Okładka wydania

Wrocławska Tancbuda

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Barbara Rejek
  • Gatunek: Poezja i Aforyzm
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 286
  • Rok Wydania: 2019
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 150x210 mm
  • ISBN: 9788381195867
  • Wydawca: Psychoskok
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Konin
  • Ocena:

    5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wrocławska Tancbuda | Autor: Barbara Rejek

Wybierz opinię:

Agnesto

Wrocław.

 

Miasto, które łączy, spaja.

 

Miejsce.

 

Wrocław.

 

Przystań.

 

Poczekalnia.

 

Dla jednych apoteoza czyśćca, a dla innych przedsionek między piekłem, a niebem.

 

Gdzieś pomiędzy.

 

Stoję tu i czekam na przyjście Boga, czekam na rozmowę z Nim. Potem przyjdzie Nie-Bóg, ale czy Szatan? Bóg i Nie-Bóg. Obaj zwodzą, unikają prawdy, bo to w końcu nie Oni będą decydować o mnie. Za kim pójdę? I dokąd? To już mój wybór. Ja mam zrobić krok. , przekroczyć próg.

 

Jestem we Wrocławiu. Poznaję ludzi, miejsca, to co dobre i co złe w tym mieście. Co tragiczne, co stanowi odwieczną zagadkę spowitą legendami i domysłami, a co jest przyjazne i czasem puste, zapomniane. Poznaję to, co wywołuje uśmiech, ale i ten uśmiech zmywa. „Wrocławska tancbuda” to właśnie taka mieszanka emocji, stylów, tempa granej właśnie muzyki i słów.

 

Najpierw jest wieża ponad miastem. I wieczór i pojawia się on. Skąd przyszedł? Dlaczego go wcześniej nie słyszała? A może spadł z nieba? Ale... czy to istotne? Nawet, gdyby nie był prawdziwy, to od niego wszystko się zaczyna, zaczyna się przeinaczać. Jakby stanowił substytut samego Boga. Boga z Wrocławia. Zjawia się znikąd i jest, choć nie pyta. Most, na którym stoimy staje się progiem pomiędzy. Pytasz się czy to już czas odchodzić? Czy to Bóg i Nie-Bóg w jednej osobie? Ale ona, wolontariuszka podczas przyszłej tragedii będzie ratować. Wrocław zaleją wody. Tony wody. Wyleją rzeki, zniszczą dobytki ludzi, wywołają płacz. Dojdzie do niemalże biblijnej powodzi, obmycia miasta. Odra zabierze to, co ludzie posiadali i co uzbierali przez całe swoje życie. Woda zrobi pustkę, czystkę. Obrośnięci dobrobytem ludzie spokornieją, wyhamują wreszcie i znajdą dla siebie czas. Jeden spojrzy na drugiego. Dostrzeże kogoś obok siebie. Poczuje, że nie jest jedyny, że nie jest pępkiem wszechświata. Staną przy beczkowozie i będą rozmawiać. Ten moment tragedii stanie się mostem pomiędzy zniszczeniem, a tym co jeszcze w ludziach dobre i bezgrzeszne.

 

Jest ten most też między życiem, a śmiercią. Oddziela ukochaną od kochającego. Most – bariera. Za nim jest ta, która za życia obdarowała pewnego chłopaka kwiatem jaśminu. Ale teraz jej nie ma, a on jej nieustannie szuka. Trafiła bowiem poza ludzki wymiar, poza Wrocław. Czy ją znajdzie? O tym zdecyduje już Sąd i zanim zejdzie z tego mostu okaże się czy ją odnajdzie... Bo ten most ma we Wrocławiu istotne znaczenie, a zwłaszcza w „Tancbudzie”. Tu spotykają się też inni bohaterowie powieści. Wychodzą z niej dla złapania oddechu, na moment stają się. Są. Są Kimś. I jest ktoś obok. Rozmawiają, siadają na brzegu rzeki, gdzieś niedaleko. Siadają obok siebie, przysuwają się do siebie. Ona kładzie głowę na jego ramieniu. On bezwiednie chwyta jej dłonie w swoje i wspólnie podążają przez most słów.

 

Ten wrocławski most oddziela też dusze żywych od zmarłego dziecka, od Janka, którego wykradł jej rak, od Stachury, który stojąc na peronie trzecim igrał z życiem, jak w ruletkę. I przegrał.

 

„Wrocławska tancbuda” jest specyficzną ksiązką. Autorka umieściła samą siebie na drewnianym podeście Wrocławia. Otacza ją wrzawa miasta poniżej. Wrzawa będąca muzyką codziennego zgiełku. W takiej scenerii opowiada o ludziach, umieszcza ich w różnych zakątkach miasta. Mówi ich ustami, dotyka ich, daje namiastkę uczucia. Nic tych ludzi nie łączy, a tylko przypadek sprawia, że tu mieszkają lub na chwilę się tu znaleźli. Wrocław staje się przystankiem w drodze dokądś. Jest tu dworzec, jest przystań i jest podróż. Czasem jest i pustka w sercu i ciężki bagaż stojący tuż obok nogi, w zasięgu wzroku. Z bohaterami poznajemy miasto, ludzi i samych siebie. Choć odniosłam wrażenie, że w „Tancbudzie” poznajemy najpierw siebie, a potem to, co nas ulepiło w pewnym sensie.

 

Barbara Rejek plastycznie, bez pośpiechu prowadzi czytelników po Wrocławiu. I nie bawi się w przewodnika. Ona pokazuje nam wszystko wokoło nie oczekując ani zachwytu, ani podziwu. Emocje są w nas. I z każdą kolejną stroną, z każdym krokiem, jaki stawiamy idąc po ulicach starego miasta, coraz bardziej odkrywa przed nami inne tło. Moglibyśmy być w każdym innym mieście, ale nie. Piękno tego miejsca nas tu przykuwa i nawet jeśli emocje w nas płaczą, to nie buntujemy się. Czytamy, powoli. Czytamy dotykając czyjejś dłoni położonej na naszym kolanie. Czytamy czasem sami, czasem dla kogoś. Czytamy...
Bardzo dobra książka nie tyle o Stachurze, co wskazuje przedmówca, ile o innych i o Stachurze też. Smutna powieść, kolaż, zlepek historii prawdziwych i bajkowych. Zlepek poezji i prozy. „Wrocławska tancbuda” to wyśmienite danie literackie o wszystkich smakach.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial