Okładka wydania

Moi Przyjaciele Bajeczki

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Moi Przyjaciele Bajeczki | Autor: Grażyna Lewandowska

Wybierz opinię:

Edymon

"Moi przyjaciele: bajeczki" książka Grażyny Lewandowskiej, która, gdyby nie to, że wylądowała na mojej półce i liście obowiązkowych pozycji do zrecenzowania, pewnie nigdy bym po nią nie sięgnęła. Nie ujmuje ona bowiem ani swoją szatą graficzną, ani formą wydania. Bardziej przypomina szkolny zeszyt niż książkę, która mogłaby swoim wyglądem kusić potencjalnego czytelnika. Nie oceniam jednak książki po okładce, dlatego w ogólnym rozrachunku zdecydowałam się dać jej szansę. 

 

"Mali przyjaciele: bajeczki" jak sama nazwa wskazuje jest zbiorem trzech krótkich bajek - opowiadań, które nie licząc ilustracji zajmują zaledwie dwadzieścia sześć zapisanych stron. Nie w tym jednak rzecz. Bajka z natury jest przecież krótką formą literacką. Utworem, który poza wprost przekazaną treścią winien zawierać jeszcze treść bardziej ogólniejszą, bardziej abstrakcyjną, wręcz moralizatorską. Bajka bez morału przecież nie jest bajką. I tego tu mi najbardziej zabrakło. 

 

Pierwsza z bajek, choć dla mnie bardziej opowiadań to historia o dzielnym Piotrusiu., który wraz z rodzicami mieszkał na skraju lasu. Jego przyjaciółmi były zwierzęta. Najbardziej jednak cenił sobie sowę Klarę. Jego marzeniem było móc rozmawiać ze zwierzętami tak samo jak rozmawiał z mama i tatą.  Oczywiście marzenie chłopca się spełniło. Od tamtej chwili Piotruś w pełni poświęcał się pracy na rzecz zwierząt i... Wszystkiego zdradzić wam nie mogę. Zakończenie jednak tej historii wydało mi się bardzo infantylne. Może nawet nie tyle sama jego treść co forma przekazu. Tak pokazane bowiem "dobro" wraz z jego efektami jest w moim mniemaniu myśleniem bardzo naiwnym. Nie współgrającym do końca z rzeczywistością. A może to cud. A cuda się przecież czasem zdarzają. 

 

Kolejna bajka "Rozalia" jest z kolei próbą uświadomienia małemu czytelnikowi czym jest "szacunek". Jej bohaterami są świnki morskie. Zamieszkują one nieznaną wyspę, na której niestety kończy się jedzenie. Muszą więc szukać nowego miejsca na ziemi. Ma im w tym pomóc przodek Hieronim, który zostawił w liście wskazówki. Według niego stado świnek winno zdać się na spryt i instynkt jego prawnuczki Rozalii, która jest też najpiękniejszą świnką w stadzie. Przygoda ta skończyła się oczywiście sukcesem, choć podróż na odległą wyspę łatwa nie była. To czego mi najbardziej zabrakło w tej historii to znaczącej roli Rozalki, którą zapowiadała we wstępie ta historia. Trudno też o jednoznaczny morał tej bajki. 

 

Trzecia i ostatnia historia to "Szeherezada”. Historia dziewczynki, a może kobiety? Sama już nie wiem... "Dziewczynka wyrosła na piękną kobietę. Miała bardzo duże czarne oczy i długie czarne włosy, oliwkową cerę, była smukła niczym Rusałka. Dziewczynka wyróżniała się niezwykłą mądrością i wyobraźnią, uwielbiała opowiadać rozmaite niewiarygodne historie". Zostawmy to jednak. Pewnego dnia podczas podróży do Persji ziemia się przed nią rozstąpiła, a chwilę potem Szeherezada znalazła się na ulicy pełnej ludzi i samochodów. Przeniosła się w czasie do 2051 r., gdzie spotkała swojego kuzyna i wuja. To była bez wątpienia przygoda jej życia. Tylko czy takie przygody mogą stać się dla czytelnika motorem napędzającym do realizacji własnych marzeń? To, że wyobraźnia nie ma granic - to fakt. Podobnie jak i to, że marzenia mogą stać się prawdą, jeśli tylko im na to pozwolimy i odważymy się je spełniać. Myślę jednak, że jest to nie był najtrafniejszy przykład bajki zachęcającej do tego. 

 

Niestety lektura tej książeczki nie przyniosła mi satysfakcji. Z chęcią przekaże ją dalej, by poznać opinie innych. Mogę przecież się mylić. Jedyne co sprawiło mi radość to kilka pierwszych bajkowych wręcz ilustracji autorstwa Anny Andrzejewskiej.

Doris

Do czego potrzebne są bajki? Dlaczego tak chętnie czytamy je dzieciom od najmłodszych lat? No dobrze, to oczywiste, że wzbogacają dziecięcy zasób słów, prowokują do koncentrowania uwagi na fabule, najpierw na króciutko, ale z czasem na coraz dłużej. Jak też do myślenia i zadawania pytań. Ale nade wszystko uczą. Oczywiście mądre bajki, o które w obecnym nawale bajkowego popcornu coraz trudniej.

 

Niewielka objętościowo książeczka Grażyny Lewandowskiej zawiera trzy mini bajeczki. Tytuł: „Moi przyjaciele. Bajeczki” może wskazywać na fakt, że bajki są naszymi dobrymi przyjaciółmi od zawsze i pozostają z nami na długo, jako ulubione wspomnienia, kiedy to słuchaliśmy ich wieczorami, trzymając mamę za rękę, a które teraz sami czytamy, ściskając dłoń naszego dziecka czy wnuka. Tytuł ten może też oznaczać, że są to bajki opowiadające o sile przyjaźni w naszym życiu. Sądzę, że w przypadku tej książeczki możemy mówić o jednym i drugim.

 

Są to pisane prostym, łatwo zrozumiałym przez dzieci językiem, krótkie historyjki, pokazujące prawdę tkwiącą w powiedzeniu: „Co dasz dobremu przyjacielowi, nie zginie”. Piotruś z pierwszej bajki, zaprzyjaźniając się z sową, zyskał nie tylko kogoś, kto rozproszy jego samotność jedynaka. Dzięki przyjaciółce spojrzał na świat innymi oczami, dostrzegł piękno natury. Zrozumiał też, jak ważne jest, by je pielęgnować, aby nadal mogło cieszyć nasze oczy. Nauczył się więc o nie dbać, nie śmiecić, dokarmiać zwierzęta i szanować je. W ten sposób zaś, jak w łańcuszku dobrych uczynków, zyskał wielu nowych przyjaciół, a także wyzdrowiał. Długie przebywanie na świeżym powietrzu, wdychanie zapachu lasu, ruch i dobry nastrój przyczyniły się do radykalnej poprawy jego kondycji fizycznej. A do tego przekonał się też, że może w swoim dorosłym życiu także zawodowo zadbać o środowisko i swoich przyjaciół – zwierzęta. Wszyscy wiemy, jak towarzystwo domowego zwierzęcia dobrze wpływa na dzieci. Uczą się one nim opiekować, przedkładać jego potrzeby nad własną wygodę. Stają się odpowiedzialne i czułe. Widzą też, jak zwierzę odpłaca im bezgranicznym przywiązaniem. To cenna szkoła empatii i dojrzałości. Bajka pełni podobną rolę, choć to zaledwie teoria. Zawsze jednak można ją zacząć wcielać w życie.

 

 Druga bajeczka jest również wprost idealnie skrojona na obecne czasy. Świnki morskie z powodu braku pożywienia na rodzimej wyspie zmuszone są szukać dla siebie nowego miejsca. Okazuje się, że praprzodek, przewidując podobną sytuację, przygotował dla nich tratwę, a misją poprowadzenia wyprawy obarczona została młodziutka Rozalia. Mamy tu więc pięknie pokazaną troskę o przyszłość pokoleń, wspólną pracę dla dobra grupy, lojalność i wzajemne zaufanie. A także poczucie odpowiedzialności za innych, które każe nam pokonywać własne lęki i działać. Przezwyciężenie strachu i poszukiwanie rozwiązań, gotowość na zmiany i odwaga w dążeniu do celu procentują satysfakcją i poczuciem spełnienia. Dodatkową lekcją jest pokazanie, że nie należy bać się prosić innych o pomoc, a jeśli się ją otrzyma, należy z niej mądrze skorzystać. No i rzecz zgoła najważniejsza: gościnność i gotowość do niesienia pomocy potrzebującym, dzielenia się z nimi. W ten sposób zdobywa się nowych, wiernych i lojalnych przyjaciół.

 

Widząc, co dzieje się dzisiaj na świecie, odnosimy czasami wrażenie, że dorośli powinni jak najszybciej powrócić do czytania bajek swojego dzieciństwa. Trzecia bajeczka pokazuje również wartości płynące z przyjaźni, ale kładzie też nacisk na pokoleniową ciągłość.  Widać więc jak na dłoni, że zawarte w tym tomiku opowieści mogą dać naszym dzieciom nie tylko dobrą rozrywkę, ale też wzbogacić je wewnętrznie. Pobudzić ich wrażliwość na ludzi i przyrodę, pokazać, że nie należy się bać i śmiało trzeba realizować marzenia. Przede wszystkim zaś dzieci widzą, że inni również mają podobne problemy, doświadczenia i rozterki oraz, że wspólnie z przyjaciółmi łatwiej jest się z nimi uporać. Od problemów nie warto uciekać, trzeba się z nimi zmierzyć, niekoniecznie w pojedynkę. Jeśli wspólna lektura sprowokuje dziecko do rozmowy, wywoła dyskusję, zmusi do zastanowienia, to właśnie o to zapewne autorkom chodziło. I tego chcemy również my, rodzice i dziadkowie. Jeśli zaś dodam jeszcze, że książeczka została pięknie zilustrowana przez Annę Andrzejewską i kolorowe, pogodne rysunki przyciągają i cieszą wzrok, to chyba nie potrzeba już większej zachęty do zaprezentowania tej książki naszemu dziecku.

Anena

Z zawodu jestem nauczycielką, dlatego co jakiś czas lubię sprawdzić, co słychać na rynku książeczek dla dzieci. Trzeba przyznać, że w dobie cyfryzacji i naprawdę ogromnej ilości seriali animowanych, naprawdę trudno jest zyskać czytelników tradycyjnych książek. Jednakże, jak widać książeczek dla dzieci i młodzieży nada przybywa, a wśród nich można znaleźć prawdziwe perełki. Jedną z nich jest niewielka książeczka autorstwa Grażyny Lewandowskiej o znaczącym tytule ,,Moi przyjaciele”. Jest to zbiór zawierający trzy bajeczki, dzięki którym młody odbiorca pozna czym są dobro, odwaga i szacunek oraz jak wielką mają moc.

 

Bohaterem pierwszej bajeczki jest chorowity Piotruś, który kocha zwierzęta. Dzięki uporowi i miłości do natury, chłopiec spełnia swoje największe marzenie o zostaniu leśniczym. Opowieść o Piotrusiu pokazuje dziecku, że nawet choroba nie jest w stanie powstrzymać osoby, która ma marzenie, że bez względu na wszystko trzeba dalej robić to, co się najbardziej kocha, bo nasz wysiłek prędzej, czy później zostanie doceniony.

 

Druga bajeczka jest nieco dłuższa i bardziej rozbudowana. Opowiada ona o Rozalii, ślicznej śwince morskiej, która w obliczu katastrofy podejmuje się zadania uratowania stada przed głodem. Dzięki opiece nad innymi świnkami Rozalka dojrzewa i przekonuje się, że w życiu uroda nie jest najważniejsza. Wyczyn uratowania całego stadka świnek morskich udaje się Rozalce nie tylko dzięki zdolnościom przywódczym, o których wcześniej nie miała pojęcia, ale również dzięki mądrości jej dziadka, który służy jej radą i wspiera ją w najtrudniejszych momentach. W ten sposób mały odbiorca dowiaduje się, jak ważny jest szacunek dla starszych oraz czerpanie z ich wiedzy i mądrości nabytej życiowym doświadczeniem. Poza tym, bajeczka uczy dzieci tego, że bez względu na to, jak jest źle, jak bardzo dana sytuacja wydaje się nam bez wyjścia, to można pokonać wszelkie przeciwności losu, dzięki wsparciu bliskich. Gdyby nie pomoc zaprzyjaźnionego delfina i mądrości dziadka, to Rozalka już dawno by się załamała i nie mogłaby dokończyć misji, która została jej powierzona.

 

Trzecia bajeczka to ukłon złożony orientalnej baśni. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, co by się stało, gdyby Szeherezada trafiła do czasów współczesnych, to ta bajeczka jest przeznaczona właśnie dla was ;-) Autorka nie tylko ukazuje w niej zderzenie cywilizacyjne, ale również pokazuje ciekawe spojrzenie na to, dlaczego baśnie opowiadane przez Szeherezadę zostały spisane. W tej bajce istotne okazuje się nie tylko to, w jaki sposób Szeherezada znalazła się w naszych czasach oraz czy spodobały się jej one czy nie, ale przede wszystkim to, że przekazywanie ustnych opowieści dalej, aby mogły się z nimi zapoznać kolejne pokolenia, jest niezmiernie ważnym zadaniem, ponieważ w ten sposób ochrania się elementy kultury danej grupy etnicznej. Mały odbiorca przekona się, że warto pielęgnować dorobek społeczeństwa.

 

Każda z trzech bajeczek opowiada o losach różnych bohaterów, ale łączy je przesłanie – nigdy nie należy się poddawać, lecz wytrwale dążyć do celu. Choć będą na nas czekały przeciwności losu, to dzięki wsparciu rodziny i przyjaciół oraz wiary we własne siły, jesteśmy zdolni je pokonać. Warto również mieć marzenia, bo jeśli bardzo chcemy, to mogą się one ziścić, ale potrzebna jest do tego odwaga i samozaparcie.

 

Oprócz walorów edukacyjnych warto zwrócić uwagę na bajecznie kolorowe ilustracje autorstwa Anny Andrzejewskiej, które doskonale uzupełniają historyjki spisane przez autorkę i na pewno urozmaicą lekturę.

 

Książeczkę można polecić dzieciom na wczesnym etapie kształcenia, również tym, które jeszcze nie potrafią czytać, ponieważ czas spędzony z rodzicami przy bajeczkach Grażyny Lewandowskiej nie jest czasem straconym, lecz przyjemną rozrywką, która dodatkowo rozwija dziecko.

Pyciaaa

Przyjaźń w świecie młodych osób jest elementem niezwykle istotnym. Dzieci już od najmłodszych lat poszukują przyjaciela, który nie tylko pomoże w potrzebie, lecz również będzie powiernikiem najskrytszych sekretów. Nie dziwne jest więc, że wielu małych miłośników literatury poszukuje w książkach wątków dotyczących przyjaźni. Potrzebę opowieści o tej relacji dostrzegła Grażyna Lewandowska, czego wynikiem jest publikacja „Moi przyjaciele. Bajeczki”.

 

Publikacja składa się z trzech opowieści, z których każda utrzymana jest w nieco odmiennym klimacie. „Dzielny Piotruś” to historia chorego chłopca, pragnącego być jak najbliżej zwierząt. Piotruś marzy o tym, by sowa Klara mogła z nim porozmawiać. Niespodziewanie, Klara przemawia, dzięki czemu życie chłopca zmienia się diametralnie. Kolejna opowieść, „Rozalia”, to historia świnek morskich, poszukujących nowego miejsca do zamieszkania. Przeznaczenie sprawia, że świnki wyruszają w daleką podróż, by znaleźć tajemniczą wyspę, opisaną w liście ich przodka. Ostatnia bajka, nosząca nazwę „Szeherezada”, jest opowieścią o tytułowej głównej bohaterce, która niespodziewanie trafia do XX wieku, tam zaś spotyka swoich przodków, którzy służą jej pomocą.

 

„Moi przyjaciele. Bajeczki” to publikacja ciekawa, która zabierze najmłodszych czytelników w pełną magii i przygód podróż do niezwykłego świata. Każda z przedstawionych w książeczce opowieści jest historią fascynującą, podczas czytania której młodzi odbiorcy będą mogli w pełni zanurzyć się w rzeczywistościach wykreowanych przez Lewandowską. „Dzielny Piotruś” zabiera czytelników w leśną podróż do świata zwierząt, mogących być najlepszymi przyjaciółmi ludzi. W „Rozalii” bohaterowie wraz z czytelnikami wyruszają w morską podróż, by odnaleźć niezwykłą wyspę. Po drodze spotyka ich wiele niesamowitych przygód, o których przyszłe pokolenia świnek morskich na pewno usłyszą. Jeśli mowa zaś o „Szeherezadzie”, odbiorcy mogą wraz z córką wezyra odbyć podróż w czasie, poznając przy tym niesamowity klimat krajów azjatyckich.

 

Przyjaźń, miłość, zaufanie, pomoc – te wartości można odnaleźć w publikacji Grażyny Lewandowskiej. Autorka zdecydowała się przedstawić opowieści, poruszające niezwykle istotne problemy. Lewandowska nie boi się stawiać swoich bohaterów przed przeciwnościami losu, pokazując jednocześnie, że wszystkie problemy da się rozwiązać. Każda z trzech prezentowanych bajek jest opowieścią niezwykle wartościową, która pokaże młodym czytelnikom, co w życiu jest najważniejsze. Jednocześnie nie są to bajki w stu procentach umoralniające. Autorka zdecydowała się na naukę poprzez przygodę, co okazało się bardzo dobrym rozwiązaniem. Dzięki temu młodzi czytelnicy mogą z przyjemnością i zaciekawieniem czytać historie przepełnione wartościowymi treściami.

 

Nie można nie wspomnieć również o wydaniu książki. W „Moi przyjaciele. Bajeczki” czytelnicy znajdą niezwykłe rysunki autorstwa Anny Andrzejewskiej. Ilustratorka ciekawie przedstawia wydarzenia, które mają miejsce w bajkach. Czytelnicy na kartach publikacji mogą znaleźć obraz lemura, podróż tratwą przez morze świnek morskich, Szeherezadę we współczesnym świecie czy też Piotrusia ze zwierzętami. Obrazy utrzymane są w żywych, ciepłych kolorach. Królują na nich kolory: zielony, żółty i niebieski. Zachwycają one nie tylko młodych, lecz także starszych odbiorców.

 

„Moi przyjaciele. Bajeczki” to publikacja, przy której młodzi czytelnicy będą mogli przeżyć wiele przygód. Grażyna Lewandowska stworzyła wartościowe bajki, które jednocześnie przepełnione są magią. Każda z trzech opowieści jest historią, na którą warto by najmłodsi poświęcili chwilę. Być może po lekturze stwierdzą, że „Dzielny Piotruś”, „Rozalia” lub „Szeherezada” to jedna z najlepszych bajek, z jaką do tej pory mieli styczność.

MadameGie

“Moi przyjaciele. Bajeczki” to krótka, niewiele ponad 40-stronicowa książeczka dla najmłodszych. Wewnątrz znajdują się trzy odrębne opowiadania: „Dzielny Piotruś”, „Rozalia” i „Szeherezada”.

 

Mam to szczęście, że jeśli chodzi o literaturę dla dzieci, mam w domu małego ulubieńca wszelkich książeczek, który zawsze chętnie dzieli się ze mną swoimi przemyśleniami na temat danej  lektury. Pierwsze wrażenie, jakie zrobiła na nas ta pozycja, było ogromnie pozytywne, a wszystko to za sprawą okładki, która zdecydowanie przyciąga wzrok, zarówno osoby dorosłej, jak i dziecka. Na kolorowej grafice znajdziemy każdego z głównych bohaterów trzech bajeczek, a dzięki temu, że jest ona bardzo szczegółowa, zwraca uwagę najmłodszych na dłuższy czas. Co bardzo ważne, nie tylko okładka jest pod względem graficznym bardzo przyjemnym dla oka elementem tej pozycji. Wewnątrz znajduje się dużo ilustracji, które jeszcze bardziej zachwycają swoim doskonałym wykonaniem, kolorystyką i dbałością o każdy najmniejszy szczegół. Nie skłamię, jeśli zdradzę, że te przepiękne obrazki były jedną z największych atrakcji podczas czytania bajeczek, zarówno dla mnie, jak i mojej córki. O ten wyjątkowy pod względem wykonania aspekt wizualny zadbała Anna Andrzejewska, a okładkę; według stopki redakcyjnej; wykonał Piotr Paczuski.

 

Wszystkie opowiadania zawarte w tej pozycji, wydrukowane zostały dużą i przejrzystą czcionką, która pozwala dziecku na swobodne samodzielne czytanie zarówno, dla tych dzieci, które przygodę tę dopiero zaczynają, jak i dla tych, które o własnych siłach przeczytały już niejedną książeczkę.

 

Pierwsza z opowieści pt. „Dzielny Piotruś” przedstawia historię chorego chłopca, który za swoje dobre serce, otrzymuje od sowy Klary dar, jakim jest rozumienie mowy zwierząt. Piotruś, kiedy dorósł, opiekował się lasem i wszelkimi zwierzętami, które go zamieszkiwały. Zaprzyjaźnił się z sympatyczną i jak to bywa w przypadku sów mądrą – Klarą, i razem z nią często przebywał na świeżym, leśnym powietrzu. Wszystko to skutkowało jego ozdrowieniem. Opowiadanie kończy jednozdaniowa puenta, która mówi, jaką dumą dla rodziców i dobrym człowiekiem był chłopiec. Bajeczka opowiadająca przygody Piotrusia jest bardzo krótka, zajmuje raptem dwie strony. Choć w tych kilkudziesięciu zdaniach, zawarty jest bezapelacyjnie cały kontekst, a najważniejsze rzeczy zostały przedstawione, tak odnoszę wrażenie, że opowiadanie mimo wszystko za szybko się kończy. Rozbudowa o nieco więcej szczegółów byłaby o wiele atrakcyjniejsza.

 

„Rozalia” to bajeczka o stadzie świnek morskich, które muszą wyruszyć w długą podróż, aby znaleźć nowe miejsce do osiedlenia się. Dotychczasowe nie spełnia wymagań dla stu świnek, którym zaczyna brakować jedzenia. List od przodka, który znajdują, zawiera wiele wskazówek, które mają pomóc tym małym zwierzątkom bezpiecznie znaleźć nowe miejsce zamieszkania. Ku zaskoczeniu głównej i tytułowej bohaterki – Rozalii, zostaje ona wymieniona w liście, jako ta świnka, dzięki której całe stadko, dotrze do wyspy, na której nie będzie im niczego brakowało. Rozalia ma bowiem, posiadać instynkt, który doprowadzi wszystkie zwierzątka do celu. Nie wszystko jednak udaje się, tak jak powinno, ale Rozalia zgodnie z przewidywaniami ratuje swoją liczną rodzinę od tragicznego losu. A wszystko to sprawą jej życzliwego charakteru, który pozwolił jej na nawiązanie wielu wartościowych przyjaźni. W ten oto sposób Rozalii i wszystkim innym świnkom pomagają delfiny, a szczególnie jeden o imieniu Fryc, który był jej bardzo dobrym przyjacielem. Świnki szczęśliwie dotarły do wyspy, która jak się później okazało, miała nazywać się Madagaskar i była zamieszkana przez lemury – przemiłe i gościnne zwierzątka.

 

Bajka o świnkach morskich jest unikatem, ponieważ próżno szukać wśród literatury dla dzieci, opowiadań, których główną rolę odgrywają właśnie te urocze, udomowione zwierzęta. Historię tę docenią i pokochają dzieci, które opiekują się takimi samymi zwierzakami w swoich domach. Nie można nie wspomnieć również o ciekawym morale, który na sam koniec opowiadania przytoczyła autorka. Słowa bezpośrednio skierowane są do wnucząt, jak mniemam Grażyny Lewandowskiej i streszczając, mówią o sile przyjaźni i mądrości świnek morskich, które bardzo kochają wszystkie maluchy.

 

Trzecią i ostatnią bajką jest „Szeherezada”. Imię tej fikcyjnej postaci zna większość ludzi, jednak w tej pozycji, Szeherezada nie jest dorosłą kobietą, która opowiada każdej nocy sułtanowi Szachrijarowi baśnie i tym sposobem unika śmierci z jego rąk.

 

W opowiadaniu Grażyny Lewandowskiej główna bohaterka jest małą dziewczynką, która za sprawą niewyjaśnionych okoliczności przenosi się w czasie do 2016 roku i spotyka chłopca o imieniu Timur. Wkrótce okazuje się, że dziewczynka jest jego przodkinią. Timur razem z wujem Achmedem pomagają małej Szeherezadzie wrócić ze współczesnej Persji do swoich czasów. Jednak wcześniej dziewczynka dzieli się kilkoma szczegółami ze swojego życia i co najciekawsze – opowiada im swoje baśnie, które zamierza spisać i zatytułować: “Baśnie z tysiąca i jednej nocy”.

 

Słowem końcowym, podsumowując tę bajeczkę, autorka znów zwraca się do swoich wnucząt, podkreślając, że Szeherezada jest teraz znana na całym świecie, a jej baśnie kochają miliony ludzi.

 

Bajka o małej Szeherezadzie jest najciekawszą historią, która została przedstawiona w tej książeczce. Jestem oczarowana wyobraźnią i motywem wprowadzenia Szeherezady, jako małej dziewczynki do czasów współczesnych, dając tym samym dzieciom subtelne zaproszenie, a bardziej — zachętę, aby teraz lub w przyszłości sięgnęły po “Baśnie z tysiąca i jednej nocy”.

 

Pewne jest, że autorka tej pozycji, spisała i wydała wszystkie wymyślone przez siebie bajeczki, dla swoich wnucząt, o których kilkakrotnie wspomina; a przy okazji z dobrodziejstw jej opowiadań skorzystać mogą, także inne dzieci. Wszystkie historie mają ciekawy i pouczający morał, ciekawą treść, prosty i przystępny dla dzieci język.

 

Ponadto, wspomniane już wcześniej ilustracje razem z wartościowym wnętrzem tworzą bardzo przyjemną i atrakcyjną pozycję dla najmłodszych. Potwierdzeniem moich słów, niech będzie fakt, że moja córka bardzo chętnie sięga po tę książeczkę, prosząc, by jej przeczytać, a ja jako rodzic zawsze tę prośbę spełniam.

Sylwia Jaguszewska

Jak rozwijać wyobraźnię naszych dzieci? Jako osoba zawodowo związana z książkami odpowiem krótko – czytać im książki! I przy okazji – my sami, dorośli, też powinniśmy pokazywać, że czytamy – nie ma to jak wzór płynący od dorosłych!

 

A co czytamy tym najmłodszym? Oczywiście książki, historie wartościowe, takie, które uczą szacunku, odwagi i pokazują naszym milusińskim przykłady dobra.

 

Taką książką jest z pewnością pozycja Grażyny Lewandowskiej pt. „Moi przyjaciele. Bajeczki” z ilustracjami Anny Andrzejewskiej. Zawiera ona trzy opowiadania: „Dzielny Piotruś”, „Rozalia” i „Szeherezada”.

 

I tak „Dzielny Piotruś” to opowieść o wesołym i grzecznym chłopcu, lubiącym zwierzęta i mieszkającym w lesie. To bohater, który rozumie mowę wszystkich zwierząt.

 

Tytułowa „Rozalia” z następnego opowiadania to świnka morska! Przyznajcie się, kiedy czytaliście historię, której główną bohaterka była świnka morska? Ja nigdy! Otóż Rozalia mieszka razem z innymi świnkami morskimi na wyspie, na której już brakuje jedzenia… Cóż robić w tej sytuacji? Trzeba szukać innego miejsca zamieszkania. Jednak takie poważne poszukiwania powinno się zaplanować. I trzeba w tym wszystkim także umieć prosić o pomoc – o tym właśnie mówi to opowiadanie! Czy sympatyczne świnki morskie znalazły inną wyspę? O tym sami musicie przeczytać!

 

Ostatnie opowiadanie nosi tytuł „Szeherezada”. Wszyscy kojarzymy ją jako bohaterkę opowieści ramowej „Księgi tysiąca i jednej nocy” (dla przypomnienia – kompozycja ramowa to taka kompozycja, która polega na umiejscowieniu przynajmniej dwóch narratorów w jednym utworze).

 

Szeherezada z naszego opowiadania jest niezwykle mądra, ma wspaniałą wyobraźnię i opowiada niesamowite historie. Pewnego razu postanawia odwiedzić swojego kuzyna mieszkającego w dalekiej Persji. Ale w czasie długiej wędrówki nagle rozstępuje się ziemia i nasza bohaterka wpada do wielkiej dziury ze swoim wielbłądem! I co dalej? Okazuje się, że przeniosła się w czasie… i znalazła się w 2016 r. Wokół niej jeżdżą samochody i poruszają się ludzie całkiem inaczej ubrani niż ona! Jak odnalazła się nasza bohaterka w XXI wieku? Tego Wam oczywiście nie zdradzę – sami przeczytacie ze swoimi młodszymi czytelnikami!

 

Jaka grupa odbiorców jest najbardziej odpowiednia do lektury tej książki? Jeżeli chodzi o opowiadania „Dzielny Piotruś” i „Rozalia” to poleciłabym je nawet najmłodszym dzieciom, już trzylatkom. Pierwsze z nich jest króciutkie, w sam raz dla milusińskich. Nie czytajmy najmłodszym bardzo długich tekstów, na to przyjdzie jeszcze czas! „Rozalia” jest już dłuższym opowiadaniem,  więcej się tam dzieje. W tych dwóch opowiadaniach jest bardzo dużo zwierząt. Poprośmy dzieci aby je narysowały! Głośnego czytania dzieciom nie można zakończyć tylko na czytaniu – trzeba porozmawiać na temat tego co przeczytaliśmy, a może samemu wyobrazić sobie inne zakończenie? Takie działania też rozwijają wyobraźnię naszych dzieci…

 

Jeżeli chodzi o opowiadanie pt. „Szeherezada” to akurat ten tekst adresowałabym do nieco starszych dzieci. Dlaczego? Ponieważ rzecz dzieje się w Persji, innym kraju niż nasz. Pokażmy, gdzie to państwo leży na mapie. Wypadałoby też dzieciom wytłumaczyć, że czasami w książkach przeczytamy o podróżach w czasie. Możemy ich poprosić o to, aby sobie wyobraziły jakby to było gdyby znalazły się teraz nagle w roku 2050? A mamy, przypomnijmy, 2021! Ale podróżując w czasie możemy też cofnąć się do przeszłości – to doskonały temat do rozbudzenia kreatywności dzieci. Zachęcam zatem do wspólnej lektury!

Agnesto

Parafrazując ostatnie zdanie z książki – opowieści obiegają cały świat, ciągle wkoło i wkoło i tak od lat. Przekazywane z ust do ust, zatrzymane w pamięci, jak najcenniejsze sekrety przodków przekazywane dalszym pokoleniom do dziś. A wszystko dla podtrzymania tradycji, czy historii, która domaga się życia. Bajeczki kreślą kręgi, które co kilka wieków domykają się lecz ołówek rysuje dalej, bo powstaje mapa nowej ścieżki, po której w nieznane stąpają baśnie i podania. Czasem dołączają do nich kolejne, młodsze, łapią starsze za dłonie i pełne nowych przygód powiększają wędrującą grupę baśni. Tak było – i nadal jest – z bajkami braci Grimm, Jana Brzechwy, czy baśniami Hansa Christiana Andersena. Tak było i z „Baśniami z tysiąca i jednej nocy”, które spisała Szeherezada.

 

Baśnie czytano – i do dziś czyta się – z zapartym tchem. Skrywają bowiem emocje, wartości, którym winien ufać dorosły i prawdę o świecie. Prawdę, która ukryta między fabułą, a morałem płynącym z baśni dla każdego jest czymś innym. Czymś dobrym, cennym i wartościowym – bez względu na własną interpretację.

 

Grażyna Lewandowska w „Moich przyjaciołach” posłużyła się … zwierzakami. Najpierw mamy mądrą sowę Klarę, która – jakby nie było – uleczyła Piotrusia i wytyczyła drogę pracy. Potem poznajemy stado rezolutnych świnek morskich, które w zgodzie wyruszają na poszukiwania nowego miejsca na dom. W ostatniej zaś, trzeciej bajce, stajemy obok wielbłąda i choć bajeczka jest o Szeherezadzie i Timurze, to i tu mamy zwierzaka – pokornego dwugarbnego wielbłąda, świadka dziwów tego świata. Bo żeby nagle przenieść się w czasie do roku 2016? i jeszcze zobaczyć BMW z 2015 roku? Na to nie ma logicznego wyjaśnienia, a raczej w ogóle go brak – stąd i konsternacja dromadera. To się po prostu akceptuje ze spokojem wielbłąda , ot cała filozofia. Jednak, co zauważam, „Moi przyjaciele” to zbiór trzech bajeczek, w których ważną rolę odgrywają dzieci, dzieci u progu dorosłości. W tych opowiadaniach autorka uchwyciła moment przekroczenia progu, gdzie po jednej jego stronie zostawia się dzieciństwo, a przestępując go wkracza się w okres dorosłości. Kończy się etap beztroski, brawury i braku rozsądku, a zaczyna odpowiedzialność, realność i trzeźwy umysł. Dlatego te bajki są tak ujmujące. Można je czytać małemu dziecku, można je czytać staruszkowi, a potem... A potem rozmawiać o nich, szukać w nich piękna, a nawet pisać ciąg dalszy. Te bajki zbliżają do siebie ludzi w każdym wieku i nie kończą się na 42 stronach. Przecież Szeherezada otworzyła szeroko oczy i zobaczyła przystojnego Timura. Mały – dorosły Piotruś został dobrym i kochającym zwierzęta leśniczym, a stado świnek morskich po przeprowadzce na nowy adres napisało list dla przyszłych pokoleń... Niby to koniec, ale dlaczego nie dopisać dalszej części? Puścić wodze fantazji i pogrzebać w marzeniach - do czego namawia pani Lewandowska. Pobujajmy w obłokach, zabawmy się w kolorowanie bajkowych marzeń. Ba, sięgnijmy po rojenia kompletnie oderwane od rzeczywistości. W końcu bajeczki nie rządzą się żadnymi prawami. Moją kończyć się dobrze, zwycięstwem uczciwości – a środek? Środek każdej baśni to wielowarstwowy tort owocowo-śmietankowo-czekoladowo-orzechowy, który na wierzchu wieńczy bajkowa karmelizowana wisienka otoczona miodem  i płatkami migdałów.

 

W „Bajeczkach” Grażyny Lewandowskiej wszystko smakuje i harmonizuje ze sobą, co sprawia, że zasiadamy do uczty. I choć to wydanie jest tak niepozorne, to kolorami rysunków i bogatą treścią broni się samo. Wybija się spośród tych wielkich tomiszczy, bo jego wartość jest bezcenna.

Perełka.                    

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial