Okładka wydania

Maskarada Wokół Śmierci

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Maskarada Wokół Śmierci | Autor: Tivadar Soros

Wybierz opinię:

Doris

Po II wojnie światowej ukazało się wiele, mniej lub bardziej interesujących, wspomnień, dzienników, pamiętników traktujących o tym traumatycznym okresie. Pisali Polacy, Rosjanie, Francuzi, Anglicy i ludzie wielu jeszcze narodowości. Wśród nich nie ma wielu Węgrów. Właściwie po „Dziennikach” Sandora Marai, „Maskarada wokół śmierci” Tivadara Sorosa jest jedyną znaną mi książką opisującą okupację Węgier.

 

Tivadar Soros, węgierski Żyd, adwokat, zarządca nieruchomości, ale również literat i społecznik z zamiłowania, opisał swoje przeżycia wojenne i wydał je drukiem w 1965 roku. Nie mieszkał już wówczas na Węgrzech, podobnie jak jego rodak Sandor Marai, w końcu osiedlił się w Stanach Zjednoczonych. Nadzieje obu wielkich Węgrów na godne życie po wojnie w rodzinnym kraju boleśnie zderzyły się z rzeczywistością.

 

II wojna światowa dla Polaków trwała 5 i pół roku, dla Węgrów zaś zaledwie 10 miesięcy: od 19 marca 1944 roku do 12 stycznia 1945 roku. Jednak węgierscy Żydzi od początku działań wojennych w Europie nie mogli w swoim kraju czuć się bezpiecznie, wszedł on bowiem w sojusz z Niemcami, przyjął w pełni nazistowską i antysemicką ideologię. Jest w książce Sorosa znamienny, budzący grozę fragment, gdy jeden z Węgrów, kiedy na jaw wychodzi, że zamordował chrześcijanina, z konsternacją stwierdza: „Myślałem, że ofiara jest Żydem, którego mam prawo zamordować”. Soros, z natury optymista, nie ulegający łatwo panice, mający też doświadczenia z I wojny światowej, nie zmienia drastycznie swego trybu życia. Stara się znaleźć dla siebie miejsce. Prowadzi, jak wielu jego rodaków swoją własną „maskaradę wokół śmierci” – przybierając nowe nazwisko, ucząc się na pamięć nowego życiorysu. Gdy nie może już pracować jako adwokat, zajmuje się administrowaniem lokalami, prowadzi aktywny tryb życia, nie rezygnuje nawet z wizyt na basenie.

 

Wiadomość o wkroczeniu Niemców zastaje go przy kawiarnianym stoliku. Rozgląda się wokoło, a tu ani śladu okupanta. „Dopiero po długich poszukiwaniach zobaczyłem przed główną siedzibą policji mały, pomalowany na kolor zielono-żółty czołg. Wydawać by się mogło, że ten sfatygowany mały czołg dokonał okupacji Budapesztu”. Daje się tu odczuć poczucie humoru Sorosa, jego zdrowy dystans do opisywanych wydarzeń, widoczne w całej książce. Równoważy to i przełamuje tragizm przeżyć autor, jego przyjaciół i bliskich oraz dramat przebijający z przytaczanych statystyk. Choć okupacja Węgier rzeczywiście trwała stosunkowo krótko, to okupant, być może czując już na plecach oddech Sowietów depczących mu po piętach, zintensyfikował swoje działania zmierzające do eksterminacji żydowskiej ludności Węgier. Wydatnie pomagali mu w tym strzałokrzyżowcy, faszystowskie węgierskie ugrupowanie, do którego Węgrzy masowo zapisywali się już w drugiej połowie lat trzydziestych. Potencjalnie mógł do nich należ każdy: sąsiad, sprzedawca z pobliskiego sklepiku czy kolega. Strzałokrzyżowcy w swej nienawiści do Żydów byli gorliwsi, bardziej zajadli od Niemców.

 

Tivadar Soros nie byłby sobą, gdyby ukrył się w czterech ścianach, dbając tylko o bezpieczeństwo własne i bliskich. Zawsze traktował życie jak przygodę, w której może się sprawdzić i wykazać pomysłowością. Obecny czas wymagał właśnie takiego podejścia. Potrzebna była inwencja i odwaga, a nawet niekiedy brawura. Ryzyko było mu towarzyszem, gdy organizował miejsca ukrycia dla znajomych Żydów, zdobywał fałszywe legitymacje, książeczki wojskowe i druki zameldowania. Opaskę z żółtą gwiazdą założył tylko raz, aby przekonać się, jak zachowają się wobec niego ludzie w tramwaju. Konkluzja wynikająca z tego swoistego happeningu była smutna. Soros opisuje działania strzałokrzyżowców w Budapeszcie. Nawet w czasie, gdy losy wojny były już przesądzone, a wojska sowieckie stały pod Budapesztem, nie zaprzestali oni prześladowania Żydów. Wręcz je nasilili. Pod ostrzałem alianckich samolotów, w dymie pożarów, przy wtórze wycia syren alarmujących o kolejnych nalotach zabili pacjentów żydowskiego szpitala, wyciągali ludzi z tzw. „domów chronionych”, czyli objętych dyplomatycznym immunitetem krajów neutralnych, jak Szwajcaria czy Szwecja.

 

Opisując te drastyczne sceny Soros musi od czasu do czasu wtrącić jakąś anegdotę, przytoczyć zabawny zbieg okoliczności, czy choćby żydowski szmonces. Książkę czyta się dzięki temu znakomicie, można złapać oddech i otrzeć łzę, a nawet niekiedy się uśmiechnąć. Autor zadbał również o zarysowanie kontekstu historycznego, a liczne przypisy wyjaśniają szerzej trudniejsze zagadnienia. „Maskarada wokół śmierci” Tivadara Sorosa to jeszcze jeden mocny głos historii, opowieść naocznego świadka, aktywnego uczestnika wydarzeń. Człowieka, który swoim mottem uczynił słowa: „jeżeli ktoś prosi o pomoc, ja nie mówię nie” i jeszcze: ”Nie wahaj się oferować, jeżeli dzięki temu odbiorca zyska więcej, niż się straci”.

inka

Życie jest piękną przygodą, ale trzeba też mieć trochę szczęścia”.

Tak rozpoczyna się autobiograficzna opowieść Tivadara Sorosa „Maskarada wokół śmierci. Nazistowski świat na Węgrzech”. Potem następuje krótkie, historyczne wprowadzenie do sytuacji Węgier w latach 1939 – 1943. Aż do roku 1944, kiedy wszystko zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. 

 

Jak podkreśla redaktor w posłowiu: „Książka pokazuje nadzwyczajny optymizm człowieka będący odpowiedzią na nadzwyczajny terror epoki (…). Nie ma w tej książce moralnego komentarza ani wahania, którą drogą trzeba iść”. I rzeczywiście. Chociaż mamy tutaj opis ostatniego etapu wojny, apogeum okupacji Węgier, deportacji pół miliona Żydów do obozów zagłady i eksterminacji uderza pogoda relacji z życia codziennego rodziny Sorosów. Dni, miesięcy spędzonych w ukryciu, ale nadal w centrum piekła. Również z przedmowy autorstwa synów Tivadara – George’a i Paula (obaj znanymi  finansistami, filantropami) przebijają ciepłe słowa pod adresem ojca i wdzięczność, że to dzięki niemu i jego postawie przeżyli i są tymi, którymi są. Kim był zatem ten wyjątkowy człowiek?

 

Tivadar (właściwie Teodor Szwarc) urodził się w 1894 roku jako jedno z dziesięciorga dzieci właściciela sklepu. Studiował prawo, a gdy wybuchła I wojna światowa zaciągnął się do armii austrowęgierskiej „dla przygody”, jak sam podkreślał. Na froncie pisał artykuły do gazet i nauczył esperanta. To ważne, bo swoje wspomnienia ułożył właśnie w tym ukochanym języku. Po brawurowej ucieczce z obozu dla jeńców i powrocie z Syberii pracował jako finansista w redakcji prasowej. Został adwokatem w ambasadzie szwajcarskiej. Ożenił się z młodszą o dziesięć lat Elżbietą. Na świat przyszło, po kolei, dwóch synów. Co prawda, z obawy przed prześladowaniami, Teodor w 1936 roku zmienia nazwisko na „bardziej” węgierskie Soros; zaczyna być niebezpiecznie, ale generalnie, rodzina spędza czas na podróżach, jeździe na nartach… i wtedy rozpętała się II wojna światowa.

 

Ta historia opowiedziana jest z perspektywy pięćdziesięcioletniego mieszkańca Nowego Jorku, doświadczonego mężczyzny. Człowieka, który osiągnął już stabilizację, czuje się bezpieczny.

Na kartach tej autobiografii jeszcze raz spotyka sam siebie. Ponownie stawia czoła wojennej rzeczywistości. Zatem najpierw powołanie do życia Rady Żydowskiej zajmującej się, nomen omen, sprawami żydowskimi; obowiązek noszenia żółtych gwiazd na ubraniach. Następnie organizowanie gett i prześladowania. Tajemnicze „zniknięcia” kolejnych znajomych. Potem planowanie, logistyka przetrwania. Wszystko realizowane z konsekwencją. Punkt po punkcie. Zdobycie fałszywych dokumentów, rozdzielenie się ze względów bezpieczeństwa, osobne ukrywanie poszczególnych członków rodziny,  pomaganie innym. Tivadar mówi: „Bez ryzyka nie ma życia”. I te słowa mają moc! Jednocześnie podchodzi do wszystkiego zdroworozsądkowo, według zasad ekonomicznych: „Powinniśmy pomóc, jeżeli rezultat będzie większy niż użyta energia (…)”.

 

W swoich wspomnieniach Tivadar poświęca też sporo uwagi codziennej psychozie strachu. Naświetla zjawisko fali samobójstw wśród żydów obawiających się getta. Próbuje analizować system Sonderkommand w obozach.

Na uwagę zasługuje pierwszoosobowa narracja, ale i ogólna refleksja na temat społeczności żydowskiej w aspekcie historycznym, społecznym, kulturowym, z której wyłania się obraz młodego człowieka. Odważnego, pomysłowego, oczytanego, choć on sam zachowuje skromność. Często na swój temat ironizuje: „Żyliśmy jak beztroska rodzina na wakacjach”.

 

Dlaczego właśnie „Maskarada…”, choć na rynku jest wiele i wciąż powstają nowe publikacje świadków historii? Raz, że to jedna z pierwszych relacji wydanych w powojennej rzeczywistości o eksterminacji węgierskich Żydów. Powód drugi – bogate opracowanie. Książka składa się z przedmowy Pawła i Jerzego Sorosów, zdjęć, posłowia redaktora, przypisów oraz bibliografii z osiemdziesięcioma dwiema pozycjami. Z tak przebogatym, rozbudowanym aparatem przypisów zajmujących jedną trzecią książki spotkałam się jedynie w poważnych pracach naukowych. W końcu literatura faktu zobowiązuje. A Wydawnictwo Novae Res naprawdę przykłada dużą wagę do kwestii merytorycznych i edytorskich. Polecam ze względu na emocjonalną treść i naukowe jej opracowanie.

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial