Okładka wydania

Trzynaście Opowieści

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Trzynaście Opowieści | Autor: Ksawery Pruszyński

Wybierz opinię:

GrzechuCzyta

Każda wojna, czy konflikt zbrojny niesie za sobą określone skutki w postaci ofiar wśród żołnierzy i cywili, utraty dóbr majątkowych prywatnych, jak i państwowych oraz destabilizację danego państwa. Kolejnym dużo gorszym efektem jest demoralizacja ludzi, a zwłaszcza żołnierzy, bo niby bronią swej ojczyzny, ale jak później wracają do normalności po tym, jak zabijali ludzi?

 

Zarys fabuły

 

W książce mamy przedstawione trzynaście opowiadań, które opisują lata wojny widziane oczami lub zasłyszane przez Ksawerego Pruszyńskiego. Obraz przedstawia losy żołnierzy, a właściwie konkretnych oddziałów, jednostek itd. Wedle samego autora tylko jedno z nich wbrew panującej opinii było zmyślaną historią, a mianowicie „Trębacz z Samarkandy”. Wstęp do tejże publikacji został napisany przez znanego autora, jakim jest Józef Hen, może nie wszystko dokładnie zrozumiałem, ale moim zdaniem lepszego się nie da napisać, można powiedzieć, że jest idealny. Przedstawione opowieści są, jak najbardziej zrozumiałe dla czytelnika, który czytał już inne publikacje wojenno-historyczne, tak jak jest to w moim przypadku. O tym co konkretnie zostało zaprezentowane znajdziecie odpowiedź w książce „Trzynaście opowieści” autorstwa Ksawerego Pruszyńskiego.

 

Odczucia

 

Mnie najbardziej zaskoczyła pierwsza opowieść pod względem nietypowego przypadku. Otóż początkowo autor wspomina swoją wycieczkę, bodajże w 1934 roku po Bawarii, w której to natknął się na rokokowy kościół, a w nim karteczki z prośbą o modlitwę za dusze poległych żołnierzy z I Wojny Światowej. Jego uwagę przykula postać jednego z żołnierzy nie wiedzieć czemu tę kartkę akurat zabrał. Traf chciał, że prawdopodobnie za parę lat podczas polowania na ukrytego snajpera w II Wojnie Światowej, oddział w którym walczył autor przyczynił się do śmierci owego żołnierza, który sądząc po nazwisku i miejscu zamieszkania był synem tegoż człowieka z kartki z modlitwą. Patrząc z boku na tę sytuację wydaje się dość nieprawdopodobna i trudno w nią uwierzyć, gdyż takie przypadki są niecodzienne, jednakże z zasłyszanych przeze mnie z pewnego źródła sytuacji powstałych w obecnych czasach takie zdarzenia, są jednak możliwe. W sumie czym autor, by się kierował, żeby to wymyślić, przecież ani to śmieszne, ani przerażające, jeśli już to smutne i tragiczne. Dla kontrastu bardzo podobał mi się opis oddziałów szykowanych do walki zwłaszcza w późniejszym czasie, gdyż wcale to nie byli mężni i wysportowani żołnierze, tylko raczej jakaś zbieranina różnych ludzi, z różna wagą, stanem zdrowia oraz wiekiem. To jest prawdziwy obraz wojsk po obu stronach frontu i owszem oddziały przedstawiane, jako herosi w filmach są na miejscu tylko w początkowym okresie. Natomiast pod koniec walk, był, już to każdy kto mógł utrzymać karabin. Tylko dlaczego taka propaganda i rozróżnienie ukazywanych postaci występuje pomiędzy filmem, a książką. Moim zdaniem ta książkę jest doskonałym nośnikiem wiedzy związanym z okresem walk, zwłaszcza dlatego, że została napisana przez naocznego świadka tamtych wydarzeń. Myślę, że tylko takie książki, jak ta są warte uwagi, gdyż te późniejsze są pisane przez historyków z naleciałościami politycznymi, a jeśli nawet przez bohaterów, to niektóre sceny z życia mogły zostać zniekształcone, gdyż pamięć potrafi płatać figle.

 

Podsumowanie

 

Pozycja jest bardzo ciekawa i pouczająca, gdyż przedstawia realia tamtych czasów. Jednakże styl pisarski autora jest dość ciężki, ponieważ są używane słowa oraz zwroty które warto sprawdzać w słowniku, ponadto zdarzały się wyrażenia w obcych językach, które nie zostały przetłumaczone. Piękna okładka z pewnością zachęca czytelnika do sięgnięcia po to dzieło. Moim zdaniem ta książka przynajmniej fragmentarycznie mogłaby być uzupełnieniem lekcji z historii w szkołach na średnim i wyższym poziomie nauczania. Gorąco polecam ją każdemu czytelnikowi lubiącemu opowieści historyczne napisane bez używania upolitycznionej cenzury naszych czasów.

Agnesto

Często jest tak, że czytam jakąś książkę z gatunku dramatu psychologicznego lub powieść silnie osadzoną w realiach, która po skończeniu nie daje o sobie zapomnieć i męczy umysł. Czytam książkę, która potem żyje we mnie dalej, czasem wręcz na nowo i przypomina o sobie w najmniej spodziewanych momentach. Rzecz jasna, po kolejną, po jaką sięgam tuż zaraz jest podobna w stylu i równie dobra, jeśli nie lepsza. Dlatego do „Trzynastu opowieści” dość długo podchodziłam. Odkładałam, przekartkowywałam szybko na stojąco i zamykałam z myślą, że jeszcze nie teraz, bo temat wojny... bo żołnierskie historie... że nie teraz, bo jakoś nie mam na takie opowieści nastroju. Jednak nadszedł moment, wieczór, gdy zaczęłam czytać. Zaczęłam i całkowicie zostałam pochłonięta. Nie tyle ich tekstami, ile wartością literacką, swobodą autorskiego pióra i tym, jak (JAK!) pisze. Te opowieści są niesamowite. Ale po kolei.

 

Ksawery Pruszyński słynął z pisania reportaży i artykułów publicystycznych, prozy zaś wydał tylko dwa tomy i to tylko opowiadań, które po wojnie wydawano często w formie różnych, że tak to ujmę, formatów. Jednak pierwszy tom w formie książkowej to omawiane "Trzynaście opowieści" wydany oryginalnie w 1946 roku. I choć stanowią one zaledwie część jego twórczości, Pruszyński zawarł nieprawdopodobne, aczkolwiek niemal w całości prawdziwe, historie zebrane w latach 1939 – 1945 na terenie między innymi Francji, Norwegii, czy Wielkiej Brytanii. I, jakże wielkie szczęście spotkało nas, czytelników oraz rynek księgarski, Wydawnictwo MG postanowiło dokonać reedycji owego zbioru ze słowem wstępnym samego Józefa Hena. Efekt? W moje ręce trafiła perła w skromnych okładkach.

 

Oto staję się naocznym świadkiem wojskowych manewrów, żołnierskiej nudy, czy codziennych ćwiczeń na poligonie. Czuję pot lejący się wzdłuż mojego kręgosłupa i słońce palące niemiłosiernie w czoło. Wchodzę do kościoła gotyckiego i zachwycam się jego wnętrzem. Bo bez względu na kraj, czy język zawsze spotykam chrześcijan wierzących w Boga, w księdza i w zmartwychwstanie po śmierci. Bo, jak się okazuje, Matka Boska Częstochowska już tu była przede mną, już cudami dała o sobie znać. Już wisi jej oblicze w ciemnej nawie kościelnej. Jakże to wszystko czuć, jakże to wszystko wyraźne i bliskie mej skórze. Personifikuję się z autorem, bo te opowiadania, te reportaże są na wskroś autobiograficzne. To ja idę ramię w ramię z Pruszyńskim, podczas gdy wokoło aż roi się od szybko mianowanych podchorążych i poruczników w polskiej armii. Wojsko rządzi się swoimi prawami, rozkazy przełożonych nie mogą być podważane, a szary żołnierz jest dosłownie mięsem armatnim. Ale w tych dusznych dniach i pośród padających we krwi przyjaciół trafiają się postoje, które zbliżają człowieka do człowieka. Niesamowite opowieści, których jest tu trzynaście (zbyt mało, zdecydowanie za mało) to niebywałe momentami opisy pozornie tylko banalnych sytuacji. Drastyczne sceny, krew, ból, ale i sielankowe dni – tu jest wszystko. Wszystko skryte pod żołnierskim mundurem. Słowa, myśli, fakty – Pruszyński pokazał się od strony mistrza pióra i lekkości wypowiedzi. Pobłażliwy miłośnik sztuki, literatury i piękna. Ten młody człowiek (zmarł w wieku 43 lat) był nad wyraz doświadczonym mężczyzną. Jego kunszt pisarski wykraczał daleko poza ramy czasów, w jakich przyszło mu żyć. Przetrwał do dziś stając się niemalże klasyką nie mającą porównania z niczym. Odnoszę nawet wrażenie, że gdzieś podświadomie czuł rychłą śmierć, bo ilość jego publikacji zadziwia i to publikacji wysokiej jakości. Jego teksty aspirują do klasyki polskiej literatury. Żałuję jednocześnie w duchu, że żaden z nich nie znajduje się na liście lektur szkolnych. Tak wartościowe historie, czy reportaże to też nauka – nauka autentycznej historii Polaków, którzy walczyli o kraj.

 

Trzynaście opowieści” to książka-pamiętnik, to historyczny dziennik Polaka. To sztuka, która sama się broni.

Tomasz Niedziela

Kolejny raz opowiadania i kolejny raz – nie zawodzą. Tutaj zdecydowanie wręcz przeciwnie! To jednak kolejna klasyka polskiej literatury. Szkoda, że w przypadku Pruszyńskiego, tak mało po nim zostało, tak wcześnie odszedł. No cóż, ulubieńcy bogów odchodzą szybko.

 

Wiadomo, że nie uda się napisać o wszystkich opowiadaniach (choć są tego warte), niektóre trzeba wyróżnić, niektóre pominąć. Zacznę od „Naszyjnika z granatów” bo w moich szkolnych czasach była to lektura szkolna. Trochę się nie dziwię, bo to jedyne chyba opowiadanie, z którego coś pozytywnego można było wyciągnąć dla ówczesnej władzy. Bohater opowiadania - „dąbrowszczak” z Hiszpanii spotyka w szpitalu pod koniec wojny oficera, który wtedy nie tylko nie chciał mu pomóc, ale wręcz pognębił ciężko rannego. Tyle tylko, że wydaje mi się, że w tym opowiadaniu jest znacznie więcej spraw, które tej władzy nie powinny się podobać (samopomoc katolików), ale cóż autor wrócił po wojnie do Polski, więc coś trzeba było robić.

 

Zafascynowało mnie ostatnie opowiadanie „Ziętarowe skarby”. Może tym razem trochę zaspojleruję, chociaż nie lubię tego robić, ale w  wypadku klasyki z końca lat 40-tych ubiegłego wieku, chyba wolno. Otóż podoficer Ziętara umiera w szpitalu wojskowym, bynajmniej nie na skutek odniesionych ran. Wojna już się skończyła. Koniecznie chce zobaczyć się z najbardziej „oczytanym” czyli inteligentnym oficerem. Sam jest synem chłopa spod jasielskiej wsi. I przekazuje mu cały swój skarb na to, żeby w tej wsi wybudował szkołę, koniecznie z natryskami i dużym boiskiem. Małorolny chłop, który w wojsku szczycił się tym, że jedyną książką jaką żołnierz powinien znać to regulamin, chce by dzieci z jego wsi uczyły się, by miały szansę na lepsze życie, bo tylko wykształcenie może im to dać! Z opowiadania wynika, że wszystkie pieniądze uciułał i miało to wystarczyć na zbudowanie szkoły! No cóż, biedak nie wiedział, że nastała już nowa władza, która sama zatroszczy się o edukację. Marzenia małorolnego chłopa i prawie że osiągnięciu celu – jak to pogodzić z przedwojenną biedą i nędzą? Dla komunistów chyba za trudne.

 

Inne opowiadania przedstawiają losy żołnierzy walczących na Zachodzie. Często drobne epizody, czasami ludzkie tragedie, czasami niewyjaśnione zjawiska. I jeszcze ten „Trębacz z Samarkandy”, który poruszył (wręcz dosłownie – skoro zarządził śledztwo) samego Andersa! Ot, zagadka Lajkonika rozwiązana. Każde opowiadanie to perełka, każde opowiadanie to unikat.

 

Jakież mnóstwo odniesień do literatury (Mickiewicz - „Podrzucona książka”), ale i świadectwo o poziomie wiedzy (pamięci) u ówczesnej inteligencji – jak cytowanie całego, długiego wiersza właśnie w „Naszyjniku z granatów” - kto u nas potrafi cytować poezję z pamięci – jakiś oficer? Z kolei „Wiatraki z Ranley” kojarzą mi się z opowiadaniami Conrada, szczególnie z jednym, którego tytuł umknął mojej pamięci. Może kiedyś do niej powróci?

 

Całość fantastyczna, jaka szkoda, że tak rzadko wznawiana. Już nie będę się pastwił nad listą lektur szkolnych, bo to takie proste a żenujące. „Cień Gruzji” uzmysłowił mi, jak wielką mamy literaturę, jak bardzo możemy się na niej wychowywać, z czasem oczywiście otwierając się na dzieła światowe. Tylko... czy to co Uwaliszadze mówi na temat zachłyśnięcia się kulturą i tradycją zachodu właśnie teraz nas nie dotyka, nie stara się nami zawładnąć? Sami sobie na to pytanie odpowiedzmy.

 

Bez czytania jednak nie dojdziemy do żadnych wniosków, więc czytajmy!

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial