Okładka wydania

Unorthodox

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Unorthodox | Autor: Deborah Feldman

Wybierz opinię:

Anena

O Deborah Feldman zrobiło się głośno, gdy w 2011 roku ukazała się jej biografia pod tytułem ,,Unorthodox”. W bardzo krótkim czasie jej wspomnienia z życia we wspólnocie ortodoksyjnych Żydów stały się bestsellerem New York Timesa i zostały przetłumaczone na wiele języków, w tym na polski. Obecnie w wydawnictwie Poradnia K ukazało się drugie wydanie w tłumaczeniu Kamilli Slawinski, którego premiera zbiegła się z premierą serialu Netflix zrealizowanego na podstawie tej książki.

 

Deborah już od najmłodszych lat poznała czym jest wykluczenie i ostracyzm ze strony społeczności, w której się wychowała. Ortodoksyjny Żydzi z Williamsburga na Brooklynie nie mogli pogodzić się z tym, że jej ojciec był człowiekiem chorym psychicznie, a jej matka dobrze wykształconą emigrantką z Anglii, która nie mogąc wytrzymać presji postanowiła opuścić wspólnotę.

 

„Kto nie ma korzeni, nie ma i spuścizny. Wartość człowieka jest definiowana wartością jego przodków. każdy pracuje na dobre imię swoich dzieci. Kto mnie zechce, skoro nie mam nazwiska, które warto byłoby przekazać następnemu pokoleniu? Matka była nieobecna, odkąd pamiętam. Jej zagadkowe zniknięcie, zaskakujące zejście ze ścieżki przodków wywołało spory skandal. Brzemię jej odstępstwa spoczywa teraz na mnie.”    s.104

 

Od najmłodszych lat pozostawała pod opieką dziadków i ciotki, która stale strofowała ją i pilnowała, by wyrosła na bogobojną Żydówkę.

 

„Dziadek mówi, że powinnam raczej współczuć tym, którzy próbują mnie wychować. Powinnam bardziej starać się dać mu powód do dumy. Mam wrażenie, że wszyscy wujowie i ciotki są surowi wobec swoich dzieci. Krzyczą na nie, karcą je, upokarzają. Na tym polega chinuch, właściwe wychowanie według reguł Tory. Duchowym obowiązkiem rodziców jest dopilnowanie, by dzieci wyrosły na bogobojnych, posłusznych Prawu Żydów. Wszelkie metody karcenia są dozwolone, jeśli taki cel im przyświeca. Zajde często mi przypomina, że jeśli upomina jakieś dziecko szczególnie surowo, robi to wyłącznie z poczucia obowiązku. (…) W naszej rodzinie nie całuje się i nie przytula, Nie prawi się komplementów. Zamiast tego czujnie obserwujemy się nawzajem, by wytknąć komuś każde duchowe lub materialne potknięcie. Chaja [ciotka bohaterki] mówi, że to jest prawdziwe współczucie: dbałość o duchowe dobro innych. Z całej rodziny Chaja najbardziej dba o moje duchowe dobro.”   s. 24-25
Deborah poznała smak odrzucenia i braku miłości ze strony rodziny.

 

„Czuję się niekochana. Przez rodziców i przez tych, co odmawiają mi przynależności do nich, i przez ciotki, i wujów, patrzących na mnie z góry, bo jestem dowodem rodzinnego skandalu – najbardziej jednak czuję się niekochana przez Boga, który najwyraźniej wrzucił mnie w ten świat i zapomniał o mnie. Jaką mam szansę być szczęśliwa bez Bożej miłości? Zasypiam wtulona w poduszkę mokrą od łez.” s. 106
Stale wpajano jej zasady wiary i to w taki sposób, aby nie mogła ich podważać. Uczoną ją bezwzględnego posłuszeństwa i niekwestionowania panującego w jej wspólnocie porządku, w tym rygoru dotyczącego ubioru.

 

„W naszej wspólnocie przywiązuje się wielką wagę do zewnętrznych oznak pobożności. To bardzo ważne, by zawsze wyglądać bogobojnie, jak prawdziwy sługa Boży. Od tego, jak kto wygląda, zależy wszystko; wygląd ma wpływ na to, kim się jest wewnątrz, ale także mówi reszcie świata, że jesteśmy inni i że należy trzymać się od nas z daleka. Myślę, że najważniejszym powodem, dla którego chasydzi samarscy ubierają się w tak szczególny, wyraźnie inny sposób, jest przypominanie tym na zewnątrz i wewnątrz wspólnoty, jaka przepaść dzieli te dwa światy. Jak powtarza moja nauczycielka: „Asymilacja była przyczyną Holokaustu. Kiedy próbowaliśmy się dopasować, Bóg pokarał nas za to, żeśmy go zdradzili”.”   s. 43-44

 

Podstawą wychowania we wspólnocie było bezwzględne podporządkowanie się rodzinie, zasadom wiary i nauczycielom, których słów nie można było podważać.

 

Co rano muszę się ukorzyć przed Jego świętością, poddać jej duszą i ciałem; jak mówią nauczycielki, muszę nauczyć się milczeć po to, by usłyszeć w sobie głos Boży. (…) Codziennie trzeba żałować za grzechy, wiec pod koniec porannej modlitwy z wyprzedzeniem żałujemy nawet za te, które popełnimy w ciągu dnia. Rozglądam się dokoła, patrząc na innych, najwyraźniej głęboko przekonanych o własnej grzesznej naturze: bezwstydnie płaczą i błagają Boga, by pomógł im wyprzeć jetzer hara, skłonność do złego, ze świadomości.  s. 39

 

Mimo że jej dzieciństwo nie przebiegało tak jak powinno, to dziewczyna zawsze potrafiła znaleźć jakieś pozytywne strony. Chociaż nie miała koleżanek, z którymi mogłaby rozwijać pasje, to znalazła inne zajęcie – książki.

 

„To rabbi [duchowy przywódca] zdecydował, że nie wolno mi czytać książek i nosić czerwonych ubrań. Odizolował nas, sprawiając, że nigdy nie będziemy w stanie wtopić się w otoczenie. Skoro nie było mnie przy zawarciu tej umowy, czemu nadal muszę jej przestrzegać? Czy Zajde może oczekiwać od nas, że ślepo podążymy śladami rabbiego, tak jak on to zrobił, gdy był przestraszony i samotny jak wszyscy ocaleni, gdy nie znajdował bezpiecznego schronienia nigdzie indziej?”  s. 69

 

Czytanie książek było dla niej odskocznią od rzeczywistości, formą terapii i przepracowania bólów życia rodzinnego, ale również próbą poznania otaczającego ją świata.

 

„Wybieram sobie bohaterów z książek jako idealnych rodziców i wyobrażam sobie, jak by to było, gdybym to im się urodziła, gdybym mieszkała w różowym pokoiku  z łóżkiem z baldachimem i oknem wychodzącym na pięknie utrzymany podmiejski trawnik. Rodzice z moich fantazji załatwiliby dla mnie aparat ortodontyczny, żebym miałą proste zęby i kupowaliby dla mnie ładne ubrania. Chodziłabym do prawdziwej szkoły, może nawet studiowałabym. Grałabym w tenisa, jeździła na rowerze. Nie kazaliby mi schylać głowy ani mówić cicho.”   s. 110

 

Mimo, że czytanie książek niekoszernych, a zwłaszcza powieści popularnych i zagranicznych było surowo wzbronione, to Deborah zawsze znajdywała sposób na to, by jakoś przemycić je do domu. Najpierw zapoznawała się z prawdami wiary zawartymi w nieocenzurowanej wersji Talmudu, a potem zaczęła czytać powieści, w których bohaterami byli młodzi Żydzi zmagający się z dorastaniem. Jednakże prawdziwym odkryciem była dla niej literatura piękna, w tym ,,Duma i uprzedzenie”, ,,Ania z Zielonego Wzgórza” i ,,Małe kobietki”. Podczas czytania Deborah nie tylko była w stanie zidentyfikować się z każdą z bohaterek, ale nawet odnajdywała analogie pomiędzy środowiskami, w którym żyły one i ona. Podobnie jak Ania była marzycielką i dociekliwą obserwatorką rzeczywistości, wiele rzeczy ją interesowało, a zdawkowe odpowiedzi nauczycieli jej nie wystarczały. Niczym Elizabeth musiała wdzięczyć się przed rodzinami kawalerów, bo jej jedynym wyjściem spod władzy opiekunów i szansą na usamodzielnienie się było małżeństwo. Tak jak Jo nie mogła się dostosować, do świata, w którym żyła, nie mogła przyzwyczaić się do tego, że kobietom nie wolno pójść na studia, nie wolno pracować w takim zawodzie, w jakim chcą. Niczym powieściowe bohaterki Deborah nie chciała być zaszufladkowana wyłącznie do roli żony i matki.

 

Jednakże w wieku 17 lat dziewczyna została zmuszona do ślubu z chłopakiem, którego miała okazję poznać podczas 30-minutowej rozmowy pod nadzorem ich opiekunów znajdujących się w pomieszczeniu obok. Deborah nie mając innej możliwości musiała się zgodzić na przejście spod władzy jednego mężczyzny do drugiego. Jednakże wbrew pozorom małżeństwo nie dało jej upragnionej wolności, a wręcz stłamsiło ją coraz bardziej. Konflikt z rodziną męża, coraz większa presja ze strony otoczenia, by jak najszybciej zaszła w ciążę sprawiły, że dziewczyna postanowiła odejść ze wspólnoty i rozpocząć nowe, lepsze życie.

 

„Jestem taka zmęczona wstydzeniem się swojego prawdziwego ja. Jestem wyczerpana tymi latami spędzonymi na udawaniu pobożnej i upominaniu samej siebie za odwrócenie się do wiary. Chcę być wolna – nie tylko fizycznie, ale w każdy inny sposób. Chcę mieć wolność, która pozwoli mi zdefiniować, kim naprawdę jestem i zaprezentować światu moje prawdziwe oblicze.”  s. 251.

 

Książka „Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów” to nie tylko zapis pełnej przeciwieństw drogi, jaką Deborah Feldman musiała przejść, aby wraz z synem móc wyrwać się z destrukcyjnej dla jednostki społeczności żydowskich ortodoksów, ale również próba pokazania światu, że kiedy wiara zostaje interpretowana przez osoby do tego niepowołane, to powstaje patologia, która nie tylko ogranicza aktywność jednostki, ale również więzi ją w niewiedzy o współczesnym świecie. Autorka nie neguje jednak wiary, której ją nauczono, lecz wskazuje ułomności systemu obranego przez duchowych przywódców wspólnoty. Dzięki swoim wspomnieniom chce pokazać ludziom do czego może prowadzić ślepe podążanie za dogmatami oraz jak łatwo jest wypaczyć wiarę poprzez praktyki polegające jedynie na całkowitym podporządkowaniu się jednostki. Wiele z opisanych przez nią sytuacji, w tym zakaz dalszego kształcenia dziewcząt, aranżowane małżeństwa nastolatków, czy golenie głowy dziewcząt tuż po ślubie wstrząsa czytelnikiem, który zaczyna się zastanawiać nad znaczeniem słowa WOLNOŚĆ. Wielu z nas nie może uwierzyć, że w XXI wieku są osoby, które doświadczają przemocy psychologicznej i którym ta wolność jest odbierana. To dla nas nie do pomyślenia, że nie można decydować o własnym życiu, zarówno w tych ważniejszych jak i mniejszych aspektach. Wielu z nas nie wyobraża sobie tego, ktoś może nam zabronić kupić  kolejną bluzkę, czy buty. To wprost niewyobrażalne, że można zmusić dziewczynę do ślubu z nieznajomym mężczyzną bez uprzedniego poinstruowania jej w sferze aktywności seksualnej. Przecież w dobie Internetu i wolności dostępu do materiałów edukatorów seksualnych taka niewiedza wydaje się nie do pomyślenia. A jednak są wśród nas osoby, które noszą ubrania po bogatszych krewnych, które nie mogą czytać książek, oglądać filmów i  korzystać z dobrodziejstw Internetu.

Michał Lipka

UCIEC PRZED SZALEŃSTWEM ORTODOKSYJNOŚCI

 

Książki o ucieczkach z jakichś zamkniętych społeczności czy środowisk co jakiś czas stają się modne. Kiedyś popularne były wspomnienia ludzi, którzy odeszli z sekty, potem moda na nie ograniczyła się do tematyki scjentologów, a w ostatnich latach bestsellerami stały się dzieła traktujące o życiu w krajach muzułmańskich i ucieczkach od arabskich mężów czy z tamtejszych reżimów. Teraz nadszedł czas na opowieść o wyrwaniu się z ortodoksyjnej żydowskiej rodziny, która dobrze wpasowuje się w tę tradycję. I chociaż jest to powieść bardziej kobieca, niż męska, nie tylko przedstawicielki płci pięknej znajdą tu coś dla siebie.

 

Poznajcie Deborah, nastolatkę mieszkającą w Nowym Jorku. Co w tym jednym z największych i najbardziej znanych miast świata, mieści otwartym i pełnym możliwości, może ją czekać? Wiele, ale nikt nie spodziewałby się, że prawdziwe domowe więzienie, a jednak. Deborah pochodzi bowiem z chasydzkiej rodziny, nie spotyka się z rówieśnikami, nie czyta książek, nie chodzi do kina, nie może nawet posługiwać się angielskim językiem. Ortodoksyjna religia, tradycja, która jest prawdziwym piekłem, zmusza ją do ślubu i nagłego wkroczenia w dorosłe, równie przerażające co dotąd życie. Czy długo da się wytrzymać w tym koszmarze? Jej krewni pokazują, że tak, Deborah nie zamierza jednak długo tego znosić. Tym bardziej, gdy na świat przychodzi jej dziecko, które chce uchronić przed takim losem. Decyduje się zostawić wszystko i zacząć zupełnie nowe życie, ale co ją teraz czeka?

 

„Unorthodox” to powieść, ale powieść oparta na faktach. Wspomnieniowa. Napisana zresztą przez samą Deborah. Powieść wspomnieniowa, ale i rozliczeniowa, ukazująca prawdę o ortodoksyjnych Żydach. Prawdę niewygodną, brutalną, dla niejednego czytelnika szokującą, ale wartą poznania. Nie jest to książka dla każdego, tym bardziej, iż trudno nie odnieść wrażenia, że po wydarzeniach drugiej wojny światowej o Żydach, niezależnie czego by nie zrobili, nie wypada źle mówić, jeśli nie chce się narażać na etykietę antysemity. Deborah mówi jednak jak jest, nie przejmując się tym, czy brzmi to źle, czy dobrze. Jej książka dla wielu może być niewygodna, ale za to jest wartościowa.

 

A jak jest napisana? Prosto, ale przyzwoicie. To nie literacko wysublimowane dzieło, które się smakuje, a nie nudząca, nieźle podana literatura faktu. Nieskomplikowana, ale wyrazista i zapadająca w pamięć. Uzupełniona o kilka fotografii (czarnobiałych, by być dokładnym), przypominających nam, że mamy tu do czynienia z autentyczną historią, która stała się kanwą dla serialu Netflixa o tym samym tytule. Dla ciekawych tematu będzie to intersująca i warta odbycia podróż w świat odizolowanej dziewczyny, która w wieku kilkunastu lat nie miała nawet podstawowej wiedzy o tym, jak zmieniać się będzie jej ciało czy co czeka ją po ślubie. Dziewczyny, która postanowiła zawalczyć o swoje i – jak możecie się domyślić, skoro wydała książkę – udało jej się to. Ale jaką przeszła drogę to już musicie odkryć sami.

Justyna

Nowy Jork to jedno z bardziej zaludnionych miast Stanów Zjednoczonych, miasto, które nigdy nie śpi, uważane za jedno z najbardziej otwartych miast świata. Są lata 90. XX wieku, nastoletnia Deborah zamieszkuje jedną z dzielnic - Brooklyn. Uwięziona w swojej rodzinie i religii. Dziewczyna nie zna kina, książek, muzyk, elementów popkultury, nie spotyka się z rówieśnikami.

 

„Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów” to autobiograficzna opowieść Deborah Feldman. Dziewczyna nie godząc się na życie oferowane przez religię i kulturę postanawia uciec. Nie godzi się na życie, gdzie grzechy są starannie ukrywane. Nie godzi się na życie pełne zakazów i nakazów. Nie godzi się na życie w cierpieniu. Nie godzi się na zniewolenie. Nie godzi się na przemoc.

 

Mało kto wie, że judaizm dzieli się na wiele odłamów. Jednym z nich jest ortodoksja czyli ścisła wierność doktrynie religijnej. W ósmym dniu po urodzeniu chłopiec powinien być obrzezany. Matka uważana jest za nieczystą przez siedem dni po urodzeniu chłopca i czternaście po urodzeniu dziewczynki. W wieku 12 lat dziewczynka jest postrzegana jako dorosła, chłopiec gdy osiągnie 13 lat. Od tego momentu muszą przestrzegać halachę (prawo żydowskie, na które składa się 613 przykazań, w tym 248 nakazów i 365 zakazów, dodatkowo reguluje stosunki między kobietą, a mężczyzną). Ortodoksyjny Żyd nie może podziwiać urody kobiet, wąchać ich perfum i słuchać śpiewu. Zakazane są związki homoseksualne i masturbacja. Każdy Żyd musi mieć żonę i jak największą liczbę dzieci. Przed ślubem są angażowane zaręczyny. Ważne jest, że to nie młodzi wybierają swoją drugą połówkę. Ortodoksyjny Żyd powinien modlić się trzy razy dziennie i spożywać koszerne jedzenie.

 

„Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów” to poruszająca podróż w głąb środowiska ortodoksyjnych chasydzkich Żydów. Feldman jest szczera w przekazie, choć zdradza największe sekrety tej hermetycznej społeczności. Decyzja o odejściu dojrzewała w niej od dawna, kolejne złe wydarzenia pozwoliły nadać życiu wiadomy bieg. Dużo tu zwrotów, rytuałów czy nazw związanych z ich kulturą, religią i obrzędami. Wiele nie jest wytłumaczonych, co przeszkadza w lekturze (a trudno skupić się na lekturze, jeśli trzeba co chwilę zaglądać do Internetu). W ogólnym odbiorze czegoś zabrakło – może bardziej emocji, przeżyć? Deborah po prostu przekazuje czytelnikowi swoją decyzję, bo przecież już tytuł zapowiada, że będzie to historia dziewczyny, która porzuci dotychczasowe życie. Plusem jest to, że autorka nie ocenia chasydów, nie wydaje opinii na ich temat, wyczuwa się poszanowanie do wielowiekowej tradycji, zwyczajów, wiary. Porzuca świat Żydów, ale nie porzuca Boga. Konstrukcja jest dość monotonna, co sprawia że i odbiór staje się taki, jakby zabrakło „życia” w niektórych fragmentach. Nie ma ciągłych zaskoczeń i szoku, choć Dewojre pisze o rzeczach niewyobrażalnych.

 

„Unorthodox (…)” to w pewnym sensie krytyka i wydanie książki spotkało się z dużą falą kontrowersji. Autorkę oskarżano o sfabrykowanie niektórych części historii i podkoloryzowanie przedstawianych wydarzeń. Dodam od siebie, że z opowieści wyłania się obraz, który można nazwać jakoby uniwersalnym, który ogranicza wizję roli kobiety kultywowanej przez niejedną wspólnotę religijną czy świecką. Gdzie ogranicza się i kontroluje życie prywatne, gdzie małżeństwo jest ekonomiczno-polityczną transakcją, a brak edukacji seksualnej skutkuje problemami w związku i ogromnymi wątpliwościami na temat siebie i własnego ciała.

 

Historia Feldman to walka o niezależność, wolność, o siebie, ale i o lepsze życie dla dziecka.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto