Okładka wydania

Zaginiona Flota Tom 1 Nieulękły

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Zaginiona Flota Tom 1 Nieulękły | Autor: Jack Campbell

Wybierz opinię:

Jarosław Drożdżewski

Gdy, zdominowana przez przeważające siły Syndykatu, flota Sojuszu staje na skraju upadku, a na szali położony zostaje los żołnierzy stojących po słusznej stronie konfliktu, ci łapią się każdej możliwości, aby oddalić zagrożenie. Prawdziwym szaleństwem, którego się podejmują, jest wybudzenie ze stuletniej hibernacji niejakiego Johna „Black Jacka” Geary’ego, który zasiada w fotelu dowódcy Sojuszu. Czy jednak jedna osoba jest w stanie odmienić losy wojny i uratować całą flotę?

 

Jack Cambell – a tak naprawdę John G. Hemry - w pierwszym tomie swojej kosmicznej epopei standardowo dla takich serii zarysowuje czytelnikowi bieżąca sytuację i przedstawia strony konfliktu, ale czyni to już w sposób mniej standardowy, bo w sposób niezwykle minimalistyczny. Oznacza to ni mniej, ni więcej tylko tyle, że czytelnik nie dowie się z pierwszego tomu serii za dużo o wykreowanym świecie i przede wszystkim konflikcie, co jest tyle ciekawe, że z jednej strony nie zdarza się często, z drugiej natomiast wzbudza dodatkową ciekawość i pokazuje bezsens prowadzonej wojny. Jeśli bowiem nikt nie wie, o co toczy się bój, to czemu ciągle muszą w nim ginąć kolejni żołnierze, a przede wszystkim ludzie? Warto podkreślić ten fakt, iż autor nie chce od początku zdradzić zbyt wielu szczegółów, podsycając nasze zainteresowanie, gdyż to w pozytywny sposób wpływa na nasz odbiór tej publikacji. Jedocześnie w sposób bardzo wyraźny zarysowany jest główny bohater książki, będący jednocześnie chyba jej najjaśniejszym punktem. Tak, o „Black Jack’u” mowa, człowieku, który tak naprawdę wbrew swojej woli i nieco przypadkowo zostaje główną nadzieją Sojuszu. Gaery prowadzi dwie wojny jednocześnie, które jako czytelnik mamy możliwość obserwować. Z Syndykatem to pierwsza z nich, pewnie ta bardziej widowiskowa, ale równie ciekawa jest ta druga, którą prowadzi, i która jest zresztą jeszcze trudniejsza do wygrania. „Black Jack” musi bowiem walczyć ze swoją…legendą. Uznawany niemalże za półboga stara się przekonać wszystkich, że jest tylko człowiekiem, co wbrew pozorom nie jest łatwe. Jedni go kochają, inni nienawidzą, co dla Gaerego nie jest to sprawą łatwą, a dzięki temu, że konflikt ten jest przez Cambella ukazany w sposób bardzo rozbudowany, czytelnik nie ma problemu z zaangażowaniem się w całą sytuację.

 

Pozycja Cambella to pełnoprawna opowieść z gatunku s-f, space opera z ciekawymi opisami batalistycznymi i powoli, aczkolwiek systematycznie budowaną atmosferą kosmicznego konfliktu. Styl pisarza, który jest dość lekki - i to pomimo przecież często trudnej w odbiorze (dla osób niebędących zagorzałymi fanami gatunku) tematyki - sprawia, że nie powinno być problemów z jej odbiorem czy zrozumieniem. Owszem nie brakuje tu specjalistycznego nazewnictwa czy zwrotów charakterystycznych dla s-f, ale autor tak sprawnie i plastycznie przedstawia toczące się wydarzenia, że każdy bez trudu się w tym odnajdzie. Ciekawe jest też to, w jak umiejętny sposób autor tworzy w tej publikacji pewną iluzję. Mamy tu do czynienia z bezkresnym kosmosem, latami świetlnymi, ogromem odległości, a jednocześnie akcja dzieje się praktycznie w klaustrofobicznych pomieszczeniach mieszczących się na statkach kosmicznych. Czytelnik z jednej strony czuje, że to bezkres kosmosu, a z drugiej nie ma poczucia zagubienia. Zresztą i „jednostką czasu” Cambell umiejętnie włada. I znów podczas lektury można odnieść wrażenie, że wydarzyło się już mnóstwo, że upłynęły lata od momentu pierwszego rozdziału, aż do finiszu książki, a jednak jeśli przyjrzeć się dokładniej, okazuje się, że pierwszy tom toczy się w trakcie kilku tygodni maksymalnie. Wszystkie te zabiegi uatrakcyjniają odbiór powieści. Mamy poczucie obcowania z „kosmiczną operą”, ale też nie mamy kłopotu w odnalezieniu się w niej. Nie brakuje tu dawki dynamiki, a jednocześnie mamy też elementy takie jak gry polityczne, rozgrywki o władzę itp. rzeczy.

 

Pierwszy tom serii to kawał naprawdę dobrej rozrywki w stylu s-f. Cambell wrzucił do jednego kotła wszystko, co niezbędne i dodatkowo doprawił to interesującym głównym bohaterem. Czytelnik czeka na rozwój wydarzeń, aby poznać nie tylko dalsze losy floty, ale też walki jej tymczasowego dowódcy z własną legendą. To, że autor trzyma w zanadrzu jeszcze pewne niespodzianki, tylko podgrzewa atmosferę przed następnymi odsłonami tej książki. Jeśli więc jesteście fanami fantastyki, otrzymaliście właśnie jedną z mocniejszych pozycji tego gatunku wydanych w Polsce. Nagromadzenie dynamiki, udanie wykreowany świat, dbałość autora o przedstawianie szczegółów i ciekawe postacie sprawiają, że jest to pozycja, z którą naprawdę warto się zapoznać i dać pochłonąć przez ten bezkres kosmosu. Ja z niecierpliwością czekam na kolejną część.

TomG

Militarna fantastyka naukowa nigdy nie znajdowała się w sferze moich ulubionych podgatunków literackich i tak też pozostało po dziś dzień. Do kosmicznych losów tej czy innej kosmicznej floty okrętów bojowych zraziły mnie bardzo książki Davida Webera, którego sztywny styl pisania za każdym razem mocno mnie odrzucał, a absurdalność niektórych założeń fabularnych sprawiała, że odkładałem powieść na bok i zamiast czytać dalej, wzdychałem głośno. Znacznie lepiej czytało mi się zawsze książki Mike’a Resnicka, a co do reszty, wyłączając całkowicie z tego równania twórczość genialnego Joe Haldemana, nie ze wszystkimi książkami innych przedstawicieli tego gatunku było mi po drodze.

 

Fabryka Słów wydała reedycję serii Zaginiona flota Jacka Campbella, autora od wielu już lat znajdującego się na liście nazwisk twórców parających się space operą. Nie wiem, które to jest już z kolei wydanie Zaginionej floty, gdyż nie miałem potrzeby tego liczyć, mimo wszystko można jednak łatwo wywnioskować, że cykl ten cieszy się niemałym powodzeniem wśród polskich (i nie tylko) czytelników. Dlatego przy okazji pojawienia się wznowienia Nieulękłego, pierwszego z sześciu tomów cyklu, postanowiłem sprawdzić, jak w rzeczywistości wygląda twórczość Jacka Campbella.

 

A było co sprawdzać. Tom pierwszy sięga niemal czerech setek stron usianych drobnym drukiem, w tłumaczeniu znanego tu i ówdzie Roberta J. Szmidta. Cała rzecz przedstawia się tak, że Sojusz walczy ze światami Syndykatu już niemal od wieku, ale nadciąga moment, kiedy porażka Sojuszu zbliża się wielkimi krokami. Jego flota przegrała i została uwięziona w głębi wrogiego terytorium. Niektórzy jednak sądzą, że jest dla niej nadzieja. Uosabia ją człowiek, który zostaje wybudzony z prawie stuletniej hibernacji. Ku własnemu zaskoczeniu uświadamia sobie, że przez cały ten czas stał się… legendą, żywym symbolem.

 

John „Black Jack” Geary i jego owiane legendami czyny zna każdy członek Sojuszu, a ich sława rosła wraz z upływem czasu hibernacji Black Jacka. Po finale pierwszej bitwy wojny stuletniej uznano go za martwego, lecz prawda wyglądała zupełnie inaczej. Przetrwał dziesięciolecia w kapsule ratunkowej i teraz, cudem odnaleziony, wbrew własnej woli musi ponownie zasiąść w fotelu dowódcy, tym razem floty skazanej na nieuchronną eksterminację. Jak łatwo się domyślić, Black Jack nie jest nawet w połowie takim człowiekiem, jakim wydaje się być dzięki wieloletniej propagandzie. Jednak pomimo wielu wad i wątpliwości zdaje sobie sprawę z faktu, że musi obrać jedyną – nawet jeśli narzuconą – drogę, czyli wypełnić misję dostarczenia klucza hipernetowego do przestrzeni Sojuszu. Jest to szansa na zakończenie krwawej, wieloletniej wojny, lecz aby tego dokonać, John Geary musi zmierzyć się nie tylko z wrogiem i go pokonać, lecz również stawić czoła swojej własnej legendzie…

 

Nieulękły jest niezłym otwarciem wielotomowej sagi. Budzi ciekawość czytelnika i wciąga go w wir wydarzeń, podsycając głód dalszego ciągu losów Black Jacka i jego załogi. Zwrotów akcji tutaj nie zabraknie, choć początkowo musimy wdrożyć się z całość stworzonego przez Campbella uniwersum, więc dynamika narasta stopniowo, wraz z kolejnymi przewracanymi stronami. Fabularnie nie jest może jakoś szczególnie oryginalnie, gdyż podobnego rodzaju schematy spotykaliśmy już w innych space operowych powieściach, mimo wszystko jednak całość jest całkiem przyzwoita. To, co irytowało mnie w trakcie lektury, to ci wszyscy „panowie” w dialogach, ich częsta sztywność, a momentami nawet sztuczność, no ale to zjawisko dość typowe dla space operowych powieści. Dlatego znajdą się czytelnicy, dla których tego rodzaju dialogi będą czymś powszechnym, a nawet pożądanym. Z drugiej strony podobało mi się przedstawienie profilu głównego bohatera, jego konfliktów wewnętrznych i wątpliwości.

 

Jak każda książka, Nieulękły ma plusy i minusy. Fanom space opery przypadnie do gustu bez wątpienia, stało się tak zresztą już dawno, sądząc po wcześniejszych wydaniach. Dla innych zwolenników fantastyki, cóż… Może być całkiem nieźle, a może tylko dość przyzwoicie.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial