Antologia Poezji Węgierskiej

Autor: Péter Erőss

Okładka wydania

Antologia Poezji Węgierskiej


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Malinka94

Węgry. Kraj o bogatej kulturze, historii niemal porównywalnej do naszej polskiej historii, znane i kojarzone są też ze względu na wierszyk „Polak, Węgier, dwa bratanki…”. Kilka lat temu usłyszałam, że Węgry to piękny kraj, szczególnie jego stolica – Budapeszt, to perełka architektoniczna pełna starych kamienic, kościołów i budynków z Parlamentem i zamkiem królewskim na czele. W ubiegłym roku miałam okazję być w tym kraju i powiem jedno – zakochałam się. Zakochałam się w kulturze, w jedzeniu, w ludziach, ale też zakochałam się w języku. I to właśnie o nim będzie dzisiejsza recenzja, bo język wiąże się z poezją. Dziś chciałabym Wam napisać o „Antologii poezji węgierskiej” Pétera Erőssa.

 

Antologia to zbiór wierszy o Węgrzech, o kraju, o ludziach, o porach roku, o wolności, śmierci i nadziei. Autor zebrał wiersze kilku poetów żyjących na przestrzeni XIX i XX wieku, wśród nich między innymi: János Arany, Endre Ady, Sándor Reményik czy Miklós Radnóti. Nie będę nawet udawać, że znam te nazwiska, ale Peter Erőss o każdym z tych poetów napisał krótkie wstępy, by czytelnik wiedział i być może zrozumiał tematykę wierszy poszczególnych osób.

 

Nie będę ukrywać, że z poezją nie jest mi po drodze. Przynajmniej tak było do tej pory. Jednak, od kiedy całym sercem pokochałam Węgry, ich kulturę i język to chcąc jak najlepiej przybliżyć się do tego narodu postanowiłam, że sięgnę też po poezję. Wcześniej dowiedziałam się, że język węgierski w poezji jest niezwykle melodyjny, dynamiczny a także rytmiczny i autor, Péter Erőss miał nadzieję, że to wszystko uda się zachować po przekładzie na język polski. Muszę powiedzieć, że otwierając na pierwszej stronie, rozpoczynając czytanie pierwszego wiersza nie wiedziałam, czego tak naprawdę się spodziewać, ale bardzo spodobało mi się to, co przeczytałam. Zdaję sobie sprawę, że dosłowny przekład nie jest możliwy, ale Węgrzy pięknie posługują się słowem, wiersze naprawdę są piękne, melodyjne i brzmią jak treści pięknych poezji śpiewanych. Myślę, że gdyby przyszło, co do czego to pan Michał Bajor miałby wspaniałe teksty do wyśpiewania.

 

Same wiersze dotyczą najróżniejszych tematów, dotykają najróżniejszych kwestii życia, od pięknych, żywych opisów natury po nieszczęśliwe miłości. Miłośnicy poezji z pewnością znajdą w tej antologii coś dla siebie. Znajdują się w niej wiersze o jesieni, o wiośnie, spadających liściach, przemijaniu, o Czasie, o ojczyźnie, którą się utraciło. Znalazł się także wiersz o święceniu Mostu Świętej Małgorzaty, który wywołał u mnie lekki strach, nie będę ukrywać. Ma w sobie coś mrocznego i duchowego. Niektóre są radosnym głosem, bo nastała wiosna, a niektóre są żałosnym, smutnym krzykiem pełnym bólu za utraconą miłością. To naprawdę niesamowite jak można połączyć, przepleść ze sobą życie i śmierć, radość i smutek, Boga i erotyzm, wojnę i spokój, miłość i nienawiść czy naturę z miastem.

 

Poezja każdemu uczniowi wydaje się dzika, nieosiągalna a szczególnie niezrozumiała. Ja także należałam do grona, które nigdy, ale nigdy nie lubiło na lekcjach czytać wierszy najpoczytniejszych poetów. Dziś, po wielu latach wiersze, które czytałam kiedyś mają dla mnie zupełnie inny wydźwięk, głównie dlatego, że wiem co autor chciał przekazać. Podobnie jest z wierszami w „Antologii poezji węgierskiej” – wiem w jakich czasach żyli ci poeci, więc zrozumienie ich pragnień, tęsknoty, bólu czy strachu jest bardziej odczuwalne i klarowniejsze.

 

Jeśli wśród Was znajdują się miłośnicy poezji to myślę i zarazem mam nadzieję, że niniejsza antologia spodoba Wam się, choć w minimalnym stopniu jak mnie. Nie jestem specjalistką, lecz jeśli już spodoba mi się jakiś wiersz to znaczy, że ma to „coś” w sobie, co mnie porusza, co w pewien sposób może pouczać i co pozwala mi dostrzec piękno gdzie pozornie może go nie być. Nie będę pisać, że bardzo, ale to bardzo polecam ten zbiór wierszy. Każdy niech sięgnie po tę książkę z innym nastawieniem i niech każdy wyrobi sobie własne zdanie na jej temat.

Rafał Pigoń

Poezja. Kiedyś były czasy, w których jedynie czytało się książki. Dziś nie ma już takich zwyczajów. Dziś jest telewizja, dziś są kina i gry, i nikt już nie chce uciec od rzeczywistości w ten dawny, sprawdzony sposób. Rzeczywistość jest nudna, proszę Państwa, jest powtarzająca. W rzeczywistości nie ma smoków, rycerzy, nie ma zaczarowanych krain, nie ma pięknych miłości, a jeśli ta już się pojawi, przeważnie nie jest na długo i szczęśliwie. Z tym ostatnim obym się mylił. Potrzebujemy ucieczki, głodni wrażeń, oszalejemy, wychodząc do pracy w nocy i wracając następnej. Musimy uciec jak najszybciej w świat ułudy, bo rzeczywistość w swej monotonii może dać nam tylko śmierć, koniec samej siebie. Musimy uciec od niej w świat smoków, rycerzy, księżniczek, elfów, uciec od naszego życia, zanim ono ucieknie od nas. Uciec w świat pięknej miłości. Kiedyś robiliśmy to, zaszywając się w książce, dziś mamy kina, mamy gry, Boże, mamy telewizję i mamy Brada Pitta, i Angelinę Jolie- kochaną ułudę!

 

Poezja. Dziś już nie ma poezji, nie ma kto jej czytać. Albo jest, ale prawie całkiem niewidoczna. Tym piękniej uciec w inną rzeczywistość, trzymając tomik poezji. Może trochę poszczycić się reszcie przed telewizorem, ale w końcu i tak zrobić to samo. Powieści, poezja, filmy- ta sama ucieczka od naszego życia w fantazję. Zwykła ewolucja.

 

I ja uciekłem na trochę, poznając Węgry, jej myśl poetycką, jej poetyckie uczucia, a raczej, co zauważa autor, mały ich wycinek, obejmujący nieco liryki z trzech wieków- to mało, ale wystarczy, by na chwilę uciec od tego, co działo się dotąd przed oczyma.

 

,,Antologia Poezji Węgierskiej’’, jak i nazwa mówi, jest dość losowo, lecz i bardzo zróżnicowanym tematycznie, wybranym przez autora, który dokonał własnego przekładu na nasz język, zbiorem wielu wierszy różnych węgierskich twórców. Każdy taki twórca, oprócz przetłumaczonych dzieł, zaopatrzony został też w krótką, ale rzeczową notę biograficzną, często nawiązującą do tematyki utworów, które później będziemy poznawać. To wszystko. Samych wierszy jest ogromna ilość, a przecież grzechem byłoby je oceniać. Nie da się ocenić poezji. Jak wspomniałem, może stanowić ucieczkę, ale gdzieś tam jest ona zbyt ludzka, zbyt osobista, by ktokolwiek, prócz samego autora, był godny wydać na nią jakąś ocenę. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy dany utwór jest dostateczny, a może już bardzo dobry, a może całkowicie niewart czytania, jak nie powiem, czy miłość lub strach autora wiersza są aby na pewno odpowiednie i właściwie przedstawione. Do diaska z tą teorią! Nie potrafię tego orzec. Utwory są różne, są takie, które czytałem kilkakrotnie i dłużące się, ciężkie, przy których przewracałem stronę, by zobaczyć, kiedy poecie skończy się wena. Być może ktoś po przeczytaniu połowy książki będzie chciał uciec w lekki, filmowy świat cudnych aktorów, a ktoś, możliwe, po przeczytaniu dziesięciu stron pobiegnie kupić przyspieszony kurs nauki węgierskiego. Nie byłoby to bezsensowne, bo, należy zauważyć, sądzę, wiersze czytane w ojczystym języku na pewno zyskałyby na melodyjności, być może na rymie, bo tych język polski w tłumaczeniu nie oddał. Oddał natomiast to, co najważniejsze, a więc tę inną, metaforyczną, emocjonalną rzeczywistość, w którą chcemy uciec i albo w niej pozostać, albo szybko włączyć na powrót telewizor. Przecież nie wrócimy do naszego życia.

 

Antologia ta to właśnie jedna z tych innych od naszej rzeczywistość. To wiersze, to osobiste światy ich autorów. Kiedyś, niech ktoś da wiarę, w takie właśnie światy się uciekało. Płakało się z autorami, wędrowało przez kolejne wymyślne metafory. Przeżywało to, co może chciało się odnaleźć we własnym życiu. Szukało się tam emocji i przygód, i je, tak jak kiedyś, tak i znowu dziś można tu znaleźć i znaleźć będzie można przez cały czas, bo one, w przeciwieństwie do nas samych, już nigdy nie będą starsze, niż w momencie ich pisania.

 

Ale, mimo wszystko, mając do wyboru te różne rzeczywistości, w które możemy odejść, czytajmy poezję, bo być może kiedyś zagubimy się w ewolucji. Będziemy uciekać od rzeczywistości coraz dalej, coraz bardziej tępo, uciekać w coraz większą masowość. Będziemy wpatrywać się w wielkie ekrany z cieknącą śliną. Ucieknijmy od tego, bo być może nasza nowa rzeczywistość, nasza ucieczka nie jest już tylko nudna, ale w między czasie stała się głupia, a my zgłupieliśmy wraz z nią. Pozostała nam cieknąca ślina. Jeśli już musimy uciec, radzę sięgnąć po książkę. Ona też wykreuje nam nowy widok dla naszych oczu i serca, radzę sięgnąć po poezję, a zagubimy się, nieraz odnajdziemy w myśli, uczuciu wnętrzu, w świecie innego człowieka. Może ten świat wyda nam się równie głupi, co niejeden program w telewizji, ale nigdy głupie nie będą uczucia, głupie nie będzie wnętrze, które autorowi udało się zawrzeć, przekładając również je na nasz język. Głupi nie będzie sposób ich zawarcia, w którym na chwilę możemy się schować.

 

Zresztą, jeśli nam się nie spodoba, zawsze możemy wrócić. Wrócić do filmu, telewizji, do naszej rzeczywistości, do kolejnego widoku sprzed oczu, który, możliwe, kiedyś również przekażemy światu. I w który świat będzie kolejny raz uciekać. Przecież nie wrócimy do naszego życia...

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!