Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Prezydentka

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Prezydentka | Autor: Marika Krajniewska

Wybierz opinię:

Anena

 Powieść Mariki Krajniewskiej po tytułem ,,Prezydentka” śmiało można nazwać powieścią zaangażowaną, zwłaszcza z uwagi na bardzo szczegółowe osadzenie fabuły we współczesnej sytuacji społeczno-politycznej. Można uznać ją za swoisty manifest pokolenia kobiet, które w obliczu zawłaszczenia głosu w sprawie możliwości decydowania o własnym ciele i zdrowiu postanowiły wyrazić stanowczy sprzeciw.

 

Te kobiety, począwszy od nastolatek po seniorki, decydują się zostawić w tyle wszelkie różnice, które do tej pory je dzieliły i postanowiły ramię w ramę wykrzyczeć to, co najbardziej je boli w związku z rzeczywistością, w której przyszło im żyć. Mimo wszystko, często bez zgody rodziny, przyjaciół, czy osób z najbliższego otoczenia, zdecydowały się na powiedzenie stanowczego ,,nie” w obliczu próby zawłaszczenia ich praw o decydowaniu o sobie. Początkowo niewielkie formy sprzeciwu stały się wielkim ruchem, który zawładnął ulicami wielu miast i miasteczek, dzięki czemu została ukazana nie tylko siła drzemiąca w ludzie, ale przede wszystkim w kobietach, które po ponad 100 latach znów musiały zawalczyć o swoje prawa. I właśnie o tym jest ta książka. O kobietach, które na co dzień są córkami, żonami, matkami i babciami, ale w momencie, gdy pojawia się groźba odebrania im wolności decydowania o sobie, to są one w stanie wyjść na ulice i wykrzyczeć swoje racje oraz domagać się poszanowania ich praw.

 

Najważniejszy dla autorki wydaje się ruch społeczny zainicjowany przez walczące o swoje kobiety, dlatego inne wątki zostają zepchnięte na drugi plan. Jednakże najważniejszą postacią staje się Laura, która staje się spoiwem pomiędzy walczącymi o siebie kobietami a pozostałymi ludźmi. Laura jest zwyczajną kobietą, która nie wyróżnia się niczym szczególnym, a jednak to ona zostaje wybrana na liderkę. Jej życie zmienia się znacząco również po wypadku, w którym ginie jej mąż.

 

Czas w tej powieści odmierzany jest przed i po wypadku. Co prawda autorka nieco lawiruje pomiędzy bohaterami, wprowadza jednych, by za chwilę zapomnieć o poprzednich, ale nie powoduje to zaburzenia konstrukcji utworu. Wręcz przeciwnie, główny wątek nadal pozostaje zauważalny i dobrze poprowadzony, tak samo niezmienny pozostaje wydźwięk utworu. Podczas czytania ,,Prezydentki” emocje buzują w czytelniku niczym w kotle, ponieważ można wtedy sobie wiele uświadomić. Wbrew pozorom to, o co walczą stojące godzinami na ulicach kobiety nie jest jakimś ideologicznym bełkotem, lecz sprawą, która może wkrótce dotknąć każdą z nas.

 

Czy naprawdę prawo do aborcji, czy rzetelnej edukacji seksualnej jest czymś tak naprawdę złym i ohydnym? Czy jedynie tego domagają się uczestniczki manifestacji? Otóż nie, one walczą nie tylko o swoje prawa, ale o prawa człowieka w ogóle. Domagają się poszanowania ich prawa do życia i decydowania o sobie, walczą o dobro ofiar przemocy oraz o własne marzenia i potrzeby. Bardzo mnie cieszy, że autorka postanowiła wyjaśnić przyświecające manifestantkom idee i obyła się bez politycznego i pseudoideo logicznego wydźwięku, choć w tle zauważalne są zachowania policji przekraczające wszelkie regulaminy. Jednakże nie o walkę polityczną tu chodzi, lecz o podstawowe prawa człowieka.

 

Podsumowując, ,,Prezydentka” to dobrze napisana powieść przez kobietę, o kobietach i dla kobiet, ale niekoniecznie. Polecam lekturę tej książki również mężczyznom, aby mogli przekonać się o co tak naprawdę chodzi tym krzyczącym na ulicach paniom, które dzielnie dzierżą w dłoniach mniej lub bardziej dosadne hasła. Czytając tę książkę można poczuć autentyczną więź z bohaterkami oraz zauważyć, że problemy jakie ich dotykają są takie same jak nasze. Jednakże osoby, które spodziewały się solidnego wątku kryminalnego wynikającego z prywatnego śledztwa Laury w sprawie wypadku jej męża, mogą poczuć się nieco zawiedzione. Co prawda kobieta podążając po nitce do kłębka dowiaduje się prawdy, ale jej reakcja wydaje się dziwna i niezrozumiała. Oprócz tego, w powieści znalazło się kilka opisów scen erotycznych, które mnie niestety nie przypadły do gustu, ponieważ nie lubię takich ,,urozmaiceń” w fabule książkowej. Również wątek startu głównej bohaterki w wyborach prezydenckich uważam za nieco zmarnowany, ponieważ można było inaczej wydobyć jego potencjał, jednakże tak jak wspomniałam wcześniej, dla mnie liczyła się wymowa tego utworu, którą jest solidarność kobiet.

Kozel

Kiedy pierwszy raz wzięłam do ręki „Prezydentkę” Mariki Krajniewskiej i przeczytałam znajdujący się na okładce opis wydawniczy, zastanawiałam się, z jaką właściwie literaturą mam do czynienia. Pierwsze skojarzenie? Literatura feministyczna, społecznie zaangażowana. Druga myśl – powieść political fiction, choć – biorąc pod uwagę opisane w niej tło – nie taka znowu „fiction”. W księgarniach jednak tytuł znajduje się na półce z kryminałami… Jak więc go traktować?

 

Po lekturze wcale nie jest łatwiej zaklasyfikować „Prezydentkę” do konkretnej kategorii. Co więcej, przeczuwam i wnioskuję z wywiadów z autorką, że dokładnie taki był jej zamiar. Krajniewska mówi o swoim dziele, że napisała powieść o feminizmie – takim, który nikomu nie jest do niczego potrzebny, który wszystkim przeszkadza, a który powinien być jednak częścią naszej normalności. Słowo „normalność” staje się zresztą leitmotivem odmienianym przez wszystkie przypadki i to od niego wychodzi historia kobiet – zwykłych, „tych zza okna”.

 

Na fabułę „Prezydentki” składają się cztery powiązane, a jednak bardzo różne opowieści. W centrum każdej z nich stoi konkretna kobieta. Laura kandyduje na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej i prowadzi intensywną kampanię wyborczą. Kaja jest dziennikarką przekonaną, że nie wykorzystuje swojego potencjału. Bianka prowadzi agencję PR-ową, zaś Polka to… matka-Polka i żona poszukująca na nowo swojej tożsamości. Wszystkie cztery spotykają się na protestach przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Każda ma swoją motywację i swoją przeszłość.

 

Stworzone przez Krajniewską bohaterki prezentują szeroką paletę charakterów, doświadczeń i środowisk, w których działają. Sprawia to, że w zasadzie każda czytelniczka jest w stanie utożsamić się z jedną z nich, jednocześnie dystansując od kolejnej.Autorka ujęła tę różnorodność doskonale. Na różnych poziomach zaprezentowała specyfikę każdej z wykreowanych postaci – każdej z nich dała nawet inny sposób wysławiania się, co wcale nie jest tak częste w literaturze. Krajniewska zresztą doskonale zdaje sobie z tego sprawę, gdyż w jednym z wywiadów wspomniała, że chciała uniknąć papierowych postaci, których dziś pełno. „Teraz bohaterki – by pokazać, że są z krwi i kości – szprycuje się Tequilą i mocną gadką. To nie wystarczy” - wyjaśnia. Domyślając się, do kogo to aluzja, w pełni się zgadzam się z przytoczoną opinią.

 

Podoba mi się sposób prowadzenia tych postaci. Nie są jednolite, nie są pozbawione dylematów. Każda z nich rozwija się na swój sposób i zmienia w toku lektury. Przy tym wszystkim Krajniewska bardzo trafnie osadziła swoje bohaterki w realiach, które wielu z nas jest w stanie sobie przypomnieć sobie z protestów faktycznie rozgrywających się nie tak dawno na polskich ulicach. Co ważne, wyraziste są nie tylko pierwszoplanowe postaci, ale również te drugoplanowe i towarzyszące.

 

„Prezydentka” to z pewnością mocny głos prokobiecy, który wypowiada się na tematy nadal drażliwe: wolności, równouprawnienia, seksualności, norm społecznych… Uprzedzam jednak, że łatwych odpowiedzi i łopatologicznych wniosków w tym przypadku nie będzie. Lektura zdecydowanie pozostawia kilka znaków zapytania i choćby dlatego warto po nią sięgnąć.

 

„Dostajesz po dupie, jesteś zdziwiona, świat wmawia ci, że to twoja wina i sobie na to zasłużyłaś, bo miałaś za krótką spódniczkę, więc zaczynasz winić siebie i nie robisz nic. Nic, co mogłoby pomóc innym kobietom poczuć się bezpiecznie. Jest dwudziesty pierwszy wiek, a właśnie przeniosłyśmy się w czasie do jebanego średniowiecza”.

 

Na koniec jeszcze krótka wzmianka o konwencji literackiej. Mimo swojego społeczno-obyczajowego zorientowania „Prezydentka” pozostaje kryminałem. W samym środku kampanii wyborczej mąż kandydatki na tytułową prezydentkę ginie przecież w wypadku samochodowym, a ona – wbrew początkowym ustaleniom – wie, że to było morderstwo i ma nawet dowody. Krajniewska przyznaje, że sięgnęła po taki zabieg, gdyż chciała mocniejszego przesłania.Chciała, by Strajk Kobiet nie został przytłoczony stosunkowo neutralną warstwą obyczajową. Śmiało mogę powiedzieć, że ten sposób działania przyniósł oczekiwany rezultat, a „Prezydentkę” gorąco polecam.

 

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial