Okładka wydania

Świat Śpi, A Ja Chodzę Po Jego Powiekach

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 3 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 3 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 3 votes
Polecam: 100% - 3 votes

Polecam:


Podziel się!

Świat Śpi, A Ja Chodzę Po Jego Powiekach | Autor: Anna Listowska

Wybierz opinię:

Tysia19

Tym razem chciałabym zaprezentować Wam historię głównej bohaterki – Klary, która została przedstawiona w lekturze Pani Anny Listowskiej, pod tytułem „Świat śpi, a ja chodzę po jego powiekach” (2020, Warszawska Firma Wydawnicza), jak w późniejszym czasie okazuje się w dużej mierze nawiązującej do motywu miłosnego, jednak nie jest to ‘tandetne’, przereklamowane uczucie niczym żyli długo i szczęśliwie.

 

Autorka urozmaica historię serwując czytelnikowi całą masę problemów społecznych, takich jak między innymi: samotność, mentalność ludzką, jaką jest bezpodstawna ocena drugiego człowieka, czy potrzebę posiadania kogoś, na kim możemy bezgranicznie, bezinteresownie polegać. Twórczość jest z pewnością poruszająca. Pozwala spojrzeć na życie z innego punktu widzenia, być może takiego, którego nie byliśmy w stanie doświadczyć… A może właśnie posiadamy takowe spojrzenie, ale je odrzucamy? Zapraszam do dalszej recenzji.

 

Warszawska Firma Wydawnicza (WFW) - powstała w 2008 roku. Ich celem jest łączenie różnych funkcji powiązanych z rynkiem wydawniczym, w tym drukarskim. Firma daje możliwość wydania własnej twórczości w bardzo niskim budżecie. Są członkami Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. O Warszawskiej Firmie Wydawniczej można było przeczytać w między innymi: „Newsweeku”, „Kulturze Liberalnej”, czy „Dzienniku”.

 

Klara jest nastolatką z zewnątrz wyglądającą na szczęśliwą, jednak nikt nie wie, że wewnątrz niej toczy się walka. Boryka się z samotnością, żyje z dnia na dzień, bez żadnych perspektyw na dalsze życie. Nie posiada nikogo bliskiego, brakuje jej pasji, którą mogłaby zastępować wszędzie będącą pustkę. Nie umie czerpać z egzystencji przyjemności, ani innych sił witalnych. Jej życie nabiera kolorów wraz z pojawieniem się Daniela, a ich znajomość w błyskawicznym tempie przeradza się w poważne uczucie, jakim jest miłość, ta natomiast w bardzo bolesny sposób ukazuje jej czym jest sens życia.

 

„Świat śpi, a ja chodzę po jego powiekach” Pani Anny Listowskiej, zdecydowanie jest ‘problematyczną’ powieścią, czyli taką która porusza wiele można rzecz odchodzących od przyjętej przez społeczeństwo norm zachowań. Wręcz je uwypukla, na każdym kroku pokazuje, jak to właśnie one są ważne w życiu każdego człowieka, oraz jak odbiera takowe zachowanie osoba trzecia – obserwator. Przez cały przebieg fabuły natrafimy na dość sporo ciekawych myśli życiowych, które dają do myślenia, nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie, zmuszają czytelnika do zatrzymania się nad fragmentem tekstu, poświęcenia mu więcej czasu, refleksji.

 

Styl pisania, bardzo przyjemny dla czytelnika. Historia przedstawiona w książce jest banalna, przewidywalna, jednak swoją prostotą potrafi wciągnąć czytelnika w swój wyimaginowany, a jakże rzeczywisty świat całą swoją siłą. Bardzo trudno jest się od niego oderwać chociaż na chwilę. Fabuła jest jednowątkowa, widziana oczami głównej bohaterki – Klary, to z nią przeżywamy wzloty i upadki, to z nią cieszymy się i płaczemy, książka wywołuje wiele skrajnych emocji, porusza. Lektura została podzielona na trzynaście, bardzo króciutkich rozdziałów. Niestety, każdy z tytułowych aspektów, jak na przykład: miłość, czy śmierć, zostały tylko pobieżnie nakreślone, a szkoda, bo to naprawdę były ciekawe, wartościowe, intrygujące, wnoszące coś do życia epizody.

 

Spodziewałam się kolejnej, nudnej powieści. Jednak nie tym razem „Świat śpi, a ja chodzę po jego powiekach” zdecydowanie jest inny, godny poświęcenia mu niewielu (powieść liczy nawet nie sto stron) czasu. Zdecydowanie polecam, to była bardzo intrygująca lektura, która zapada w pamięci na bardzo długo. Czytajcie, warto.

Chris

Życie na każdym kroku potrafi nas zaskoczyć i to nie zawsze z pozytywnym rezultatem dla nas samych. Jak dobrze wiemy, trzeba wiele samozaparcia, dystansu i uporu by osiągnąć postawione przed samym sobą cele. Pod tym względem znajdziemy również bardzo wiele osób, które twierdzi, że zna tak zwany „przepis na życie” i receptę na sukces. Karmią nas różnego rodzaju poradnikami, radami i sposobami myślenia dzięki którym niby nasz los całkowicie się odmieni. Nigdy nie byłem zwolennikiem tego typu książek, które nie biorą pod uwagę miliona czynników, które zarówno w przeszłości, teraźniejszości jak i przyszłości mogą znacząco wpłynąć na nasze poczynania. „Świat śpi a ja chodzę po jego powiekach” to pewnego rodzaju taki właśnie zbiór pomocy dla każdego człowieka oparty na wzruszającej historii. Niestety, nie odmienił on zarówno mojego powyższego poglądu jak i zdecydowanie nie odmienił mojego życia.

 

Klara to młoda dziewczyna, która pod żadnym względem nie jest zadowolona ze swojego dotychczasowego życia. Codzienne smutki, przygnębienie i związane z tym zdenerwowanie, dopełnia seria kolejnych, pechowych wydarzeń. Nostalgiczną atmosferę przerywa pojawienie się chłopca o imieniu Daniel, który swoim tokiem myślenia i spojrzeniem na świat całkowicie burzy dotychczasowe opinie Klary i jej postrzeganie codziennych realiów. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to historia smutnej dziewczyny do której na szczęście w końcu los się uśmiechnął. W mojej opinii jest to jednak opowieść o nastolatce, która zdecydowanie ma problemy na tle depresyjnym. Dostrzeganie w każdym aspekcie swojego życia jedynie szarych kolorów, denerwowanie się na każdy, nawet najmniejszy szczegół burzący codzienne obowiązki czy nawet pisanie listu do śmierci, według mnie świadczy o zbyt głębokim przygnębieniu jak na zdrowego człowieka. Co więcej, autorka zdaje się sugerować, że większość z nas ma podobne problemy, a co za tym idzie identyczne postrzeganie świata jak nasza główna bohaterka. Rozumiem, że każdy, szczególnie w dzisiejszych czasach, żyje w stresie, ciągłym biegu, zajmując się sprawami, które w żadnym lub jedynie niewielkim stopniu nas interesują i cieszą, ale zdecydowanie nie należy od razu wyolbrzymiać tego do stanu depresyjnego. Moim zdaniem postać Klary (jak i również innych bohaterów) jest w tej historii za bardzo przerysowana i to zarówno w momencie jej poznania jak i podczas jej wewnętrznej przemiany. Oczywiście mógł być to celowy zabieg autorki by ukazać ważne dla niej wartości i przesłanie jakiego należy doszukać się w jej książce. Myślę jednak, że przez takie działanie po pierwsze opowieść staje się zdecydowanie mniej wiarygodna, a co za tym idzie, również porady jakie chce nam udzielić Anna Listowska tracą na znaczeniu.

 

W tej kwestii jednak warto zwrócić na jeszcze jedną rzecz. Pomoc, jaką pierwotnie miała nieść ta książka, jest w mojej opinii kolejnym oklepanym i zdecydowanie nierealnym schematem. Główna bohaterka staje na środku chodnika, zaczyna krzyczeć nie bacząc na okolicznych przechodniów i dzięki temu nagle odnajduje radość. Rozumiem, że powinniśmy pozbyć się naszych wyimaginowanych więzów, odkryć własne ja, wykrzyczeć naszą całą złość czy odbyć jakiś inny szamański taniec, ale niestety współczesny świat jest dalece inny od tego przedstawionego w powieści Anny Listowskiej. Świadczy o tym również sama główna bohaterka o której nie wiemy praktycznie nic, poza tym, że ciągle użala się nad swoim losem. Żadnej wzmianki o pracy, szkole, hobby, znajomych, szczeniaczkach czy jeszcze innym elemencie mogącym choć pokrótce pozwolić nam scharakteryzować jej postać. Depresja, złość, mam dość tego świata, dajcie mi spokój i tyle. Być może taki był celowy zabieg autorki by skupić się na przemianie Klary, ale jak już wspomniałem wcześniej, istnieje mnóstwo czynników na które nie mamy wpływu, a które i tak oddziałowują na naszą osobę. Pochodzenie, statut społeczny, warunki w jakich żyjemy, państwo- to wszystko ma niewidzialny wpływ zarówno na nasz byt jak i idący w jego następstwie nastrój. Oczywiście można powiedzieć, że po moim zrzędzeniu jasno wynika, że również potrzebuję takowej przemiany, ale moim zdaniem jest to jedynie realistyczne spojrzenie na dzisiejszy świat. Główna bohaterka mogłaby pojechać do chińskiej fabryki i powiedzieć małemu chłopcu żeby po kilkunastu godzinach pracy wyszedł na ulicę i wykrzyczał całą swoją złość. Na pewno czułby wtedy radość. Można też nie wyjeżdżać z kraju i znaleźć mnóstwo osób, które są w beznadziejnej sytuacji i zaproponować im działania, które „pomogły” naszej głównej bohaterce. Zdecydowanie świat nabrałby wtedy kolorów, garnek sam zapełnił, mieszkanie odremontowało (albo powstało od podstaw), a dzięki temu i wszyscy z uśmiechem na twarzy chodziliby po ulicach. Przecież to wszystko jest takie proste według słów autorki.

 

Na pierwszy rzut oka mogę wydawać się nieco zbyt krytyczny wobec książki, która jedynie miała na celu wlać trochę radości w serca ludzi znużonych otaczającym ich światem. Z drugiej jednak strony nie potrafię zrozumieć fenomenu książek w których przepis na życie jest prosty, jasny i na wyciągnięcie ręki dla każdego. Zawsze znajdą się naiwni ludzie, którzy będą chcieli odkryć na kartkach papieru tenże tajemniczy sposób, ale zdecydowanie nie jest to moja działka. Anna Listowska postanowiła dokonać tego samego pod przykryciem wzruszającej, ale nieco optymistycznej historii. Niestety, nie udało się ani jedno, ani drugie.

Sylfana

Anna Listowska, nieznana mi do tej pory polska pisarka, stworzyła micro-powieść o tematyce obyczajowej, która jednak posiada swoje drugie, głębokie dno. Pozornie mamy tutaj do czynienia z literaturą miłosną, opowieścią, która dotyczy uczucia dwojga młodych ludzi, jednak rzeczywisty sens nie odnosi się do samych emocji zawiązanych między bohaterami, a do dialogów przez nich prowadzonych. Wydaje się zatem, że historia miłości Klary i Daniela to pretekst do wyjaskrawienia głównego celu powieści, jakim jest snucie rozważań egzystencjonalnych i filozoficznych. Z głównej bohaterki, która wcześniej wiodła nijakie, przeciętne życie, wspomniany mężczyzna wyciąga to, co najlepsze – ale nie dla siebie, tylko dla świata i dla niej samej. Prowadzi ją przez meandry prawdziwej egzystencji, wymusza na niej poniekąd refleksję na temat tego, w jaki sposób należy tworzyć relacje z innymi ludźmi tak, aby były one korzystne dla obu stron.

 

Przyjąć należy zatem, że powieść Listowskiej ma dwa wymiary – jeden jest mocno powierzchniowy i „fasadowy”, natomiast ten drugi tworzy prawdziwy charakter tekstu. Bez tej drugiej odsłony książka byłaby zwykłym, przeciętnym czytadłem bez polotu i większej wartości, a to spowodowałoby, że czytelnik kwalifikowałby ją jako romans, ewentualnie niskich lotów literatura obyczajowa. Czy trudno znaleźć ten drugi wymiar powieści? Raczej nie, gdyż obija się on o nas już na okładce – mam na myśli tytuł powieści, który jest bardzo symboliczny i metaforyczny. Można go interpretować wielorako, jednak ja skłaniałabym się ku analizie, że odnosi się on do znalezienia przez główną bohaterkę prawdziwego celu w życiu. Ona sama odnajduje jego sens wtedy, gdy świat staje w miejscu, „śpi”, nieświadomy tego, że jedno istnienie ludzkie zaczęło pojmować prawdę o życiu. Niezmiernie podoba mi się ten tytuł, bo już na samym początku lektury dodaje unikatowości i oryginalności powieści, sugerując, że będziemy mieli możliwość zapoznania się z historią dobrą, porządnie przygotowaną, a nie typowym „czaso – zapychaczem”, z którego nic nie wyniesiemy.

 

Jeśli jednak chcemy czytać tę powieść jednotorowo, to możemy się srogo zawieść, gdyż autorka niestety kompletnie nie przywiązała wagi do przedstawienia w sposób bardziej realistyczny uczucia dwojga młodych ludzi. Na tym poziomie jest odrobinę sztucznie i można odnieść wrażenie, że całość jest mocno naciągana, tylko po to, aby przemycić jakieś mądrości życiowe nieprzystające do głównego wątku. Uważam, że choć druga warstwa tekstu jest zdecydowanie ważniejsza, to ta pierwsza też powinna być gruntownie przygotowana. W tym aspekcie nie można iść na kompromisy, odpuszczając sobie wyraźne zarysowanie szkicu historii. Trochę szkoda, że Listowska sobie odpuściła „pracę u podstaw” na rzecz prowadzenia jedynie opowiastki filozoficznej – dlatego też możemy odczuwać nierówność narracyjną i stylistyczną.

 

Mimo tych kilku niedociągnięć całość czyta się dobrze. Może nawet co poniektóry czytelnik wyniesie z tego tekstu więcej niż miłe wrażenia i zostanie on z nim na dłużej w jego głowie i rozważaniach. Jeśli jest to pierwsza powieść Anny Listowskiej to jestem pod ogromnym wrażeniem zaangażowania i stworzenia takiej specyficznej hybrydy powieściowej, pozwalającej na jednoczesne czytanie wymiaru fasadowego i alternatywnego. Takie prowadzenie pióra jest bardzo trudne, więc też nie ma się co dziwić, że pierwsza próba nie jest idealna. Też przecież nikt nie powiedział, że musi być doskonała – przy większym warsztacie pracy z pewnością nastąpi ogromny progres i rozwój – bardzo na to liczę!

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial