Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Bezczłowiecze

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 4 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Bezczłowiecze | Autor: Maciej Lasota

Wybierz opinię:

Doris

Maciej Lasota umieszcza swoich bohaterów w rzeczywistości, która, co chyba każdy widzi, zbliża się wielkimi krokami. Właściwie to już zaczyna się dziać. Ludzie, otoczeni technologicznymi gadżetami, przez nie wyręczani, a zarazem niewoleni, stracili zdolność porozumiewania się, zwykłej, codziennej rozmowy. Miast korzystać z umiejętności odczytywania wzajemnie swoich autentycznych emocji ze spojrzeń, mimowolnych gestów, będących sekretną mową ciała, i odpowiednio je interpretować, konfrontując z wypowiedzianymi słowami, wpatrują się jak zahipnotyzowani w zimne światło ekranu komputera. Gdzie się podziały burzliwe dyskusje przy lampce wina, intymne zwierzenia nad filiżanką kawy, przerywane wybuchami śmiechu, żartem, aluzją? Z całej bogatej sztuki komunikacji pozostały suche, oklepane, pozbawione głębszej treści formułki, które wklepuje się w komunikatory, ozdabiając je równie powierzchownymi, banalnymi emotkami. „Kocham Cię zmieniono w serduszko, tak mi przykro – w minkę lejącą morze łez, a ważną dla naszego rozwoju pochwałę, wcześniej wyrażaną na przykład wypowiedzeniem: Spisałeś się świetnie! Dziękuję Ci! Brawo! zastąpiono tyleż infantylnym, co uroczym kciukiem w górę”. Obserwujemy obumieranie żywej mowy i wiążące się z tym ubożenie zasobu słów. Skoro nie czytamy, zadowalając się obrazkami w smartfonach, to i potrzeba stosowania synonimów, cyzelowania, doskonalenia wywodu zanika. Ta degradacja postępuje, jak również polaryzacja pojęć, usadowienie tych najbardziej skrajnych po obu stronach liny, by ją brutalnie zaczęły przeciągać.

 

 Problem jest poważny i dotyczy wszystkich, grozi uwstecznieniem zarówno intelektu, który wszak najpełniej rozwija się w kontakcie z drugim człowiekiem, w dyskusji, zderzeniu poglądów, jak i rozwoju społeczno-emocjonalnego społeczeństwa. Potencjał więc na dobrą, a nawet znakomitą powieść był ogromny. Autor mógł pójść w wielu kierunkach. W stronę fantastyki, wnikliwego psychologicznego studium przypadku lub fresku upadku społecznych więzi i powszechnej samotności. Niestety, szansa została zmarnowana. Otrzymaliśmy mało wiarygodne, jednowymiarowe postaci w równie banalnych, powierzchownie zarysowanych sytuacjach.

 

Relacja między Martą, a jej tak zwanymi przyjaciółmi jest, jak dla mnie, wręcz skrajnie sztuczna i nieprawdopodobna. Kobieta straciła dziecko, rozpacza, jest w depresji, nie ma siły na kontakty z ludźmi, nie ma siły nawet na wstanie z łóżka i umycie zębów. I oto od niedawnych przyjaciół, a właściwie jednej z nich, piszącej w imieniu całego grona, otrzymuje niezwykle nieokrzesanego, przykrego maila. Myślę, że to nigdy nie mogłoby się zdarzyć w rzeczywistości. Ludzie nie są przecież jak spod sztancy, nie reagują jednakowo. Jeśli nawet autor chciał w ten sposób pokazać, jak wraz z ubożeniem więzi społecznych, rwaniem się relacji, zanika empatia, dewaluuje się współczucie, kultura osobista i prosta, ludzka dobroć, to zrobił to bardzo nieudolnie, bez finezji, jakiej zwykle oczekujemy od pisarza.

 

Świat stworzony przez autora jest jednowymiarowy, oczywisty, wyłożony zanadto wprost i zbyt uproszczony. Podobnie bohaterowie – schematyczni, jednobarwni, przewidywalni. Nic nas nie zachęca do bliższej z nimi znajomości. Są po prostu mało interesujący, niczym nas nie zaskakują. Nie czujemy potrzeby analizowania ich postępowania, motywacji i uczuć. Wszystko jest tu proste i podane nam na tacy, zupełnie jak w świecie opisywanym przez autora. Brak nam tej satysfakcji, jaką czerpiemy z samodzielnego odkrywania, gdy to z pewnych drobnych gestów, zdarzeń, wypowiedzi, możemy sobie ten świat sami złożyć, dopasowując do siebie poszczególne jego elementy niczym puzzle, domyślając się zachodzących w nim prawideł i zależności. Powieść nie ma być oczywistym wykładem, a raczej czytelniczą przygodą, zderzeniem oczekiwań autora i czytelnika, zanętą do myślenia i wysnuwania wniosków, a także wyzwalaczem emocji, które w nas zostają na dłużej. Nic z tego się nie wydarzyło. Nie pomógł też skromny, dość szkolny język, który nie porywa, a wręcz czasami denerwuje. W sumie w książce najbardziej spodobał mi się jej tytuł. Bezczłowiecze – bardzo interesujący zbitek słów, wiele znaczący i wiele obiecujący. I tylko ten tytuł zostanie mi w pamięci po tej lekturze.

Edymon

Ciekaw co nasze babcie, prababcie powiedziałyby, patrząc na współczesny świat i to co się z nim dzieje? Zapytajcie je, jeśli macie jeszcze okazję. Porozmawiajcie z nimi.

 

Świat Macieja Lasoty w "Bezczłowieczu" jest tak bardzo rzeczywisty, że aż boli. Nie przejdzie więc i bez echa, choć jednym się pewnie uprzykrzy a innym da do wiwatu. Wielu czytelników zmusi też do głębokiej refleksji i przypomni o istotnych wartościach, które są często wypaczane. Skąd taki rozdźwięk? Najprawdopodobniej jest to wynik samej fabuły. Czytelnik nie ma bowiem co liczyć na zajmująca akcję powieści. Serię przygód z udziałem bohaterów, czy zawrotne tępo, które wciąga niczym w wir swojej opowieści. Nie o to jednak chodzi w tej historii. Tak przynajmniej mniemam i tak zdaje się zapowiadać zapowiedź książki, blurb, który znajdziecie na jej okładce. Ci jednak, którzy tego nie dostrzegli często uznają ją za nudną, pozbawioną polotu, nijaką. Rozumiem to, ale się z tym nie zgadzam. Mnie bowiem historia Maćka i Marty ujęła podwójnie. Na tyle by z tą historią wyjść dalej. Oddać ja w ręce kolejnych czytelników i przedyskutować wiele spraw, które pojawiły się w jej treści. Pochylić się nad nimi by w konsekwencji nie pozwolić im stać się ulotnymi. Ujmuje mnie w nie również forma i finalna postać, w której została wydana. Jej miligramowość i okładka, zdająca się mówić tyle ile czytelnik chce z niej wynieść. 

 

Sama zaś powieść "Bezczłowiecze" (licząca niewiele ponad sto stron) mówi nam, wręcz krzyczy o sprawach wielu. A robi to w sposób bardzo subtelny i szczególny. Relacjonując historię młodego mężczyzny i młodej kobiety, którzy jako nieliczni spośród wielu nie chcieli umrzeć za życia. Maćka postrzegano więc jako dinozaura. Skamielinę, za to z rozległą wiedzą, który zupełnie nie idzie w parze z współczesnością i towarzysząca jej technologią. Miał on zupełnie inny sposób widzenia świata. Zajmował się bowiem "słowem". Słowem, które zaczynało przybierać powoli formę archaizmu. Zastępowały je często znaki, emotikonki, a zdania złożone budowane z ich pomocą odchodziły do lamusa. Maciek nie godził się z tym. Był wiec dziwakiem. Szaleńcem, którego do frustracji doprowadzały wszechogarniający hałas wydobywający się z tabletów i komórek, i odgłos palców stukających w ekrany. Nikt ze sobą nie rozmawiał. "Słowa stały się zbędne i niechciane, gdyż z biegiem lat ludzki wokabularz zawężano i zawężano, aż pozostały w nim tylko słowa skrajne". Cyberświat zmienił wszystko. Nastąpił zmierzch słowa. W jego rozumowaniu słowa stały się niczym landrynki. Jedni się nimi rozkoszowali, innym stawały one w gardle. Taki właśnie był jego świat. Czym różni się od naszego? 

 

Marta musiała jednak doznać wielkie straty, by na nowo odkryć życie. To, które dotąd wiodła nie wypuszczając komórki z ręki okazało się bowiem farsą nie życiem. Szybko przekonała się bowiem o wartościach wirtualnego świata i rządzących nią prawach. A tracąc wszystko, odzyskała siebie. Wpadła jednak w kierat, który była dla niej kawałkiem stałego i bezpiecznego lądu na wzburzonym morzu emocji. Dzięki temu odkryła nowe (stare) wartości. Mogła pozwolić sobie wreszcie na puszczenie wodzy fantazji, zrobienie czegoś od zera i uczucie nieopisanej radości, kiedy palce bolały ją od pracy. W jej marzeniach zrodziła się jeszcze tylko jedna myśl. Pragnienie by z kim porozmawiać. Tak po ludzku. Tylko jak to zrobić? Jak znaleźć kogoś, kto będzie chciał i miała odwagę to zrobić. Dziwnie to brzmi, ale dziwnym nie jest. Rozmowa bowiem, to jedna z najtrudniejszych rzeczy. (Nie mylić jej z dyskusją.) To niemal sztuka. Tu rodzi się też wiele refleksji i zadumy nad sensem naszego życia. 

 

Autor w sposób szczególny bowiem oddaje historię bohaterów spragnionych prawdy o życiu, relacjach i tego co uznaje się we współczesnym świecie za normalne, a takim wcale nie musi być. Neguje pogoń za sensacją, tematami, sławą, poklaskami i rozgłosem. Te bowiem nic nie wnoszą dla ludzkości, choć i nie o niej tu mowa, a o zwykłym człowieku. O tym kim on jest. Dla siebie samego i dla innych. Czy zna swoją wartość? Wie czego chce? I dokąd zmierza? 

 

"Bezczłowiecze" nie jest jednak typowym moralitetem. Jest raczej rozrachunkiem z rzeczywistością i próbą spojrzenia na siebie samego z perspektywy bohatera. Krzykiem, który ma nas obudzić, otrząsnąć z amoku świata wirtualnego by dać szansę na odrodzenie się człowieczeństwa. Sam utwór jest zaś formą sztuki słowa, która ujmuje stylistyką. Którą co strona chce się cytować, patrząc na rzeczy zwykłe w niezwykły sposób.  I te słowa: interlokutor, wokabularz, efemeryda, konstatacja, tygiel, pigalak... 

 

UJMUJĄCA HISTORIA dla każdego, kto kocha ludzi i książki. Dla każdego, komu "słowo" jest bliskie.'

 

Na koniec nie wypada nie wspomnieć o autorze "Bezczłowiecza". O kimś wokół koga krążą pogłoski o byciu polskim Paolo Coelho. Autorze dotąd mało znanym, który ma jednak szansę wybić się na polskim rynku czytelniczym. tego bowiem dziś potrzebujemy. Lustra własnej próżności, głosu prawdy i sumienia. Pięknego słowa, które chwyta za serce. 

Może jestem niepoprawna, ale to szczęście trafić na taką publikację. A była wzięta z przypadku.

inka

Maciek, trzydziestoletni ekscentryk, dziwak, wariat, jak sam siebie charakteryzuje. Bez rodziny, miłości, przyjaciół. Za to z rentą i poruszający się o lasce. I ona, „dziewczyna o perłowych włosach”. Między nimi wszechwiedzący narrator: „Naszego bohatera nie interesowała pogoń za gorącymi tematami (…). Nie szukał rozgłosu (…).”

 

Czytelnik szybko odkrywa, w czym tkwi urok Bezczłowiecza. Jakże inaczej wybrzmiewają  „infernalne kręgi”, niż proste „kręgi piekielne”. Diabeł, nomen omen, tkwi w szczegółach. Piękny, ozdobny język. Ale bez przesady. Na pewno nie jest to proza poetycka. Mamy za to dbałość o słowo i uwielbienie słowa głównego bohatera, dziennikarza. Porównywanie Macieja Lasoty do Paolo Coelho też jest zresztą na wyrost, choć sam Brazylijczyk  nie przecież jest mistrzem literatury, nie dajmy się oszukać.

 

Zatem pierwsze spotkanie postaci osadza się na słowach. „Niech pan ze mną porozmawia” – mówi Marta i przywodzi automatycznie tytuł filmu Pedro Almodovara Porozmawiaj z nią. Cytatów i aluzji literackich w Bezczłowieczu jest całe mnóstwo. Agatha Christie, Arthur Conan Doyle, Dan Brown, Bruno Schulz, a nawet Biblia,  cykl kryminalny Millenium Stiega Larssona, czy Dziady Adama Mickiewicza lub Treny Jana Kochanowskiego.

 

Fabułę wyznaczają cztery części i kolejne tytuły rozdziałów przerywane są retrospekcjami, spowolnieniami akcji (i tak w sumie monotonnej, bo nie najważniejszej) w postaci, na przykład, wyglądu redakcji Maćka – być może alter ego samego autora.

 

„Melodia upadku cywilizacyjnego” to nic innego jak metafora dźwięku opuszków palców uderzających o klawiaturę laptopa, telefonu, tableta. Syndrom FOMO (lęk przed utratą kontaktu ze światem)  rozrysowany na postaci Marty, w pełnej okazałości. Gotowe pole badań dla naukowców. Plus prognoza, a raczej analiza otaczającej rzeczywistości w stylu postapokaliptycznym, brzmiącym jak nieprawdopodobna bajka, ale powalającym brutalnym realizmem. Żyjemy w globalnej wiosce, to postulował już dawno Marshall McLuhan. Mamy niezliczoną ilość narzędzi i kanałów komunikacji, a potrafimy (chcemy?) wykorzystywać tylko nieliczne: najszybsze i najpłytsze; wirtualne. Kluczowe słowo: komunikacja, przepływ informacji między nadawcą a odbiorcą zostaje zwielokrotnione do sytuacji symultanicznych, gdzie wielu nadawców gubi odbiorców, a odbiorcy tracą rację bytu. Zatracają się po drodze na którymś odcinku kanału komunikacyjnego. Lasota, mimo iż posługuje się prozą, kreśli świat druzgocąco prawdziwy, bliższy socjologii niż beletrystyce. Pokazuje rozpad przez powolną, niezauważalną niemal, degrengoladę słowa. Patrz:  Ferdydurke Witolda Gombrowicza z całym repertuarem „upupiania”.

 

Część pierwszą kończy przestroga: „(…) jeśli dalej będziemy żyli w ten sposób, zginiemy marnie (…)”  i brzmi to niczym zapowiedź biblijnej apokalipsy. Stylistyka przypowieści przenosi czytelnika do drugiej części, w której czas chronologiczny zanika. Liczy się „Wtedy”. Czas śmierci. Czas depresji. Czas Marty. Nie ma w tych fragmentach taniego sentymentalizmu. Sen i Przebudzenie – krótkie rozdziały opisują rozpacz z dużym wyczuciem i elegancją. Znowu zadziałało słowo. Zobrazowało tytułowe „bezczłowiecze”. Bez człowieka. Bez uczuć. W bezczłowieczu domagającym się kontaktu, uczłowieczenia. I bohaterowie spotykają się w tym celu po raz drugi w części ostatniej. Ich historia zatacza koło. Powraca jako refren. Punktem wyjścia są książki. Zawarte w nich dialogi, słowa. Kto by pomyślał, że zwykła rozmowa może sprawiać tyle trudności. Ciekawe, jak rozważania nad Opowieścią wigilijną Charlesa Dickensa zdolne są przenieść bohaterów na wyższy poziom porozumienia. Jakby do prawdziwej rozmowy potrzebny był wstęp, analiza innych kodów semantycznych. I chociaż książka Macieja Lasoty miejscami jest bardzo nierówna, to w ciekawy sposób nawiązuje do bolączek XXI wieku, szalonego rozwoju teleinformatyzacji, nowych problemów psychiatrycznych.

 

Razi dydaktyczny ton objawiania prawd oczywistych. Ale tylko tych, którzy dokonali już diagnozy społecznej. Być może dla innych będzie to objawienie. Bezczłowiecze to zdecydowanie bardzo ciekawy eksperyment literacki. I ten chocholi taniec na zakończenie. Niczym z Wesela Stanisława Wyspiańskiego. Wciąż aktualny, niestety.

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial