Okładka wydania

Mała Księżniczka

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Mała Księżniczka | Autor: Frances Hodgson Burnett

Wybierz opinię:

Olga Piechota

Większość z nas ma własne priorytety i wartości, które wyznaje. To dzięki nim jesteśmy w stanie podejmować wiele moralnych decyzji. Moralność jest bardzo abstrakcyjnym pojęciem, którego nie da się tak po prostu uchwycić w ramy. Pewnie życie byłoby łatwiejsze, gdyby można stworzyć dwie grupy zachowań: moralne i niemoralne. Byłby to prosty podział, który nie wymagałby od nas żadnych decyzji. Robilibyśmy wszystko według uzgodnionej listy. Jednak tak nie jest, co mocno komplikuje sprawę, ale zarazem daje nam wybór, wolną wolę. Musimy sami decydować i sami radzić sobie z tym, że inni mogą mieć odmienny system wartości niż my. Zarazem znać tę jeszcze bardziej abstrakcyjną granicę między tym, co powinno się akceptować, a tym, co przekracza wszelkie prawa człowieczeństwa. Nie sądzicie, że wbrew wszystkiemu to jest w naszym życiu piękne?

 

Sara jest ukochaną córeczką swojego taty. Młody oficer jest gotowy zrobić dla niej wszystko – od czynów heroicznych po spełnianie wszelkich jej kaprysów. Lecz dziewczynka rośnie i najwyższy czas, by udała się do londyńskiej szkoły z internatem. To dla Sary i jej ojca trudne rozstanie, ale tak będzie najlepiej dla dziewczynki. Ważne, by zdobywała nową wiedzę i rozwijała swoje umiejętności. Na początku Sara ma wszystko, czego może tylko zapragnąć: własny pokój, kucyka, służącą i jest traktowana przez wszystkich z najwyższą uprzejmością. Jej bujna wyobraźnia pomaga jej w zdobywaniu sympatii innych uczennic oraz w tworzeniu pięknego świata, gdzie jest księżniczką. Tak też stara się zachowywać i to w najlepszym znaczeniu tego słowa. Jednak pewnego dnia przybywają złe wieści, które niweczą przyszłość Sary i spychają ją na margines społeczny. Jak dziewczynka odnajdzie się w nowej sytuacji? Czy nadal będzie starać się zachowywać jak mała księżniczka?

 

Macie czasami tak, że jesteście przekonani, że czytaliście jakąś książkę, że wspominacie ją z nostalgią, a na końcu okazuje się, że nie macie najmniejszego pojęcia, o czym tak naprawdę jest ta powieść? Właśnie tak miałam z "Małą Księżniczką". Zachęcona nowym, przepięknym wydaniem postanowiłam ponownie zagłębić się we wzruszającą opowieść o małej Sarze. Czym dalej czytałam, tym z coraz większą mocą zdawałam sobie sprawę, że nie znam w ogóle tej historii i prawdopodobnie wbrew moim wcześniejszym przekonaniom nigdy jej nie czytałam. Dlatego z tym większą dumą cieszę się, że wreszcie zapoznałam się z tą powieścią i mam własną opinię. A jaka ona jest?

 

Język, którym posługuje się pisarka, jest mocno poetyczny, choć w tym przypadku jestem przekonana, że to kwestia ówczesnych lat. Od pierwszych stron można wyczuć pewną podniosłość w zdaniach, która jest już rzadko spotykana we współczesnych powieściach. Niemniej w żaden sposób nie zachwiało to przyjemnego i prostego odbioru. Powieściopisarka za pomocą słów tka obraz sielankowy wśród brutalnego świata, gdzie często dominuje cierpienie i wyrachowanie. Cała ta opowieść jest porównywalna do wyobrażeń właśnie głównej bohaterki. To iluzja świata, który nie istnieje, jednakże jest nam potrzebny dla dobrego samopoczucia i odczuwania silnych emocji. Dzięki właśnie takim zabiegom jesteśmy w stanie przetrwać.

 

Pierwsze strony "Małej Księżniczki" przynosiły mi monotonnie i potrzebowałam wiele czasu, by z przyjemnością zacząć przewracać stronę za stroną. Z czasem akcja nabiera tempa, a ja coraz bardziej zaczynam czuć sympatię do bohaterów. Doceniam tę dziecinną naiwność, która jest iskrą radości i dobra w brutalnym świecie. Dla mnie to gotowy przepis, jak akceptować niekoniecznie chcianą rzeczywistość i być człowiekiem godnym samego siebie.

 

W książce występuje pobieżna kreacja bohaterów. Autorka nie skupiła się na dopracowaniu charakterów, tylko zdecydowała się umieścić ich w sztywnych ramach zachowań. Sama Sara jest tego doskonałym przykładem. Uwielbiam jej postać, lecz jest to przykład dziecka idealnego, które zawsze wie, jak się zachować, umie odpowiedzieć na wszystkie pytania, oczarować towarzystwo i wykazać się niesamowitą dobrocią. To postać przeidealizowana, której odebrano ludzkie cechy. Zapomniano, że każdy z nas ma wady. Jednakże doskonale też rozumiem, że to literatura dziecięca mająca na celu przedstawienie dobrych przykładów. Tchnie tonem moralizującym, choć w żadnym przypadku nienachalnym. Po przeciwstawnej stronie schematu dobro-zło odnajdujemy właścicielkę szkoły pannę Minchin. Nauczycielka ponownie potwierdza, że nasi bohaterowie są umieszczenie w sztywnych ramach i nie potrafią się z nich wydostać.

 

W dość nieoczywisty sposób powieść wysuwa wartości, które mówią o równych prawach i szacunku człowieka do człowieka. Pisarka wielokrotnie podkreśla, że nie ma większego znaczenia, czy ktoś jest bogaty, biedny, jaki ma kolor skóry, jakie pochodzenie szlacheckie. To się nie liczy, bo wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy mamy bardzo podobne potrzeby podstawowe. Tak samo odczuwamy głód, zmęczenie, nienawidzimy upokorzenia, pragniemy miłości. To łączy większość ludzi na naszej planecie i rozmawiając z drugim człowiekiem nie można o tym zapominać, choćby był w naszym mniemaniu z samego marginesu społecznego – tak samo należy mu się szacunek i zrozumienie.

 

Czuję się niezmiernie dumna, że wreszcie mam tę powieść za sobą i od tej chwili będę mogła wspominać "Małą Księżniczkę" z nostalgią. Spędziłam z nią wiele przyjemnych i refleksyjnych godzin. Z perspektywy czasu jestem zdania, że wiele wątków mogło być przedstawione w trochę inny sposób, co dodałoby książce dodatkowych pozytywów. Niemniej jest to bez wątpienia wartościowa pozycja, które może wielu rzeczy nauczyć i dzieci, i dorosłych.

inka

Sara to dziewczynka, która ma wszystko. Żyje na początku XX wieku, ma kochanego ojca ubóstwiającego ją ponad życie i spełniającego życzenia już w momencie ich wypowiadania. Poznajemy ją jako ośmiolatkę, z niezwykłą wyobraźnią ukształtowaną przez ukochane książki. Rozstajemy, gdy kończy lat jedenaście. Zdawałoby się, że to gotowy scenariusz na słodką opowieść, ale wszystko zmienia się z chwilą, gdy akcja książki  Frances Hodgson Burnett przenosi się z Indii do londyńskiej szkoły z internatem. Właścicielka pensji Miss Minchin to koszmar z najkoszmarniejszych koszmarów.  Ucieleśnienie wszystkich czarownic z każdej bajki świata. I wraz z rozwojem wydarzeń jest coraz gorzej. Pozornie uprzejma, mająca respekt przed bogactwem swojej wychowanicy,  od pierwszych chwil spotkania darzy ją czystą, nieuzasadnioną niechęcią. Wyczuwa wyższość dziewczynki, a nikt nie lubi przeglądać się za blisko w lustrze, gdzie wady i usterki są tak widoczne. Sara jest mądra, wykształcona, zdolna, skromna, sympatyczna i grzeczna. Miss Minchin widzi w niej krnąbrne, pyszne dziecko, uważające się za lepsze od innych. Kiedy kolejne zdarzenia  ujawniają śmierć ojca, brak pieniędzy i konieczność (czyżby konieczność?) zdegradowania Sary do pozycji służącej, rozpoczyna się właściwa akcja tej książki. Dziewczynka musi stawić czoła sytuacji i przejść test na „prawdziwą księżniczkę” niczym bohaterka bajki „Księżniczka na ziarnku grochu”. I nie bez powodu przytoczenie skojarzenia z bajką. Ta książka to archetypiczny niemal przykład walki dobra ze złem i  triumf tego pierwszego. Stąd schematycznie rozrysowane postacie. Miss Minchin jako zła czarownica, Lawinia (uczennica; krótko rzec, z zadatkami, by w przyszłości zostać kolejną Miss Minchin),  Sara – idealna dziewczynka, ofiara czarownicy, Ermenegarda i Becky (pomocnice, przyjaciółki). I czytelnik ma jasny cel. Naprawdę kibicuje Sarze w jej nierównej batalii z właścicielką szkoły. Wiadomo za kogo trzyma kciuki.

 

Zadaniem dorosłych, ich obowiązkiem jest pomagać, chronić. Dzięki ciągom niezwykłych zbiegów okoliczności, dobrej woli życzliwych ludzi, los Sary się odmienia. Następuje szczęśliwe zakończenie. Jak w bajce.

„Małą księżniczkę” możemy wpisać w ramy podręcznikowego studium psychologii dziecięcej pod tytułem: jak przepracować w sobie traumę po stracie ojca i wszystkiego, co daje dziecku poczucie bezpieczeństwa, całkowitej degradacji pozycji, zmianie stylu życia. Bardzo łatwo ulec wtedy pokusom, stać się zgorzkniałym małym dorosłym lub zamknąć w swoim świecie. Ale Sara, jak we wzorcowej literaturze hagiograficznej, dydaktycznej, nie poddaje się. Mimo chwil zwątpienia. Ratuje ją czysta, dziecięca wyobraźnia, wiara w człowieka, ufność. Przyjaźń i miłość. Znamienne są słowa: „Wszystko jest bajka… i ty… i ja… i miss Minchin”. To znaczy, że rzeczywistość jest zawieszona, gdzie indziej. A „tu i teraz” to zły sen, z którego dziewczynka wkrótce się obudzi. Sara. Mała bohaterka. Tym bardziej rozczula i wyciska łzy jej rzadki płacz. Kiedy bezbronna, głodna, chora nie wytrzymuje. Przywołuje własną śmierć. Nie jest dobrze, gdy dziecko, doprowadzone do skraju rozpaczy, myśli o sprawach ostatecznych. Gdy głodne marzy o ciepłej bułce. Brzmi ckliwie? Tak. I takie w zamyśle miało być. W myśl starożytnej maksymy: docere, movere, delectare. Uczyć, że życie ma różne odcienie. (A Burnett przemyca w swojej książce także elementy indyjskiej kultury, języka zwyczajów. Wywołuje kwestię tolerancji.) Wzruszyć, by coś zmienić, polepszyć, działać. Bawić, bo czytanie to wielka przygoda i przyjemność.

 

Sara ma wszystko. Ma też zazdrość wszystkich, którzy swoją uwagę skupiają na jej bogactwie, przedmiotach zbytku. Uważają za rozkapryszoną księżniczkę tylko dlatego, że jej refleksyjna natura nie manifestuje się zachowaniami uznanymi za powszechne u dzieci w jej przedziale wiekowym. Nie krzyczy, nie płacze, nie tupie. Im większą godność osobistą okazuje, tym większą nienawiść wywołuje u pani Minchin. Jest posłuszna, ale nie pokorna. Potrafi twardo, jednoznacznie określić swoje stanowisko. Na wyraźne żądanie podziękowań za „łaskę” degradacji do pozycji służącej Sara odpowiada: „Pani nie jest dobra… a to nie jest dom”.

 

Aż uderza niezwykła samoświadomość dziewczynki sprzed nagłego zwrotu akcji, która mówi: „Wiele rzeczy dostaje się ludziom tylko przypadkiem. Tak było i ze mną (…) doprawdy nie wiem, jak mam się przekona cc, czy jestem naprawdę dobrą, czy niedobrą osobą (…) bo nigdy nie doznałam żadnych przeciwności”.

To książka o stracie rodziców, potrzebie miłości i przyjaźni. Sposobach radzenia sobie z brakiem bliskiej osoby. O różnicach rasowych i klasowych. Przepaści dzielącej ludzi, a zależnej często wyłącznie od okoliczności i miejsca, w którym się urodziło.

Propozycja wyjątkowo dla każdego. Dorośli się wzruszą (nie ma innej opcji), małe dziewczynki będą płakały jak bobry, mali chłopcy… hm… zawsze można dokonać swobodnej adaptacji i losy Sary przekuć na historię Jacka, Placka, innego Michałka lub sięgnąć w ostateczności po „Małego lorda” tejże autorki. W ostateczności. Sens jest jeden. Uczymy tego nasze dzieci. Sami sobie o tym musimy od czasu do czasu przypominać. Zabrzmi mentorsko, ale i książka ma wydźwięk zdecydowanie dydaktyczny. W życiu ważne są wartości bezwzględne. Silny kręgosłup moralny, który zwłaszcza we współczesnym pędzie cywilizacji, łatwych i szybkich doznań,  jest niezwykle potrzebny, by wiedzieć, co dobre, co złe. Sara wcale nie musi być bohaterem gorszym od Konrada z „Dziadów” A. Mickiewicza, nieprawdaż? Mam nawet podejrzenia o kim wolałaby pisać część maturzystów na egzaminach. Ale to tylko taka dygresja na marginesie. Wracając do „Małej księżniczki”.

 

Motywów sieroty w literaturze jest wiele. Poczynając od Kopciuszka, przez Anię z Zielonego Wzgórza, Tajemniczy ogród (też F. Burnett), kończąc na drastycznym Davidzie Copperfieldzie. Tutaj mamy także ciekawą galerię postaci. Co prawda, w uproszczonych zarysach, bo ma być to przecież exemplum, ale różnych typów charakterologicznych i dzieci, i dorosłych. Można podążyć za wnioskami F. Burnett, można otworzyć przewód do własnych obserwacji.

 

Dodatkowo – szkoła XIX i początku XX wieku. Zupełnie oczywiście różna od obecnej. Warto zagłębić się w tamten klimat. Poznać, porównać. Na jednym biegunie pensja dla panienek, na drugim ewentualna przyszłość w korporacji (bez złośliwości i pejoratywnych skojarzeń. To stwierdzenie możliwości realizacji jednego ze scenariuszy zawodowych). Z jednej strony bezpieczny dom, kraj, własne podwórko. Z drugiej – problem obcego, emigracji. Światowe dylematy. Sara jest „innym”;  elementem naddanym w społeczności już określonej. Musi się odnaleźć w nowym środowisku, ale to także środowisko powinno zareagować w odpowiedni sposób na tę obecność. Tylko w jaki? A właśnie. Ten wątek rozwija się przez całą książkę. Postaci uczą się siebie nawzajem. Aż się prosi o napisanie dużymi literami: uczą się AKCEPTACJI.

Motto na zakończenie:

„Łatwo być księżniczką, gdy jest się odzianą w złociste szaty, ale znacznie większy triumf – pozostać nią nawet wtedy, gdy nikt o tym nie wie”.

Ważne: Frances Hodgson Burnett to autorka takich słynnych powieści, jak „Mały lord”, „Tajemniczy ogród”. Za przekład odpowiada Józef Birkenmajer, przedwojenny tłumacz, historyk literatury, profesor. Stąd język powieści trąci lekko myszką, ale przez to przykuwa uwagę. Jest staranny, inny od współcześnie wyrzucanych słów z prędkością karabinu. Twórcą eleganckich czarno – białych grafik piórkiem jest Reginald B. Birch.

Polecam. Książka i obecne wydanie na szóstkę.

 

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial