Okładka wydania

Świetlista Republika

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Świetlista Republika | Autor: Andres Barba

Wybierz opinię:

Julia Panicz

Dzieciństwo kojarzy nam się przede wszystkim z niewinnością, zabawą czy charakterystyczną dla właśnie pierwszych lat życia beztroską. Chcemy wierzyć, że każde dziecko jest uosobieniem pewnej idyllicznej wersji rzeczywistości pełnej radości i wewnętrznego spokoju, wynikającego z dużej nieświadomości, która może okazać się błogosławieństwem. Z tym też będzie się nieustannie wiązał w literaturze, filmie czy sztuce. Nie zawsze jednak obraz ten może być przedstawiony tak szczęśliwie jak sobie moglibyśmy to wyobrażać. Tak jak w prawdziwym życiu nie wszystko jest czarne lub białe i nie wszystko, co powinno żyć z uśmiechem na ustach, ma takie możliwości.

 

Dziecko jest też istotną częścią społeczeństwa, powiedziałabym, że trochę takim miękkim punktem na naszej wrażliwości. Najprawdopodobniej związane jest to właśnie z tymi cechami i naszym wyobrażeniem jak pierwsze lata życia wyglądać powinny. Krzywda najmłodszych zawsze głęboko nas porusza, dlatego też to właśnie dzieci społeczeństwo stara się najmocniej chronić.

 

Zakrzywiony obraz tych relacji przedstawia Andrés Barba w swojej książce „Świetlista republika”. Opowiada ona o fikcyjnym miasteczku San Cristóbal, o którym wiemy tylko tyle, że mieści się gdzieś na skraju dżungli. Tutaj nowa, budująca się dopiero warstwa średnia, mieszczańska próbuje żyć w harmonii z mieszkającymi od pokoleń na tych terenach Indianami. Miasto ma zatem swoje problemy, pewnie dość charakterystyczne jeśli wyobrazimy sobie, że akcja dzieje się gdzieś w Ameryce Południowej lub Łacińskiej. Poza zróżnicowaną wspólnotą miejską czy nielubianym burmistrzem istnieje jeszcze jeden kłopot. W San Cristóbal zaczynają pojawiać się bezdomne dzieci, żebrzące na ulicach i pod sklepami, zakradające się do ogródków i okradające mieszkańców. Nikt nie wie skąd przyszły, dlaczego wybrały akurat to miasto, a tajemniczy charakter całej sytuacji dodaje fakt, że ta grupka nieletnich zaczyna posługiwać się nieznanym językiem.

 

Cała historia opowiedziana zostaje z perspektywy urzędnika obejmującego urzędnicze stanowisko w Wydziale Pomocy Społecznej. Nasz narrator pozostaje anonimowy, chociaż znajduje się w samym środku zdarzeń. Jest zresztą dość osobliwym opowiadającym, bo jego podejście do sprawy zmusza nas do tego, że pewne elementy tej układanki musimy sami dopasować. Może wynika to z tego, że przemawia do nas, nie komentując wydarzenia na bieżąco, a po aż dwudziestu latach. Pamięć bywa zgubna, więc możemy wybaczyć ten, zdecydowanie nadający autentyczności, zabieg autorowi. Właśnie, dużo można powiedzieć o autentyczności tej powieści. Reporterski sposób, w jaki narrator przedstawia fakty, z niewielką dozą emocji, ale za to z bardzo kronikarskim charakterem sprawia, że zaczynamy mieć wrażenie, że trzymamy w ręku nie absolutnie fikcyjną powieść, powstałą w głowie autora, a jakiś reportaż. W książce urzędnik powołuje się na dane z badań, teksty i opracowania naukowe powstałe po wydarzeniach, komentarze ekspertów czy materiały prasowe. To sprawia, że historia wciąga nas jeszcze bardziej. Trochę jak wtedy, kiedy przed filmem widzimy krótki komunikat: „historia oparta na faktach” i chociaż zdajemy sobie sprawę, że owe fakty przeszły niejedną transformację w głowie reżysera, to ich prawdziwość dodaje pewnej pikanterii.

 

Jednak „Świetlista republika” jest historią całkowicie wymyśloną, ale nie zmienia to faktu, że dotyka nas ona, jakby była prawdziwa. Przede wszystkim jest to problem realny i budzącym nasze intelektualne zapały. Wiemy, że społeczeństwa mogą mieć problem z dostosowaniem się do nowych sytuacji, zaakceptowania nowych rzeczy, zwłaszcza takie zamknięte jak to z San Cristóbal. Dlatego z zapartym tchem śledzimy wyjawianie kolejnych zdarzeń, zresztą razem z naszym ciekawskim narratorem. Podążając za jego wspomnieniami dowiadujemy się tego czego potrzebujemy w dokładnie takim czasie, jaki on chce. Nie wyprzedza wydarzeń, nie zapowiada, co będzie się działo, a my jesteśmy trzymani w niekończącym się napięciu.

 

Nie wiem, w jakim stopniu jest to efekt wyśmienitego oddania klimatu dusznych, egzotycznych i ciasnych społeczeństw Południa, a w jakim pewna doza magii i fantastyki w opisywanej historii, ale po przeczytaniu kilku stron pierwsze skojarzenie, jakie mi się rzuciło to książki Gabriela Garcii Marqueza. Jeśli zatem ktoś, tak jak ja, jest miłośnikiem atmosfery, jakiej dawały powieści noblisty, to może znaleźć coś dla siebie w „Świetlistej republice”.

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial