Okładka wydania

Pocałunek Na Dalsze Jutro

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Pocałunek Na Dalsze Jutro | Autor: Marcin Jerzy Szałata

Wybierz opinię:

Lówianka

„Jak ocalić jutro, skoro już dzisiaj jest całkiem znośne?”

 

Motyw przezwyciężania własnych słabości występuje w powieściach podejmujących temat heroizmu szarego człowieka. W tych tekstach bohaterowie mogą zostać skonfrontowani z trudną sytuacją ekonomiczną, nieporozumieniami w kontaktach towarzyskich albo nałogiem. W polskiej kulturze losy postaci próbujących wyrwać się z uzależnienia doczekały się ciekawych realizacji. Warto wspomnieć o książce Jerzego Pilcha Pod mocnym aniołem lub filmie Marka Koterskiego Wszyscy jesteśmy Chrystusami. Na podstawie tych przykładów można wysunąć przypuszczenie, że stworzenie fabuły wokół postaci alkoholika borykającego się z różnymi konsekwencjami swojego nałogu jest trafnym pomysłem. Do zalet tego konceptu trzeba zaliczyć zaangażowanie czytelnika, które pojawia się instynktownie, kiedy odbiorca współczuje bohaterowi i kibicuje mu, śledząc na kartach powieści jego walkę z samym sobą. Czy Marcin Jerzy Szałata wykorzystał potencjał takiego bohatera w swojej debiutanckiej powieści „Pocałunek na dalsze jutro”?

 

Marcin Jerzy Szałata jest 39-letnim twórcą, do którego działalności artystycznej zalicza się dwa tomiki poezji Życie mi (2012) oraz Niewypowiedziane (2014) oraz powieść obyczajową Pocałunek na dalsze jutro (2020). Istotnym wydaje się fakt, że wiele informacji biograficznych znajduje swoje odzwierciedlenie fabule ostatniego dzieła, chociażby miejsce akcji – Zgorzelec – rodzinne miasto autora lub czy zainteresowania – gra w szachy i muzyka klasyczna, które mężczyzna dzieli z wykreowanymi postaciami.

 

Fabuła książki dotyczy życia rodziny Rozeckich. Albert, dawniej szanowany historyk i przedsiębiorca, od kilku lat pogrąża się w nałogu. Mężczyznę nieustannie wspiera żona, Marta, która spełnia się jako fryzjerka oraz matka, przygotowując dla swoich pociech smakowite posiłki oraz otaczając bliskich modlitwą. W domu mieszkają także dorosłe dzieci pary. Ernest, młody i wysportowany chłopak, ma okazję zbierać pierwsze doświadczenia zawodowe jako pomocnik na budowie. Jego siostra, Matylda, wraca do rodzinnego miasta po zakończeniu studiów. Młoda kobieta stawia pierwsze kroki na ścieżce kariery prawniczki, prześcigając innych kandydatów urodą, inteligencją oraz uczynnością. Rodzeństwo łączą również poszukiwania drugiej połówki, choć te pragnienia nie są łatwe do zrealizowania ze względu na ich wcześniejsze bolesne doświadczenia.

 

Czytelnicy mogą śledzić działania wszystkich bohaterów, jednak największym zainteresowaniem narrator obdarza Ernesta. Fabuła rozwija się nierównomiernie, w pewnych momentach miarą czasu dla jednej postaci są dni, dla drugiej tygodnie. Nie wolno zapomnieć o trudnym do uzasadnienia zabiegu autora, który decyduje się na bardzo szczegółowe przedstawienie pewnej niedzieli rodziny Rozeckich. Elementy tego opisu i opowiadania zajmują nieproporcjonalnie wiele objętości książki, jednakże zaprezentowane wydarzenia nie wydają się kluczowe dla fabuły.

 

Jako jeden z najpoważniejszych minusów powieści „Pocałunek na dalsze jutro” należy wskazać wtórność. Uzasadnienie tego stwierdzenia leży w akcji oraz kreacji bohaterów. Wydaje się, że wszyscy członkowie rodziny ze Zgorzelca otrzymali role, które konsekwentnie odgrywają w kolejnych rozdziałach. Niestety zabrakło odpowiedzi na takie pytania jak: co było ich motywacją w przeszłości i z jakich powodów podejmują decyzje w czasie teraźniejszym. Ukazywanie postaci przy tych samych czynnościach prawdopodobnie ma jedynie na celu utwierdzenie czytelnika w przekonaniu, że poszczególne postaci charakteryzują się danymi cechami. W ten sposób bohaterowie są jednowymiarowi, a ich działania czy przemyślenia nie mają nic wspólnego z „przezwyciężaniem własnych słabości”(o czym informuje nota na okładce). Potencjał, którym odznaczała się fabuła wskutek podjęcia ciekawego tematu, został zmarnowany w pierwszych rozdziałach książki przez wydarzenie, którego widoczne konsekwencje w fabule w dalszych rozdziałach w ogóle nie zostały poddane krytycznej ocenie przez bohaterów. W efekcie czytelnik zderza się z długą i nudną lekturą, opowiadającą perypetie ludzi niecieszących się żadnym zainteresowaniem ze strony odbiorcy.

 

Na pochwałę zasługuje fakt, że autor posługuje się bardzo poprawną polszczyzną. Mimo że nie uchronił się przed leksykalnymi potknięciami przy opisywaniu zachowania najmłodszych bohaterów, wiadomo, że twórca należy do grona osób z wykształceniem humanistycznym.

 

Debiut prozatorski Marcina Jerzego Szałata nie należy zaliczyć do udanych. Chociaż zawiązanie fabuły wydawało się dobrym materiałem na powieść, autorowi nie udało się rozwinąć tego potencjału. Za to skupił się na powtarzaniu scen, które miały uwiarygodnić jego pierwotne założenia w stosunku do postaci. Sięgając po tą książkę, czytelnik może liczyć na uciążliwą fabułę niedążącą do jakiegokolwiek konfliktu lub kreacje postaci stworzonych według utartych schematów. Mam nadzieję, że pisarz nie porzuci prozatorskich wysiłków i stworzy powieść, której atutem na pewno będzie poprawna polszczyzna.

Tysia19

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją bardzo ciekawej książki, jednak nie ze względu na gatunek, czy sposób przedstawienia, gdyż ten nie jest oryginalny, co więcej można śmiało powiedzieć, że jest tak bardzo pospolity, że pozwolę sobie określić go mianem „niedzielnej powieści”, czyli takiej bardzo spokojnej, bez nagłych zwrotów akcji, a sama fabuła jest przemyślana, życiowa w każdym nawet najmniejszym calu. Myślę, że raczej nie sięgnęłabym po taką powieść, gdyby nie poruszane w niej problemy społeczne (a kto czyta moje recenzje, ten wie, że lubię takowe lektury) takie jak: alkoholizm, bezrobocie, miłość, dzięki temu publikacja staje się wartościową – płynie z jej przekazu pewna mądrość, którą śmiało można przełożyć na życie codzienne.

 

Jest to lektura w głównej mierze o pokonywaniu własnych słabości zarówno tych pozornie błahych, jak i tych bardziej skomplikowanych, poszukiwaniu swojego unikatowego, dopasowanego pod „moje ja” miejsca na świecie, pośród osób, które będą nas cenić takimi jakimi jesteśmy, a także o nieustannej walce, dzięki której można osiągnąć wszystko o czym się zapragnie, a to wszystko i jeszcze więcej zostało zamknięte w trochę ponad czterystu stronach. Zaintrygowani? Ja bardzo.

 

Marcin Jerzy Szałata – niespełniony pisarz pochodzący ze Zgorzelca (województwo dolnośląskie). Pasjonat szachów, potrafi odtworzyć jeden z utworów Chopina, ale nie poprzestaje na tym i w przyszłości chce umieć więcej. Wegetarianin z wyboru, osoba wierząca w Chrystusa. Swój wolny czas lubi spędzać między innymi na siłowni, przy pianinie, a także na torze gokartowym. Autor dwóch tomików poezji: „Życie mi”, oraz „Niewypowiedziane”. Rozmyśla nad kolejną powieścią.

 

Zapraszam Was do czteroosobowej rodziny Rozeckich, gdzie każdy pełni jakąś swoją ‘funkcję’. Poznajcie: Alberta – ojca alkoholika, ale zanim się stoczył – posiadał własną, dobrze prosperującą firmę kurierską, poprzez krach firma traci ilość zleceń, działalność plajtuje, mężczyzna zadręcza się i popada w nałóg. Matylda, próbuje wyciągnąć męża z nałogu, wierząc przy tym w łaskę Chrystusa. Osoba, która najbardziej trzyma całą rodzinę w ryzach. Nie pracuje, a jedynie dorabia jako fryzjerka wśród znajomych, jednak to jej nie wystarcza na godne życie, utrzymanie domu, jeśli dodać jeszcze fakt, że małżonek wynosi z mieszkania to lżejsze meble i jej biżuterię, to nie jest za kolorowo.

 

Marta, córka Alberta i Matyldy, świeżo upieczona absolwentka prawa. Ernest, brat Matyldy i zarazem najmłodszy członek rodziny, z racji na swój wiek i niewielki staż ma problem ze znalezieniem czegoś co przyniesie mu jakikolwiek dochód, jednak po jakimś czasie los się do niego uśmiecha i zaczyna pracę w budownictwie. Pan Marcin Jerzy Szałata w swojej powieści pod tytułem „Pocałunek na dalsze jutro” ukazuje trudy z życia codziennego, świat ambicji i tragedii.

 

Początkowe obawy przed lekturą zostały rozwiane już po pierwszym, bardzo wciągającym początku. Powieść wciągnęła mnie w swój świat do takiego stopnia, iż nie mogłam się od niej oderwać, pozwoliłam sobie na chwilę oddechu każdorazowo po rozdziale, chociaż i nie był on potrzebny. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, nie ma zbędnych opisów, przewijają się subtelne, dobrze dobrane dialogi. Fabuła toczy się w naturalnym tempie, żadnych spowolnień, czy przyspieszeń.

 

Jedynie co mnie czasami irytowało, a przynajmniej początkowo – za długie epizody, a czasu nie zawsze tyle aby skończyć. Podczas zagłębiania się w tekst towarzyszył mi uśmiech na twarzy, z powieści można wyłowić bardzo dużo mądrych cytatów, zresztą bardzo życiowych. „Pocałunek na dalsze jutro” powinien przeczytać każdy, egzemplarz daje do myślenia i to tak porządnie, nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Zapada w pamięć. Jak najbardziej polecam, czytajcie śmiało.

Agnesto

Muszę się szczerze przyznać, że po opisie treści na okładce książki bardzo dużo się po niej spodziewałam. Kłopoty rodzinne, samotność w tłumie i nałogi skrywane w głębi siebie – „temat magnes”. Nie od dziś wiadomo, że najwięcej tajemnic, czy problemów zamieszkuje pod dachem rodzinnym. Wszystko zamknięte w ciasnych czterech ścianach. Wszystko się kotłuje i mieli i niszczy psychicznie. Ludzie zamknięci we własnych mieszkaniach kupionych na kredyt...

 

„Pocałunek na dalsze jutro” to powieść osadzona w domu jednorodzinnym. Poznajemy tu Matyldę, mamę głównego bohatera, kobietę bardzo pobożną, nader pracowitą i szczerą, dorabiającą jako fryzjerka u pobliskich sąsiadek. Ale to za mało by utrzymać dom i dzieci. Za mało, by podołać alkoholizmowi męża Alberta, który po bankructwie własnej, dobrze prosperującej firmy kurierskiej, popadł w dołek psychiczny. I niestety znalazł sobie antidotum na wypełnienie owego dołka, alkohol. Stał się uzależnionym od niego wrakiem człowieka. Plusem jego nałogu było to, że w stanie upojenia nie stawał się agresywny i nie terroryzował rodziny i bliskich. Wracał i kładł się spać, a nowy dzień zaczynał od tego, czym zakończył poprzedni. Zapętlała się każda doba jego życia.

 

Matylda i Albert mają dwójkę dorosłych dzieci, Martę i Ernesta, a wszystkich poznajemy podczas wspólnego obiadu, gdy Marta wraca po skończonych studiach. Jej plany? Znaleźć pracę w swoim zawodzie. Prawniczka z dużymi aspiracjami szybko jednak zostaje ściągnięta na ziemię i uświadamia sobie, że życie jest jednak brutalne i bezwględne. Weryfikacja z rynkiem pracy i nikłymi mozliwościami to niemalże mur nie do przebicia. Zwłaszcza dla wykształconej kobiety. W przeciwieństwie do brata, Ernesta, który w momencie poznania przez nas dostaje pracę na budowie. Mężczyzna ma łatwiej, prawda wszystkim znana.

 

W powieści poznajemy losy tych ludzi. Ich codzienność i zmagania się z bezsilnościami, nałogami, smutkiem i czymś, co nazwałabym „uśmiechem dla pozoru”. Że niby damy sobie radę, że będzie dobrze, że przecież Bóg nad nami czuwa... Jednak słowa nie odzwierciedlają faktycznego scenariusza napisanego przez życie. Ten bowiem pisze się sam wedle własnych reguł.

 

Autor zabiera nas w znane nam okolice, tworzy sytuacje, które znamy z własnej codzienności, dlatego ta książka poniekąd ciekawi. Ciekawi choć w bardzo dziwny sposób. Lecz temat to nie wszystko. Nie jest to bardzo dobra literatura - ani wybitna i pewnie wielu czytelników szybko zapomni jej treść. Autor, co można odczuć, nie jest dobrym pisarzem, jest raczej pisarzem z doskoku. Wiele zdań łączy się w dziwny sposób i kontekst ich znaczenia musimy sobie sami ułożyć, by dociec, co też autor miał na myśli. Największą trudność sprawiają mu właściwe umiejscowienie bohaterów w zdaniach. Choćby łącząc dwa zdania, które dotyczą dwóch różnych postaci, nie sposób szybko pojąć kogo one dotyczą i do czego się odnoszą. Także sama forma pisania i tworzenia fabuły jest bardzo prosta i niemalże bez polotu.

 

Nie chciałabym być obcesowa w ocenie, ale styl, jakim napisany jest „Pocałunek...” czasem jest wręcz prostacki. Wszystko jest dokładnie opisywane, wiele zdań banalnych i bez znaczenia. Do tego ironicze myślenie Ernesta, dorosłego mężczyzny, którego umysł – takie przynajmniej odnosiłam wrażenie – nie dorósł wraz z nim. Fajny był pomysł na tą książkę lecz całość aż prosi się o ponowne sprawdzenie i korektę, jeśli nie ponowne napisanie całości od początku. Może wówczas „Pocałunek...” przekształci się w wartościową pozycję, bo póki co, w obecnej formie, to tylko czytadło bez głębi. A szkoda. Bo temat rodziny jest tematem uniwersalnym, dobrym i wiecznie aktualnym. Książki o takiej treści są najczęściej czytane, bo okazuje się, że to co znamy z autopsji najbardziej nas ciekawi. Dlatego szkoda, że autor tak zaprzepaścił własną pracę.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial