Okładka wydania

Wichrowe Wzgórza

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wichrowe Wzgórza | Autor: Emily Brontë

Wybierz opinię:

inka

Akcja powieści wydanej w 1847 r. rozpoczyna się w 1801 r. od relacji nadnarratora, pana Lockwooda. To właśnie dzięki niemu poznajemy historię nieszczęśliwej miłości mieszkańców tytułowych Wichrowych Wzgórz oraz Drozdowego Gniazda. Przyjęło się akcentować bardziej uczucia Katarzyny Earnshaw i Heathcliffa, głównych bohaterów. Dramat natomiast rozgrywa się również między Katarzyną a Edgarem Lintonem (i nie jest to klasyczny trójkąt), czy w końcu Heathcliffem a Izabelą. Niezwykle ciekawym zabiegiem jest wprowadzenie dwóch narratorów. Wspomnianego pana Lockwooda, który otwiera i zamyka bieg wydarzeń oraz pani Dean, gosposi. Dzięki kobiecemu spojrzeniu i męskiemu pierwiastkowi historia staje się  wszechstronna, trójwymiarowa. Tajemnica rozprzestrzenia się na losy dwóch pokoleń. Akcja raz przyspiesza, raz pauzuje. Między poszczególnymi fragmentami zdarzeń mija rok, czasem kilka lub kilkanaście lat. Emily Brontë ani na moment nie skazuje swoich czytelników na nudę. Podsyca ciekawość, gubi tropy, pozwala błądzić, a potem stawia przed faktami dokonanymi. Zaskakuje. Jak to? – pytamy. Bo rzeczywiście, jak tu nie zastanawiać się, dlaczego niespełniona miłość nie ma szans na spełnienie? Skąd tyle nieszczęścia? Melodramatycznego, ale nie taniego sentymentalizmu w zetknięciu z brutalnością słów i zachowań?

 

Książka Emily Brönte to jedna z najsłynniejszych powieści mieszczących się w kategoriach literatury wiktoriańskiej. Jest w niej prostota, zwięzłość, jak również poetycki styl i nastrój mrocznej tajemnicy. Opowieść o wielkiej miłości i przeszkodach na jej drodze chociaż nawiązuje do schematu historii dla pensjonarek, absolutnie na tym nie poprzestaje. Dlatego fascynuje do dziś. Jest tutaj i dramat, i powieść grozy i studium socjologiczno – psychologiczne i piękny język.

 

Ogromny szacunek wobec tłumacza Piotra Grzesika, który z niezwykłą starannością pochyla się nad zawiłościami oryginalnego tekstu, tropi archaizmy szkockiego dialektu. Można oczywiście zadać pytanie: po co? Skoro wcześniejsza wersja Janiny Sujkowskiej jest dobra (o pomstę do nieba woła jednak przedwojenne tłumaczenie jako „Szatańska miłość”), a obecna niewiele bardziej od niej odbiega.  Dla porównania – pierwsze zdania otwierające w wersji J. Sujkowskiej brzmią:

„Wróciłem właśnie z wizyty u mego gospodarza, sąsiada – samotnika, z którym będę musiał utrzymywać stosunki. Okolica naprawdę piękna!”

 

Wersja P. Grzesika:

„Właśnie wróciłem z odwiedzin u mojego gospodarza i sąsiada – odludka, z którym będę musiał się jakoś dogadywać. Ależ to jest piękna kraina!”

 

I jeszcze jedno porównanie. Tym razem sedno miłości Katarzyny do Heathcliffa uchwycone w zdaniu: „Przewodnią myślą mojego życia jest on” (J. Sujkowska); „(…) największą ideą w moim życiu jest on” (P. Grzesik).

Wydaje się, że późniejszy przekład jest bliższy życiu. Wcześniejszy - dziewiętnastowiecznej, literackiej angielszczyźnie. Tym samym, wersja którą właśnie otrzymaliśmy, bardziej trafia, przekonuje. Ma więcej kolorów emocji, namiętności między bohaterami. Miłość, nienawiść miksują się, osiągają maksymalną temperaturę wrzenia. Nie mają w sobie nic z angielskiej flegmy. To raczej latynoskie rytmy.

Piękna jest również forma graficzna niniejszego wydania. Płócienna, twarda okładka, ręcznie szyte kartki. To wersja zdecydowanie kolekcjonerska, a nie egzemplarz kieszonkowy do przejrzenia i zapomnienia. Dzięki tej publikacji ma się ochotę zostać na dłużej i z bohaterami, i z samą książką.

 

Oprócz tekstu obecne wydanie zawiera wprowadzenie, posłowie oraz apendyks z fragmentami esejów napisanych w 1857 r. i dokładnie sto lat później, a także teksty z lat 1925 – 1927, w tym jeden autorstwa samej Virginii Woolf. Nie są to oczywiście opracowania na miarę analiz Biblioteki Narodowej, ale przecież nawet do takowych nie aspirują. Ich celem jest raczej refleksja nad niezwykłością oryginału.  Posłowie to wartość sama w sobie. Piotr Grzesik w podwójnej roli. Jako tłumacz i autor opracowania. Poprzeczka postawiona wysoko. Ale bez wstydu. Jak sam podkreśla to „jedynie niezobowiązujące uwagi  na marginesie, skojarzenia, obserwacje i podszepty” na temat genezy fascynacji twórczością E. Brönte, metafizyki, podobieństw do religii, mitów greckich, germańskich, czy teorii socjologiczno – psychologicznych. Recepcja „Wichrowych Wzgórz” sięga dalej. Grzesik śmiało i bez kompleksów przytacza konteksty z „Malowanym ptakiem” Jerzego Kosińskiego, czy Vincentem Van Goghiem w tle. Jak bardzo, po tylu latach, powieść E. Brönte działa na wyobraźnię  świadczą liczne książkowe kontynuacje i filmowe adaptacje. Dziwnie się czyta te twory. Wspominając chociażby „Powrót Heathcliffa” L. Haire – Sargean, czy „Historię Heathcliffa” E. Tennant. Nietrudno wydedukować, kto jest głównym bohaterem i z jakiej perspektywy poznajemy ciąg dalszy. Przeczytałam. Brrrr.. Im dalej w las, tym więcej nieprawdopodobnych spiętrzeń fabularnych. Ale na wyobraźnię działa. Mój biblioteczny egzemplarz, na który trafiłam niesiona entuzjazmem po przeczytaniu „Wichrowych Wzgórz” był mocno sfatygowany. Co zazwyczaj przekłada się na niezwykłą popularność książki. W tym przypadku jednak nie polecam. Niech oryginał pozostanie dziewiczy. Lektura sequeli w przypadku E. Brönte nie jest wskazana. A wręcz to bardzo zły pomysł.

 

Inaczej rzecz ma się z filmowymi adaptacjami. Poczynając od wersji z 1939 r. Laurencem Olivierem, aż do wspaniałego obrazu z 1992 r. w reżyserii Petera Kosminsky’ego z Juliette Binoche i Ralphem Fiennesem w rolach głównych oraz Sinead O’Connor jako… Emily Brönte. Plus magiczna muzyka Ryuichi Sakamoto. Osobny byt, zjawisko dopełniające ekranową fabułę. Film dosyć wiernie oddaje klimat powieści, zawiera zatem niezwykle nastrojowy, gotycki klimat starych zamczysk, psychologicznej gry, a nawet niektóre dialogi z książki. Powieści kultowej, którą szczerze polecam.

Tam, Gzie Matka Mówi Dobranoc

„Wuthering Heights” tak brzmi oryginalny tytuł powieści, która od lat przyprawia o szybsze bicie serca  czytelnika! To powieść o miłości, namiętności, śmierci, nienawiści i wielkiej pasji…

 

„Wichrowe Wzgórza” to jedyna książka Emily Brontë, którą autorka napisała najprawdopodobniej w roku 1845  i wydała dwa lata później pod męskim pseudonimem Ellis Bell! W książce  jest tyle pasji, że szkoda, iż spod jej pióra nie wyszła żadna inna pozycja!

 

„Wichrowe Wzgórza” zostały przetłumaczone na wiele języków i zaliczają się do klasycznej literatury angielskiej. Nie dziwi więc fakt, iż co jakiś czas książkę wznawia kolejne wydawnictwo. Tym razem Wydawnictwo MG zaproponowało swoim czytelnikom kilka pozycji sióstr Brontë. (Emily miała bowiem rodzeństwo, dwie siostry: Charlotte oraz Anne, które również pisały!) W serii ukazały się już „Villette”, „Shirley” oraz „Dziwne losy Jane Eyre” autorstwa Charlotte Brontë. Teraz przyszła kolej na „Wichrowe wzgórze” Emily Brontë!

 

Warto wspomnieć o tym, iż przekładu dokonał Piotr Grzesik, który postarał się na samym początku wyjaśnić kilka kwestii, odnoszących się do samego oryginalnego dzieła, oraz wcześniejszych tłumaczeń, co jestem pewna, okaże się pomocne dla bardziej zainteresowanego czytelnika.

Książka wyróżnia się metaforyczną okładką, na której przedstawiony został główny bohater Heathcliff – w cylindrze i na czerwonym koniu, pędzący ponad księżycem po niebie. Jak najbardziej jej tajemniczość oddaje atmosferę Wichrowych Wzgórz i samej książki, która jest i romansem, a momentami nawet i thrillerem…

 

O czym?

Pewnego dnia na Wichrowe Wzgórze do posiadłości niejakiego Heathcliffa dociera pan Lockwood, nowy dzierżawca. Okazuje się, że będzie zmuszony spędzić noc w starym majątku, którego mieszkańcy niekoniecznie są z tego zadowoleni. Dodatkowo pokój, jaki zajmuje w tajemnicy przed właścicielem, określa się jako nawiedzony… Tak pan Lockwood poznaje fragmenty pamiętników Catherine, wielkiej miłości tajemniczego i niebezpiecznego Heathcliffa, cygańskiej znajdy… Resztę historii dopowiada Nelly Dean, czyli służąca, która podczas nagłej choroby Lockwooda dotrzymuje mu towarzystwa, a potem i sam Lockwood.

Akcja powieści toczy się na przełomie XVIII i XIX wieku na Wichrowych Wzgórzach w Yorkshire, gdzie sąsiadują ze sobą dwie rodziny: Earnshaw i Linton. Główna bohaterka, jako dziecko nawiązuje głęboką przyjaźń z „dzikim” chłopcem, którego  pewnego dnia do domu przywozi z Liverpoolu jej ojciec. Brat Catherine nie jest zadowolony z takiego obrotu spraw, jest zazdrosny i zaborczy. Uczucie, które łączy główną bohaterkę i Heathcliffa z czasem przeradza się w namiętność i pasję! Mimo tego, Catherine wychodzi za mąż za bogatego Edgara Litona, unieszczęśliwiając w ten sposób i siebie i Heathcliffa!

 

Autorka zabiera czytelnika do świata, w którym króluje namiętność i dzikość, a bohaterowie są nieszczęśliwi, brutalni, pełni jednak wciąż pasji! Główny bohater, kiedy słyszy fragment przemowy ukochanej nie przeznaczony dla jego uszu, wyjeżdża niepostrzeżenie, by wrócić przemieniony!  Jego kolejne decyzje mają na celu głównie straszliwą zemstę!

 

Plastyczny język, który tłumacz wyeksponował, opisjący zarówno bohaterów, jak i krajobrazy oraz zdarzenia sprawia, że powieść czyta się jednym tchem! Bohaterowie zostają przedstawieni wielowymiarowo, a same ich historie, to głębokie stadia psychologiczne, które autorka bardzo świadomie sobie przemyślała!

O książce Emily Brontë trudno napisać coś nowego, bowiem za 30 lat miną dwa wieki, odkąd została napisana… A jednak wciąż wywiera ona ogromny wpływ na czytelnika, która zagłębia się w historię wielkiej miłości, a równocześnie wielkiej nienawiści i brutalności głównego bohatera!

Polecam!

Agnesto

O klasyce często pisze się jedynie w kontekście tytułów książek, jakie się do niej zalicza.  O klasyce pisało się i pisze stale, co według mnie wynika z faktu, że zagadnienie „klasyki” stanowi zbyt szerokie pojęcie. Dokonuje się na tym polu różnego rodzaju rankingów (dotyczących tytułów oraz ich autorów) i częstokroć dokonuje się czegoś, co wedle mojej oceny niszczy piękno wielu książek – analizuje się biografie autorów oraz jej wpływ na styl i tematykę prac. Bo, jak to próbują udowodnić zawodowcy, owe biografie pokrywają się z tematyką i vice versa. Wystarczy wspomnieć o Wirginii Woolf, Maksymie Gorkym, George`u Orwellu czy choćby o kimś z naszego rodzimego poletka: Marii Konopnickiej, czy Adamie Mickiewiczu. Lecz tylko czytelnik – biała karta, tylko czytelnik – nieskalany uprzedzeniami jest w stanie odebrać powieść w sposób emocjonalny – czyli szczery. Podobnie jak ja. Wiem, że „Wichrowe wzgórza” to powieść „stara”, osadzona w scenerii XVIII wiecznej codzienności angielskiej, a sięgając po nią nie znałam jej treści. I chyba to zadecydowało o moim odbiorze tak, a nie inaczej. Ale zacznę od początku.

 

„Wichrowe wzgórza" opisywana jest jako opowieść o miłości, co już może niektórych odstręczyć. To nie jest romans. To coś zupełnie innego – to dramat społeczny wyzbyty konwencjonalności. Obraz miłości, jaki jawi się na naszych oczach to i piękno i brzydota. To uczucie, które uwzniośla człowieka, ale i staje się impulsem do zniszczeń. To uczucie, które oszpeca, a niespełnione odbija się na całym życiu całkowicie zmieniając człowieka. Cierpienie, zdrada, zranione uczucia, żądza zemsty, porzucone nadzieje, czy choćby samotność, to tylko niektóre uczucia bohaterów. Bronte stworzyła postacie, które trudno polubić, bo wszystkie stają się nami. Nie sposób je od siebie odciągnąć i ocenić jednoznacznie. W tej powieści wszystko bowiem wypływa z pobudek, które znajdując w nas uzasadnienie sprawiają, że każdemu z bohaterów współczujemy. Nawet główny bohater, pan Heathcliff, gbur i prostak z pozoru, ma w sobie wielką głębię pokory i wdzięczności. A dlaczego nic po sobie nie pokazuje? To zarządca, właściciel, to w końcu pan domu – a życie pisze własne scenariusze, które wraz z mijanymi latami całkowicie zmieniają człowieka. Tak jest niemalże z każdym. Mieszkańcy Wichrowych Wzgórz to ludzie zrzędliwi, zazdrośni, kapryśni i egoistyczni, bo czy ktokolwiek z nich był szczęśliwy? Bolesne konsekwencje miłości, nieszczęśliwe zauroczenia, wieczne niepowodzenia ciągnące się przez pokolenia. Tu wszystko ma znaczenie. Bronte to pisarka wszech czasów. Powieść, która ukazała się w 1847 roku tematycznie wykraczała poza swoje czasy. Emily pisała odważnie, dobrze i jakże głęboko. Jej powieść – jedyna w dorobku – jest dla mnie klasykiem samym w sobie. Kobieta, której codzienność ograniczona była do plebanii Haworth, położonej na głuchym pustkowiu w zachodnim Yorkshire, była monotonna i pozbawiona zewnętrznych atrakcji. Biorąc to pod uwag postrzegam Bronte jako osobę o wspaniałej wyobraźni wykraczającej poza horyzonty widziane z okien. To pisarka, która stworzyła sobie inny świat nadając mu cech tak prawdziwych, jakby to był jej własnym. Krajobraz, ludzie, duchy – to obraz najprzedniejszego malarza pióra. Jednak obecnie mamy nowe wydanie „Wichrowych Wzgórz”, które jest nowym tłumaczeniem – dodam, że męskim, Piotra Grzesika. Mam dla porównania też wersję z 1961 roku w przekładzie kobiecym, Janiny Sujkowskiej. Jak wypada ich porównanie? Niby nic takiego, a jednak jest wielka różnica. Ranking zdecydowanie wygrywa stara wersja. Pisana jest łatwiejszym językiem, który znajduje swe odzwierciedlenie w całej treści i odbiorze. Wersja nowa niestety wiele emocji traci. Tekst jest nieskładny, zbyt wyszukany, a tym samym trudnym do odbioru. Tłumacz dokonał zbyt zawiłych analiz zarówno samych bohaterów, jak i ich cech, co męczy i tym samym odrywa czytelnika od sensu i aktualnych wątków. Czuje się niespójność. I choć swoim zdaniem nadstawiam głowę do ścięcia, to nie boję się własnej opinii. Klasyką jest stara wersja, która jest piękna treścią i sprawia, że od czytania nie sposób się oderwać. Ta powieść bowiem to piękno i głębia, które muszą trwać.  Jesteś nią wprost otumaniony, może nawet poruszony, lecz masz poczucie, że nakarmiłeś swój mózg czytelniczy smakołykiem z najwyższej półki. Jest jednak warunek – sięgnij po oryginał.

 

„Wichrowe wzgórza” KONIECZNIE, lecz nie tłumaczenie Pana Grzesika. Wydanie piękne lecz tłumaczenie? Oceń sam.

 

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial