Okładka wydania

Shirley

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Charlotte Bronte
  • Gatunek: Obyczajowe
  • Przekład: Magdalena Hume
  • Liczba Stron: 640
  • Rok Wydania: 2021
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 145×210mm
  • ISBN: 9788377796979
  • Wydawca: MG
  • Oprawa: Twarda
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    4/6

    5/6

    5,5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Shirley | Autor: Charlotte Bronte

Wybierz opinię:

Nessie27

Jeżeli myślimy o klasycznej literaturze szczególnie tej pisanej głównie z myślą o kobietach to wydaje mi się, że siostry Bronte będą wysoko na liście. „Shirley” to powieść autorstwa jednej z nich, Charlotte Bronte. Książka została wydana w 1849 roku, jako druga (po „Dziwnych losach Jane Eyre”)  jej autorstwa.

 

Akcja „Shirley” rozgrywa się na początku XIX wieku w północnej Anglii, a dokładniej w Yorkshire. Wszystko kręci się przeważne w około trójki bohaterów a mianowicie Roberta Moore, Caroline Helstone i tytułowej Shirley Keeldar. Caroline mieszka u swojego stryja, po utracie rodziców. Chodzi na lekcję francuskiego do Hortensji Moore, siostry Roberta. Między parą nawiązuje się bliska relacja, pomimo tego, że są dla siebie dalekim kuzynostwem. Robert jest właścicielem fabryki i właśnie zamówił nowe, innowacyjne maszyny, co nie spotkało się z pozytywnym odbiorem ze strony mieszkańców miasta. Maszyny zostały zniszczone, przez co stracił on sporo pieniędzy i musi znaleźć nowe źródło utrzymania. W między czasie do miasta razem ze swoją guwernantką, panią Pryor, sprowadza się młoda, piękna, a przede wszystkim bogata Shirley Keeldar. Szybko zaprzyjaźnia się z Caroline. Robert będzie musiał się poważnie zastanowić, czy wybrać małżeństwo dla pieniędzy, pod warunkiem zgody ze strony Shirley, czy małżeństwo z miłości z Caroline. Historie tych bohaterów są pełne wzlotów i upadków, ale muszą w końcu zdecydować, jaka opcja będzie dla nich najlepsza i kiedy jak najmniej osób ucierpi.

 

Relacje głównych bohaterów są często utrudniane przez rodzinę lub jak to w małych miasteczkach bywa i teraz prze wścibskich, służących zawsze dobrą radą, sąsiadów. Ważną rolę odgrywają tutaj także pieniądze, które często stają na drodze szczęściu, ale jak to w tamtych czasach bywało podział społeczny musiał istnieć.

 

Niestety mieszkańcy miasta są wrogo nastawieni do rozwiązań jakie proponuje Robert w swojej fabryce, ponieważ musi zwolnić kilkoro pracowników. Popada w długi, gdyż zainwestował w teraz już zniszczone maszyny.

 

Moją ulubioną bohaterką jest zdecydowanie Caroline, młoda, niepewna siebie kobieta, która zakochała się być może w nieodpowiednim mężczyźnie. Jednakże, co tylko na plus całej książki, Caroline nie straciła całego rozumu, ponieważ chce znaleźć sobie jakieś pożyteczne zajęcie, pracę. Zastanawia się nad swoją przyszłością i brakiem perspektyw, jeżeli miałaby zostać tutaj  na zawsze czekając jedynie na wielką miłość, która prędko może nie nadejść.

 

Książka ta będzie świetnym wyborem dla osób lubiących inne dzieła sióstr Bronte, ale także dla fanów literatury klasycznej, a może i okazać się dobrą opcją dla poszukujących nowych gatunków i bohaterów, żyjących w innych czasach. Jest napisana łatwym językiem i raczej nie powinna sprawiać kłopotu osobom, które chciałyby poznać literaturę XIX-wieczną. Dla mnie było to pierwsze spotkanie z jakąkolwiek siostrą Bronte, ale na pewno nieostatnie. Historia ta jest pełna zawirowań między bohaterami, ale jest w  stanie nakreślić czytelnikom realia życia w Anglii 200 lat temu.

MB

O talentach literackich Charlotte Bronte w piękny sposób pisała Anna Przedpełska-Trzeciakowska w swojej książce pt. „Na plebanii w Haworth”. Polecam lekturę tej pozycji, albowiem rzuca ona zupełnie inne światło na twórczość najpłodniejszej literacko sióstr Bronte. Zaprawdę zupełnie inaczej smakuje się frazy po tej doskonałej biografii. Być może niesiona niedawną lekturą „Na plebanii w Haworth” dostrzegam w recenzowanej dzisiaj książce wiele piękna i ulotności. „Shirley” to książka komplementarna. Dokładnie tego zabrakło mi w ostatniej mojej lekturze („Długie cienie umarłych” Stanisława Sałapy). W „Shirley” mamy wszystko to, czego zabrakło mi w „Długich cieniach…”. Jest nęcący czytelnika wątek, są konkretne postaci i jest piękna narracja – chociaż bardzo alternatywna. Doskonałe wprowadzenie, w którym Autorka rozmawia z czytelnikiem (zwraca się do nas bezpośrednio), w dalszej części znajduje swoją kontynuację. Historia napisana jest prostym językiem, ale jest treściwa w przekazie. Jest esencjonalna. Bronte nie składa nam obietnic bez pokrycia. Ona wręcz ujarzmia nasze emocje i oczekiwania. Pisze: „Jeżeli ten wstęp wzbudził w Tobie, Czytelniku, nadzieję na romantyczne wrażenia, czeka Cię zawód. Czy liczysz na sentymentalizm, poezję, rozmarzenie? (…) Ucisz swoje oczekiwania, sprowadź je na ziemię. Leży przed Tobą coś autentycznego, prozaicznego i namacalnego” (str. 7). Czyż to nie jest genialna zagrywka ze strony Autorki? Tym bardziej widzę, jak doskonale sportretowała ją Anna Przedpełska-Trzeciakowska, podkreślając jej bystrość, spostrzegawczość, wyostrzoną soczewkę oraz olbrzymią wyobraźnię i literacką śmiałość.

 

Shirley to powieść obyczajowa, w której świat dzieli się na pół, ale ów podział wychodzi poza właściwe epoce (ale i współcześnie również aktualne) rozłamy płciowe. Najbardziej widoczne przeciwstawne sobie obozy to oczywiście panie vs. panowie. Żeńska część pełna jest emocji, ciepła; męska – wg konwenansów: stworzona jest do kierowania światem. W tym odwiecznym patriarchacie osadzona zostaje tytułowa Shirley z całą swoją odwagą i siłą charakteru. Drugi podział ma wydźwięk zgoła inny, jest wolny od pierwiastka płci i determinuje świat: pan vs. pracownik. Ale z całą pewnością trzeba stwierdzić, że prym wiodą tu uczucia. Łączą one te dwie wzmiankowane wyżej materie, wokół których osadzona jest fabuła. Ale czyż nie tego szukamy w historiach z wietrznych angielskich wrzosowisk? Przecież zawsze szło w nich tako interesy, jak i miłość. Jest tu zatem zarówno życiowo, jak i melancholijnie. Jest racjonalnie i namiętnie. I przez to wszystko pięknie sączy się narracja. Charlotte mówi do nas bezpośrednio. Opowiada nam swoją historię czyniąc ją bliższą w odbiorze… bo przecież gdy ktoś mówi do ciebie, to słuchasz go. A gdy mówi pięknie i ciekawie, to słuchasz ze zdwojoną uwagą.

 

Jest w prozie Charlotte pewna elegancja właściwa epoce wiktoriańskiej. Zanurzanie się w jej niewyszukanych, ale pięknych frazach jest przyjemnością, od której nie chce się człowiek odrywać. Jest to również bardzo pouczająca książka. Pełna trafnych uwag, celnych spostrzeżeń… wcale nie tracących na ważności. Ale – pragnę to podkreślić jeszcze raz – uważam, że odkodowywanie prozy Charlotte ma zupełnie inną wartość gdy lekturę jej książek poprzedzi zapoznanie się z  biografią rodziny Bronte pióra Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej. Ta sekwencja pozwoli nam uchwycić walor społeczny literatury Charlotte, wiele ukrytych przekazów, to jak doskonałą i wprawną była obserwatorką oraz komentatorką. To będzie swoiste przejście na drugą stronę lustra w kontekście smakowania esencji pióra Charlotte.

Karolina

Na ostępy Yorkshire sprowadza się Shirley Keeldar, młoda i niezamężna dziedziczka pokaźnego majątku. Szybko zdobywa sympatię całej okolicy, jednak szczególnie mocno zaprzyjaźnia się z Caroline Helstone, bratanicą miejscowego proboszcza. Do grona tutejszej młodzieży należy również Robert Moore, fabrykant z ogromnymi zarówno ambicjami, jak i długami. Drogi Shirley, Caroline i Roberta nieustannie się ze sobą krzyżują, a po okolicy zaczynają krążyć plotki, że młody fabrykant chce poprosić o rękę dziedziczki. Co na to Caroline, która przyjaźni się z Robertem od lat? Czy ta trójka znajdzie wyjście z towarzyskiego impasu?

 

Nie ukrywam, że „Shirley” nie należy do najłatwiejszych powieści. Oczywiście nie mam tu na myśli treści, ponieważ fabuła nie jest zbyt skomplikowana i raczej można przewidzieć jej zakończenie. Wyzwaniem są forma i styl. Czytelnik powinien uzbroić się w cierpliwość, jeśli chce przebrnąć przez dłużyzny monologów, dygresji i rozważań. Chociaż uważam, że jest to trudne jedynie z początku; wystarczy się nie spieszyć i być wyrozumiałym dla tego typu literatury, a rozbudowane fragmenty, sprawiające pozory nudnych, okażą się interesujące. W końcu rozgrzewały dziewiętnastowieczne salony w całej Wielkiej Brytanii, więc muszą w sobie mieć to Coś.

„Shirley” miała również swoje dobre, a nawet bardzo dobre momenty, podczas których nie sposób było oderwać się od lektury. Charlotte Brontë potrafi zarówno zaskakiwać w jednej chwili, jaki i utrzymać długotrwałe napięcie. Połączenie tych mocnych fragmentów z wcześniej wspomnianymi refleksyjnymi „dłużyznami”, sprawia niestety wrażenie niespójności. Pisała o tym Anna Przedpełska – Trzeciakowska w biografii sióstr Brontë pt. „Na plebanii w Haworth”. Autorka sugeruje, że powodem chaosu w książce mógł być chaos w życiu prywatnym pisarki. „Shirley” powstawała po śmierci Emilii Brontë, co oznaczało, że w tamtym czasie Charlotte straciła swoją ostatnią siostrę i (poza ojcem) została zupełnie sama. Z pewnością nie był to łatwy okres dla panny Brontë.

 

Pomimo to, „Shirley” powstała i po dziś dzień wzbogaca dorobek literatury zarówno angielskiej, jak i światowej. Zaletą tej powieści jest to, że pokazuje nam sceny i obrazy z życia dziewiętnastowiecznej angielskiej prowincji. Charlotte Brontë czerpał inspiracje zazwyczaj z otoczenia, więc myślę, że chcąc wyobrazić sobie tę epokę, możemy jej zaufać.

Autorka buduje relację z czytelnikiem również poprzez narrację, w której często zwraca się bezpośrednio do odbiorcy. Opowiadająca oprowadza nas po swoim świecie, pokazuje to, co uważa za najciekawsze i tłumaczy kwestie, które mogą być niejasne. Mnie zawsze bardzo odpowiada taka forma narracji – czuję się jakbym była pod opieką mówiącego, a tym samym jakbym była z nim w bliskich, przyjacielskich relacjach. Gdyby tylko Charlotte Brontë wiedziała, że pisząc „Czytelniku” będzie zwracała się do osób z najróżniejszych zakątków świata i żyjących dziesięciolecia później, byłaby pewnie bardzo zdziwiona.

Podsumowując, „Shirley” mi się bardzo podobała, chociaż przyznam, że nie była to lektura bez oporów. Polecam ją więc wszystkim tym, którzy mieli już styczność z tego typu literaturą i mniej więcej wiedzą czego się spodziewać. Dla czytelnika, który dopiero poznaje angielskie klasyki, „Shirley” może być wymagającym wyzwaniem, a w najgorszym razie zniechęceniem. Chociaż oczywiście mogę być w błędzie i trafi się ktoś, kto zakocha się w „Shirley” od pierwszego wejrzenia – czego gorąco Wam życzę.

  

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial