Okładka wydania

Syn Człowieczy

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Syn Człowieczy | Autor: Emil Ludwig

Wybierz opinię:

 

Atypowy

Z wielkim zapałem zabrałem się za lekturę książki Emila Ludwiga „Syn Człowieczy”. Przeczytałem już wiele książek dotyczących osoby Jezusa, nie wspominając o wielokrotnej lekturze opisów ewangelicznych. Lubię sięgać po tego typu lektury, by dowiadywać się więcej i coraz lepiej poznawać osobę tego niezwykłego człowieka z Nazaretu. Właśnie na człowieczeństwie Jezusa skupia się Emil Ludwig, podejmując próbę przedstawienia jego biografii w formie powieści.

 

Emil Ludwig zaistniał w świecie literatury właśnie za sprawą biografii, w których łączył fakty z fikcją oraz pogłębioną analizą psychologiczną opisywanych postaci. Czy wysoki poziom, jaki zaprezentował ten urodzony we Wrocławiu w 1881 roku autor przy biografiach Goethego, Bismarcka i Napoleona, utrzymał pisząc o Jezusie z Nazaretu? Czy w przypadku Syna Człowieczego zastosowanie tej samej metodologii co w życiorysach innych przywódców mogło się powieść? Jest to zadanie dość karkołomne.

 

Nie jest to pierwsza próba przedstawienia czysto historycznego życiorysu Jezusa. Ludzie chcą widzieć w Jezusie tylko człowieka i dlatego starają się tak tłumaczyć Jego życie,  by pozbawić Go boskości. Powstały nawet legendy o tym, jak Jezus przed rozpoczęciem swojej publicznej służby w wieku około 30 lat, podróżował po Indiach i Japonii, gdzie pobierał nauki u najróżniejszych mędrców. To przecież jedyne wyjaśnienie jego rewolucyjnego nauczania. Skąd ten człowiek miał czerpać swoją mądrość jeśli nie z takich dalekich, kształcących podróży? Pragnienie, by uznawać Go tylko za człowieka, trudno pogodzić z tym, co dowiadujemy się na Jego temat w Ewangeliach oraz innych zachowanych tekstach historycznych. C.S. Lewis tak odnosi się do prób traktowania Jezusa tylko jako bardzo mądrego człowieka: 

 

„Nie chciałbym, aby ktoś powiedział o Chrystusie tę najbardziej nierozumną rzecz, którą nieraz się o Nim słyszy: „Mogę uznać w Jezusie wielkiego nauczyciela moralności, ale nie przyjmuję Jego stwierdzenia, że jest Bogiem”. Akurat tego nie wolno nam mówić. Ktoś, kto byłby tylko człowiekiem, a zarazem mówił takie rzeczy jak Jezus, nie mógłby być wielkim nauczycielem moralności. Byłby albo szaleńcem (…), albo szatanem z piekła rodem. Trzeba wybierać. Ten człowiek albo był i jest Synem Bożym – albo szaleńcem, lub czymś jeszcze gorszym. Możesz kazać Mu się zamknąć jako głupkowi, możesz na Niego napluć i zabić Go jako wcielonego demona, albo możesz upaść Mu do stóp i nazwać Go Panem i Bogiem. Ale nie prawmy protekcjonalnych bzdur, że był wielkim człowiekiem i nauczycielem. Tej możliwości nam nie zostawił. Ani wcale nie zamierzał”.

 

Mimo, że założenie autora uważam za błędne, przeczytałem uważnie całą książkę. W swoich próbach wpisuje się on w trendy niemieckiej myśli teologicznej swoich czasów, choć sam teologiem nie był. Sięgając po tę pozycję musimy mieć świadomość, że to blisko 100-letnie już dzieło, dlatego i styl momentami wydaje się być dość archaiczny. Potrzeba skupienia i czasu by przyzwyczaić się do narracji tej książki. Oto próbka:

„Sroży się Piłat: czyż ta dufna pokora nigdy nie będzie złamana? Czyli Rzym, który podbił pół świata, nie zdoła pokonać ostatecznie tego małego słabego ludu? Oto siedzi tutaj w imieniu cesarza od lat przeszło pięciu, a chociaż panu swemu nie donosi o niczym innym, tylko o pokoju i posłuszeństwie, to jednak pod gładką powierzchnią wre, a czasem nawet ozwie się huczenie głębi. Czyż to nie wstyd, że nie śmie się ważyć, aby na monecie wybijać obraz cesarza? Co tym ludziom może szkodzić prosty obraz?”

 

Po zaadaptowaniu się do specyficznego stylu autora, muszę przyznać, że sporo z tej lektury skorzystałem. Zwłaszcza bardzo rozbudowany wstęp traktujący o Jerozolimie pomógł mi lepiej poznać tło historyczno-kulturowe, z jakim mamy do czynienia w czasach Jezusa. Nie wiem, czy wszystko byłoby dla mnie równie czytelne, gdybym nie miał okazji niedawno odwiedzić stolicy Izraela, ale czytając powieść Emila Ludwiga, słyszałem wręcz wrzawę wąskich, jerozolimskich uliczek. Część informacji była dla mnie zupełnie nowa i dlatego cieszę się, że książkę tę przeczytałem w całości. Nie miałem np. pojęcia o tym, że w trakcie rzymskiej okupacji arcykapłani przy okazji każdego święta musieli udać się do twierdzi Antonina, aby wypożyczyć swoje odświętne szaty, przechowywane tam jako lenno. 

 

W sposób bardzo czytelny i trafny opisuje również ścierające się wśród Żydów stronnictwa: saduceuszy, faryzeuszy, zelotów oraz sektę esseńczyków (strony: 21, 32-33, 37). 

 

O ile cenię sobie przeprowadzoną przez autora analizę tła wydarzeń mających miejsce za życia Jezusa, o tyle z każdym kolejnym rozdziałem książka budziła we mnie coraz chłodniejsze emocje. Przeszedłem przez sceptycyzm oraz poirytowanie, aż dotarłem do ostatniego rozdziału książki zatytułowanego „męka”. Słowo to idealnie określa moje odczucia, gdy autor na siłę próbował tłumaczyć te wydarzenia z życia Jezusa, które ewidentne wskazują na Jego boskość, w taki sposób, by przeczyć temu, że był On kimś więcej niż zwyczajny człowiek. Jest w tym nie tylko niekonsekwentny (ponieważ pomija wiele wydarzeń, o których wspominają ewangeliści – choćby uciszenie burzy czy chodzenie po wodzie), ale też robi coś bardzo nierozważnego, przekręcając narrację Pisma Świętego. W Biblii znajdujemy wyraźną przestrogę, by nic do jej słów nie dodawać, oraz niczego z nich nie ujmować (Objawienie Jana 22:18-19), dlatego uważam, że Emil Ludwig nie powinien w przypadku opisywania życia Jezusa tak swobodnie mieszać fikcji z prawdą. Oczywiście rozumiem, że nie każdy przyjmuje narrację Ewangelii za prawdziwą – jednak jeśli już się z niej korzysta, nie powinno się jej fragmentów wyrywać z kontekstu lub przeinaczać. 

 

W „Synu Człowieczym” niczym refren powtarza się powoływanie na rozwijającą się w nim samowiedzę. Autor musiał w jakiś sposób próbować wytłumaczyć to, że Jezus sam przedstawia się jako Syn Boży, choć w tych miejscach, gdzie Ewangelia wyraźnie tłumaczy dlaczego faktycznie Nim był, Emil Ludwig używa sformułowań bardzo nieostrych i poddających w wątpliwość, np. to co się wydarzyło podczas chrztu w Jordanie, albo w trakcie przemienienia Jezusa:

„Tak wysoką stała się jego samowiedza, że czuje się dotknięty wymaganiami państwa, które traktuje go tak, jak gdyby był obywatelem podobnym do innych obywateli. Ale jest w nim jeszcze tyle roztropności, iż postanawia nie dawać wrogom sposobności do zaczepki, bo jeszcze ciągle postać Judy Galilejczyka z jego dzieciństwa jest mu ostrzeżeniem, więc znajduje sposób, aby podatek został zapłacony.

 

(…) a ponieważ nie pokonalne przeczucie coraz bliżej podsuwa mu myśl o śmierci, przeto poza grobem stwarza sobie świat, w którym zatriumfuje.

(…) Tylko o jednym wie na pewno, o własnym miejscu w niebie. Umiłowanym nauczycielem jego jest jeszcze wciąż Daniel, który widział Syna Człowieczego podniesionego ku Bogu na obłokach niebieskich. Jego bierze sobie za wzór i objaśnia: na tronie siedzieć będzie po prawicy Ojca, a po dokonaniu sądu panować będzie wiecznie.”

 

O przemienieniu Jezusa możemy przeczytać w trzech z czterech Ewangelii. U Mateusza (17:1-9), Marka (9:2-13) i Łukasza (9:28-36). Oto jak to cudowne wydarzenie opisuje Emil Ludwig, próbując oddzielić Jezusa historycznego od Chrystusa:

„Trzej uczniowie, nie wiedzący, co by się stać miało, tulą się ku sobie, ale Mistrz zdaje się znikać ich oczom, i oto już nie widzą nic prócz białej plamy. Zdaje im się, jakby się przemienił w ich oczach, więc w kłębowisku chmur i w zamęcie uczuć kładą się na ziemi i zapadają w sen.

 

Wtem ukazują się Piotrowi dwaj prorocy, którzy w owych dniach wypełniali jego myśli, i zdaje mu sią, jakby rozmawiali z Jezusem. Swoją bystrą myślą światową dostrzega natychmiast ratunek, którego od chwili objawienia szukał dla swego Mistrza, i woła przez sen: Panie, tu jest dobrze być! Jeśli chcesz, uczynimy trzy namioty: tobie jeden, Mojżeszowi jeden i Eliaszowi jeden. Nagle sen jego się rozpływa, opowieść Mistrza o jego powołaniu przenika jego powątpiewający mózg, do uszu jego dociera oto daleki głos, powtarzający uczniom słowa niegdysiejsze i Piotr słyszy: Ten jest Syn mój miły, w którym mi się upodobało. Tego słuchajcie!”

 

Największą słabością „Syna Człowieczego” Emila Ludwiga jest to, że mniej więcej od połowy książki nie mogłem pozbyć się przekonania, że autor na siłę próbuje udowodnić swoje założenie. Pisze biografie historycznego Jezusa, a żeby Go bardziej uczłowieczyć, zupełnie nie przejmuje się tym, że prezentowany czytelnikowi obraz jest nie tylko niespójny, ale wręcz sprzeczny względem opisu biblijnego. Tym oto sposobem Jezus, który zachęcał uczniów, aby się uczyli od Niego, że „jest cichy i pokornego serca” (Mateusza 11:29) występuje u Emila Ludwiga jako człowiek dumny i wyszydzający innych: 

 

„Wyszydza tedy drobiazgowe przepisy dotyczące pokarmów, którymi chełpią się tamci, wołając tak, aby jeszcze oddalający się słyszeć go mogli.”

 

„Tak więc po raz wtóry powstaje wysoki mur graniczny między Mistrzem a uczniami, między wędrownym nauczycielem a jego ludem, między Jezusem a światem: jego rozmowy z Bogiem stały się tajemnicą. Ogromna duma kruszy delikatną powłokę jego serca, które od dzieciństwa zamykało się w pokorze bezprzykładnej, jak gdyby chciało stłumić tamte popędy.”

 

Podobnie Emil Ludwig przeinacza wydarzenia, które w sposób jasny zostały opisane przez ewangelie, tak by podporządkować narrację swoim założeniom. Biblia wyraźnie podkreśla fakt, że Jan Chrzciciel miał świadomość tego, kim jest Jezus – dlatego czuł się niegodny, aby Go ochrzcić. Autor „Syna Człowieczego” zupełnie to ignoruje, a w dalszej części książki pisze o rozterkach uwięzionego Jana:

 

„Co to za jeden, ten mąż z Nazaretu, o którym opowiadano mu ostatnio jako o czyniącym znaki i cuda? I jego miał podobno ochrzcić, ale wśród setek obrazów wspomnieniowych daremnie szuka w głowie, który by to był.”

 

Tego typu zabiegi stosowane przez Emila Ludwiga uważam za nieuczciwe i nie pozwalają mi wysoko ocenić jego książki. Nie oznacza to, że nie ma w niej wartościowych informacji, i jeśli ktoś lepiej chce poznać tło kulturowo-historyczne Izraela w pierwszym wieku n.e., to serdecznie polecam tę pozycję. Należy jednak informacje w niej zdobyte poddać weryfikacji. 

 

Jeśli ktoś poszukuje pozycji książkowych, które mierzą się z tematem historyczności osoby Jezusa, to serdecznie polecam w pierwszej kolejności śledztwo dziennikarskie Lee Strobla: „Sprawa Chrystusa”. Warto zapoznać się również z klasyczną już pozycją Josha McDowella „Sprawa Zmartwychwstania”. Tym, którzy chcą lepiej zrozumieć wydarzenia z życia Jezusa i ułożyć je sobie na osi czasu – polecam dwutomowe dzieło Marka E. Moora: „Życie Jezusa Chrystusa. Chronologiczna historia na podstawie Ewangelii”. Pozycja ta jest dobrze udokumentowana wieloma źródłami, a liczne przypisy pomogą nam dogłębnie zbadać i zrozumieć życie Jezusa, który będąc człowiekiem – był też Bogiem. 

 

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial