Okładka wydania

Ja, Inkwizytor Przeklęte Kobiety

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 3 votes
Styl: 100% - 3 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 3 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Ja, Inkwizytor Przeklęte Kobiety | Autor: Jacek Piekara

Wybierz opinię:

Uleczkaa38

Był taki czas, gdy to wielu miłośników twórczości Jacka Piekary nie mogło doczekać się kolejnych odsłon "Cyklu Inkwizytorskiego" - książek o losach Mordimera Madderdina i innych postaci z twego świata alternatywnej, średniowiecznej rzeczywistości. Dziś nadszedł jednak taki okres, gdy oto możemy średnio co kilka miesięcy cieszyć się kolejnymi premierami tej serii, co może nas tylko i wyłącznie radować! I tak oto kilka dni temu ukazała się najnowsza taka pozycja - powieść pt. "Ja, Inkwizytor. Przeklęte kobiety", o której to postaram się opowiedzieć więcej w poniższej recenzji!

 

Książka ta stanowi kontynuację relacji o losach Inkwizytora Mordimera Madderdina, który wciąż przebywa na dworze ruskiej księżnej - Ludmiły, pełniąc tam rolę jej osobistego strażnika, jak i też partnera dla urokliwej czarownicy - Nataszy, z którą połączyło go gorące uczucie. Jednak nie tylko miłosne harce i dworskie życie jest pisane słudze Świętego Oficjum, gdyż oto musi się udać on z Ludmiłą i jej armią na wojnę, jaką to będzie próba stłumienia buntu jednego z licznych książąt. I jak się szybko okaże, wyprawa ta przyniesie wiele niezwykłych wydarzeń, jak i też niebezpiecznych spotkań, które to mogą zadecydować nie tylko o losach Księstwa Ludmiły, ale przede wszystkim o przyszłości uniżonego sługi Oficjum...

 

Najnowsza odsłona tej jakże wielce rozbudowanej i niezmiennie fascynującej sagi fantasy, nie zawodzi nas w żadnym względzie! Nie zawodzi na polu ciekawego, zaskakującego i efektownego scenariusza wydarzeń, nie rozczarowuje w kontekście warstwy fantasy i komediowych akcentów, jak i wreszcie oczarowuje swoim niepowtarzalnym, od pewnego czasu jakże bardzo słowiańskim, klimatem. I tak też mamy tu wszystko to, czego tylko moglibyśmy sobie życzyć, a więc walkę z mieczem w ręku, magię, przerażające konfrontacje z potworami, jak i też pokaźną porcję czarnego humoru, namiętności i politycznych knowań, w których to centrum znajdzie się Mordimer Madderdin. Całości pozytywnego wrażenia dopełniają także piękne, klimatyczne ilustracje Pawła Zaręby!

 

Konstrukcja fabularna powieści tradycyjnie już stawia postać głównego bohatera w roli pierwszoosobowego narratora, który dzieli się z nami relacją o swoich losach. To dobry wybór, gdyż dzięki temu cała ta historia smakuje nam jeszcze lepiej, gdy oto wiemy i widzimy dokładnie to samo, co Mordimer. A tym razem jego losy wypełniają podróże, powroty i odwiedziny miejsc, które zazwyczaj są bardziej przerażające, aniżeli piękne. Zbrojne powstanie, fortele możnowładców, tajemnicze spotkanie z wysłannikiem Oficjum, czy też wreszcie próba odnalezienia sojusznika w osobie nieprzewidywalnej wiedźmy - to tylko kilka z licznych i za każdym razem intrygujących wątków, jakie wypełniają sobą strony tej książki.

 

Jak wskazuje sam tytuł tej pozycji, to właśnie kobiece postacie wydają się odgrywać tu najważniejszą rolę - oczywiście zaraz po naszym zawsze opanowanym, czujnym, odważnym, choć też i realnie oceniającym wszelkie zagrożenia, Mordimerze Madderdinie. Kobiety w osobach księżnej Ludmiły, pięknej Nataszy, pewnej niebezpiecznej wysłanniczki Oficjum, starej wiedźmy z bagien oraz jednej z jej uczennic, decydują w znacznej mierze o przebiegu tej opowieści, budząc przy tym naszą ciekawość, czasami uśmiech, ale niekiedy też i strach. I choć każda z nich jest zupełnie inna, to każda nas ciekawi, fascynuje i niejednokrotnie zaskakuje. Oczywiście, jak to w życiu bywa, nigdy nic dobrego nie może wyniknąć z tego, że odgrywają one tak wielką rolę w życiu poczciwego Inkwizytora...

 

Kolejny też raz zachwyca nas obraz tej ruskiej rzeczywistości, jaką to przedstawia nam Jacek Piekara. To ponury, szary, wypełniony niesprawiedliwością i przemocą świat, w którym o wszystkim decydują władcy i ich humory, ale też i magia oraz związane z nią zabobony, jak i też strach. I jest się tu naprawdę czym zachwycać, gdy oto poznajemy krajobraz tych ziem, polityczne zależności oraz codzienność życia szlachty, jak i zwykłych ludzi. Naturalnie, nie sposób nie wyrazić uznania dla sfery magicznej tej rzeczywistości, która to w tej niniejszej książce jawi się wyjątkowo barwnie i malowniczo. 

 

Przyjemnie, z nieustającym zaintrygowaniem i autentyczną radością, czyta się tę powieść. Nie może być jednak inaczej, gdy oto mamy okazję poznawać kolejne przygody jednego z najbardziej barwnych bohaterów polskiej literatury fantasy, które to zostały osadzone w tak odważnych realiach alternatywnej rzeczywistości. I naprawdę pięknym jest to, że historie te wciąż nas sobą porywają, w żadnej mierze nie nudzą i bawią dokładnie tak samo, jak przed laty. Wydaje się również, iż osadzenie tych kilku ostatnich powieści w realiach średniowiecznej Rusi, okazało się świetnym posunięciem autora, który nadał temu cyklowi niejako świeżości, ale też i zupełnie nowe pole do działania...

 

Reasumując - powieść "Ja, Inkwizytor. Przeklęte kobiety", to znakomita, ze wszech miar udana i mająca nam sobą wiele do zaoferowania, kolejna odsłona słynnego cyklu Jacka Piekary. Wielka przygoda, wartka akcja, charakterni bohaterowie i humor, któremu nie sposób się oprzeć - to tylko kilka z argumentów przemawiających za tym, by sięgnąć po ten tytuł. Polecam - naprawdę warto!

Olcziks

Przeklęte Kobiety Jacka Piekary to kolejne spotkanie z wykreowanym Mordimerem Madderdinem. Inkwizytor na kartach powieści autora przeszedł wiele przygód i w równie wielu miejscach się pojawił. Na kanwie ostatnich tomów, stanowiących miniserię Przeklęte… trafił na Ruś, krainę równie niezbadaną, co niebezpieczną, z dala od Cesarstwa, z dala od czujnej opieki sprawowanej nad Szachor Sefer, której to tajemnice wielcy i potężni świata pragną posiąść.

 

Ruś stanowi znaczne poszerzenie horyzontów w świecie Inkwizytorów. Do tej pory mieliśmy okazje odwiedzać głównie Cesarstwo, krainę bogatą i, mimo dominacji Świętej Wiary, pełną odstępstw i podłego plugastwa, będącego obrazą dla Jezusa Mściciela. Z kolei w tomach Płomień i Krzyż, stanowiący oddzielną serię, rozgrywającą się w świecie Inkwizytorów (jednak ściśle splatająca się z głównym cyklem) poszerzony został dla nas świat Persji, zdradliwy i niestabilny.

 

O ile jednak w przypadku wspomnianej pobocznej serii wszystko ma sens i autor sprawnie klei ze sobą wszelkie wątki, o tyle pobyt Mordimera na Rusi wydaje się być wprowadzony na siłę. Autor postarał się oczywiście, by miało to logiczne uzasadnienie, co jednak nie sprawia, że poczucie, że coś nam nie gra, znika. W końcu czy Święte Oficjum, wykreowane na jedną z najpotężniejszych organizacji, naprawdę nie było w stanie ściągnąć swojego szalenie ważnego inkwizytora z powrotem? Czy w dalszej mierze nie odnosimy wrażenia, że z powodowi z jakiego został wysłany nasz inkwizytor, brakuje sensu?

 

Wracając do postaci naszego inkwizytora, to należy również „doczepić się” jego szaleńczemu oddaniu – coś do czego nigdy nie przyzwyczaił nas ani Mordimer, ani tym bardziej żaden inny prawowierny inkwizytor. Wygląda przecież na to, że Natasza staje się zbyt ważna. W końcu, czy Święte Oficjum pozwoliło by sobie by w szeregach swojej organizacji były takie niepewne elementy. Powiedzmy sobie szczerze, przyrównując Mordimiera z pierwszych tomów cyklu a tego obecnego jawi nam się jak dwie zupełnie sobie obce postacie. Jeszcze chwila, Jezu Mścicielu nie dopuść, a zapragnie porzucić krucjatę Świętej Wiarę i się ustatkować. Miejmy nadzieje, że autor z czasem da nam sensowne wytłumaczenie tej kwestii i znów dostaniemy naszego tępiciela herezji w całej okazałości i krasie.

 

Kolejnym przytykiem mogą być retrospekcje, które wydają się być zupełnie niepotrzebne. Czy autor uważa, że jego czytelnicy mają słabą pamięć? W końcu, taki powód jest idealnym, by odświeżyć sobie fabułę poprzednich części, a tak? Wszystko na tacy.

 

Na tempo i warstwę jak zwykle nie ma co narzekać. To dalej nasz Jacek, który potrafi odpowiednio dawkować opisy świata wraz z tempem akcji. Sprawdzony sposób, by książka się nie dłużyła. Choć nie ukrywam, chętnie dowiedziałabym się więcej ciekawych smaczków na temat tego alternatywnego uniwersum.

 

Na zakończenie jak zwykle mamy niedopięte wątki – kto czytał Piekarę, ten wie, że jest to norma. Zabieg jest znany od lat. W tym przypadku tego cyklu zawsze się łapię na niego z przyjemnością i jestem w stanie to wybaczyć. Otwarte wątki w tym przypadku to nie tylko ucięcie finału, ale otwarcie pola do rozmyślań (najlepszym w mojej opinii ucięciem był moment zakończenia drugiego tomu Płomień i Krzyż).

 

Podsumowując – widać, że ta cześć to typowy zapychacz, autor, mimo zapowiedzi, że zmierza do końca serii stara się z niej wycisnąć jak najwięcej. Być może na początku planował jedną pozycję na Rusi, a potem się wszystko rozwlekło? Jeśli tak było, to powinien pozostać przy tej jednej pozycji. Mimo wszystko rozumiem autora. Żal rozstawać się z Mordimerem. Bo widzimy, że nieubłaganie wszystko zmierza ku końcowi.

Don Centauro

Zesłanie Mordimera Madderdina, inkwizytora świętego Oficjum na pogańską Ruś trwa nadal. Co prawda przyzwyczaił się on do panujących tam warunków, a nawet mocno zaprzyjaźnił, po przygodach na bagnach z jedną z podopiecznych wiedźmy, przeuroczą Nataszą, ale coraz częściej rozmyśla o powrocie. Jednak tamtejsze obyczaje i wierzenia nie pozwalają się nudzić – księżna Ludmiła, na której usługach pozostaje inkwizytor, postanawia rozprawić się z lokalnymi, rosnącymi w siłę rzezimieszkami. Opuszczenie grodu i wojenna wyprawa kończą się sukcesem, mają jednak nieoczekiwane konsekwencje.

 

„Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety” to kolejny cykl przygód Mordimera Madderdina i drugi, którego akcja dzieje się na Rusi. Jak to w przypadku wydawnictwa „Fabryka Słów” często bywa, powieść ma świetną, przyciągającą wzrok okładkę, której autorem jest Piotr Cieśliński. I trzeba przyznać, że nawet jak na standardy tego wydawnictwa, jest ona bardzo dobra. Ale wracając do fabuły – w życiu inkwizytora zaszły spore zmiany. Pojawiła się u jego boku Natasza, której zdolności magiczne zaskakują Mordimera, dotychczas potrafiącego okiełznać tego typu właściwości u przeciwników. Co więcej, dziewczynę i inkwizytora połączyła dość intymna więź, o czym dowiadujemy ię już na początku tego tomu.

 

Sielankę zakłóca jednak wyprawa księżnej wraz z całą armią, by stawić opór lokalnym zbójnikom. I staje się to początkiem zdarzeń, w których inkwizytor zmuszony jest – nieco wbrew swej woli – uczestniczyć. Z pozoru łatwa wyprawa kończy się sukcesem, niestety jednak okazuje się, iż jest to pyrrusowe zwycięstwo.

 

Bardzo szybko, bo już od pierwszej sceny, wraz z inkwizytorem poznajemy zwyczaje i wierzenia obowiązujące w księstwie peczorskim. Mordimer, pozbawiony nie tylko opieki, ale nawet kontaktu ze świętym Oficjum, musi niezrozumiałe dla niego zachowania zaakceptować i zrozumieć. Co więcej, będąc we władaniu księżnej Ludmiły, musi wykonywać jej polecenia, nie zawsze się z nimi zgadzając. A sytuacja szybko się komplikuje – do akcji wkracza stryj Ludmiły – Izjasław, dodatkowo pojawia się niespodziewanie delegacja od księcia z Moskwy. Jedna z osób, towarzyszących posłom, jest dobrze znana inkwizytorowi – i nie jest to najlepsza wiadomość.

 

Autor ukazuje Mordimera Madderdina w zupełnie nowych dla niego okolicznościach – inaczej prowadzona lokalna polityka, gusła i wierzenia słowiańskie, jakże inne od tych, w jakich inkwizytor się wychowywał i przebywał dotychczas. W dodatku konieczność samodzielnego działania, bez wsparcia ze strony świętego Oficjum, zmusza go do podejmowania nietypowych – jak na niego – rozwiązań. I nawet wsparcie ze strony Nataszy jest niewystarczające. Zwłaszcza na bagnach, gdzie nasz bohater będzie musiał się udać, by znaleźć wyjście z sytuacji, w której się znalazł. To zdecydowanie najbardziej klimatyczny fragment tego tomu – Piekara świetnie ukazał atmosferę strachu, niepewności z czym kapitalnie kontrastuje zwykła codzienność życia w leśnej chacie.

 

Można zastanawiać się, kim są tytułowe „ przeklęte kobiety”. Kandydatek jest mnóstwo, jednak nawet, jeśli dojdziemy do wniosku, którą z nich autor ma na myśli, szybko okażę się, że jednak niekoniecznie. Bo czy jest to bardzo niebezpieczna Nontle, czy sympatyczna (czy aby na pewno?) wiewiórka z bagien, a może Natasza? A może jednak wszystkie razem, choć każda reprezentująca inne interesy, mają - lub będą miały – destrukcyjny wpływ na inkwizytora i jego poczynania?

 

Drugi tom opisujący przygody Mordimera Madderdina na Rusi trzyma poziom pierwszej części (i całego cyklu). Piekara jak zawsze szybko wciąga czytelnika w akcję, nie pozwalając mu się nudzić. Trochę szkoda, że tak mało odpowiedzi uzyskałem w tym tomie i że akcja urywa się nagle, ale jest to dobry prognostyk przed ostatnim tomem planowanej trylogii. Wtedy dowiemy się, jak zakończyły (a może nie?) się przygody Mordimera Madderdina we wschodnich krainach.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial