Okładka wydania

Znak Welesa

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Znak Welesa | Autor: Constance

Wybierz opinię:

Chris

Temat chorób psychicznych przewija się we współczesnej Polsce od dłuższego czasu. Lekarze, pielęgniarki, osoby nadzorujące szpitale czy nawet rodziny pacjentów głośno domagają się wsparcia państwowego i większego zastrzyku finansów na prowadzenie takich placówek. Niestety, wciąż pozostaje to pewnego rodzaju tematem tabu, niszową chorobą, która zarówno przez rządzących jak i część społeczeństwa traktowane jest z przymrużeniem oka, a nawet lekceważeniem. Fakty jednak nie kłamią, coraz większa i coraz młodsza liczba osób trafia do szpitali psychiatrycznych z najróżniejszych powodów, które wymagają pomocy specjalistów. Mam nadzieję, że dzięki takim właśnie książkom jak „Znak Welesa” i coraz większej świadomości społeczeństwa, temat ten w końcu zostanie podjęty poważnie.

 

„Znak Welesa” to autobiografia w której autorka opisuje własne przeżycia dotyczące zarówno początku choroby, jej przebiegu jak i wszystkich aspektów zewnętrznych z nią związanych. Podczas lektury dowiadujemy się między innymi o prawdopodobnych przyczynach jej stanu, pierwszych próbach samobójczych, a także szczegółów dotyczących pobytu autorki w szpitalu psychiatrycznym. W ten sposób nasza bohaterka nie tylko chce opisać swoje losy, ale przede wszystkim zwrócić uwagę na problemy związane z takowym leczeniem oraz najważniejsze kroki jakie należy wykonać widząc pierwsze objawy depresji, schizofrenii lub innego tego rodzaju chorób. Na swoim przykładzie ukazuje najgorsze błędy, zarówno dla pacjenta, rodzica jak i personelu medycznego oraz udziela bardzo cennych wskazówek jak w danym momencie należy się zachować lub czego unikać. Myślę, że dla czytelników, którzy nigdy nie mieli jakiegokolwiek kontaktu z chorobą psychiczną będzie to pewnego rodzaju nowość, a być może nawet rzecz niepojęta. Część z nich z pewnością stwierdzi „po co mi to?” lub jak niejednokrotnie wskazuje autorka „będzie dobrze!”, co jest prawdopodobnie najgorszym wyrażeniem jakie można powiedzieć osobie dotkniętej takim stanem.

 

Myślę jednak, że jest to cenna lekcja lub przyszłościowa rada dla takich osób ponieważ dotychczasowe przypadki pokazują, że nie jest to problem dotyczący jedynie części społeczeństwa. Niezależnie od wieku, statusu społecznego, majątku- choroba psychiczna może dosięgnąć każdego z nas. Wtedy też należy być odpowiednio przygotowanym zarówno ze strony pacjenta jak i rodziny opiekującej się taką osobą. „Znak Welesa” myślę, że bardzo może w tym pomóc. Ze strony czysto lekturowej, trzeba przyznać, że książkę czyta się naprawdę lekko pomimo niezwykle ciężkiego problemu jaki porusza. W stylu pisania autorki można dostrzec jeszcze młodzieńcze, nastoletnie spojrzenie na świat i jego ujęcie w słowach. Warto jednak pamiętać o jej intencjach, jakim zdecydowanie było nakreślenie problemów związanych ze współczesnymi szpitalami psychiatrycznymi i z tego zadania myślę, że wywiązała się bardzo dobrze. Jedyne czego mi zabrakło to szerszego spojrzenia na ten temat, nie tylko z punktu widzenia pacjenta, ale także obywatela i członka pewnej społeczności. Procesy legislacyjne, uchwały budżetowe, debaty na temat podziału państwowych (czy też obywatelskich) pieniędzy potrafią ciągnąć się długimi miesiącami, a i tak zapewne większość ze stron nie będzie zadowolona z podanego rozwiązania. Problem, który porusza autorka bez dwóch zdań występuje, ale nie jest to wina pani pielęgniarki Helenki, salowej Dorotki czy pani psycholog- gimnastyczki. Problem ten jest znacznie szerszy i wymaga wieloletnich zmian, chęci i przede wszystkim oddolnych apeli o zmianę takowego stanu rzeczy. A idealnym na to przykładem jest właśnie „Znak Welesa”.

 

Kilka lat temu na własne oczy widziałem rzeczywistość, którą autorka opisuje w swojej książce. Wystarczyło mi jedynie być gościem na takowym oddziale by dzisiaj podczas lektury zauważyć, że od tamtego momentu nic się nie zmieniło. Dla osób nie znających realiów tego świata, „Znak Welesa” może wydać się nastoletnim wyolbrzymieniem lub robieniem z „igły widły”. Niestety, taka jest smutna prawda, a cały proceder umieszczenia jaki i sam pobyt na oddziale psychiatrycznym jest sam w sobie chory. To wszystko sprawia, że szczęściem w nieszczęściu jest to, że pojawiają się takie książki oparte na prawdziwych wydarzeniach. Być może dzięki nim właśnie, sytuacja ta ulegnie zmianie. Dla dobra nas wszystkich.

Olga Piechota

Stygmatyzacja zaburzeń psychicznych jest bardzo ważnym problem, z którym należy walczyć poprzez psychoedukację. Większość osób wie, że istnieją takie zaburzenia psychiczne jak depresja, choroba dwubiegunowa czy schizofrenia, jednakże ich wiedza o dokładnym przebiegu i przyczynach choroby jest znacznie ograniczona i oparta na potocznym rozumieniu lub tym zaproponowanym przez popkulturę, co niestety niesie ze sobą niekiedy fałszywy obraz. Zaburzenia psychiczne niosą ze sobą cierpienie i często niezrozumienie, więc osoby cierpiące na nie, zamiast dostać profesjonalną pomoc i wsparcie bliskich, muszą dodatkowo radzić sobie z krytyką, znieważaniem i samotnością. Najwyższa pora, by zacząć mówić, że problemy psychiczne nie są czymś, czego trzeba się wstydzić. Tym bardziej że wbrew ogólnym przekonaniom w dużej mierze przyczyną są aspekty biologiczne. Na depresję może zapaść każdy – ona nie zna ram finansowych, statusu społecznego czy nawet wydarzeń życiowych. Po prostu pewnego dnia pewne osoby zaczynają chorować i mogą mieć obiektywnie wszystko. Wcale nie musi stać się coś traumatycznego. To biologia i genetyczna podatność mają dużo do powiedzenia, a dopiero później samo życie.

 

Dlaczego zdecydowałam się zrobić ten długi wstęp? Ponieważ dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam książkę, która jest zbiorem wspomnień konkretnej osoby zmagającej się z myślami samobójczymi i różnego typu problemami życiowymi. Constance postanowiła zdać relację z przebiegu depresji i swojego pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Odważnie i bezkompromisowo czuła potrzebę, by świat ujrzał jej historię i wyciągnął z niej wnioski.

 

Muszę przyznać, że gdy tylko przeczytałam opis tej pozycji literackiej, wiedziałam, że muszę się z nią zapoznać. Na przestrzeni lat zdobyłam dość rozbudowaną wiedzę odnośnie problemów psychicznych i problemów, które wywodzą się właśnie z tych problemów. Podsumowując – dużo tych problemów. Pragnęłam wczuć się w emocje młodej dziewczyny, która dużo przeżyła i zrozumieć, jak świat wygląda jej oczami i jak ona sobie z tym radzi. Cały pomysł wydaje mi się przełamaniem tabu i małą, prywatną rewolucją. Rzadko spotykamy się z historiami, gdzie dominuje rzetelny obraz depresji. Czy te wspomnienia niosą ze sobą taką właśnie wizję?

 

Jednak najpierw chciałabym zacząć od stylu pisarskiego autorki. Przede wszystkim wyróżnia się prostotą, co w tym przypadku jest jak najbardziej pożądane. Opowieść ma trafić do każdego czytelnika i nie ma tu miejsca na barwne i skomplikowane opisy. Gdy czytałam, miałam wrażenie, że ktoś opowiada mi swoją historię szybkim i trochę chaotycznym tempem. W tym momencie nie odbieram tego za wadę, lecz wtedy troszkę psuło mi to lekturę książki. Mimo zalety w postaci łatwego języka, źle wspominam czytanie "Znaku Welesa", ponieważ pisarka wypowiadała się w sposób bardzo pretensjonalny, co zamiast skłaniać mnie do przemyśleń, sprawiało, że miałam ochotę dyskutować z Constance, by udowodnić jej swoje racje.

 

"Znak Welesa" porusza wyjątkowo ważne i trudne emocjonalnie tematy. Jest to świadectwo konkretnej osoby, co dodatkowo potęguje odbiór książki poprzez emocje. Ta autobiografia jest potrzebna, by przełamać tematy tabu dotyczące psychiki ludzkiej. Jednakże ten pretensjonalny ton sprawił, że miałam odczucie, że autorka kpi z tego wszystkiego, co się stało. Bez wątpienia są to wspomnienia nacechowane cierpieniem i bezradnością, ale w żaden sposób nie dają wsparcia, a dają poczucie, że to nie na poważnie. Tego nie mogłam w żaden sposób zaakceptować. Tym bardziej że całość to pewnego rodzaju moralizujący monolog, gdzie na tacy jest podane, co robić, czego nie robić. Zdaję sobie sprawę, że niektóre te informacje mogą bardzo komuś pomóc, mimo to brakuje uniwersalności. Constance odnosi się tylko do swojej historii i do swoich przeżyć, co oczywiście jest jak najbardziej słuszne. Tylko że zakłada, że u każdego wygląda to podobnie, jeśli nie identycznie. Tak nie jest. Każdy jest inny, każda sytuacja jest niepowtarzalna i jeśli nawet da się wyciągnąć wspólne czynniki, a następnie poddać je refleksji, to i tak nie jest to to samo wydarzenie.

 

Nie chcę zakończyć takim smutnym aspektem i... też moralizującym jak sama książka. Dlatego zwrócę jeszcze uwagę na niesamowite ilustracje zawarta w autobiografii. Są po prostu przepiękne i ich symbolika wyjątkowo przypadła mi do gustu. One dopełniają całą historię Constance i być może dają jej dodatkowe pole na wyrażenie siebie i swoich emocji. Robią naprawdę olbrzymie wrażenie.

 

W recenzji wielokrotnie podkreśliłam wagę tematu, więc można się zastanawiać, czemu tak źle oceniłam całą książkę. Nie jestem w stanie zaakceptować tych pretensji i negatywnych emocji. Zdaję sobie sprawę, że pisarka chciała przedstawić wszystko ze swojego doświadczenia i pewnie czuła dużą potrzebę, by opowiedzieć swoją historię, ale zostawia to za sobą zbyt toksyczne odczucia, a ja po takim świadectwie oczekiwałabym po prostu faktów lub emocji, które pozwolą zrozumieć cierpienie osób chorych. Niestety tutaj tego nie ma.

Uleczkaa38

Zaburzenia i choroby psychiczne, to wciąż temat tabu... Temat, o którym wszyscy wiemy, ale który wciąż nie przebija się na pole otwartej dyskusji - czy to w szeroko rozumianych mediach, czy też w naszych domowych zaciszach. Dlatego też tym ważniejsze są próby przebicia tego muru milczenia - m.in. taka, jak książka pt. "Znak Welesa", która ukazała się w naszym kraju nakładem Warszawskiej Firmy Wydawniczej.

 

Constance - tajemnicza autorka niniejszej pozycji, przedstawia swoją relację o ponad dwuletnim okresie zmagania się z chorobą psychiczną, która zaprowadziła ją na oddział szpitala psychiatrycznego. Autorka opisuje swój pobyt w tym miejscu, depresję i samobójcze próby, jak i wreszcie walkę o powrót do zdrowia i względnie normalnego funkcjonowania. Jednocześnie jest to również opowieść o naszym współczesnym świecie, trudności odnalezienia się w nim przez osoby o nadwrażliwej i artystycznej naturze oraz nas samych i naszym stosunku do tematu psychicznego zdrowia.

 

Historia głównej bohaterki, to poruszająca, niezwykle intymna i mocna w swej wymowie, relacja o życiu z chorobą, walce z nią, ale też i próbach pogodzenia się z samym sobą. To relacja o smutku, depresji, życiowych problemach i dramatach, które doprowadziły Costance do próby samobójstwa. Dalsze strony wypełnia opis przerażającej codzienności na psychiatrycznym oddziale, która wydaje się przypominać koszmar, ale też i odsłania stan polskiej służby zdrowia, która to niestety stawia psychiatrę na jednym z najodleglejszych miejsc. Wreszcie książka ta stanowi swoisty głos sprzeciwu wobec temu stanu rzeczy oraz coś na wzór poradnika i wsparcia dla tych, którzy podobnie jak autorka, zmagają się depresją i innymi zaburzeniami natury psychicznej.

 

Trudno jest jednoznacznie ocenić ten tytuł, gdyż jakże można oceniać intymne, z pewnością nie łatwe i bardzo szczerze wyznania młodej osoby, która dzieli się z nami bolesną historią swojego życia. Z pewnością można powiedzieć o tej książce to, że stanowi ona swego rodzaju pomoc, wsparcie, ale też i przestrogę dla wszystkich tych osób, które bagatelizują objawy depresji, wierząc, że sami sobie z tym poradzą, bądź też że z czasem wszystko się ułoży. Jak udowadnia ta niniejsza historia autorki, nie zawsze tak się dzieje, a wówczas potrzebna jest nam fachowa pomoc i wsparcie.

 

Nie sposób nie zwrócić uwagi na zawarte na stronach tej książki ilustracje, a w zasadzie rysunki autorki, które obrazują sobą wymowę i znaczenie tytułów kolejnych rozdziałów. To ciekawe, naprawdę świetnie wykonane i przede wszystkim niezwykle symboliczne obrazy, które ukazują ludzkie zagubienie, lęk, ale też i chociażby nadzieję. Ciekawe jest to, że wypełniają je ładne dla oka kolory, przez co też ich kontrast z poruszaną treścią jest o wiele większy i mocniejszy.

 

Komu poleciłabym ten tytuł w pierwszej kolejności...? Oczywiście osobom, które już się leczą, albo też zmagają z własną depresją, gdyż to właśnie oni mogę odnaleźć tu wsparcie, pomoc i dobre słow. To również znakomita książka dla rodziców i pedagogów, która może pomóc im rozpoznawać objawi zaburzeń psychicznych u swoich dzieci i podopiecznych.
"Znak Welesa" to ciekawa, niezwykle emocjonalna i intymna relacja o chorobie psychicznej i walce z nią - czasami bardziej skutecznej, czasami nieco mniej. Przede wszystkim jest to jednak książka o odważnej kobiecie, która nie tylko zmaga się ze swoim problemami, ale też i znalazła siły na to, by podzielić się przebiegiem tej walki z innymi. Polecam, gdyż myślę że lektura tej pozycji przyda się tak naprawdę każdemu z nas...

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial