Okładka wydania

LSD

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

LSD | Autor: Albert Hofmann

Wybierz opinię:

Tomasz Niedziela

Książka twórcy (może lepiej odkrywcy) LSD jak na opowieść o poszerzaniu percepcji za pomocą środków zewnętrznych bardzo poszerza wiedzę z zakresu stosowania (jakiegokolwiek) narkotyków i efektów ich działania. Nie wiem, czy mieści się w szerokim spektrum poprawności politycznej, ale nie można odmówić autorowi znajomości tematu, zwłaszcza, że wiele eksperymentów przeprowadził na sobie i swoich bliskich, co bardzo dodaje wiarygodności jego badaniom.

 

Pierwsza sprawa, która zwróciła moją uwagę, to fakt, że LSD nie można nazwać środkiem chemicznym, jak chyba popularnie się uważa. To pochodna sporyszu, wyekstraktowana z tego grzyba. Owszem Albert Hofmann był chemikiem, ale zajmował się głównie wyodrębnianiem substancji chemicznych znajdujących się w roślinach. Jak większość wynalazków i odkryć, dokonał wyodrębnienia LSD trochę przypadkiem, ale nie na zasadzie losowego szukania tu i tam, tylko na zasadzie wyodrębniania różnych substancji z roślin. O ich własnościach leczniczych bądź halucynogennych dowiadywał się dopiero w trakcie dalszych badań.

 

Autor bardzo skrupulatnie opisuje swoje badania nie tylko nad LSD ale także nad innymi środkami halucynogennymi jak meskalina czy psylocybina, uzyskiwane z meksykańskich roślin, a znane Indianom od wieków. Sporo tu też korespondencji z lekarzami, artystami, którzy raczyli się środkami halucynogennymi i wymieniali swoje wrażenia. Nie sposób nie zwrócić tu uwagi na sposób odbioru sztuki meksykańskiej, której przedstawiciele musieli raczyć się wszelkimi dostępnymi specyfikami roślinnymi. Prawie wszyscy „konsumenci” tych narkotyków odbierali tę sztukę w ten sam sposób („widzieli” to samo wcześniej niż zobaczyli obrazy, mozaiki, freski).

 

Zapewne wielu ortodoksom nie spodoba się stwierdzenie, że w zasadzie LSD nie jest szkodliwe dla człowieka i nie powoduje uzależnień (oczywiście brane w odpowiedni sposób), ale wielu chętnym zrzednie mina, kiedy dowiedzą się, że w zasadzie LSD jest bardzo nietrwała substancją, która rozkłada się pod wpływem tlenu i światła, więc to, co wydaje im się, że sobie aplikują, nie jest tym, czego oczekują.

 

Hofmann opisuje wiele pozytywnych efektów działań LSD, ale nie jest zwolennikiem jego masowego użycia jako narkotyku. Widać jego bardzo krytyczny stosunek do świata hippisów i ich fascynacji LSD czy innymi psychodelikami. Trochę mi to przypomina starą anegdotę z wojska (jeszcze tego za komuny), kiedy to dowódca oznajmia podchorążym: „Żołnierze! Wódka jest dla osób inteligentnych! … po chwili zadumy... Ja na ten przykład nie piję w ogóle!” W pełni sarkazm tej sytuacji zrozumie ten, który to przeżył. Nie mniej dylematem jest czy to substancja dla wszystkich, czy dla wybranych, i kto decyduje o tym kto jest wybranym, a kto nie?

 

Bardzo ciekawe są obserwacje natury ostatecznej, pytania o bramy do innego świata, O Boga, o śmierć. Ciężko chorej na raka osobie, na którą nie działały już żadne środki przeciwbólowe, podano LSD. Nie był to środek przeciwbólowy, ale pozwoliło to oderwać się od tego świata, pogodzić ze śmiercią, przygotować się na ostateczność, pojednać się z Bogiem. Niespodziewane działanie? Aldous Huxley, znany pisarz i człowiek, który osobiście zażywał meskalinę czy LSD na łożu śmierci też prosił (i otrzymał) o zastrzyk z LSD.

 

Książka, jak na naukowca (członek Komitetu Noblowskiego) napisana bardzo przystępnym językiem, bez naukowych zawiłości i akademickiej maniery. Naprawdę bardzo ciekawe myśli nachodzą człowieka po takiej lekturze, która nie tylko opisuje powstanie i działanie LSD, ale ukazuje go na tle innych środków halucynogennych na przestrzeni dziejów i pokazuje na przeżycia jakie mogą towarzyszyć ich przyjmowaniu.Nam dane jest to tylko poprzez lekturę (warto czytać!) bo przecież wszystkie te specyfiki są zakazane dla mas (nas), żebyśmy przypadkiem nie zrobili sobie jakiejś krzywdy (wyimaginowanej czy rzeczywistej). To jeszcze jeden kamyczek do ogródka dyskusji na temat: czy sami powinniśmy decydować o sobie, czy też są mądrzejsi, którzy powinni decydować za nas?

 

A jak Ty sądzisz?

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial