Okładka wydania

Witamy W Ballyfrann

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Witamy W Ballyfrann | Autor: Deirdre Sullivan

Wybierz opinię:

Strefa Booki

"Witamy w Ballyfrann" Deirdre Sullivan to powieść, która wpadła mi w oko jeszcze przed premierą, gdy pojawiały się o niej zapowiedzi. Okładka to prawdziwe cudeńko graficzne. Mroczna, miejscami połyskująca, z tłoczonymi literami. Na dokładkę opis, nie mniej zachęcający: "W Ballyfrann nikt nie może poczuć się bezpiecznie...".

 

O czym jest "Witamy w Ballyfrann"? Nastoletnie bliźniaczki: Catlin i Maddy, po ponownym zamążpójściu ich mamy, przeprowadzają się z Cork do odludnego, położonego w górach miasteczka, które cieszy się złą sławą. Od wielu lat w jego okolicy giną młode dziewczęta, a okoliczności temu towarzyszące są niezwykle tajemnicze, sprawca zaś pozostaje nieznany i nieuchwytny.

 

Kto nie snuł w wyobraźni opowieści o tajemniczym zamczysku, w którym zamieszkujemy dzięki zrządzeniu losu? Mnie zdarzyło się to kilkakrotnie i wydaje mi się, że autorce także ;). Myślę, że dlatego tym chętniej sięgnęłam po tę książkę.

 

Niestety już pierwsze zdania uświadomiły mi, że to nie będzie łatwa lektura, a przynajmniej póki nie przywyknę do sposobu narracji. Krótkie zdania, którym brak było liryczności sprawiały, że czytaniu brakowało płynności. Dialogi także pozostawiały wiele do życzenia, w większości nic nie znaczące i banalne. Tam, gdzie zaczynało się robić interesująco wkraczała tajemniczość (momentami nadmierna i frustrująca). Być może gdybym była nastolatką wymiana zdań pomiędzy bliźniaczkami byłaby dla mnie bardziej atrakcyjna.
Ogromnie podobało mi się tytułowanie rozdziałów gatunkami ziół i ich krótka charakterystyka. Z podobnym pomysłem spotkałam się podczas lektury przepięknej powieści "Wszystkie kwiaty Alice Hart" (jeśli lubicie powieści psychologiczne powieści obyczajowe zachęcam do przeczytania) i zawsze mnie takie urozmaicenia niezwykle cieszą. Krótkie rozdziały także mają to do siebie, że przyspieszają czytanie (przynajmniej w moim przypadku taka prawidłowość ma miejsce;)), co w obliczu strasznie powolnego rozwijania się akcji ma swoje dobre strony.

 

A skoro o akcji mowa... Cóż... Jeśli mówiąc akcja mamy na myśli żwawy postęp historii, dynamizm, pewną dramaturgię, to niestety w przypadku "Witamy w Ballyfrann" rozwój wydarzeń następuje bardzo wolno. Budowanie napięcia, pewne tropy, które podrzuca nam autorka wzbudzają ciekawość, ale długotrwałe utrzymywanie się pewnego stopnia napięcie przyzwyczaiło mnie do niego i ponownie robiło się nudno. Lubię tajemnice, tutaj wyczuwałam je na kilometr, a jednak nadmierna tajemniczość wzbudza moją frustrację. Tutaj miało to miejsce. Gdyby nie zobowiązanie przeczytania tej powieści odłożyłabym ją rozczarowana. Na szczęście tempo nabiera rozpędu w drugiej połowie książki, a finalne sceny skutecznie skupiają na sobie uwagę.

 

Kreacja bohaterów pozostawia wiele do życzenia. Najlepiej dopracowaną i przedstawioną postacią jest Maddy, której oczami śledzimy wydarzeniami. Słyszymy, widzimy i czujemy to co ona, bowiem narracja toczy się z pierwszej osoby. W zasadzie tylko Maddy i Mamó były postaciami, które mnie do siebie przyciągały. Pozostali stanowili zaledwie tło, a Catlin, choć jedna z głównych bohaterek była irytująca, a przy tym sprawiała wrażenie płytkiej. Na początku miałam problem, żeby ocenić ile dziewczyny właściwie mają lat. Były momenty, gdy wydawało mi się, że niewiele ponad dziesięć, innym razem, że są u progu dorosłości. To było deprymujące.

 

Chciałoby się napisać, że fabuła zmierzała w jasno określonym kierunku. W pewnym stopniu tak było. Wydarzenia, których byłam świadkiem pod koniec książki nie zaskoczyły mnie zbytnio, a droga do nich prowadząca była nużąca i mało ciekawa, jednak finał był satysfakcjonujący.

 

"Witamy w Ballyfrann" mogłoby pretendować do miana młodzieżowego dark fantasy. Łączy w sobie elementy fantastyki, horroru i powieści młodzieżowej. Świetne połączenie. Dlaczego wymieniłam także horror? Niektóre sceny idealnie się pod ten gatunek wpisują. Autorka nie szczędziła krótkich, brutalnych opisów śmierci zwierząt, więc jeśli jesteście wrażliwi na takie sceny - uważajcie.

 

Wydaje się, że autorka zostawiła sobie otwarte zakończenie bądź planowana jest kontynuacja, (niestety nie jest to jasno określone) bowiem niektóre wątki nie zostały do końca wyjaśnione. Daje to możliwość snucia własnych domysłów, jednak z drugiej strony chciałoby się poznać zamysł autorki.

 

"Witamy w Ballyfrann" Deirdre Sullivan to powieść fantastyczna zawierająca elementy horroru. Poczucie zagrożenia, ponure zamczysko na odludziu, tajemnica zaginięć i śmierci młodych dziewcząt to składniki na powieść, którą przeczytałabym z ogromną przyjemnością. Niestety pewne niedostatki w moich oczach dość mocno obniżyły jej ocenę. Myślę jednak, że warto sięgnąć i samemu zapoznać się z fabułą i samemu ją ocenić.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial