Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Życie Towarzyskie I Uczuciowe

Kup Taniej - Promocja

Additional Info

  • Autor: Leopold Tyrmand
  • Tytuł Oryginału: Życie Towarzyskie I Uczuciowe
  • Gatunek: Powieść Społeczno Obyczajowa
  • Liczba Stron: 496
  • Rok Wydania: 2021
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 145x205 mm
  • ISBN: 9788377797426
  • Wydawca: MG
  • Oprawa: Twarda
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    5/6

    6/6

    4/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Życie Towarzyskie I Uczuciowe | Autor: Leopold Tyrmand

Wybierz opinię:

inka

Fabuła tej skomplikowanej książki jest nieskomplikowana. Otóż mamy znanego dziennikarza Andrzeja Felaka, jego przedsiębiorczą żonę Elżbietę i całą galerię postaci, które pomagają/ utrudniają bohaterowi płynne poruszanie się po meandrach peerelowskiej rzeczywistości. I tak narracja toczy się i toczy przez pięćset stron.

 

W czym zatem tkwi fenomen Życia towarzyskiego i uczuciowego, które jeszcze przed opublikowaniem w 1967 roku wzbudziło sensację, otarł się o cenzurę, stało skandalem? Po pierwsze, sam autor, Leopold Tyrmand, pisarz wyklęty. Napiętnowany i z racji żydowskich korzeni (choć rodzina zasymilowana, żyjąca „po katolicku”), i z powodu polityczno – ideologicznej bezkompromisowości. Kosmopolita (Francja, Wilno, Wiedeń, Norwegia, ostatecznie Stany Zjednoczone). Kelner, sprzątacz, marynarz. Sportowiec i komentator sportowy ze świetnym, reporterskim zmysłem obserwacji, co punktuje, ale i miejscami przeszkadza, w konstrukcjach fabularnych popełnianych przez niego powieści. Zafascynowany jazzem (zgniłym przejawem zachodniego imperializmu, aż chciałoby się rzec, naśladując nowomowę gomułkowskiej, słusznie minionej epoki) i propagujący jazz w Polsce. Trzykrotnie żonaty, z wieloma romansami na koncie i znajomościami z takimi tuzami „warszawki” lat 50. i 60-tych, jak Czesław Miłosz, Stanisław Dygat, Kalina Jędrusik, Gustaw Holoubek, Andrzej Wajda, Zbigniew Herbert, Sławomir Mrożek, Elżbieta Czyżewska. Dziś, uznani by za celebrytów. Prywatnie – czarujący playboy, barwny ptak, dandys zawsze w nienagannym outficie, dowcipny w opisach otoczenia, pozbawiony humoru na własny temat. W końcu – autor pierwszego bestsellera, powieści kryminalnej z nurtu literatury popularnej – Złego. Dla niektórych wciąż jeszcze należącego do dzieł kultowych. Recenzując Tyrmanda podaje się hasła: powieść z kluczem, powieść o  mieście, powieść szkatułka. Objawienie. Rzeczywiście. Warto sięgnąć po tę najlepszą pozycję pisarza. A jak jest z Życiem towarzyskim i uczuciowym?

 

Popatrzmy na styl napisania tej powieści. Przykład pierwszy z brzegu: „(…) biologia masakrowała poczucie jednostkowej godności, a także futryny i armaturę sanitarną.” Dla czytelnika szukającego estetyki, prawdziwa uczta i gratka, bo takich barwnych porównań i symboli jest więcej. Niestety, dla współczesnego odbiorcy, zwłaszcza urodzonego po 1990 roku, symbolicznej dacie zmiany epoki, może być nie do pokonania jako zbyt mięsisty, przeintelektualizowany. Za rozwlekły, za skondensowany. Za archaiczny, za enigmatyczny. Tak. Za trudny, podsumowując. Na pewno na prozę Tyrmanda należy patrzeć, jak na oryginalny, odrębny byt. Jednych zachwyca klimatyczną atmosferą dawnej Warszawy, z ekspresyjnymi, plastycznymi obrazami słownymi dowodzącymi warsztatowej sprawności autora. Innych drażni dłużyznami, rozwlekłością, refleksyjnością, fragmentarycznością zdarzeń i przestarzałymi formami słownikowymi. Oponentów i entuzjastów łączy jedno. Na pewno jest to pozycja „trącąca myszką”. Jedyne, co uniwersalne, to forma pamfletu na wielkich tego świata. Prześmiewczy i ironiczny stosunek wobec płytkości, miałkości życia towarzyskiego i uczuciowego (jakiejkolwiek epoki). Ale zrozumienie tej powieści z kluczem wymaga niesamowitej erudycji i znajomości czasów, w której powstawała. Przewrotnie, Tyrmand na wstępie zamieścił informację, że wszelkie podobieństwo postaci… i tak dalej, jest przypadkowe, co tylko podsyciło atmosferę. Wszystkim bowiem wiadomo było who is who. W latach sześćdziesiątych oczywiste i czytelne, mimo masek, analogie do realnych ikon, dziś – co najwyżej barwny rysunek. I to w dodatku jednoznaczny w charakterystyce postaci. Nie ma tutaj bowiem żadnego pogłębionego psychologizmu. Przemiany wewnętrznej na miarę Raskolnikowa ze Zbrodni i kary Fiodora Dostojewskiego. U Tyrmanda sylwetki nakreślone są grubymi, a nawet pogrubionymi kreskami i to przeważnie w odcieniach pejoratywnych. Wypływa z nich frustracja samego autora, zniechęconego układami i układzikami, w których czuł się coraz bardziej zniewolony. Dlatego bohaterowie, którzy wypełniają karty jego książki to niesympatyczne ludziki. Karierowicze, alkoholicy, materialiści, kupczyki i sprzedawczyki systemu, w końcu: pseudoartyści i polska inteligencja powojennej rzeczywistości: „(…) wynalazek specyficzny dla Warszawy końca półwiecza, ufryzowana kokieteria literacka”.  Zjadliwy portret epoki.

 

Jedyny jasny punkt, to alter ego samego Tyrmanda, czyli Mikołaj Plank (chodzący, jak on w kolorowych skarpetkach;) ale wiadomo, egotyczny Leopold nie mógłby przedstawić w złym świetle samego siebie, choć innych prześwietla bez zahamowań. Ta książka to gra intelektualna prowadzona z czytelnikiem na tym samym poziomie mentalnym, co pisarz, układanka z dygresji, spostrzeżeń, tekstów literackich, reportażowych, eseistycznych analiz. Jak w Złym Tyrmand bierze pod lupę wycinek znanej sobie materii, tyle, że w swojej najlepszej odsłonie portretuje miasto , w Życiu…, jej mieszkańców.

 

Z wyjątkowymi pozycjami książkowymi jest tak, że albo je akceptujemy, doceniamy oryginalność tematu, stylu i warsztatu (tutaj: złożony obraz społeczności, odsyłający, jak w powieści szkatułkowej, do kolejnych warstw fabularnych), albo odrzucamy jako nudne, dziwne. Życie towarzyskie i uczuciowe Leopolda Tyrmanda to właśnie taka propozycja. Drażni, intryguje, wymaga wysiłku i naprawdę długiej oraz uważnej lektury, ale ten trud się opłaca. Świat namalowany słowem tyrmandowskim jest unikatowy. Nawet dla malkontentów.

MB

Każde spotkanie z Tyrmandem to uczta intelektualna. Może i kobieciarz, pardon! Amant; może i miał też inne słabości, ale jak chcesz pisać o życiu to musisz to życie znać. Zresztą jestem zdania, że należy być bardzo ostrożnym wobec tych, którzy nie piją, nie klną i tańczą na trzeźwo. Zatem Tyrmand jest absolutnie godzien mego zaufania.

 

Tyrmand miał bardzo plastyczne pióro. Szalenie inteligentny, opisywał zastaną rzeczywistość tak, że czytelnik zawsze formuje sobie wizualizację kreowanych scenek, zdarzeń i rozmów. Smaczku dodaje fakt, że jego historie są barwne, a przecież tworzył w czasach, które do kolorowych nie należały. To też doskonale pokazuje, że w podziemiu potrafiliśmy zawsze działać sprawnie – czy to w sprawach ważnych, czy też gdy szło o drinka. I na warsztat Autor bierze tych, którzy wymykali się wówczas biedzie, szarzyźnie i żyli pełną parą. Tak materialnie, jak i duchowo, tudzież cieleśnie. I fragmentami ciśnie się na usta pewna piosenka z jednego z programów promujących nieodkryte talenty: „(…)trudno znaleźć jest bliźniego co do złego można by go zmusić. Ludzie są dziś źli z natury, biedny diabeł, nie ma kogo kusić (…).

 

Zresztą, spotkałam gdzieś określenie, że Tyrmand był świetnym, trzeźwym obserwatorem życia. Ja tam nie wiem, czy ze wszystkim w powyższym zdaniu można się tak gładko zgodzić, ale zaiste - świetnym obserwatorem był. Przy lekturze jego książek nie przestaje też zadziwiać fakt, że tak wiele ówczesnych procedur, rozwiązań itp. było wymierzonych przeciwko człowiekowi, a ten sam człowiek doskonale w owej rzeczywistości funkcjonował. Tyrmand wyłuskiwał te absurdy, na swój sposób sam grał z systemem w berka, a potem to wszystko spisywał z wrodzoną mu elokwencją i dystansem. Nie bał się obnażać ludzi, i tak też czynił w „Życiu towarzyskim i uczuciowym”. Doskonały język nie pozwala tej książce odejść w zapomnienie, chociaż przekaz nie szokuje już tak mocno, jak czynił to te kilka dekad temu. Ta narracja Autora powoduje, że jego książki się nie kurzą. Można dywagować nad tym, czy faktycznie uda im się uniknąć zapomnienia… pozostaje mieć nadzieję, że zawsze znajdą się tacy, którzy będą sięgali po dobrych, mądrych autorów będących bystrymi kronikarzami swoich czasów. Bo tak postrzegam Tyrmanda.

 

Dzisiaj „Życie towarzyskie i uczuciowe” nie ma już takiej siły rażenia, jak wtedy, gdy opublikowano jego fragment. Albowiem wówczas bez trudu dało się rozpoznać i następnie wskazać palcem tego, kogo akurat wziął na warsztat Tyrmand. Było o czym/o kim plotkować. Dzisiaj to tylko echa wspomnień, ale wcale nie odbiera to przyjemności z lektury. Pokazuje ona bowiem, że niezależnie od czasów ludzie zawsze byli tacy sami. Dlatego brak w tej książce postaci wzorcowych. Każdy jest czymś skażony.

 

Tyrmand to był intelektualista z krwi i kości. Dlatego od jego prozy też trzeba mieć odpowiednie oczekiwania, ale i stosowne podejście. Nie „łykniesz” go w weekend. I dobrze. Nie o pęd tu chodzi. Ale zakosztuj w Tyrmandzie chociaż raz, a zawsze będziesz do niego wracać. Jak on potrafi żonglować językiem polskim. Chapeau bas!  

 

Dobra książka. Według mnie bez wad. Dużo tu postaci – ale przecież o tym jest „Życie towarzyskie i uczuciowe” – o ludziach. Daj sobie czas na lekturę, a nie pożałujesz.

Tomasz Niedziela

Wiem, że to poprzedni rok był Rokiem Tyrmanda, ale książki nie zawsze docierają na czas, nie zawsze można wszystko zrobić na czas, a przecież jak wiadomo – czytać warto, więc nadrabiam kolejną zaległość w czytaniu autora „Złego”.

 

Okres stalinizmu w Polsce jest okresem niezbyt popularnym w literaturze obecnie ukazującej się, bo wszelkie produkcyjniaki tamtego okresu nie przetrwały próby czasu i raczej nikt do nich nie będzie wracał. Tak więc powieści Tyrmanda są dla mnie jakąś kopalnią wiedzy z tamtego okresu, i to zarówno „Zły” jak i „Dziennik 1954”, a teraz „Życie towarzyskie...:”, Oczywiście coś niecoś z lekcji historii też zostało mi w głowie, tudzież z paru innych źródeł, ale książki Tyrmanda oddają w jakiś sposób klimat tamtych lat i sposób życia ludzi w co by nie powiedzieć obcym mentalnie, dla nich, świecie.

 

Wiem, że ta książka Tyrmanda to również (czy może przede wszystkim) pastisz i bat na ówczesne „elity” kulturalne. Przykro mi, ale tak dogłębnie moja wiedza nie sięga i nie wiem kto jest kim z bohaterów tej książki. Przyznam, że bardzo mi tego brakuje i mam nadzieję, że kiedyś dopadnę jakieś opracowanie, które mi wyjaśnią o kogo autorowi chodziło. Nie mniej jednak większość bohaterów pierwszo, drugoplanowych a nawet epizodycznych to ludzie uwikłani w układy z systemem, służalczy, oportunistyczni, bardzo nieprzychylnie opisani przez Tyrmanda. Wcale się nie dziwię, że nikt tej książki nie chciał wydać, zbyt wiele postaci widziało się w tej książce jak w lustrze, a nie było to miłe odbicie.

 

Zastanawiam się, czy jeden z bohaterów – ten najmniej idący (lub prawie wcale) na układy czyli Mikołaj Plank nie jest w jakimś stopniu odzwierciedleniem samego autora, jego alter ego? Takie przynajmniej odniosłem wrażenie, wiele rzeczy, które mu się przydarza, przydarzało się samemu autorowi. Może trochę bardziej chciał zaznaczyć swoją obecność?

 

Jak już wcześniej wspomniałem, wszyscy bohaterowie są mniej lub bardziej umoczeni, wszyscy chcą się tylko urządzić (nie ważne za jaką cenę), wszyscy szukają „dojść”, knują intrygi, donoszą, wręcz „szmacą się”, byle tylko mieć trochę więcej od innych. Materializm odnosi tu nieprawdopodobny sukces, co zresztą powinno w jakiś sposób ucieszyć prawdziwych komunistów. No, ale gdzie szukać ideowych komunistów?

 

Ciężkie to były czasy, ludzie walczyli o przetrwanie (często nawet dosłownie), komuniści przywiezieni ze wschodu starali się przemodelować świat, zniszczenia wojenne były ogromne, ale przecież nie wszyscy bili tacy jak bohaterowie „Życia towarzyskiego i uczuciowego”, niektórzy przecież „zachowali się jak trzeba”. Nachodzi mnie w związku z tym taka myśl: może te nasze „elity” kulturalne nigdy nie potrafią być na poziomie, może nie mamy szczęścia do tych „elit” lub może (co najbardziej prawdopodobne), to nie są żadne elity?

 

Chciałbym zacytować jedną obserwację socjologiczną aktualną po dziś dzień: „Jedną z mądrości narodowych Polaków jest przeświadczenie, że wódka smakuje lepiej w górach i nad morzem oraz że górskie i morskie powietrze łagodzą jej skutki. Brak jest empirycznego potwierdzenia tych tez, lecz Polacy dowiedli wielokrotnie, że od wyników doświadczeń wolą proces ich przeprowadzania”.Jakże prawdziwe...

 

Teraz trochę dziegciu (jak zwykle): książki nie czyta się łatwo. To nie płynność „Złego” czy „Dziennika 1954”. Styl trudny, zawiły, wiele myśli chyba zbyt topornie przekazywanych. Nie jest to lektura na jeden wieczór. A może tak właśnie miało być?

 
 

Komentarze

Security code
Refresh

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial