Okładka wydania

Mr. Breakfast

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Jonathan Carroll
  • Tytuł Oryginału: Mr. Breakfast
  • Gatunek: Fantasy & SF
  • Język Oryginału: Angielski
  • Przekład: Jacek Wietecki
  • Liczba Stron: 272
  • Rok Wydania: 2019
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 128x197 mm
  • ISBN: 9788380625884
  • Wydawca: Rebis
  • Oprawa: Twarda
  • Miejsce Wydania: Poznań
  • Ocena:

    2/6

    4/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Mr. Breakfast | Autor: Jonathan Carroll

Wybierz opinię:

MB

Wyobraź sobie, że jesteś takim trochę Neo, który spotyka na swojej drodze Wyrocznię. Wyobraź sobie, że dostajesz od niej trzy możliwości na podglądnięcie jak mogłoby wyglądać Twoje życie, gdybyś dokonał odpowiednich wyborów (odpowiednich nie w sensie właściwych, ale innych od tych już dokonanych). Możesz przeniknąć przez czas jak duch Kacper przez ścianę. I możesz czynić tą teleportacją dobro. Przynajmniej w skali takiej, w jakiej oczekują go od Ciebie Twoi najbliżsi. Cobyś się w tych możliwościach nie rozpasał, masz tylko trzy szanse na taką teleportację i po ostatniej próbie musisz podjąć decyzję. Po pierwsze: czy zostaniesz tu gdzie jesteś (zasadniczo nic Cię tu nie trzyma, bo jesteś w totalnej czarnej d***e, w którą zmieniło się Twoje życie), a po drugie (ale nie ostatnie) czy wybierzesz jeden z bytów darowanych hojnym gestem wróża.

 

Skusisz się?

 

Zasadniczo brzmi czadersko. Jedna szansa na milion by sprawdzić, czy bez żadnego wysiłku mogę sprawić, aby mój zwichrowany los nieco się wyprostował. Przynajmniej na kilku swoich ostrych zakrętach. Ale pomimo takiego potencjału, książka Carrolla jest słaba i miałka. Koncept na starzejącego się jegomościa stojącego u bram kryzysu egzystencjalnego, poszukującego sensu dla swojego życia mógłby być dobrym punktem wyjściowym dla całego spectrum możliwości, z którymi można owego bohatera zmierzyć. Tym bardziej, gdy daje się temu bohaterowi kilka szans, których żadne z nas nigdy nie będzie miało. Tak czy siak, nie skorzystać z takiej oferty, byłoby to nierozsądne. Chociażby dla przełamania stagnacji, w którą popadłeś, albowiem jeszcze bardziej nierozsądnym jest zatrzymać żywot wypalonego standup'era na poziomie równie nijakim, jakby tych szans nigdy nie mieć. Tyle tylko, że z tych podróży nie wynika nic. Rozmowy prowadzone przez bohaterów teoretycznie mają pachnieć refleksją, a trącają nudą. Odbywane są także nie wiadomo po co, bo w każdej z tych podróży brakuje ujęcia całościowego, są jak lustro odtwarzane z posklejanych kawałków. Nie tworzą one historii i nie wgryzają się w życie bohatera. Wszystko jest nijakie. Dodatkowo, z czytelniczego punktu widzenia, szkoda, że Autor pozostawił bohaterowi wentyl bezpieczeństwa w postaci powrócenia w miejsce, z którego ta podróż się zaczęła (po brakujące trzecie). Gdzie tu ryzyko? Gdzie tak naprawdę zabawa? No nie ma ani ryzyka, ani zabawy. Przysłowia mądrością narodu i basta.

 

Ale to nie jest jeszcze ten moment, kiedy orientujesz się, że to opowieść z serii Stuhr'owego "siedzimy, nic się nie dzieje". Ten moment odwleka się w czasie, bo gdzieś w podświadomości kojarzysz nazwisko  Autora po trosze z książkami, które można nazwać dobrymi. Ale po trosze... niczym bohater tej śniadaniowej telenoweli... z oczekiwaniami wobec książki odbywasz smutną podróż z serii


"Those were the days, my friend
We thought they'd never end
We'd sing and dance forever and a day
We'd live the life we'd choose
We'd fight and never lose
For we were young and sure to have our way".

 

Podróż iście sentymentalną... tęskniąc za Carrollem wartym lektury.

 

Pamiętacie film z rodziną Griswold'ów pod tytułem "W krzywym zwierciadle: wakacje"? Chodzi mi konkretnie o tę scenę, gdy rodzina dociera do punktu docelowego wycieczki: miasteczka Wally World. Długa, obfitująca w przygody podróż kończy się dotarciem do bram parku rozrywki...a te są zamknięte. Pomijając cały aspekt podróży (bo ta, w przeciwieństwie do Carrollowej wersji jest śmieszna), wraz z zakończeniem książki odczuwamy to samo co Clark i jego familia. Jakby ktoś dał nam w twarz.

Michał Lipka

MR. NOBODY

 

Proza Jonathana Carrolla zaintrygowała mnie lata temu już samymi tytułami. Zanim jednak przeczytałem swoją pierwszą jego powieść, minęło sporo czasu. Od tamtej chwili jednak co raz wracam do jego dzieł i za każdym razem robię to z dużą przyjemnością. Po „Mr. Breakfast” sięgnąłem więc w ciemno i chociaż ani okładka, ani tytuł, ani opis nawet nieszczególnie do mnie trafiły, całość okazała się bardzo przyjemną lekturą, po raz kolejny potwierdzająca, że książki z nazwiskiem Carrolla na okładce warte są poznania.

 

Czym może się zakończyć przejazd przez mieścinę w Karolinie Północnej? Zazwyczaj niczym szczególnym, ale kiedy Graham Paterson zatrzymuje się i odwiedza dziwny lokal tajemniczej tatuażystki, kończy – zgodnie ze swoim życzeniem – z dziarą, która najmniej mu się podoba. Drobiazg? Nie, kiedy okazuje się, że nagle potrafi podróżować między alternatywnymi światami. Tak oto rozpoczynają się trzy rożne wersje jego losów, które z czasem zaczynają się ze sobą aż za bardzo mieszać…

 

Jak widać po powyższym, tym razem Carroll nie zaserwował nam niczego odkrywczego. Owszem, jego proza zawsze opierała się na wciśnięciu doskonale wszystkim znanych schematów w oniryczne, dziwaczne ramy specyficznej rzeczywistości, ale nigdy dotąd nie czuło się tego tak wyraźnie. Fabuła „Mr. Breakfasta” przypomina niejedno dzieło, od „Mr Nobody’ego” zaczynając (tu nawet tytuły są podobne), na „4321” skończywszy. Estetyka i schematy znane z horrorów wprowadzają tu nieco świeżości, ale tym razem ramy autorskiego świata również wydają się podobne – film „Mr. Nobody” celował w podobnie dziwne klimaty, co proza Carrolla. Czyżby zatem najnowsze dzieło twórcy „Szklanej zupy”, „Zaślubin patyków” czy „Krainy Chichów” było porażką?

 

Bynajmniej. Może i brak tu świeżości, ale to i tak świetna książka. Przede wszystkim ma klimat, a to u autora zawsze ceniłem. Ma też dobre poprowadzoną akcję, nieźle nakreślone postacie, udaną stronę obyczajową i rozwiązania fabularne, które potrafią zaskoczyć, a nawet jeśli tego nie robią, nie zawodzą. Całość czyta się więc szybko i przyjemnie, na nudę nie ma tu miejsca, a sam bohater i jego losy nie są nam obojętne. Co istotne, całość jest po prostu bardzo dobrze napisana, niby prosto, niby niewymagająco, ale treściwie. Nie czuć tu powierzchowności, nie czuć wysilenia, widać za to wyraźnie dobre wyczucie literackiej materii i talent. Dzięki temu powieść pochłania się z wielką przyjemnością i z ochotą na więcej.

 

Kto lubi Carrolla i dziwną fantastykę, powinien „Mr. Breakfasta” poznać. To kawał dobrej, nieoczywistej lektury na poziomie. A że rzecz została bardzo ładnie wydana, przyjemnie wygląda także na półce.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto