Okładka wydania

Festiwal Strachu

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Graham Masterton
  • Tytuł Oryginału: Festival of Fear
  • Gatunek: Horror
  • Język Oryginału: Angielski
  • Przekład: Piotr Kuś
  • Liczba Stron: 296
  • Rok Wydania: 2020
  • Numer Wydania: II
  • ISBN: 9788381881579
  • Wydawca: Rebis
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Poznań
  • Ocena:

    4/6

    5/6

    5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Festiwal Strachu | Autor: Graham Masterton

Wybierz opinię:

Michał Lipka

You'll see the horrors of a faraway place,
Meet the architects of law face to face.
See mass murder on a scale you've never seen,
And all the ones who try hard to succeed.
- Joy Division

 

„Festiwal strachu” powraca na polski rynek i miłośnicy horrorów, jeśli jeszcze nie czytali tej książki, mogą już zacierać ręce. Nie dość bowiem, że jest to zbiór opowiadań jednego z najlepszych pisarzy gatunku, to jeszcze są to naprawdę świetne teksty, pokazujące całe spektrum tematów i motywów, stanowiąc dobry przekrój przez literaturę brytyjskiego mistrza. A wszystko to zawarte w niezwykle klimatycznych historiach, które czasem posiadają także drugie dno.

 

Jeśli chodzi o treść, trudno tu właściwie rozpisywać się na jej temat. Mamy bowiem opowiadania różne, w których Masterton eksploruje całe bogactwo tematów: od horroru fastfoodowego, przez nową wersję „Portretu Doriana Graya”, na odkurzeniu motywu Świętego Mikołaja skończywszy. Autor ukazuje nam tu cierpienie i obrzydliwości, dziką obsesję miłości i seks w niemal pornograficznej postaci. I robi to jak zwykle znakomicie.

 

„Festiwal strachu” to stary, dobry Masterton. Jego ostatnie powieści było nieco łagodniejsze, na pewno mocno stonowane jeśli chodzi o rozbuchane zawsze opisy seksualnych doświadczeń bohaterów, tu tak nie jest. Graham Masterton serwuje nam prawdziwy popis chorej wyobraźni, gdzie groza, brutalność i beznamiętno-namiętne kopulowanie są ze sobą nierozerwalnie splecione w jeden, jakże atakujący nasze zmysły klimatem produkt finalny. Bo horror to w końcu seks i przemoc – tak, jak cała nasza obecna popkultura. Na tym się opiera, tym ma epatować i to dostajemy w „Festiwalu strachu”. I już samo to by wystarczyło, bo nie sięga się po opowieści grozy, by nie dostać czystego, niezmąconego zastrzyku adrenaliny. Ale Mastertonowi to nie wystarczyło, posunął się jeszcze dalej – i jest to rzecz nie tylko zrozumiała, ale i naturalna.

 

Bo co poza niesieniem mocnych przeżyć stanowi podstawową funkcję horroru? Rozsławiona przez Kinga teza o konserwatywnej naturze opowieści grozy mówi jasno, że tak jak opowieści snute przy ognisku miały na celu przestrzegać ludzi przed zapuszczaniem się nocą w miejsca, gdzie może spotkać ich coś złego, tak i horror ma być ostrzeżeniem, działającym na podświadome i świadome lęki czytelnika. Masterton idzie tym razem nieco dalej i skłania nas do zastanowienia nad ludzką naturą, niektórymi zachowaniami czy zjawiskami. I robi to w sposób zapadający w pamięć, a przy okazji bardzo przyjemny pod względem stylu. Stylu niby prostego, a jakże przy tym treściwego i literacko satysfakcjonującego.

 

Wszystko to składa się na znakomity zbiór opowiadać. Czasem inspirowanych życiowymi wydarzeniami (niektóre z historii zakulisowych są równie nastrojowe, co sama fikcja), czasem innymi dziełami (Masterton zawsze słynął z inspirowania się tworami innych – i to tak intensywnego, że ocierającego się o plagiat, czego tu na szczęście się nie doświadcza), za każdym razem udanych i klimatycznych. Polecam gorąco zarówno fanom autora, jak i wszystkim miłośnikom mocnych wrażeń.

Sylfana

O Grahamie Mastertonie nie trzeba wiele pisać, gdyż z pewnością zna go każdy fan literatury grozy i wszystkich jej odmian. Nawet ci, którzy nie czytają tego rodzaju tekstów kojarzą to nazwisko i wiedzą, że jest to pisarz, który już od kilkudziesięciu lat straszy, obrzydza i podrażnia naszą mroczną wyobraźnię historiami, które choć fantasmagoryczne, w jakimś stopniu usadawiają się w naszej rzeczywistości. Chyba właśnie na tym polega fenomen tego pisarza – sięga on po nasze ukryte lęki, strachy z dzieciństwa, a także nie ucieka od mrocznej natury i fizjologii człowieka jako takiego. To wszystko powoduje powstanie kontaminacji różnych odmian grozy, która zawsze w jakiś mocniejszy sposób wpływa na czytelnika. „Festiwal strachu” tego horrorysty jest pozycją na wskroś hybrydyczną, a wspomniany tytuł jawi się jako nieprzypadkowy. Rzeczywiście, krótkie, aczkolwiek treściwe opowiadania razem tworzą festiwal, mieszankę wszystkiego tego, co budzi pierwotny lęk i niejednostajną grozę. Autor sięga po motywy z kanonu tego gatunku, pozostaje w pewnej mierze klasyczny w swoich poczynaniach pisarskich, jednak nie brakuje mu polotu i odrobiny ekstrawagancji. Choć wspomniany festiwal jawi się różnymi barwami, to jednak odnajdujemy tu punkt wspólny, którym jest nieodgadniona natura ludzka, dążąca do mroku, ciemności, to zakotwiczenia się w przestrzeni urojeń, przekraczania tabu i barier. Wydaje się, że choć opowiadania w tym zbiorze są równe i w takiej samej mierze ciekawe i unikatowe, to te, które dotyczą fiksacji i swoistych schorzeń psychicznych wiodą tutaj prym – takimi przykładami może być utwór „Posocznica” lub „Bazgroła”, gdzie ten pierwszy uderza w naturalistyczne i fizjologiczne aspekty, a drugi skupia się na wyobraźni chorego człowieka, który poniekąd siłą woli powołuje do życia stworzenie złe do szpiku kości, każące ludziom popełniać określone zbrodnie.

 

Niejednokrotnie w trakcie lektury pojawiał się u mnie odruch wymiotny – Masterton nie bawi się w leciutkie i delikatne opisy, raczej uderza obuchem strachu i wstrętu prosto między oczy. Nie możemy więc liczyć na taryfę ulgową: żadne z opowiadań nie daje chwili wytchnienia czytelnikowi. Krew, smród rozkładającego się ciała, kanibalizm, morderstwa, wyuzdany i brutalny seks to takie trzony fabularne zwartych w zbiorze tekstów, które z jednej strony zniechęcają, a drugiej kuszą swoją oryginalnością. Nawet dla osób lubujących się w obrzydliwych i przerażających opisach może być to lektura wstrząsająca – ja sama nie mogłam wspomnianych opowiadań czytać ciągiem – jedno na jeden dzień to i tak była już ogromna dawka.

 

Bardzo ciekawym zabiegiem w tym opracowaniu jest wdrożenie między teksty opowiadań swoistych anegdot, które nawiązują do okoliczności powstania określonych fragmentów. Dzięki temu dowiadujemy się, skąd autor czerpie inspirację, co może zostać wykorzystane w kontekście kreowania literatury grozy, oraz poniekąd poprzez nie poznajemy naturę samego autora – jego lęki, inspiracje, obszary wyobraźni, określone miejsca, które również mogą stanowić bazę opowiadania lub powieści. Niezmierne cieszy mnie fakt, że Masterton w tej konkretnej książce wykazuje się iście ułańską fantazją (co niestety nie zawsze dotyczy jego twórczości), a także zdolnościami łączenia aspektów normalnego życia i poszczególnych jego dziedzin, także sztuki i kultury, z pierwotnymi, nieopuszczającymi nas lękami i fobiami, które praktycznie w XXI wieku coraz bardziej się nasilają. Pisarz udowadnia w tym zbiorze, że żaden rozwój technologiczny i ewolucja nie może nas uchronić przed samym sobą, przed tym, co mamy w głowie, czego się boimy, od czego na co dzień stronimy, jednak wracamy myślami, gdy pozostajemy osamotnieni ze swoim strachem. Genialna książka – nie bazująca tylko na epatowaniu przerażeniem i obrzydliwością, ale także ocierająca się o studium przypadku natury człowieczej.

Karolkaczyta

Dawno nie czytałam już żadnego dobrego horroru i trochę stęskniłem się za tą grozą i emocjami, które wywołuje ten konkretny gatunek. Nie oznacza to bynajmniej, że lubię się bać. Chodzi bardziej o to, że tego typu książki wywołują specyficzne uczucia w czytelniku, to po pierwsze. Po drugie, zbyt często ostatnio trafiam na nijakie książki, które nie wywołują nic oprócz frustracji. Jednym z moich ulubionych autorów tego gatunku jest i zawsze będzie Stephen King. Jednak tym razem sięgnęłam po innego autora, który równie dobrze potrafi nacisnąć odpowiednie guziki aby wzbudzić w czytelniku odpowiednie reakcji. Tym autorem jest Graham Masterton. Przygotujcie się na jazdę bez trzymanki!

 

„Festiwal strachu" to zbiór ciekawych, trochę krwawych, przesyconych erotyzmem oraz miejscami wręcz obrzydliwych opowiadań, które w sposób prosty a zarazem drastyczny ukazują ludzkie słabości, grozę, różnego rodzaju dewiacje i bestialskie zbrodnie. Znajdzie się tu parę perełek, jak i opowiadań nie zapadających zbytnio w pamięć. Przykładem tutaj może być najkrótsza historia z całej antologii – „Sarkofag". Ma zaledwie 500 słów i wypada dość blado w porównaniu z pozostałymi. Z drugiej strony mówi o dążeniu do idealnego ciała, co niejednokrotnie może prowadzić do uszczerbku na zdrowiu – anoreksja, bulimia. Jednak opowiadanie jest na tyle krótkie, że nawet poruszenie tak ważnego tematu, nie pobudza zbyt wielu emocji przy czytaniu.

 

Takim, które najbardziej zapadło mi w pamięć jest „ Epifania" - historia małżeństwa, które dzięki pewnej fotografii zaczyna mieć omamy z nią związane. Dzięki niej, odkrywają swoje najskrytsze pragnienia, czują się jakby spadło na nich pewnego rodzaju objawienie seksualne. Jest to także opowiadanie najbardziej przesycone erotyzmem, a pod koniec oczywiście bardzo krwawe.

 

Nie będę opisywała i streszczała każdego opowiadania osobno, bo uważam że jest to bezcelowe. Wydaje mi się jednak, że każdy znajdzie coś dla siebie, jeśli tylko lubi odrobinę kiczu, zjawisk nadprzyrodzonych, groteski, z których słynie autor. Gdzieniegdzie nawet będziecie odczuwać rozbawienie, chociaż tych momentów jest najmniej. W końcu to „Festiwal strachu".

 

Graham Masterton w fenomenalny sposób wywołuje w czytelniku każde możliwe odczucie oraz bawi się naszymi emocjami. Jego zbiór opowiadań to jak wejście do domu pełnego zamkniętych pokoi, gdzie po otwarciu każdy prezentuje pełną osobliwości zawartość. I mimo, że niektóre pokoje wzbudzają sprzeciw, lęk i potworność, nadal trawi nas ciekawość co znajdziemy dalej. W ten sposób krok po kroku otwieramy każde drzwi, aż dochodzimy do końca i nie mamy pojęcia co z tym fantem począć. Jednocześnie bowiem chce nam się płakać, śmiać i wymiotować, ale pomimo to jesteśmy usatysfakcjonowani przebytą podróżą.

 

Dzięki krótkim formom książkę czyta się dość szybko. Muszę przyznać, że nie przepadałam za takim układem przedstawienia historii, ale ma ona swoje plusy. Nie trzeba wszystkiego czytać na raz i można do niej zajrzeć w przerwie między innymi książkami. Jest to dobre również dla tych osób, które nie bardzo mają czas na czytanie długiej i pokaźnej książki. Lub też często przemieszczają się pociągami, autobusami lub inną komunikacją miejską, gdzie dystans do miejsca docelowego nie jest zbyt długi, a nie lubią przerywać czytania w połowie zdania. Myślę, że dzięki tej książce zmieniłam zdanie co do krótkich opowiadań i jeśli będzie taka możliwość częściej będę po nie sięgała.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial