Okładka wydania

Tom Waits Życie Na Poboczu

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 3 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 3 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Tom Waits Życie Na Poboczu | Autor: Barney Hoskyns

Wybierz opinię:

Doris

 „Tom Waits. Życie na poboczu” to nie pierwsza biografia tego muzyka – oryginała, niepodrabialnej osobowości o wielu talentach. Jednak chyba najbardziej kompletna, pełna szczegółów dotyczących nie tylko życia osobistego i koncertowego, ale również analizy tekstów piosenek, co, wbrew pozorom, okazało się bardzo ciekawe, a nawet niekiedy zaskakujące. Autorowi nie było łatwo. Gdy pukał do drzwi znajomych albo współpracowników Waitsa z prośbą o rozmowę, wiele z nich zatrzaskiwano mu z hukiem przed nosem. Powszechnie wiadomo, że Tom Waits bardzo strzeże swojej prywatności, nie pozwala zaglądać zbyt głęboko w swoje życie, krzyżuje plany dziennikarzom, wywiera presję na swoje otoczenie, by nie udzielało na jego temat informacji, „wciąga indagujących go dziennikarzy w gry, które niweczą wszelkie próby połączenia w jedno jego muzyki i życia”. Można zadać sobie pytanie, na ile mamy prawo odchylić zasłonę, którą szczelnie przed nami zasunął, ile możemy podejrzeć, by nie przekroczyć granic. Na końcu książki możemy zobaczyć e-maile, jakie autor otrzymał z odmową rozmowy na temat Toma Waitsa. Jest ich całe mnóstwo. Dlatego wielkie uznanie, że mimo wszystko biografia jest tak wyczerpująca. Zawiera szczegóły z życia, fragmenty wywiadów, wypowiedzi prasowe oraz te, którymi muzyk urozmaicał swoje koncerty, rozmowy z ludźmi, którzy mieli możliwość go poznać. Autor poszukuje elementów autobiograficznych w tekstach piosenek, w grzebie w latach dziecięcych Waitsa, gdyż jak muzyk sam mówi „dla mnie jako autora dzieciństwo odgrywa ogromnie ważną rolę”, i śmieje się dalej: „od strony ojca pełno było psychopatów i alkoholików (…) a od strony matki sami kaznodzieje”. Tym można chyba w pewnym stopniu tłumaczyć fakt, że w Tomie Waitsie ścierają się jakby dwie zupełnie różne osobowości, lekkoducha i narwańca po ojcu oraz spokojnego, wycofanego domatora – po matce.

 

Łatwiej nam zrozumieć, znając szczegóły z jego dzieciństwa, późniejszą metamorfozę i schowanie się w domowym zaciszu. Ojciec Toma Waitsa, alkoholik, porzucił rodzinę, gdy syn miał 9 lat – „usunął się – był zepsutym zębem w uśmiechniętych ustach, więc jakby poddał się ekstrakcji”. Tom zbyt dobrze pamiętał, co przeżywał po odejściu ojca, by uczynić to samo swoim dzieciom. Z Kathleen Brannen, miłością od pierwszego wejrzenia, stworzyli ciepły dom, w którym muzyk czuł się spełniony i szczęśliwy: „Uwielbiam obecny stan, uwielbiam mieć rodzinę”.

 

W trakcie lektury, wraz z autorem próbujemy zedrzeć po kolei maski, za jakimi Waits skrył swą prawdziwą twarz. Poznajemy miejsca, w których dorastał. Pizzerie dzieciństwa, całodobowe bary młodości, które go wychowały i których klimat został w nim już na zawsze. Miał je „potem przez lata opiewać w piosenkach – lokale, gdzie niechlujne kelnerki podawały podejrzane hamburgery kierowcom karetek, taksówkarzom, sprzątaczom ulic, usiłującym dotrwać do Sinatrowskich szarych godzin świtu”. Teksty zasłyszane w knajpach, na ulicy, w rozmowach z przygodnymi ludźmi, w które Waits lubił się wdawać, przenosił na papier i nadawał im formę tekstów piosenek. Były więc one zapisem szarej od papierosowego dymu, lekko zawianej od nadmiaru whiskey, codzienności. Inspirowały go też lektury, w które się zachłannie zatapiał, a które też kształtowały jego osobowość i spojrzenie na świat. Kerouac, Bukowski, Allen Ginsberg, Bob Dylan. Choć pochodził z klasy średniej, z rodziny inteligenckiej, utożsamiał się bardziej z biedotą, z outsiderskim marginesem, przyjmując ten model życia, pełen abnegacji, minimalizmu potrzeb, niechęci do blichtru, za swój własny. Jeden ze znajomych Waitsa podsumował go krótko: „Wydaje mi się, że stworzył dla siebie rolę, po czym stał się tą rolą”. Mając to na uwadze, musimy od razu współczuć biografowi muzyka, którego zadanie było doprawdy niezwykle utrudnione.

 

 Interesujące dla fanów Waitsa będą zapewne fragmenty traktujące o jego tekstach. Poznajemy okoliczności ich powstawania, cały kontekst, który pozwoli lepiej je zrozumieć. Mamy okazję dowiedzieć się, jaką muzyką się otaczał, skąd w jego utworach tyle inspiracji jazzowych i bluesowych. Uwielbienie dla Gershwina łączył z podziwem dla Rolling Stonesów, Theloniousa Monka słuchał na przemian z Neilem Youngiem, Sinatrę razem z Jamesem Brownem. No i oczywiście Bob Dylan: „Waitsa żądło Dylanowskie ukąsiło poważnie”. Szukał w tej muzyce siebie, trochę po omacku, bez przewodnika. Nie przejmował się tym jednak, bowiem „to ma swoje dobre strony. Zaczynasz samemu reagować na to, co słychać wokół”. Tak więc możemy prześledzić kształtowanie się gustu muzycznego Toma Waitsa, jego fascynacje, zauroczenia i kolejne eksperymenty. A przy okazji podziwiać konsekwencję, wierność przekonaniom i sobie, bezkompromisowość: „Wolę ponieść klęskę na własnych warunkach, niż odnieść sukces na cudzych”. Ci, którzy widzą w Tomie Waitsie przede wszystkim aktora, również będą usatysfakcjonowani. Sporo tu o jego przygodzie z filmem, przyjaźni z Jimem Jarmuschem, Francisem Fordem Coppolą, Sylvestrem Stallone.

 

Sądzę, że książka jest tak dobra również dzięki świetnemu tłumaczeniu. Filip Łobodziński wykonał wspaniałą pracę. Tekst, mimo dużej ilości szczegółów, nie przytłacza, jest interesujący i piękny literacko. Najwyższy czas, by bardziej docenić ważną rolę tłumacza literatury. Brakuje mi trochę fotografii, które naprawdę by się w książce przydały, by zilustrować poszczególne etapy życia Toma Waitsa.

 

Trzeba przyznać, że choć najbardziej ucieszą się z tej biografii wielbiciele Toma Waitsa i znawcy jego piosenek, to jest to zarazem opowieść o kilku dziesięcioleciach amerykańskiego rynku muzycznego, kapryśnego świata, pełnego niespokojnych duchów, marzących o światłach jupiterów i oklaskach tłumów. A sam Tom, ten „najstarszy młodziak, albo najmłodszy staruch, jakiego w życiu widziałem”, jak określił go ktoś z jego otoczenia, to niezwykle tajemnicza, niepokorna  i ciekawa postać. No i oczywiście już dzisiaj legenda muzyki rozrywkowej.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial