Okładka wydania

Republika Samsunga

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Republika Samsunga | Autor: Geoffrey Cain

Wybierz opinię:

inka

Nominacja do nagrody Financial Times Business Book of the Year 2020 zobowiązuje. Czym wyróżnił się ten „porywający reportaż o wielkim biznesie, polityce i obsesji”, jak głosi zapowiedź? Kto jest autorem?

 

Goeffrey Cain to korespondent zagraniczny, komentator i badacz Azji. Redaktor wielu liczących się amerykańskich tytułów prasowych. „Republika…” jest pokłosiem rozmów z ponad 400 pracownikami związanymi z Samsungiem, którzy „Zaczynali jako firma rolnicza produkująca cukier, papier i nawozy – dziś są technologicznym gigantem”.

 

Książka, jak u Hitchcocka, rozpoczyna się od trzęsienia ziemi. Przytoczonych jest kilka historii z awarią telefonu Samsung Galaxy Note 7 w tle. Chociaż „awaria” to w tym przypadku eufemizm. Urządzenia po prostu się zapalają, często powodując uszkodzenie ciała. Prawdopodobnie udałoby się tę sprawę rozwiązać elegancko, gdyby nie strategia strusia zastosowana przez firmę. I co dalej? I co dalej? – pyta zaciekawiony czytelnik. Akcja zostaje zawieszona (znowu Hitchcock), a autor tłumaczy swoje zainteresowanie Koreą Południową zwaną Republiką Samsunga i genezę fascynacji technologią zmieniającą rzeczywistość. Zmieniającą świat.

 

Co stało u podstaw sukcesu firmy? Geoffery Cain wskazuje, że tajemnica marki leży w sposobie zarządzania opartym na wojskowym niemal reżimie wynikającym z azjatyckiej kultury. Całkowicie obcej, abstrakcyjnej dla typowego, przeciętnego człowieka Zachodu. Ten tekst równie dobrze może być reportażem interwencyjnym, jak i raportem z postępowania śledczego. Cain szuka przesłanek, poszlak, buduje tezy i udowadnia je. Nawet laik nieobyty w zawiłościach technologicznych czyta tekst bez wysiłku. Gdyby jednak poczuł się przybity nadmiarem terminologii, autor proponuje zwrot o sto osiemdziesiąt stopni. Wplata w fabułę dygresję odnoszącą się np. do kwestii kulturowych Korei, struktury politycznej, własnej motywacji. Stąd w jednym rozdziale rok 2016, ale już w następnym 2013 i 1936. Rok, w którym wszystko się zaczęło.

 

Dziś powiedzielibyśmy – iluminacja. B. C. Lee pewnego dnia doznał olśnienia. Postanowił założyć firmę. Miał ku temu podstawy: studia ekonomiczne i zapał. Wkrótce zarządzał ekipą ludzi, eksportował warzywa, ryby oraz piwo. Bajkowy charakter sukcesu podkreślała bajkowa nazwa: Samsung Sanghoe, czyli Sklep trzech gwiazd (Sam = siła, Sung = gwiazda). Przesłanie było jasne. „Bądź wielki, silny i wieczny”. I tutaj mała dygresja mojego autorstwa. Wielki plus dla G. Caina, że snując rozważania na temat genezy marki, pokazując strukturę działania firmy, sięga dużo głębiej. Naświetla kontekst historyczny bez którego prawdopodobnie nie powstałaby żadna organizacja, czy spółka w takiej formie, w jakiej ją obecnie widzimy. W przypadku Korei mamy zatem II wojnę światową, atak USA na Pearl Harbor, zrzucenie bomby na Hiroszimę i Nagasaki oraz niełatwe stosunki z Japonią. Wszystko podszyte komunizmem Korei Północnej. Majątek Lee zostaje rozgrabiony, on sam jest gotowy do kolejnej batalii. Stawia na lojalność i przywiązanie zatrudnianych osób. Sam wybiera pracowników. To z pewnością nie styl korporacyjny, tylko „ludzie Samsunga”. Dumni, gotowi do działania. Zarządzani przez bystrego prezesa, który dzięki „przyjaźni” z Syngmanem Rhee, pierwszym prezydentem Korei Południowej, sprytowi oraz rządowym licencjom pozwalającym na eksport/import, rozszerzył działalność o handel wełną, cukrem i nawozami. Trzy kompletnie różne branże, a jak się okazało, możliwe do pogodzenia.

 

Kim tak naprawdę był założyciel Samsunga?

Z książki przebija obraz bezwzględnego prezesa, którego motto brzmiało: „Po pierwsze, służyć narodowi poprzez biznes. Po drugie, najważniejsi są ludzie i talent. Po trzecie, należy zawsze dążyć do tego, co najrozsądniejsze”. Ale jest też i inna strona medalu. Lee jako małomówny sknera (sic!), kontrolujący emocje. Krążą słuchy, że również chory psychicznie, uzależniony od Demerolu, awanturujący się o brak soku pomarańczowego na śniadanie. Na pewno na jego decyzje w sprawie zarządzania firmą wpływ miały złe relacje z synami. Lee, wbrew azjatyckim tradycjom, nie przekazał dziedzictwa swoim dzieciom ( a i tak po śmierci zostało podzielone między nimi na cztery). Po prostu nie miał do nich zaufania. Sytuacja patowa. Tym bardziej, ze pod koniec lat osiemdziesiątych B. C. Lee wie już, że ma nowotwór.

Jak „król nawozów” zaistniał w branży elektronicznej? Przypadek ojcem sukcesu. Odkupione akcje jednej podupadającej firmy budują potęgę drugiej. Prawo rynku. 

Dziś Samsung to lider nie tylko na rynku elektroniki. Ma liczący się głos na giełdzie papierów wartościowych, przemyśle stoczniowym, budowlanym oraz rozrywkowym. Jest na liście dziesięciu najlepszych marek świata, rywalizując z powodzeniem z imperium Sony, czy Apple’a stworzonym przez Steve’a Jobsa. Z tym, że Samsung to cichy lider technologii, Jobs to gwiazda celebryta.

Z kolejnych rozdziałów książki dowiadujemy się, w jaki sposób nowi prezesi (dzieci Lee) zarządzali firmą, zmieniali jej oblicze. Zadziwiający miks. Połączenie rytuałów parareligijnych (pseudoreligijnych) z ekonomicznym wyzyskiem, genialną myślą i nowomową rodem z polskiego PRL. Koniecznie trzeba to przeczytać osobiście. Fenomenalne!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial