Okładka wydania

Cień

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Cień | Autor: Matthew Albert McLeod

Wybierz opinię:

Olga Piechota

Czym jestem starsza, tym bardziej dostrzegam, ile już czasu minęło, ile przeżyłam. Jestem nadal bardzo młodą osobą, ale zaczyna mi brakować tej chronologii wydarzeń, z którą nie miałam większych problemów jako dziecko. Zaczynam już widzieć pewne etapy swojego życia, które nie są już podziałkami między gimnazjum, a liceum. Robi się to coraz bardziej mętne. Nie wiem, czy moje odczucia są całkowicie naturalne, czy wręcz na moje dwadzieścia kilka lat zbyt wyniosłe. Dla mnie to nie ma większego znaczenia. Poza faktem, że naprawdę często zadaję sobie pytanie, jak będę się czuła za być może 50 lat, jak już teraz nie umiem się odnaleźć. Wiele odpowiedzi, emocji przyniosła mi przeczytana niedawno książka. Niosła ze sobą również tę upragnioną ulgę.

 

Vince jest już starszym człowiekiem, który koniecznie potrzebuje dodatkowej pracy, by móc kupić leki dla swojej schorowanej żony. Poszukuje pomocy w firmie, gdzie przed lat pracował. Lecz nie ma miejsca dla niego, ponieważ jest już zbyt mało sprawny fizycznie, by się przydać pracodawcy. Dla niego to przerażająco smutny fakt. Na szczęście los potrafi być wyrozumiały i rzuca Vincowi szansę – jeden ze stróżów zachorował, starszy mężczyzna może go zastąpić. To tylko jedna noc, ale w końcu zawsze dodatkowe pieniądze. A kto wie, czy zwolnienie pracownika nie przedłuży się jeszcze na parę dni. Czy Vincowi uda się zdobyć upragnione pieniądze? Co tak naprawdę dolega jego żonie? I czy na pewno szansa okaże się prawdziwą szansą?

 

"Cień" to jest jedna z niewielu książek, gdzie nie miałam żadnych świadomych oczekiwań – ani po przeczytaniu opisu, ani sama okładka nie wywołała we mnie emocji. Po prostu postanowiłam przeczytać tę książkę. Po pierwszych stronach byłam zdania, że cały pomysł jest mało oryginalny i jest wręcz literacką sztampą. Zwykła historia, która przypadnie do gustu czytelnikom lubiącym ten określony rodzaj literatury. Teraz po przeczytaniu jestem już pewna, że z mojej strony była to olbrzymia pomyłka. Dałam się oszukać, a kiedy obdarłam pozory, zobaczyłam przed sobą wielowymiarową i mocno emocjonalną opowieść.

 

Styl pisarza jest po prostu poprawny – nic poza tym. Choć może ta poprawność jest już sama w sobie wielką zaletą. Zależy, jak na to spojrzeć. Wielbię się w unikatowości, nawet kosztem zwykłem poprawności stylistycznej, więc początkowo czułam dozę irytacji. Z czasem przyzwyczaiłam się i zaakceptowałam to, co otrzymałam od autora. To pozwoliło mi ponownie dojrzeć głębię i w normalności zauważyć obrazowość oraz przenikające emocje. A jest ich naprawdę dużo. Czym dalej zanurzałam się w opowieść, tym mocniej czułam napięcie wydzierające się ze stron książki.

 

Natomiast odnosząc się do samej fabuły, jest ona mocno nierównomierna, lecz nie w znaczeniu umiejętności pisarskich, ale w samym odbiorze. Napięcie rośnie ze strony na stronę. Rozpoczynamy jako czytelnicy od dość powolnego przedstawienia codzienności i pojedynczych wspomnień bohatera, by tempo było coraz szybsze, coraz bardziej łapiące za zmysły i coraz bardziej osadzające w napięciu. Niezmiernie oczarował mnie ten zabieg i dla mnie to on był największą zaletą całej książki. Choć przyznam się Wam, że nie mam najmniejszego pojęcia, jak w tak krótkiej książce znalazło się tak wiele tematów, tak wiele zwrotów akcji i sytuacji. Mam przed sobą dowód w postaci samej powieści, ale zarazem nie dowierzam, że to naprawdę się udało. Tym bardziej że te wszystkie sytuacje nie są nachalne i zbyt mocno obciążające, by nie móc tego udźwignąć. Wątki w sposób wyjątkowo spójny łączą się i tworzą całą gamę emocji.

 

"Cień" naprawdę porusza niesamowitą liczbę wątków – ważnych i mniej ważnych, ale dla każdego znajduje się miejsce. Choćby to miało być jedno odpowiednio dobrane zdanie. Jednak jeśli miałabym wybrać najważniejszy dla mnie, to nie wahałabym się, żeby wskazać motyw samotności. Nie jest on jednoznacznie wyraźny, ponieważ jak promień słońca przedziera się przez chmury, ale to właśnie on oczarowuje i zabiera całą uwagę, pomijając resztę krajobrazu. A czym jest w tym przypadku krajobraz? Miłością. Prawdziwą i niepokonaną nawet przez śmierć i zło całego świata. Miłość jest ulgą, remedium na samotność, cierpieniem najwyższym i obietnicą szczęścia. Już dawno żaden wątek tak mocno mnie nie poruszył i nie pozostał na tak długo po przeczytaniu książki.

 

Ta powieść to zaskakująca perełka wśród niszowej literatury, która w sposób unikatowy łączy prostotę odbioru z głębią charakteru i refleksji. Jestem pod olbrzymim wrażeniem, że z taką mocą pisarz oczarował mnie na przestrzeni kilkudziesięciu stron. W moim mniemaniu o wiele trudniej jest napisać poruszające, krótkie opowiadanie niż długą, wielowymiarową powieść. Słowa to rodzaj naszej ludzkiej, dostępnej dla wielu magii, lecz nie każdy umie nią operować. W "Cieniu" widzę olbrzymi potencjał.

Doris

Parafrazując słowa znanej piosenki: „Pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej”, są one z gruntu prawdziwe. Wielu z nas pisze wiersze, opowiadania czy dzienniki. Przelewanie emocji i spostrzeżeń na papier pozwala nam je uporządkować i głębiej się nad nimi zastanowić. Ci bardziej krytycznie do siebie nastawieni „domorośli pisarze” chowają swoje zapiski do szuflady. Jeśli chcą się nimi podzielić, zapraszają do lektury bliskich. Są i tacy, którzy ufając w swoje umiejętności, sądząc, że posiedli talent, wysyłają „dzieło” do wydawnictwa. I to rolą wydawcy jest ocena, czy utwór nadaje się do druku. To wydawca, bazując na własnym doświadczeniu i wynikach badań rynku, decyduje o skierowaniu bądź nie skierowaniu rękopisu do druku. No cóż, w przypadku książki ”Cień” Matthew Alberta McLeode`a - wydawca chyba jej nie przeczytał. Powiedziałabym, że może przy lekturze odrobinę się zdrzemnął, gdyby tylko było to możliwe. Książka jest tak irytująco niedobra, że miałoby się ochotę zakrzyknąć głośno – Dość! Z pewnością jednak zaspał przy swojej pracy redaktor i korektor, gdyż całe 60 stron pełne jest wszelkiego rodzaju błędów.  Chwała choć za to, że błędów ortograficznych brak. Dość powiedzieć, że jedyną zaletą książki, którą, nie ukrywam, że z ogromną ulgą powitałam, jest jej niewielka objętość.

 

Bohaterem „Cienia” jest 72-letni Vince Gordon. Spokojny, zrównoważony, zadowolony z tego, co przynosi mu los, bo zawsze przecież mogłoby być gorzej. Mieszka z żoną, chorą na tajemniczą chorobę, leczenie której pochłania niemal w całości jego skromne dochody. Gdy pojawia się możliwość zarobienia paru groszy, Vince skwapliwie ją przyjmuje. Nie spodziewa się ani przez chwilę tego, co go spotka. A nie będzie to nic dobrego. Raczej samo zło, mroczne i niegodziwe. I tak naprawdę mogłaby to być niezła opowieść grozy, gdyby pomysł dostał się w odpowiednie ręce. Tymczasem jest to rzeczywiście „Cień” – blady cień literatury. Mam na myśli zarówno papierowe, sztywne, jednowymiarowe postaci, które nie tylko nas nie interesują, ale wręcz irytują swoją nijakością. Nie mówię nawet o tym, że nie są pogłębione psychologicznie, bo przecież nie zawsze, szczególnie w powieści grozy, jest to niezbędne. One jednak są, a jakby ich wcale nie było. Autor charakteryzuje bohaterów w sposób bardzo dosłowny,  powtarzając w kółko to samo. Słowo „starzec” odmienione jest we wszystkich chyba przypadkach. Zawsze jest on dobry, kochający, cudowny. Podobnie „młodzieniaszek” – tym razem dla odmiany zły, perfidny, podstępny i zadufany. Nie wystarczy napisać słowa dużymi literami, żeby wywarły wrażenie. Najczęściej mniej znaczy więcej. Stosunkowo najlepiej prezentuje się fragment tekstu, w którym Vince obejmuje straż w opuszczonym tartaku. Bardzo możliwe, że spowodowane jest to brakiem dialogów, które zdecydowanie nie są mocną stroną autora.

 

 A teraz przejdę do warstwy językowej książki. Doprawdy nie wiem nawet od czego by tu zacząć. Przyznam, że miałam ochotę sięgnąć po jakieś tabletki na uspokojenie, ale w końcu poprzestałam na melisie. Błędy stylistyczne i składniowe aż się kłębią. Mamy tu takie cudowności, jak:

„Nie było ono wielce brudne”, „Cały zakład będzie świecić świetnością”, „Kury zagęściły się wokół jego nóg”, „Powolnymi krokami starca z krwi i kości pokuśtykał”, „W końcu uwolnił się od miejsca przy samochodzie”.

 

Dodać można jeszcze kilka sformułowań, które nasunęły mi myśl, że autor, choć z pochodzenia Polak, z językiem polskim nie ma wiele do czynienia:

„Trochę tu straszno brachu. Będziesz musiał wziąć się za pas”, „Był to najzwyczajniejszy kamień, o którym się nie dowiedział, bo po upadku natychmiast wstał”, „Kontaktuje się ze światem za pomocą wyrazów twarzy, z których każdy mógłby uchodzić za poprzedni”.

 

Może lepiej byłoby, gdyby autor pisał po angielsku, gdyż to, co czytamy często brzmi, jak humor z zeszytów szkolnych.  Nie zachęcam do czytania tej książki nikogo. Jest to przykład zdecydowanie złej literatury, kulawej grafomanii, jaka nigdy nie powinna zostać wydana. Chropawy, toporny styl, brak ciekawej charakterystyki bohaterów, mnóstwo błędów składniowych, stylistycznych, co bardzo utrudnia czytanie tekstu. Stosowanie sformułowań, które są oczywiście błędne w danym kontekście, jakby bez sensu sklejone, zupełnie nie pasujące, np. „Trzeba do tego tartaku już tylko iść i spędzić jedną spokojną noc. Aż po grób i jeden dzień dłużej”. W dodatku pomieszanie patosu i ckliwości, co szczególnie w powieści grozy nie powinno mieć miejsca, bardzo razi nawet niezbyt wyrobionego czytelnika. Nie chcę już znęcać się nad tą książką. Widać, że autor dał tu z siebie wszystko, a nawet więcej niż można by się w najśmielszych marzeniach spodziewać. Może jednak mogłaby ona spełnić jedną ważną rolę. Może być przykładem tego, jak nie należy pisać. Model z Sevres złej literatury mamy już zatem gotowy.

Pani M

"Cień jest drugą książką w dorobku autora. Ta historia wyrasta z osobistych doświadczeń twórcy, dla którego pisanie stanowi nie tylko pasję, ale też azyl, swoisty sposób na rozładowanie negatywnych emocji. Opowieść ta przedstawia mroczny świat zdominowany przez zło, gdzie prawdziwe uczucia okazują się bezradne wobec pieniędzy, przemocy i prawa silniejszego. Nie mają szans na przetrwanie wśród agresywnych ludzi kierujących się egoizmem, własnym interesem i wypaczonymi żądzami. To, co wartościowe, staje się wręcz pewnym reliktem; czymś, co za wszelką cenę należy zniszczyć. Stąd też może bierze się sposób prowadzenia narracji: beznamiętny, daleki od wartościowania, a niekiedy nawet nieco szorstki. Dzięki temu sami wkraczamy w rzeczywistość, w której słowa "litość" i "zrozumienie" są już tylko pustymi frazesami”.

 

Nie miałam właściwie żadnych oczekiwań, kiedy zabrałam się za czytanie tej książki. Jej premiera przeszła bez żadnego echa, podejrzewam, że niewiele osób o niej w ogóle słyszało. Kiedy rzuciłam na nią okiem, doszłam do wniosku, że po lekturze będę czuła niedosyt, bo liczy sobie zaledwie 61 stron. Nie czytałam recenzji, więc nie wiedziałam, czego się mogę po niej spodziewać.

 

Przyznam szczerze, że co prawda autor nie rzucił mnie na kolana, ale nie mogę powiedzieć, że nudziłam się w trakcie czytania. I muszę też przyznać, że niepotrzebnie oceniłam tę książkę przez perspektywę jej objętości. 61 stron w zupełności dla niej wystarczyło i nie mam wrażenia, że czegoś tu zabrakło. Co prawda pojawia się tu sporo wątków, ale były dla mnie w odpowiedni sposób poprowadzone, nie mam pod tym kątem żadnych zastrzeżeń.

Autorowi udało się mnie wzruszyć, a nie jest to łatwe zadanie. Należę do żądnych krwi czytelników, którzy dość wysoko stawiają czytanym przez siebie książkom poprzeczkę. Nie powiem, że to była jakaś odkrywcza historia i nigdy nie miałam z czymś podobnym do czynienia, jednak było w niej coś wyjątkowego. Coś, co sprawiło, że miałam wrażenie, że znam głównego bohatera. Był mi z jakiegoś powodu bliski.

 

Lepszy był dla mnie początek tej książki. Bardziej złapał mnie za serce, ciekawił. Im dalej w treść, tym trudniej było mi skupić uwagę na tym, co czytam. Nie przemówiło do mnie zakończenie, nie mówię, że jest ono złe, ale jakoś nie umiem sobie poradzić z tym, że wszystko się tak zakończyło. Nie to, że miałam w głowie ułożony finał tej historii, bo była dla mnie nieprzewidywalna, jednak nie do końca wszystko dla mnie zagrało.

 

Nie mogę powiedzieć, że to była zła książka. Jak wspomniałam, autorowi udało się mnie wzruszyć, za co ma u mnie ogromnego plusa. Nie umiałam podejść do tej historii bez emocji, ale czy będę o niej pamiętać za jakiś czas? Trudno mi to powiedzieć.

To książka zdecydowanie dla starszych czytelników, którzy mają pewne doświadczenia życiowe. Nastoletni czytelnicy raczej nie znajdą tu nic dla siebie. Myślę, że jeszcze lepiej odnalazłabym się w świecie wykreowanym przez autora tak za jakieś 10 lat. Jestem bardzo ciekawa, jak odebraliby ją moi rodzice.

Komu mogłabym polecić tę książkę? Przede wszystkim czytelnikom, którzy szukają historii do pomyślenia, a nie tylko rozrywki. Niech nie zniechęci was objętość tej powieści, ona nie odzwierciedla tego, co w niej znajdziecie.

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial