Okładka wydania

Transsuma

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Roman Razorbak
  • Gatunek: Obyczajowe
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 410
  • Rok Wydania: 2020
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 130x210 mm
  • ISBN: 9788381477826
  • Wydawca: Novae Res
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Gdynia
  • Ocena:

    3/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 3 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Transsuma | Autor: Roman Razorbak

Wybierz opinię:

Lukardis

Rzadko kiedy zdarzają się książki, które sprawiają mi tak dużo problemu, jak ta. Rzadko kiedy zdarza się również, że pozycje reklamowane jako „bluźniercze i kontrowersyjne” są w stanie wzbudzić autentyczne, silne, sprzeczne emocje, biorąc pod uwagę to, jak daleko została przesunięta granica szoku. Tymczasem Romanowi Razorbakowi się to udało – pytanie tylko, czy osiagnął swoją powieścią coś poza wywołaną w czytelniku wiązanką uczuć podlanych obrzydzeniem?

 

„Transsuma” to powieść, która w gruncie rzeczy zawiera się już w samym tytule. To opowieść o A., który żeby zapomnieć o własnych problemach z tożsamością płciową i niemożnością znalezienia swojego miejsca w świecie postanawia wejść do zakonu, jednak duchowość, którą tam odkrywa, jest daleka od dogmatycznych prawd. Jakby na przekór zamiarom, to miejsce odosobnienia staje się ośrodkiem jego przemiany, która przypomina rzeczywiście niemal mszę; tylko miast niedzielnej sumy widziałabym w niej raczej erotyczną wersję misterium męki.

 

Zacznijmy jednak od początku, a tenże przedstawia się zaskakująco obiecująco: Roman Razborak potrafi słowami odmalować aurę tajemnicy, posługując się dość ciekawym językiem, będącym mieszanką krótkich, urywanych zdań i nienaturalnych, zaskakujących, wręcz biblijnych porównań, które pojawiają się także w dialogach, przez co pewna kontrolowana sztuczność tylko dokłada do tego wrażenia. A. rzeczywiście wydaje się być kimś, kto jest „nie z tego świata”, którego inność jest jednocześnie źródłem cierpienia oraz przyczynkiem podążania do Boga – to dopiero spotkanie z bratem Ryszardem sprawia, że oprócz pożądań duchowych pozna głód człowieka, a umysłowe rozterki staną się bardzo wyraźnie cielesne.

 

Ten kontrast pozwala paradoksalnie na to, żeby pozycja nie wpadła w pułapkę dychotomii między „niszczącą, nieprzystosowaną dla ludzi” nauką Kościoła a skandalizującą herezją, która stara się stworzyć swego rodzaju kolejną Ewangelię, Ewangelię, w której modlitwą jest ciało, co samo w sobie jest bardzo ciekawym konceptem, jeśli chodzi o ukazanie osoby, dla której to właśnie niedopasowanie do własnego ciała jest problemem. Co więcej, z początku autor wydaje się rzeczywiście eksplorować – zarówno myśl teologiczną i jej zastosowanie w praktyce, jak i temat samej tożsamości. Z czasem jednak porzuca eksplorację na rzecz szokowania, szokowania, które nie niesie ze sobą nic, oprócz obrzydzenia i zniszczenia dotychczasowych zalet powieści.

 

W pewnym momencie bowiem ma się wrażenie, że Roman Razborak ma za nic szacunek zarówno do osób transseksualnych, jak i duchownych. Lekka satyra na życie klasztorne z humorystycznymi przerywnikami w rodzaju „libacji” z winem mszalnym nie jest niczym karygodnym; ale fakt, że nagromadzeniem tych raczej płytkich diagnoz stara się rzeczywiście wypoweidzieć na temat duchowości już jest. Z kolei sposób, w jaki pokazuje transseksualizm jest dość problematyczny. Wiadomo, że samo to pojęcie wynika z postrzegania płci w sposób binarny, przez pryzmat utrwalonych ról kulturowych, jednak w tej powieści przywiązanie do owych powszechnie przyjętych „funkcji” kobiety czy mężczyzny jest tak duże, że mam wrażenie zamiast pomagać zrozumieć transseksualizm, wpycha go w jeszcze większe stereotypy. Bynajmniej, nie wiąże się to z samym swobodnym popadaniem w głównego bohatera w degenerację, ale przede wszystkim samym opisywaniem przemiany. Można teoretycznie uznać to za konieczne, jeśli o transseksualizmie pisze się w kategorii dość zagorzałego katolicyzmu i używając języka, który z tegoż się wywodzi, ale to po prostu nie przekonuje.

 

Tak samo jak nie zawsze przekonuje wewnętrzny świat bohaterów. Zarówno pustkę jak i rozkosz klasztornego życia Razborak odmalowuje w sposób naprawdę wstrząsający, choć delikatny i niedookreślony; jednak w momencie, gdy na scenę wchodzi brat Ryszard, coraz bardziej traci. Początkowe fascynacje wydają się realistyczne, zrozumiałe, niczym w końcu zapalona świeca po paru latach siedzenia w ciemności, jednak sama przemiana A., zwłaszcza finałowa z każdą stroną wzbudza coraz więcej wątpliwości, zresztą tak jak i jego porzucenie głęboko rozumianej teologii.

 

Krótko mówiąc, to powieść, która miała szansę zadać bardzo dużo ważnych, ciekawych pytań, jednak zaprzepaściła tę szansę na rzecz zwykłego szokowania. Jest to tym bardziej smutne, że obiecywała naprawdę ciekawy punkt widzenia, zakorzeniony w tradycji rzymskokatolickiej, choć niebezkrytyczny, a jednak z wrażliwością odnoszący się do problemów z identyfikacją płciową oraz sposobów rozumienia duchowości. „Transsuma” nie jest powieścią, o której się zapomina, lecz pamięta się o niej z innych powodów, niż by się chciało.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial