Okładka wydania

Lubomir Tomaszewski Portret W Płomieniach

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Lubomir Tomaszewski Portret W Płomieniach | Autor: Jerzy A. WlazłoKatarzyna Rij

Wybierz opinię:

inka

Kiedy za warsztat pracy badawczej zabierają się profesjonalny dziennikarz reportażysta (Jerzy A. Wlazło) i kuratorka sztuki współczesnej, a do tego magister ekonomii (Katarzyna Rij) sukces wydawniczy możemy oszacować na pięćdziesiąt procent prawdopodobieństwa. Kiedy do tego dodamy biografię fascynującego  artysty, którego twórczość jako temat nie jest jeszcze wyeksploatowana i oprócz tego wspomniany artysta zmarł stosunkowo niedawno, zanosi się na naprawdę ciekawą propozycję na rynku księgarskim.

 

Mowa o Lubomirze Tomaszewskim  (1923–2018). Autorze oryginalnych prac plastycznych w nurcie sztuki współczesnej i użytkowej (od porcelanowych figurek, przez serwisy do kawy, aż do odważnych rzeźb z kamienia, drewna i metalu).

 

W niniejszej książce, w trzynastu rozdziałach opatrzonych wstępem, przypisami, bibliografią i bogatą dokumentacją fotograficzną, zawartych jest szereg informacji na temat życia osobistego, technik pracy i publicznej działalności tego ciekawego artysty, wykładowcy uniwersyteckiego w Stanach Zjednoczonych, nazwanego  „rzeźbiarzem ruchu”.

 

Autorka pisze o nim: „niziutki, łysy człowieczek” oraz: „Mimo swoich osiemdziesięciu ośmiu lat prowadził z ułańską fantazją (…)”. Ale dalej jest kolejny obraz – rzeźby zainstalowane w jego przydomowym lesie - ogrodzie amerykańskiej posiadłości, który żyje. Rządzi w nim magia ruchu. I właśnie w tym miejscu rozpoczyna się wywiad rzeka.

 

Sam Tomaszewski inicjuje zwierzenia, idąc zgodnie z chronologią czasu: „Przyszedłem na świat w Warszawie 9 czerwca 1923 roku”. A w rodzinie – artyści. Wuj ze strony matki – Edmund Bartłomiejczyk to architekt, profesor późniejszej Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Powstańcy (styczniowi), jak dziadek, też Lubomir. Katolicy i ewangelicy (zasługa niemieckich korzeni familii). Sam ojciec Tomaszewskiego, kolejny Lubomir, zafascynowany lotnictwem, popełnił kilka patentów w tymże temacie. Prawdziwy miszmasz nieprzeciętnych postaci. A przeszłość przodków, dzięki sprawnemu pióru Katarzyny Rij, opisana została ciekawie, niemal anegdotycznie. Przeplatana dygresjami o kontekstach historycznych i kulturowych niesie duży ładunek szerszego świadectwa epoki.

 

Z przyjemnością czyta się fragmenty o wybitnie uzdolnionym Lubosiu, który w wieku czterech lat potrafił rysować konie z zachowaniem wszelkich prawideł perspektywy, czy jako sześciolatek rozwiązywał uniwersyteckie zadania matematyczne. Równie genialnie zapowiadał się jego brat Jerzy, wyjątkowo, muzycznie uzdolniony, który zginął podczas walk powstańczych. Interesujące są również ustępy tłumaczące, jak Tomaszewski z kolejarza stał się rzeźbiarzem. W jaki sposób traumy wojenne przepracowywał w technice palonego drewna, malowania ogniem i dymem.

 

Biografowie opisują powojenne losy Tomaszewskiego, przeprowadzają czytelnika przez studia na ASP aż do dyplomu rzeźbiarza, kłopoty ze wzrokiem i niedowładem ręki. Punktują prace z porcelany (figurki, wazony, serwisy itp. – przepiękne! można podziwiać na zamieszczonych zdjęciach, a nawet… umywalki i telefony) wykonane w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego i osiągające dziś na aukcjach bardzo wysokie stawki.  Przy okazji mamy mini wykład o sztuce użytkowej.

 

Jest też trochę o życiu prywatnym. Informacje o pierwszej żonie Janinie i córkach urodzonych w 1953 i 1955 roku. O ile  o sztuce Tomaszewski wypowiadał się chętnie, choć skromnie: „Moja sztuka to spowiedź do ludzi (…). Nigdy nie chodziło mi o ściągnięcie uwagi krzykiem, wolę cicho szeptać do ucha widza”, to w kwestiach osobistych najczęściej milczał. Rzadko zwierzał z najskrytszych myśli. Kochał czekoladę i masło orzechowe. Nie znosił telewizora i telewizji.

 

Kolejne rozdziały odsłaniają rozczarowanie Tomaszewskiego siermiężną Polską odbierającą mu szanse na karierę i motywy wyjazdu za granicę w 1966 roku. Z kilkoma dolarami w kieszeni i niewiele większą znajomością języka angielskiego. I rzeczywiście, dopiero tam, w Nowym Jorku rozwinął skrzydła. Rzeźby z kamienia, instalacje z metali i drewna, obrazy malowane ogniem i dymem… Artysta intuicyjny z oryginalnie wypracowanym warsztatem. Próbujący funkcjonować w nowej ojczyźnie, z nową rodziną.

 

Autorzy książki z dużą gracją i swobodą przechodzą z jednej sfery życia Tomaszewskiego do drugiej. Dają wielowymiarowy obraz tego oryginalnego twórcy. Za sprawą narracji i wyjątkowej serii fotografii.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial