Okładka wydania

Bogowie Krwi I Prochu Tom 2 Gniew Imperium

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Brian McClellan
  • Tytuł Oryginału: Gods Of Blood And Powder 2 Wrath Of Empire
  • Seria: Bogowie Krwi I Prochu (Tom 2)
  • Gatunek: FantastykaFantasy
  • Język Oryginału: Angielski
  • Przekład: Krzysztof Sokołowski
  • Liczba Stron: 790
  • Rok Wydania: 2019
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 125x205mm
  • ISBN: 9788379644476
  • Wydawca: Fabryka Słów
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Lublin-Warszawa
  • Ocena:

    6/6

    4/6

    5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Bogowie Krwi I Prochu Tom 2 Gniew Imperium | Autor: Brian McClellan

Wybierz opinię:

Uleczkaa38

Niespełna rok po premierze powieści Briana McClellana pt. "Grzechy Imperium", mamy przyjemność powitać w naszym kraju jej kontynuację i zarazem drugą odsłonę całego cyklu - książkę pt. "Gniew Imperium". To właśnie za sprawą lektury tej pozycji poznamy dalsze losy naszych ulubionych bohaterów i dzieje Fatrasty - krainy osadzonej w świecie nieodłącznej walki prochu z magią... Książka ta ukazała się oczywiście nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów!

 

Fabuła książka kontynuuje sobą relację o wydarzeniach, jakie wieńczyły pierwszą odsłonę tego cyklu. Oto nastaje czas wielkiej wojny, gdy armia Dynize najeżdża kontynent Fatrasty. Rozpoczyna się czas dramatycznej okupacji, jak i też ucieczki blisko pół milionowej ludności, która pod opieką najemników generał Vlory Krzemień, nie wydaje się mieć większych szans na powodzenie. Jednocześnie znany nam doskonale z poprzedniej części  - Ben Styke, nie poprzestaje na tworzeniu swojej własnej, prywatnej armii, która za pomocą siły szabli, muszkietowego prochu, ale też i potężnej mocy pradawnego, magicznego artefaktu, ma szansę ochronić kraj przed porażką... By tak się jednak stało, trzeba będzie odbyć wiele potyczek, przemierzyć ogromne przestrzenie, jak i też oszukać wrogów kłamstwem, fortelem i intrygą...

 

Najnowsze dzieło tego amerykańskiego pisarza, zabiera nas sobą raz jeszcze do świata literackiej fantastyki z najwyższej półki. Fantastyki, połączonej z wojenną powieścią i historią akcji, w której to magia, spektakularne przygody oraz zapierające dech w piersiach sceny batalistyczne, wypełniają każdą z blisko 800 stron tego dzieła. Oczywiście, nie zabraknie tu także namiętności, pokaźnej porcji czarnego humoru, czy też wreszcie wielkich dramatów ze śmiercią na czele, wobec których to nie jest możliwym przejść obojętnie. Przede wszystkim jednak książka ta otwiera przed nami wrota do pięknego i niezwykłego świata - Fatrasty...

 

Fabułę powieści tradycyjnie już możemy podzielić na trzy główne wątki, tj. wydarzenia obrazujące losy uciekającej ludności pod wodzą lady Krzemień, sceny opisujące tworzenie nowej armii, poszukiwanie cennego artefaktu i walki pod rozkazami doświadczonego Bena Styke'a, jak i wreszcie nie mniej intrygujące fragmenty z życia Michaela Bravisa, którego celem jest szpiegowska misja na terenie wroga. Każdy z tych trzech wątków przedstawia się tu niezwykle ciekawie, zajmująco i efektownie, dając nam z jednej strony przygodę i walkę, z drugiej ludzkie dramaty, a z jeszcze innej brudną politykę i kłamstwa, które również mogą zadecydować o wygranej, bądź klęsce. I tak też akcja pędzi tu z zawrotną prędkością, dzieje się niezwykle wiele, jak i co rusz jesteśmy tu czymś zaskakiwani. Całość wieńczy zaś mocny finał, będący też i zarazem swoistym wstępem do trzeciej odsłony tego cyklu...

 

Pięknie przedstawia się ta historia... Pięknie na każdym z owych literackich pól, czyli począwszy od charakternych, niezwykle intrygujących i przede wszystkim nacechowanych wielkimi emocjami bohaterów, poprzez spektakularny obraz tego fantastycznego świata, a skończywszy na klimacie narracji. Co do bohaterów, to zachwycają nas zarówno kreacje doskonale znanych nam kluczowych postaci - z Benem, generał Krzemień i Bravisem, na czele, ale także i nowi gracze z drugiego planu, których poznamy tu mnóstwo. Nie inaczej ma się rzecz z obrazem fantastycznego świata Fatrasty, który oczarowuje nas swą szczegółowością, oddaniem codzienności życia, ale też i chociażby magią oraz polityką, które stanowią o obliczy tego świata. I wreszcie niepowtarzalny klimat tej rzeczywistości, który ma w sobie coś z baśni z jednej strony, z drugiej zaś krwistej powieści historycznej, której karty wypełnia wojna. 

 

Przyznam szczerze, że lektura tego drugiego tomu urzekła mnie w jeszcze większym stopniu, aniżeli "Grzechów Imperium". Myślę, że jest to zasługą tego faktu, iż tym razem mogliśmy skupić się tylko i wyłącznie na akcji, przebiegu fabuły oraz kolejnych losach bohaterów, nie musząc poznawać, uczyć się i odkrywać realiów tej literackiej rzeczywistości, czy też ról, jakie to odgrywają w niej poszczególne postacie. Jednocześnie też nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tym razem autor postawił tu przede wszystkim na widowiskowość relacji, dając nam nieustannie fragmenty z walką w roli głównej, czy też choćby ekscytujące wyprawy w poszukiwaniu magicznego artefaktu. I chyba też dzieje się tu więcej, o czym przekonał mnie ten fakt, że przeczytałam tę powieść w ciągu dwóch dni!

 

Reasumując - najnowsze dzieło Briana McClellana, to znakomita odsłona wojennej literatury fantasy, z jak najwyższej półki. Najwyższej za sprawą nieprzewidywalnego i ekscytującego scenariusza wydarzeń, krwistych kreacji bohaterów, dopracowanego z każdym względzie obrazu miejsca akcji, jak i też umiejętnie dawkowanego napięcia z aurą tajemnicy w tle, którą odkrywamy wraz z końcowymi stronami tej książki. Tym samym też jestem absolutnie pewna, że każdy czytelnik tej sagi będzie w pełni oczarowany "Gniewem Imperium", gdyż inaczej po prostu być nie może. Polecam - naprawdę warto!

Pani M

Sytuacja w kraju nie wygląda zbyt dobrze. Trwa wojna. Nieprzyjaciel okupuje stolicę. Pół miliona uciekinierów szuka bezpieczeństwa na pograniczu. Osłaniają ich najemnicy Lady Krzemień, ale przed wojną nie ma łatwej ucieczki. Walki mogą dopaść każdego, choćby nie wiadomo, jakich starań dołożono, by tego uniknąć. Wojna nie pyta, czy jesteś gotowy do walki. Ona po prostu przychodzi i zabiera, co do niej należy. Ben Styke buduje swą prywatną armię. Wciela do wojska każdego zdolnego do walki. Ma jeden cel: znaleźć starożytny artefakt dzięki któremu, być może, odmienią się losy wojny.

 

Nie jestem wielką fanką tego gatunku, ale Brian McClellan jest jednym z tych autorów powieści fantasy, który potrafi mnie zaintrygować swoją opowieścią. Kiedy wydawało mi się, że nie można już w tej kwestii powiedzieć niczego nowego, on zaserwował mi serię o magach prochowych, którą pochłonęłam jednym tchem. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie i lubię do niej wracać. Pierwszą część tej trylogii, czyli "Grzechy Imperium", czytało mi się równie dobrze. W przypadku tej książki nie potrafię pozbyć się wrażenia, że dopadł ją syndrom środkowego tomu. Fajnie, że jest, w końcu powieści tego autora świetnie się czyta, ale czy coś specjalnie do całej trylogii wnosi? No właśnie moim zdaniem niespecjalnie.

 

Powracają znani nam z poprzedniego tomu bohaterowie, więc jeśli nie czytaliście przywołanej przeze mnie książki, nie ma większego sensu, byście sięgali po tę, bo po prostu szybko zgubicie wątek, a poza tym nie uda się Wam nawiązać więzi z bohaterami, którzy stanowią dość jasny punkt tej powieści (zwłaszcza Ben), nie można się przyczepić do ich kreacji, bo ta jest bez zarzutu. W sumie tak teraz sobie myślę, że poprzednią trylogię tego autora też warto znać. Nie pozostaje bez znaczenia na ten cykl.

 

Nie można też narzekać na brak akcji, zwłaszcza jeśli chodzi o Bena. I w sumie rozdziały, w których się pojawia, najbardziej trzymały mnie w napięciu. Trochę spokojniej było u Michaela, ale też sporo się działo. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego wspomniałam o tym, że ta część cierpi na przypadłość drugiego tomu, który po prostu jest, skoro na razie niespecjalnie marudzę - bohaterowie w porządku, sporo się dzieje. To teraz zacznę. Mam nieco uwag do akcji. Wydaje mi się, że niektóre sceny są, bo są i tyle. Do całości nic nie wnoszą, ale trzeba było coś z bohaterami zrobić. Trochę się takich zapychaczy tutaj pojawiło i muszę przyznać, że nieco mnie nużyły. Miałam wrażenie, że to, co najważniejsze w całej historii, schodzi na dalszy plan, a szkoda.

 

Nie powiem, że ta książka jest zła, bo mimo wszystko czytało się ją dobrze. Uważam jednak, że jest słabsza od poprzedniego tomu, niewiele wnosi do trylogii i trochę obawiam się jej zamknięcia. Trochę zaczyna bić po oczach wtórność i zaczynam podejrzewać, jak niektóre wątki mogą się zakończyć. Mam jednak nadzieję, że autor nie pójdzie po najmniejszej linii oporu i będzie w stanie czymś mnie zaskoczyć, chociaż ma bardzo wysoko postawioną poprzeczkę.

 

Reasumując, fani opisów bitew znajdą coś dla siebie. Nie brakuje polityki, wątków szpiegowskich. Całość ma swoje wady, ale książkę można przeczytać bez większego bólu. Oby tylko ostatni tom nie zawiódł.

Bacha85

Przez pierwszy tom nowego cyklu Briana McClellana przeszłam jak burza. „Grzechy imperium” nie tylko zaskoczyły mnie bardzo bliskim związkiem z „Trylogią magów prochowych”, ale były też źródłem świetnej zabawy pozostawiającej apetyt na więcej. Po „Gniew imperium” sięgnęłam więc dość szybko po przeczytaniu poprzedniego tomu, bo chociaż rozgrywająca się w pierwszym tomie opowieść, jest w pewnym sensie zamknięta, to i wiadomym jest, że to jeszcze nie koniec.

 

„Bogowie krwi i prochu” to historia osnuta wokół boskich kamieni – starożytnych artefaktów, które można wykorzystać, by przywrócić do życia, bądź stworzyć nowego boga. Wrogie siły ścierają się, by tylko dostać w swoje ręce prastare artefakty. Pomiędzy nimi, działają główni bohaterowie powieści, których cel odbiega od tego, jaki przyjęli sobie Fantrastanie i Dynizyjczycy.

 

„Gniew imperium” jest bezpośrednią i ściśle powiązaną kontynuacją „Grzechów imperium” a biorąc pod uwagę, jak zakończona jest powieść, zdecydowanie najlepszym wyborem jest sięgnięcie po trylogię jako całość. Tym, bardziej, że wrażenie zamknięcia historii i domknięcia. wątków rozgrywających się w drugim tomie jest znacznie mniej wyraźne, niż po lekturze pierwszego. I choć z jednej strony kolejne epizody z życia Vlory, Bena i Michela w jakimś stopniu się zamykają, to są to bardzo otwarte zakończenia, będące w dużej mierze po prostu przejściem w kolejny etap.

 

Opowieść ponownie toczy się równolegle w trzech wątkach, choć tym razem od początku zdajemy sobie sprawę z powiązań między nimi. Poznajemy znacznie lepiej Vlorę, której coraz bardziej ciąży ciężar dowodzenia innymi. Powoli mamy okazję wgryźć się w szaleństwo Bena Styke’a i to jak obecność Celine wpływa na pułkownika Szalonych Lansjerów. Również coraz głębiej zanurzmy się w meandry psychiki Michela, który od początku jest z nich najbardziej skomplikowaną postacią. Na pierwszym planie w zasadzie nie uświadczymy nowych bohaterów, tych na kolejnych planach też nie ma zbyt wielu. Jednak znacznie więcej miejsca poświęcono tu Ka Poel oraz Tanielowi, poznajemy tajemniczą przeszłość pierwszej i motywy przyświecające drugiemu z nich.

 

Tym co jest najciekawsze w „Gniewie imperium”, to opowieść o najeźdźcach i przedstawienie ich nie tylko w złym świetle – jako tych, którzy przyjechali by przeprowadzić inwazję, ale też jako wysoko rozwinięty naród. Poznajemy organizację życia Dynizyjczyków, skupionych wokół Domów, dowiadujemy się o ich słabościach, tych narodowych i tych jak najbardziej indywidualnych dotyczących poszczególnych postaci. Mamy okazję zagłębić się, choć póki co niezbyt głęboko, w przedziwne więzy jakie rodzi między nimi magia krwi Kościanych Oczu. Jest to zdecydowanie coś nowego i świeżego, świadczącego o tym, że potencjał wykreowanego przez Briana McClellana świata jeszcze się nie wyczerpał.

 

Powieść czyta się wyśmienicie. Jest napisana przystępnym, bogatym językiem idealnie oddającym nastroje rozgrywających się wydarzeń. Dynamika bitw i starć, wyraźnie wyczuwalna presja czasu i irytacji bohaterów, gdy pomimo wszelkich starań muszą czekać i nic się nie zmienia. Nie brakuje tu również nagłych zwrotów akcji, z których jedynie ten był naprawdę zaskakujący i można było odnieść wrażenie, że pojawił się znikąd. Nie wątpię, że dalsze szczegóły zostaną wyjaśnione później, niemniej jednak zrodził on pewien niedosyt.

 

„Gniew imperium” to świetnie napisany drugi tom serii. Zawiera wszystko, co zawierać powinien: kolejne elementy przedstawionego świata, kilkoro nowych postaci, które zbliżają się do pierwszego i drugiego planu, oraz dobrze rozwijającą się intrygę, budzącą ogromny apetyt na poznanie jej finału. To również książka, od której niezwykle ciężko się oderwać, tak że przeczytanie tych niecałych ośmiuset stron mija zaskakująco szybko.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto