Okładka wydania

Dzień Przed Gwiazdką (Ebook)

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Dzień Przed Gwiazdką (Ebook) | Autor: Monika Hołyk Arora

Wybierz opinię:

Bookowy Kącik Anny

Pomyślicie pewnie, że niezła ze mnie wariatka co to na progu zbliżającej się wielkimi krokami majówki sięga po książkę o tematyce świątecznej. Są jednak takie książki, które można i warto czytać nie tylko w okresie świątecznym i myślę, że do tego grona śmiało można zaliczyć "Dzień przed gwiazdką" autorstwa Moniki Hołyk-Arora, który w formie ebooka dziś dla was recenzuję.

 

Do rzeczy. Poznajemy tutaj Marię, którą nie boję się określić mianem siostry Grincha- tak tego zielonego obrzydliwie brzydkiego stworka, który wyczuwając atmosferę Bożego Narodzenia, dostawał szewskiej pasji. Ta oto Maria wyjeżdża służbowo chyba w jedno z najgorszych miejsc na świecie jeśli chodzi o atmosferę świąteczną, czyli do stolicy Austrii-Wiednia. Gdzie jak większość pewnie wie, odbywają się najpiękniejsze jarmarki bożonarodzeniowe, z ozdobami świątecznymi, przysmakami tradycyjnymi, grzańcem, i kolędami. Nie ma co, Maria wpada jak śliwka w kompot. Czy miasto, z którego wszystkich zakamarków w grudniu wyziera atmosfera świąt, uleczy złamane serce naszej bohaterki? Przekonajmy się.

 

Wiedeń, miałam okazję zwiedzać podczas wycieczki szkolnej w liceum, wiele lat temu. Z tym większym sentymentem odwiedziłam podczas lektury słynną katedrę św. Szczepana. Byłam pod wrażeniem wiedzy głównej bohaterki, a raczej researchu, jaki wykonała autorka jeśli chodzi o historię, sztukę, architekturę tego europejskiego miasta. Pora jednak wrócić do rzeczywistości.

 

Co mnie zaskoczyło? Postać poczciwej sąsiadki Marthy, która pojawia się jako dobry duszek nadchodzących świąt i od pierwszej chwili mam przed oczami panią Mikołajową. W końcu kobiecina przybywa z dalekiej północy, ma męża, który dziwnym trafem ma teraz strasznie dużo roboty, czyżby święty Mikołaj nadzorował elfy przy produkcji prezentów?

 

Jak to mawiała Martha święta to czas cudów? I taki też mały czarny cud o uroczym zielonym spojrzeniu włazi w uporządkowane życie Marii tuż przed jej zaplanowanym wyjazdem w egzotyczne kraje. W tym miejscu mogę jej przybić piątkę, bo sama mam takiego czarnego diabła więc mnie to rozczuliło. Ale Śnieżynka, bo tak się zwie koteczka, nie pojawia się sama. Kim okaże się jej przystojny właściciel Robert? Kolejny cud?

 

Ta historia jest przepełniona motywami bożonarodzeniowych, zimowych opowieści, które wielu z nas zna z czasów dzieciństwa. Jest Kasia-dziewczynka z ozdobami  (jak baśniowa dziewczynka z zapałkami) jest też przywoływany przeze mnie wcześniej Grinch czy Dickensowski utracony duch świąt z "Opowieści wigilijnej" w towarzystwie ducha przeszłych i przyszłych świąt jest wreszcie pani Mikołajowa. Autorka otuliła mnie ciepłą, dającą nadzieję historią, wykreowała cudownych bohaterów, których wprost nie da się nie lubić. Moją największą sympatię wzbudziła jednak najbardziej urocza miaucząca Śnieżynka i jej właściciel, który wywołał spore zamieszanie w życiu Marii. Jeśli więc jesteście ciekawi czy egzotyczne święta Marii dojdą do skutku, jak Kasia poradzi sobie z prowadzeniem działalności w internecie, czy Robert w końcu przyzna przed sobą samym i swoją  sąsiadką, że uczucia z przeszłości wciąż w nim nie wygasły? Albo jeśli interesuje was czy Śnieżynka przemówi ludzkim głosem w wigilijny wieczór i co takiego powie naszej dwójce bohaterów, to zachęcam, by sięgnąć po "Dzień przed Gwiazdką" od Moniki Hołyk- Arora niekoniecznie w okresie przedświątecznym, bo świąteczną radością należy się dzielić przez cały okrągły rok i tym optymistycznym akcentem zakończę tę swoją recenzję.

MadamGie

„Dzień przed gwiazdką” autorstwa Moniki Hołyk-Arora to pozycja z gatunku obyczajowego. Biorąc pod uwagę liczbę stron, odnoszę wrażenie, że jest to raczej opowiadanie, niżeli powieść, to jednak fabuła zbudowana jest w tak szczegółowy sposób, że nietrudno o wrażenie, jakoby wszystko, co było zamierzone, zostało w tej opowieści zawarte. Może to kwestia sposobu, w jakim prowadzona jest narracja, a być może lekkie pióro autorki, dzięki któremu nie czujemy niedosytu, czy potrzeby dopowiedzenia czegoś więcej.

 

Pomimo, tego, że mamy już wiosnę i coraz śmielej marzymy o zbliżającym się wielkimi krokami lecie, tak osobiście uwielbiam klimat świąt i bardzo często w okresie wiosny i lata, może troszkę na przekór konwenansom, sięgam po literaturę, której czas akcji przypada na zimę.

 

Autorka zaprezentowała nam historię kobiety, która nie przepada za Świętami Bożego Narodzenia. Główna bohaterka – Maria, sprawia wrażenie raczej nieco wycofanej samotniczki, niż, jak przedstawiła, to w opisie autorka „zwariowana i kochająca życie programistka”. Niemniej, jednak, protagonistka daje się poznać jako bardzo inteligentna i empatyczna osoba, wręcz z altruistycznymi zapędami.

 

Nieco melancholijna młoda kobieta jak co roku, od pewnych nieszczęsnych dla niej świat, nie zamierza celebrować tych kilku grudniowych dni, które kojarzone są z rodzinną i ciepłą atmosferą.

 

Posypaną śnieżnym puchem polską ziemię, zamierza zamienić na skąpane w słońcu malezyjskie plaże. Ku początkowym rozczarowaniu Marii, całe otoczenie zaczyna przypominać jej, o tym, czego tak naprawdę w głębi duszy pragnie i czego brakuje jej do poczucia spełnienia.

 

Magiczne chwile na jarmarku w Wiedniu, niefrasobliwa starsza pani, którą wręcz emanuje świąteczną atmosferą, kolejna damska postać – przeurocza, czarna kotka o jakże oryginalnym imieniu, czy w końcu pewien tajemniczy mężczyzna; tego roku nie pozwolą Marii po raz kolejny tak łatwo odrzucić i zakopać w sobie pragnienia, by znów poczuć magię świąt.

 

Opowiadanie posiada pełną gamę, prostych, ale zarazem rozlewających przyjemne ciepło na sercu morałów. Empatyczny czytelnik, szybko wczuje się w rolę Marii i razem z nią będzie przeżywał coś na kształt wewnętrznej przemiany i analizował w głowie jej przemyślenia. Albowiem historia, choć z może nieco za dużą dawką słodyczy, jednak jest subtelnie prawdziwa. Można więc postać Marii rozumieć, usprawiedliwiać, rozgrzeszyć, by w końcu pragnąć mocno razem z nią coś zmienić, czy bardziej, do czegoś wrócić.

 

Autorka książki zabierze czytelnika w ciekawą i fascynującą podróż, gdzie pozna unikatowe i szczegółowe historyczne ciekawostki dotyczące zabytków. A wszystko to przedstawione w formie zgrabnie wplecionych wypowiedzi bohaterów.

 

Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę, na jedną końcową puentę, która w sposób uniwersalny, ale zarazem bardzo prawdziwy, przekazuje nam swoistą prawdę. Do drogi ku szczęściu, trzeba w połowie sobie pomóc, a w połowie zazwyczaj pomaga nam los. W przypadku Marii, los pokrzyżował jej plany, uzmysławiając w końcu, to na czym tak naprawdę w głębi duszy jej zależało. Bardzo przyjemnie było śledzić tę zależność, gdzie droga przypadku i własnych wewnętrznych pragnień, krzyżuje się by w końcu razem doprowadzić do celu.

 

„Dzień przed gwiazdką” jest to pozycja, która wciąga i od której ciężko jest się oderwać.

 

Mimo, częstych błędów, tak zwanych literówek, w tekście, które niestety bardzo rzucają się w oczy, treść jest spójna i napisana bardzo miłym dla czytelnika językiem. Wyszukane słownictwo, wiele ciekawych porównań i ciekawostek, które miałam okazję poznać przy lekturze, zostaną ze mną na długo.

 

Słowem podsumowania pragnę „Dzień przed gwiazdką” serdecznie polecić, nie tylko w okresie Świąt Bożego Narodzenia, ale w każdym momencie w roku. Dla tak wartościowej i zarazem lekkiej w odbiorze fabuły zdecydowanie warto spędzić wieczór w towarzystwie tej lektury.

RedaktorEwa

Czytając „Dzień przed Gwiazdką” Moniki Hołyk-Arory miałam ochotę wydłubać sobie oczy widelcem, najlepiej zardzewiałym. To książka będąca dowodem na to, że być może wszyscy mogą pisać, ale nie wszyscy powinni publikować.

Historyjka naiwna, żeby nie powiedzieć „bida z nyndzą”. Uwielbiam historie bożonarodzeniowe, filmy gwiazdkowe mogłabym oglądać cały rok, niekoniecznie przy wtórze „Last christmas”. A tu rozczarowanie.

 

Początek to przewodnik po Wiedniu i katedrze św. Szczepana, czyli wszystko co wiem o robakach obłych. Nie znacie dowcipu? To czytajcie:

Egzamin z przyrody. Student przygotował się z jednego tylko zagadnienia. Robaków obłych. Drążącą ręką losuje pytanie. Osz… Słoń. Student z pokerową miną zaczyna odpowiadać:

- Słoń to duży ssak, którego nos jest w kształcie trąby, a ta wygląda jak robak obły. A robaki obłe…

 

Dobrze. Odpuszczam autorce. Teraz wsiądę na redakcję i korektę. Naprawdę? Takie gafy nie umknęłyby mi nawet, gdybym miała widelec w oku. Aż żal patrzeć. Chwilami byłam tak zawstydzona, że musiałam chwilę popatrzeć w podłogę.

Blurb to najmocniejsza na strona tego e-booka (na szczęście e-booka, bo papier cierpliwy, przyjmie wszystko, ale lasów szkoda).

 

Maria to zwariowana, kochająca życie i podróże programistka. Przez przyjaciółkę bywa jednak pieszczotliwie określana mianem „Panny Grinch”. Dlaczego? Pewne wydarzenia z przeszłości sprawiły, że nie lubi Bożego Narodzenia, ani niczego, co chociaż pośrednio jest z nim związane. Zaś końcówkę grudnia tradycyjnie spędza gdzieś na drugim końcu świata, aby uniknąć widoku przystrojonych choinek i uśmiechających się na siłę ludzi.

 

Tym razem jednak przeznaczenie ma względem niej zupełnie inne plany. A wszystko to za sprawą życzenia wypowiedzianego spontanicznie w czasie wyjazdu do Wiednia. Starsza pani zakochana w cudownej atmosferze świąt, kot włóczykij, utalentowana nastolatka i tajemniczy sąsiad zrobią wszystko, by wnieść do jej życia nieco magii. Jednak czy nietuzinkowej grupce uda się odczarować ten niezwykły czas i sprawić, by Maria odwołała wyjazd do Malezji?

 

O postaciach: Maria i jej przyjaciółka Zosia jak klasyczne origami, sto procent papieru. Marii jest tak daleko do szaleństwa, jak miglancowi, który w przedziale wagonu udającego się do Paryża międli kibić Izabeli Łęckiej. Wokulski rzecze mu: „W panu jest tyle demona, ile trucizny w zapałce. I wcale pan nie posiada szampańskich własności. Pan ma raczej własności starego sera, co to podnieca chore żołądki, ale prosty smak może pobudzić do wymiotów”. Maria to poukładana młoda kobieta. Czy chęć pędzenia świąt na rajskiej plaży to od razu szaleństwo?

 

Sąsiad jeszcze jakoś ujdzie. Bohaterką powinna być tajemnicza Martha Nicolas, jak nic żona Świętego Mikołaja. Kot sąsiada to też niezły numer. Słowem – ze starszej pani i kota dałoby się ulepić coś zdecydowanie bardziej porywającego, niż to, co napisała Monika Hołyk-Arora. Jeśli dodać do tego współczesną wersję bajki o „Dziewczynce z zapałkami”, to mamy całkiem zgrabną opowieść w sam raz na święta.

A co mamy w „Dniu przed Gwiazdką”?

Mamy szablonowe postaci, godziny pustki w tekście, historię nie wiadomo o czym. Rozruch zajmuje dużą część fabuły, bohaterowie nie mówią zróżnicowanym stylem/głosem, tylko wszyscy tym samym. Ich motywacje są słabo uzasadnione, a tak naprawdę w ogóle nie są.

Zasadniczy grzech autorki? Nie upewniła się, że wersja, która poszła do publikacji, jest najlepszą spośród istniejących. Ja bym to, co zostało wydane, nazwała draftem, nad którym jeszcze dużo pracy.

Mirosława

„świąteczną atmosferą należy się dzielić”

Nie znam zbyt wiele osób, które by nie lubiły świąt Bożego Narodzenia z jego rodzinnym nastrojem, pachnącą choinką, pysznościami przygotowywanymi na ten wyjątkowy czas. A jednak są też tacy, którzy nie potrafią wniknąć w tę atmosferę, tak jak bohaterka książki „Dzień przed Gwiazdką”.

 

Monika Hołyk-Arora urodziła się w grudniu 1980 roku w Lublinie, gdzie ukończyła kulturoznawstwo na UMCS. Zawsze kochała czytać książki i snuła swoje własne opowieści. Przez kilka lat pracowała jako pilot wycieczek, co sprawiło, że zadomowiła się w Turcji i Egipcie a także pozwoliło poznać świat poprzez pryzmat różnych kultur. To rozbudziło w niej marzenia o pisaniu, które realizuje do dziś. W swoich powieściach odzwierciedla swój charakter i zainteresowania pokazując codzienne życie poprzez swoich bohaterów. Mówi, że zamieszcza w nich  trzy krople miłości do podróży, cztery krople sympatii do słowa pisanego i jedną kropelkę zdrowego sarkazmu. Poza pisaniem uwielbia fotografować a ostatnio dosyć intensywnie interesuje się Social Mediami.

 

Bohaterką jest Maria Dąbrowska, która przez przyjaciół nazywana jest Panną Grinch, nawiązując do słynnej włochatej, zielonej i złośliwej postaci z  książki Dr. Seussa oraz filmu  „Grinch: Świąt nie będzie” z 2000 roku w reżyserii Rona Howarda. Gdy wszyscy przygotowują się do Wigilii i świątecznego czasu, ona planuje wyjazd do Malezji, by tam wygrzewać się na słonecznej plaży i jest pewna, że nic nie jest w stanie pokrzyżować jej planów. Jednak nie wie o tym, że gdy wszechświat ma wobec swoje określone zamiary, nic nie jest w stanie go powstrzymać, by zrealizować swój cel. Powoli w jej życie wkrada się magia, która ma swój początek we Wiedniu, do którego Maria jedzie razem z przyjaciółką na konferencję i świąteczny jarmark. Tam, jedno nieopatrznie wypowiedziane życzenie uruchamia machinę, która wprowadza do życia bohaterki zupełnie nieoczekiwane przez nią zdarzenia.

 

Książka jest dostępna tylko jako e-book, więc mogę jedynie ocenić wrażenia czytelnicze, które pozwoliły mi zapomnieć o tym, że mamy maj, pandemię a w związku z tym ograniczenia. Skusiła mnie nastrojowa okładka, która doskonale współgra z treścią oraz opis, w którym pobrzmiewa zapowiedź miłej, lekkiej i romantycznej historii. I tak jest w rzeczywistości.

 

Wszystko w tej powieści jest takie jak być powinno w tego rodzaju lekturach, w których czuć klimat świąt i magiczną oprawę. Autorka zadbała o odpowiednich bohaterów, nutkę tajemniczości, wątek miłosny i przesłanie, jakie wyłania się ze splotu wielu wydarzeń.

 

Książka nie jest zbyt obszerna, gdyż liczy sobie tylko 189 stron, więc ma charakter dłuższego opowiadania, które niesie ze sobą optymizm, nadzieję i wiarę w  odnalezienie szczęścia oraz spełnienie marzeń. Czy tego Maria chce, czy nie, świąt nie da się odwołać i uniknąć akcentów świątecznych. Przypominają jej o tym różne epizody, które dzieją się wbrew jej planom i przekonaniom. Odpowiedniego nastroju dodają postacie, które nagle pojawiają się w życiu bohaterki. Sąsiadka, która przyjeżdża z Północy a jej mąż o tej porze roku ma ogromnie dużo pracy, więc kojarzy się z panią Mikołajową, zwłaszcza, że nazywa się Martha Nicolas, dziewczynka, która potrafi wykonywać śliczne ozdoby ze zwykłych materiałów, a do tego wszędzie widać mnóstwo świecidełek i dekoracji oraz cudowne zbiegi okoliczności, które pragną bohaterce pokazać piękno tego wyjątkowego czasu. Nawet kot, który nagle pojawia się pod jej drzwiami, ma na imię Śnieżynka a jego właścicielem jest przystojny sąsiad.

 

Wydawało by się, że świąteczne historie najlepiej pasują do grudniowych dni ale czasami świetnie wpasowują się w klimat wiosennych miesięcy, gdy mamy taką zimną aurę, jak w tym roku. Przyjemne i nastrojowe opowieści czyta się dobrze o każdej porze roku. „Dzień przed Gwiazdką” nie jest może lekturą skomplikowaną, ale dostarcza miłych wrażeń, wywołuje uśmiech i tęsknotę za pięknem świątecznego czasu.

Anena

Większości z Was pewnie wyda się dziwne, że w czerwcu przeczytałam powieść poświęconą przygotowaniom do świąt Bożego Narodzenia, ale w okresie afrykańskich wręcz upałów warto ochłodzić się nie tylko mrożoną herbatą, ale i książką ;-) Zapraszam więc na recenzję powieści autorki, której do tej pory nie znałam. Mowa o Monice Hołyk-Arorze i jej książce ,,Dzień przed Gwiazdką”.

Maria, kobieta sukcesu, korzystająca z życia, ale która nienawidzi Świąt Bożego Narodzenia i wszystkiego, co się z nimi wiąże. Świąteczne wystawy, na których na kolorowo mienią się choinki, reklamy w prasie i telewizji namawiające do spędzenia rodzinnych świąt i oczywiście kupienia konkretnego produktu, bo bez niego niemożliwa jest świąteczna atmosfera – to wszystko przyprawia bohaterkę powieści ,,Dzień przed Gwiazdką” o skurcze żołądka, a nawet mdłości. Kobieta robi wszystko byle tylko móc uniknąć skomercjalizowanej atmosfery zbliżającego się święta, jednakże jej starania na nic się zdają, gdy zostaje wysłana na podróż służbową do Wiednia. Nie sposób sobie wyobrazić, jak Maria cierpi i jak bardzo przepełniona jest goryczą. Czy naprawdę szef nie mógł wysłać ją gdzie indziej, tylko do europejskiej stolicy świątecznego kiczu? W Austrii jest przecież organizowany jeden z największych jarmarków bożonarodzeniowych, na którym błyszczą świąteczne ozdoby, a rodziny i zakochane pary raczą się grzańcem i tradycyjnymi potrawami podczas zwiedzania kolejnych stoisk i słuchania dudniących kolęd. Maria, którą przyjaciółka słusznie nazywa „Panną Grinch”,  jest przerażona perspektywą spędzenia najbliższych dni w mieście, w którym święta stanowią wręcz atrakcję turystyczną, ale nie domyśla się, że ta niechciana podróż stanie się jedną z najważniejszych podróży w jej życiu i sprawi, że kobieta odkryje na nowo siebie i zdecyduje się przezwyciężyć uraz z przeszłości.

 

Powieść jest niewielka pod względem obszerności, dlatego czyta się ją dość szybko, ale i niestety równie szybko się o niej zapomina. Na tle innych świątecznych książek niestety nie wyróżnia się  niczym szczególnym, ponieważ schemat powieści obyczajowej bazującej na świątecznej atmosferze jest podobny: jest osoba, która nienawidzi świąt, ale z jakiegoś powodu musi uczestniczyć w świątecznych przygotowaniach. Dzięki nowopoznanym osobom powoli odkrywa świąteczną magię, a nawet zakochuje się. Taki schemat widoczny jest również w tej powieści, dlatego podczas jej lektury troszeczkę się wynudziłam, gdyż miałam nadzieję na nieco więcej inwencji twórczej autorki i poprowadzenie fabuły na bardziej oryginalne tory.

 

Jednakże nie oceniam tej książki negatywnie, ponieważ jest dobrze napisana, a osoby lubiące literaturę obyczajową z elementem romansu i świątecznego nastroju powinny czuć się usatysfakcjonowane. Poza tym obecność znanych i lubianych przez większość bożonarodzeniowych motywów tym bardziej powinna skłonić czytelnika do sięgnięcia po nią. Mamy więc Kasię, która niczym dziewczynka z zapałkami ukazuje świąteczną magię dzięki zabawkom. Jest również poczciwa Martha, mająca w sobie wiele cech Pani Mikołajowej, która dzięki swej pogodzie ducha zmiękczy serce niejednego gbura. Oczywiście nie mogło zabraknąć również przystojnego mężczyzny, który wkrada się do życia Marii za sprawą kotka o wdzięcznym imieniu Śnieżynka.  

 

Więc jeśli jesteście ciekawi, jak będzie wyglądała przemiana Marii i czy zdecyduje się ona wyjechać na egzotyczne wakacje w czasie świąt oraz jak potoczą się losy innych pojawiających się postaci, to uważam, że warto dać tej powieści szansę i przeczytać ją z uwagą, aby móc wyrobić o niej własne zdanie. Może nie jest to arcydzieło beletrystki, ale jest w tej książce coś, co przyciąga czytelnika, mimo nagromadzenia wielu znanych motywów i schematów fabularnych.  Jest to nie tylko historia świąteczna, ale i opowieść o zmianie, na którą nigdy nie jest za późno oraz o tym, że czasami coś dobrego może się nam przydarzyć w najbardziej nieoczekiwanym momencie i miejscu.

Sylfana

Choć właściwie, gdy czytam książkę Moniki Hołyk – Arory o tytule „Dzień przed Gwiazdką” jest środek upalnego lata, to jakoś wcale fabuła tejże powieści nie kłóci mi się z zastaną pogodą i ciepłotą. Powiem nawet, że przynosi mentalnie jakieś delikatne ochłodzenie, które wydaje się być bezwzględnie ważne w takich „okolicznościach przyrody”. Oczywiście, tego typu lektury równie dobrze czyta się w okresie świątecznym, gdyż mogą wprowadzić nas w nastrój bożonarodzeniowy, który pachnie upieczonymi piernikami i aromatycznym barszczem. W każdym razie, jak się okazuje, każdy czas jest dobry na czytanie takich książek, wystarczy, że sami jesteśmy w odpowiednim humorze i tego właśnie potrzebujemy. Szczególnie wtedy jest to nieodzowne i konieczne, jeśli potrzebujemy sporej dawki ciepła i dobroci, jakie mogą wypływać z takich romantycznych, miłych i sentymentalnych opowieści gwiazdkowych.

 

Fabuła wspomnianej książki jest dosyć nietypowa – poznajemy główną bohaterkę, która z konkretnych przyczyn nie lubi świąt Bożego Narodzenia. Gdy nadchodzi ten czas robi ona wszystko, aby uciec od świątecznych tradycji i nawyków, nie kultywuje przedświątecznych zmagań kulinarnych, ani nie wpada w szał sprzątania. Jest pewnego rodzaju filmowym Grinchem, który nagminnie powtarza w myślach, że „Świąt nie będzie”. Aby odczarować te uprzedzenia i lęk kobiety, pewne osoby (lub też postaci) próbują na różne sposoby zmienić jej sposób myślenia i reagowania. Jak się okaże, wyniknie z tego sporo komplikacji i zabawnych sytuacji, ale czy uda się wykonać zamierzony plan? Tego zdradzać wam, czytelnikom, oczywiście nie mam zamiaru.

 

 Mogę jednak powiedzieć tylko tyle, że ta książka, choć raczej lekka, łatwa i przyjemna, tchnie niesamowitym ciepłem i czułością, oraz swoistą nadzieją i nostalgią. Nastawiłam się przed lekturą, że będę miała do czynienia z kolejną ckliwą historyjką romantyczną, która oczywiście musi się skończyć jak najbardziej sztampowo i płytko. Jakże więc miło się zaskoczyłam, gdy okazało się, że nawet tego typu literatura może być ciekawa, życiowa, bardzo realistyczna i nie do końca prostolinijna. O niesamowitym wyczuciu i głębokiej analizie autorki świadczy także przemycona przez nią wiedza historyczna i geograficzna. Pięknie oczami swojej bohaterki prowadzi nas przez ulice Wiednia, przemyca poszczególne ciekawostki i informacje – widać, że przygotowała się do zadania kreacyjnego wyśmienicie, nie skupiając się jedynie na postaci samej Marii. Kolejną kwestią, wartą podkreślenia staje się fakt, że Monika Hołyk – Arora nie stroni od wielu porównań i nawiązań literackich oraz kulturowych. Przywołana wcześniej postać Grincha nie jest przypadkowa – bohaterka ma wiele cech wspólnych z tą postacią bajkową. Pojawiają się tu także motywy bardziej klasyczne – połączone z klasyczną literaturą dziecięcą, bajkami, opowieściami. Bardzo łatwo je wychwycić, ale są one miłym smaczkiem, który jeszcze bardziej ubogaca fabułę i tworzy ciepło na sercu czytelnika.

 

Jeśli lubujecie się w dobrych i miłych dla ducha historiach, to gorąco wam polecam tę powieść. Jest ona może prosta i niezbyt wymagająca intelektualnie, ale ciekawa i z pewnością będzie tworzyć niesamowity nastrój, jeśli usiądziemy z nią wieczorem w towarzystwie aromatycznej herbaty. Choć z pozoru „Dzień przed Gwiazdką” jest powieścią kobiecą, to może się ona także spodobać mężczyznom – wątki romantyczne są tu dosyć mocno okrojone i nie rażą w oczy odbiory. Tak, czy inaczej, polecam – fajna, niezobowiązująca, uniwersalna lektura.

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial