Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Czas Porzucenia

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Czas Porzucenia | Autor: Elena Ferrante

Wybierz opinię:

Ruda Recenzuje

Życie Olgi zmienia się diametralnie, kiedy mąż zostawia ją dla młodszej kobiety. Na skraju emocjonalnej przepaści porzucona zaczyna analizować podjęte decyzje i stracone szanse.

 

Można by powiedzieć, że „Czas porzucenia” to historia, jakich wiele. Zdradzona kobieta, pozostawiona sama sobie, zaskoczona tym, w jaki sposób została potraktowana, okradziona z jutra, pozbawiona marzeń, w średnim wieku. Brzmi przesadnie znajomo i szablonowo, a z pewnością już nie wydaje się być okazją do zbudowania interesującej fabuły powieści. I być może tak właśnie by było, gdyby nie to, że Ferrante wydobywa z tej opowieści prawdziwe, żywe i mocno działające na czytelniczkę emocje.

 

Podczas lektury miałam wrażenie, jakbym czytała historię z życia wziętą. Opisywane wydarzenia wydawały się tak realne i autentyczne, jakby autorka zamieściła na książkowych stronach własne doświadczenia. Widać, że włożyła w to wiele uczucia i kobiecej dojrzałości, a także pięknej wrażliwości. Dzięki temu trudny temat zyskuje jeszcze mocniejszy wydźwięk, stając się głosem kobiet mających na swoim koncie podobne przeżycia.

 

Duże znaczenie w przypadku tego utworu ma także narracja pierwszoosobowa. Dzięki temu całość zdaje się być bardziej intymna i osobista. Przypomina smutny i melancholijny pamiętnik z największego życiowego koszmaru. To również wpływa na emocjonalność powieści. Podczas czytania silnie doświadczałam tych właśnie emocji, raz po raz uświadamiając sobie, że autorka obdarzyła nimi każdy element tej opowieści, to na nich ją oparła, z nich zbudowała.

 

Styl autorki sprzyja zagłębieniu się w przedstawiany przez nią temat. Nawet, jeśli mamy wrażenie, że to wszystko już było, to czyta się ją na tyle dobrze, że szkoda nam taką lekturę przerwać. Czy znacie to uczucie, kiedy narracja książkowa jest tak magnetyzująca, że potraficie przymknąć oko na pewne niedoskonałości i zapomnieć o mankamentach? Dokładnie to czułam podczas lektury. Nie przeszkadzała mi obecność popularnych kwestii, bo wygodnie i przyjemnie było mi delektować się stylem autorki. Ferrante nie boi się operować brutalnym słownictwem i korzystać z wulgaryzmów. Mnie one nie przeszkadzały. Rozumiałam cel ich pojawienia się i w takim kontekście przypadły mi one do gustu.

 

Autorka znakomicie spisała się także na etapie budowania charakterystyki głównej bohaterki. Jej porzucona mogłaby być jedną z nas. To kobieta, która nie boi się pokazać, co myśli i czuje. Nieskrępowana pozorami, wyzuta z poczucia winy. Ona została skrzywdzona i tek krzywdy się nie wstydzi. Przechodzi kolejne fazy żałoby, nikogo nie udaje. Pozwala sobie na rozpacz. A te czucia, jej krzywdy, są szalenie prawdziwe, przytłaczająco realistyczne.

 

„Czas porzucenia” to niepokojąca i przykra opowieść o tym, że niczego w życiu nie możemy być pewni, przede wszystkim zaś nie możemy mieć gwarancji na uczucia. Nie wiemy, co nam się przytrafi i jak zachowamy się w kryzysowej sytuacji. Zawsze jednak po burzy przychodzi spokój, nawet jeśli deszcz będzie padał zbyt długo i zbyt gwałtownie.

 

Elena Ferrante to jedna z tych autorek, o których twórczości słyszałam od dawna, ale nie miałam szansy, by ją poznać. Dziś, świeżo po lekturze jej najnowszej powieści, rozumiem, jak doszło do tego, że podbiła serca tysięcy czytelniczek i wielokrotnie była nominowana do otrzymania prestiżowych nagród. Wydaje się bowiem, że o kobiecej naturze Ferrante wie już wszystko i tym wszystkim chętnie się dzieli z innymi.

Agnesto

Elena Ferrante, ktoś owiany tajemnicą i talentem jednocześnie. Osoba o nieznanej twarzy, głosie, adresie. Ktoś znikąd, lecz dla nas ktoś stąd. Poznajemy ją po książkach? Po treści i fabule? Śmiem wątpić, bo który pisarz obnażyłby się z szat w literackim świecie fikcyjnych bohaterów? Kto otwarcie wyciągałby zaprzeszłe brudy siebie samego? Brudy, które do dziś nie dają się usunąć? Z pewnością nie ktoś, kto ma znaczące miejsce w świecie, nie ktoś pokroju zagadkowej osoby Ferrante. Są światy, które trzeba rozdzielić, wejść w kreowaną przez siebie postać, myśleć, jak ona i kierować jej życiem. Siebie pozostawia się poza stronami książki. Dobry pisarz zwodzi czytelników, daje im coś, co wydaje się być namiastką jego samego, a co stanowi jedynie fikcję. Dobry czytelnik zaś szuka drugiego tła, analizuje treść z wątkami i z osobą piszącego, myśli poszukując iskierki prawdy o twórcy.

 

Ferrante. Jej „Czas porzucenia”. Jej trudna w odbiorze powieść. Jej bardzo dobra książka, której czytanie wymaga hardości i odwagi. Oto poznajemy Olgę, którą pewnego kwietniowego popołudnia porzuca mąż. Trudno uwierzyć w takie słowa, dlatego jej kobieca świadomość długi czas nie przyjmuje tego za fakt, za fakt dokonany. Za fakt podjęty przez kogoś, kogo się kochało przez bagatela piętnaście lat. Lecz każdy dzień po owym pamiętnym wyznaniu jest już inny. Mąż, Mario, wpada sporadycznie, głównie dla dwójki dzieci, lecz znika coraz bardziej i bardziej. Wymazuje się z jej codzienności. A ona? Ona uzmysławia sobie, że stało się. Że to już zadecydowane. Że nie musi się godzić, czy bronić. Że słowa są zbyteczne. Ktoś je wypowiedział, zatwierdził, wprowadził w życie, w ich życie. I ta świadomość zaczyna w Oldze dewastację. Kompletną degregolandę zarówno psychiki, jak i osobowości. Staje się kimś, kto nie poznaje się w lustrze. Kimś obcym i nowym. Kimś wulgarnym, wręcz wyuzdanym, kimś, kto obraża i traci kontrolę. Nie jest w stanie zapanować nad zwykłymi czynnościami, prostymi zadaniami, czy myślami. Te ostatnie bowiem spuchły w niej, wykluczają racjonalność. Walka i determinacja niszczą to, co było dotąd kobietą pozostawiając na zgliszczach wrak człowieka. I mimo że ma tego świadomość, to traci rozeznanie, jasność postrzegania. Wszystko w niej oscyluje wokół Maria, nienawiści i miłości do niego. Wszystko się w Oldze burzy, walczy i ściera ze sobą. Poplątane myśli, urojone słowa. Wszystko to sprawia, że staje się kimś obcym. Dewastacja własnego ego zagraża dzieciom i byłemu mężowi, zagraża i jej samej. Trzyma w dłoni garść tabletek, rzuca obelgi, pcha się w ramiona sąsiada, Carrana by wyuzdanym seksem udowodnić mu... Właśnie, co? Własną brawurę, jego małostkowość, czy zwierzęcy popęd bez szans na kontynuację?

 

Taka jest Ferrante. Przynajmniej w tej książce. Odważna, nieracjonalna, czasem nieposkromiona. To, co robi Olga, jak się zachowuje, do jakiej skrajności dochodzi i jak zostało to ujęte słowami pisarki zasługuje na wyrazy uznania. Czyta się z emocjami, z pasją, z jakimś niesłychanym pędem, co trudno uzasadnić. Czytanie boli, rani, nie daje odpoczynku. „Czas porzucenia” to trzysta stron drogi krzyżowej Olgi. Na szczęście drogi krzyżowej zakończonej wybawieniem, choć pewnie i to nie jest do końca pewne.

 

Niesamowite pióro. Niebywała odwaga autorki. Tekst na wysokim poziomie. Czego chcieć więcej? To jest po prostu kawałek bardzo dobrej literatury. Książka, która zakotwicza się w pamięci i powraca, powraca, powraca...

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial