i powiedzonek.

 

W pewnym momencie wyobraziłam sobie lekcję języka polskiego w szkole czerpiącą pełnymi garściami z „Poezji i innych herezji”. Mogę się założyć, że dzieciaki byłyby zachwycone.  Na koniec więc, zachęcając wszystkich do relaksu w towarzystwie książki Włodzimierza Sojki – zacytuję autora:

„Kończąc, kulinarnie rzeknę: Niezły pasztet Wam zaserwowałem, tzw. zajęczy. Kto przeczyta lub wysłucha… zajęczy”.

czytacz1967

Włodzimierz Sojka zaproponował do kolekcji książek, które przeczytałem, tytuł „Poezje i inne herezje”. Już sam tytuł pokazuje że mamy w rękach coś zabawnego: parodię, groteskę, paszkwil literacki. Gdy przejrzałem, przekartkowałem książkę, zauważyłem – trudno nie zauważyć! - że Sojka umieścił w „Poezjach …”, oprócz tytułowych wierszy, krótkie formy prozatorskie. Felietony, bajki, opowiadania. To co się rzuca w oczy to przekładanka. Polega ona na tym że poezja  jest porozdzielana prozą. Mnie taki układ nie za bardzo się podoba. Wolałbym, aby wiersze były osobno, a proza osobno. W takim układzie można pokusić się o śródtytuły. Skromnym mym zdaniem można  je wziąć  z tytułu książki.

 

Minęło kilka dni od przeczytania „Poezji …” i – mówię szczerze – niewiele zapamiętałem z tej książeczki. Pamiętam, że od czasu do czasu parsknąłem śmiechem, w kilku miejscach uśmiechnąłem się. Były takie miejsca kiedy z tyłu głowy zapalała się czerwona lampka. Ja już to gdzieś czytałem ( słyszałem), tylko innymi słowy wypowiedziane. Czułem się jakbym siedział na widowni i oglądał średniodobry występ kabaretowy. No, może być. Ale tylko na chwilę, na moment. Po wyjściu z teatru – od razu zapominamy wszystkie skecze. Taką książkę, o której pamiętamy tylko w czasie jej czytania, nazywam dobrą pozycją na podróż pociągiem. Z pewnością szybciej minie podróż, wtopimy się w kanapę wagonową, przestaniemy istnieć dla otoczenia. Inaczej niż Adaś Miauczyński, bohater kultowego filmu „Dzień świra”. Niedawno przypomniałem ten obraz, i trudno jest mi wyobrazić aby ten człowiek usiadł spokojnie i czytał jakąkolwiek książkę. Tym bardziej w wagonie kolejowym. Jest taka scena z filmu – jadąc pociągiem bohater stara się skupić w czasie pisania wiersza ...

 

Myślę że dobrze iż Adaś Miauczyński nie czytał „Poezje i inne herezje” Włodzimierza Sojki. Z pewnością użyłby ostrzejszych słów, człowiek z wykształceniem polonistycznym powinien szybko dostrzec niedociągnięcia omawianej pozycji. Ja nie jestem polonistą i jestem łagodniejszy w wyrażaniu opinii. Stąd obraz wagonu kolejowego.

 

Są książki – cytaty. W takich pozycjach łatwo dostrzec zdania, które zostają w nas na zawsze. W „Poezje i inne herezje” nie ma takich zdań. Można nawet powiedzieć, że to co zaproponował Sojka, już kiedyś przeczytałem, u innych pisarzy. Nie jest to odkrywcze z pewnością. Z drugiej strony ( nie tylko medalu) nie jest pozbawione uroku. Jak to powiedzieć? Są piękne kobiety, są brzydkie. Ale są takie mające pewną dożę urody. Często mówi się o nich przeciętne. I taka właśnie jest książka Sojki. Nic się nie stanie jak jej nie poznamy. A co się stanie kiedy ją poznamy? Czas szybciej minie. Tyle.

 

Trzeba oddać Autorowi to że na stu sześćdziesięciu kilku stronach widzimy poprawną polszczyznę,  Sojka prawdopodobnie ma coś wspólnego z polonistyką. Jest nauczycielem? Wykładowcą uniwersyteckim? Na trzeciej stronie okładki czytamy że bawi się słowem. Ja bym dodał że także obrazami, tropami znanymi z literatury. Zwrócił moją uwagę fragment „Pan Tadeusz. Księga XII i pół”. Jest to parafraza – tak myślę – „Księgi XIII Pana Tadeusza”. Erotyczna trawestacja epopei narodowej przypisywana między innymi Aleksandrowi Fredrowi, to arcydzieło w swojej kategorii. A propozycja Sojki? Takie sobie rymowanie. Miejscami, nie powiem, udane, ale poza tym – miałkie, niestety. A dlaczego zwróciła moją uwagę ta opowiastka wierszem pisana? Sam temat przyciąga uwagę. Puścić wodze wyobrazni na temat tak znanego utworu, to nie lada wyzwanie … Z pewnością Włodzimierz Sojka ma wiele wspólnego z Adamem Miauczyńskim. Obaj chcieli napisać  utwór który będzie  dobrze przyjęty przez Czytelników. Wyszło średnio. Tyle.

Pieszo przez strony

 Krytyczne spojrzenie na świat, poczucie humoru, dystans wobec samego siebie – to cechy na wagę złota. Gdy jeszcze dodać do tego ironię i swobodę eksperymentów z językiem, powstaje spory potencjał do wykorzystania w różnych formach satyry: w tekstach literackich, stand-upach, tekstach piosenek. Okazuje się jednak, że potrzeba o wiele więcej, by z potencjału zrobić coś udanego. Niestety, Poezje i inne herezje– mimo ciekawego zamysłu – do udanych nie należą.

 

Włodzimierz Sojka skomponował swoją książkę z rymowanek i żartobliwych poematów przeplatanych luźnymifragmentami prozatorskimi. Są tu teksty związane z życiem codziennym, są językowe wymyślanki, jest zabawa konwencją (np. reklam czy baśni). Chwilami autor uprawia niezobowiązującą gimnastykę słowną, by za moment przekazać coś więcej: z nutą troski wyśmiewa ludzkie grzeszki, takie jak lenistwo czy opilstwo, albo krytykuje trendy i zjawiska społeczne (Facebook, disco polo). Obok przeglądu rodzajów sera, pamfletu na owady i kulinarnych wspomnień świątecznychpojawiają się w zbiorze większe eksperymenty: alternatywna (fekalna) wizja historii Hitlera, a naweterotyczna (wulgarna) wariacja na temat Pana Tadeusza.W ogólnym ujęciu książka ma charakter rozrywkowy, satyryczny, ironiczny, ze śladami podskórnego rozczarowania niektórymi elementami współczesnej rzeczywistości.Wszystko to może brzmieć intrygująco… do czasu.

 

To, że teksty nie śmieszą, może być kwestią poczucia humoru i światopoglądu czytelnika; mnie w każdym razie czytało się je przeważnie jak twórczość z generatora rymów albo jak kiepski stand-up. Przeważnie – bo muszę przyznać, że niektóre frazy i pomysły uśmiechały mnie na chwilę, a nawet podsuwały myśl, że autor mógłby spróbować swoich sił w żartobliwych tekstach dla dzieci. Zaraz jednak powracało przekonanie, że każda taka próba musiałaby przejść naprawdę solidną obróbkę.NiestetyPoezje i inne herezje roją się od błędów (głównie składniowych i edytorskich, ale bywają i ortograficzne) – tak jakby książka nie została poddana redakcji, albo jakby wszystkie sugestie redaktorskie zostały przez autora odrzucone. Błędy związane są często ze sposobem posługiwania się rymami i rytmem wierszy.Bo o ile rymy dokładne i banalne nie są niczym złym (szczególnie w żartobliwych tekstach), to jednak dostosowywanie do nich wersów na siłę, kosztem gramatyki i tempa, jest fatalnym rozwiązaniem. Efekt jest dwojaki: alboregularny rytm nagle zaczyna się „haczyć” i rozłazić, albo powstają koślawe zdania o zatartym sensie – na przykład ze zgubionymi podmiotami.

 

Zajdzie słońce, zew natury czuje
Już nie praży, więc nie leżakuje
Jak złapie porywisty wiatr w żagle
Urwie się jak pies z łańcucha nagle [s. 56]

 

Proza także stawia opór, szczególnie tam, gdzie łączy wątki na zasadzie bardzo luźnych czy wręcz odległych skojarzeń. Jest takna przykład w Zwrotach-wywrotach:przeskakujemy od tematu żarówki przez leczo, kloszardów, Francję, po motywy wojskowe; podążamy w ten sposób za ponaciąganymi do granic możliwościfantazjami na temat podobieństw pomiędzy różnymi językami. Można się zastanawiać, czy ten chaos broni się w odniesieniu do specyfiki tematu i zdeklarowanej żartobliwości; w odbiorze jednak bałagan pozostaje bałaganem.

 

Autor nie ukrywa, że jego „tfu…rczość” [s. 9] to zabawa, sposób na odprężenie i na zarażanie czytelników dystansem do świata. Niestety dystans ten kieruje czasami tok wywodów w stronę nic nie wnoszącej wulgarności (Pan Tadeusz. Księga XII i pół) i stereotypowych uogólnień (np. cech płci lub ras), które mogą zostać uznane za krzywdzące, a więc są propozycją dość w tym przypadku ryzykowną.

 

Mnie Poezje… nie zrelaksowały. Wręcz przeciwnie: po lekturze czuję rozdrażnienie i niesmak. Tym bardziej nie przemawia do mnie zalecenie autora:

 

Kto nadaje i odbiera na innych falach
Poniższa lektura peszy go i rozwala
Nerwosol, melisę zaparzyć Wam pozwalam [s. 10]

MagLaw

 Lubię rzeczy nieoczywiste, bawi mnie absurd, a ironia stanowi wręcz moje drugie imię. W końcu świat jest wystarczająco przygnębiający, żeby z ponurą miną kroczyć przez koleje losu. Kiedy więc na mojej czytelniczej drodze pojawiła się książka autorstwa Włodzimierza Sojki „Poezje i inne herezje” wydana przez Warszawską Fabrykę Wydawniczą postanowiłam pójść za ciosem i dać się ponieść fantazji autora.

 

Okazuje się jednak, że zwiodły mnie zapewnienia wydawcy, że lektura tej książki okaże się zabawą słowem, wypełnioną ironią i dystansem do siebie i do innych, że autor ujawni przede mną paradoksy języka, systemu i świat, posługując się humorem nierzadko absurdalnym.

 

Niestety, nic z tych rzeczy. W rzeczywistości otrzymałam pseudointelektualną papkę, która okazała się być wyjątkowo ciężkostrawna, przynajmniej dla mnie. Zamysł autora sprowadzał się do tego, aby przelać na papier wszelkie swe „złote myśli” dotyczące otaczającej go rzeczywistości, kultury masowej, istniejących stereotypów i uprzedzeń, czy wreszcie głęboko zakorzenionych lęków. Sposobem na odczarowanie szarej i smutnej natury otaczającego Autor świata miało być sięgnięcie po najbardziej dotkliwy oręż jakim może się posłużyć twórca w walce z przeciwnościami losu w postaci ciętej riposty, czy dosadnej puenty. One miały stać się narzędziem, którym Autor miał szafować, obnażając prozę życia czy głupotę otaczającego świata. Co więcej zamysł był taki, aby wachlarz literackich możliwości ukazać zarówno w warstwie lirycznej, jak i prozaicznej, czego wyrazem miało być spełnienie się zarówno w satyrycznychutworach poetyckich, jaki i w felietonowo-esejowych epickich tekstach.

 

Lektura już pierwszego wiersza zawartego w „Poezjach” nie napawała optymizmem, wykorzystany w konstrukcji utworu rym częstochowski odbierał chęć dalszego czytania, a i sama treść przekazu poddawała w wątpliwość sens dalszego czytania, chociaż przyznam, że Autor otwarcie uprzedzał, że „durne wierszokletki zapisuje z radością”. Chociaż owo zapowiadane szczęście w pierwszych wierszokletach mnie nie porwało, nie przywykłam poddawać się po pierwszym nieudanym podejściu, zatem zaznajamianie z poezją Autora kontynuowałam. Chciałabym powiedzieć, że z każdym kolejnym wierszem było lepiej, a pierwsze, niemiłe wrażenie, prysło jak bańka mydlana, ale niestety tak nie było, przeciwnie, poczucie zażenowania rosło z każdym kolejnym wierszem, a apogeum osiągnęło wręcz przy interpretacji Pana Tadeusza i popełnieniu przez autora Księg XII i pół.

 

Chcąc jednak dać szansę twórczości Autora uwagę przekierowałam na warstwę epicką książki, licząc na to, że tytułowe herezje zmienią moje podejście do całości utworu, a ich twórca, swą błyskotliwą retoryką udowodni, że to ja się mylę i nie doceniam kunsztu literackiego. I tu jednak oczekiwania moje i Autora nie współgrały, a „Proza życia” jak zatytułowane zostało jedno z opowiadań, potwierdziła tylko fakt, że nie polubimy się, przynajmniej nie w tym utworze, a poczucie niesmaku i rozczarowania pozostanie do końca lektury tej książki. Ponieważ diabeł tkwi w szczegółach, być może w tym tkwił problem w pozytywnym odbiorze „Poezji”, że Autor ma zupełnie inne poczucie humoru niż ja i to co jego śmieszy i co w nim wywołuje uśmiech na twarzy, a w skrajnych przypadkach prowadzi wręcz do skrętu kiszek ze śmiechu, u mnie skutkuje zachowaniem kamiennej twarzy, pojawieniem się grymasu niesmaku i sięgnięcia po najbardziej dobitny środek reakcji w postaci świadczącego o rozgoryczeniu gestu facepalm. Mając świadomość zatem tego, że Autor potrzebował przestrzeni publicznej, w której chciał się spełnić, kończąc niniejszą recenzję zapytam tylko: „Po co?”.

 

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial