Okładka wydania

Światło Się Mroczy

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Światło Się Mroczy | Autor: George R.R. Martin

Wybierz opinię:

Michał Lipka

NIE WCHODŹ ŁAGODNIE DO TEJ DOBREJ NOCY

 

Zanim George R.R. Martin zasłynął „Grą o tron”, stworzył niejedną powieść i jeszcze więcej wszelkiej maści opowiadań. Dlaczego żadne z nich nie stały się tak wielkimi hitami, jak jego opus magnum, nie trudno zgadnąć – Martin to nie literacki artysta, a jedynie pisarz-wyrobnik. Niezły, ale niewybijający się szczególnie, mimo licznych nagród i nominacji, na tle innych autorów swoich czasów – może poza tym wyjątkowym dziełem, jakim była „Gra o tron”. I „Światło się mroczy” też jakoś się nie wybija. To po prostu niezła, prosta fantastyka, zaludniona prostymi postaciami, która momentami przejawia jednak przebłyski prawdziwej inwencji. Szkoda, że sporadycznie.

 

Akcja powieści zabiera nas na planetę Worlorn, niegdyś tętniący życiem, teraz konający świat, na który wraca wezwany przez dawną ukochaną Gwen, Dirkt’Larien. Stan globu dziwi bohatera, ale przede wszystkim nie ma on jeszcze pojęcia co właściwie go czeka. Wmieszany w miłosne (i nie tylko) intrygi, trafia w sam środek wydarzeń, z którymi najchętniej nie miałby wiele do czynienia…

 

„Światło się mroczy” to powieściowy debiut Martina – i fakt ten wiele wyjaśnia: od nie do końca spełnionych ambicjach autora, czerpiącego zarówno z klasyki SF, jak i klasyki dramatu (z tymi przerysowanymi, rozbuchanymi kwestiami miłosnymi), nie w pełni wykształcony styl i bardzo prostą konstrukcję postaci. „Światło się mroczy” to także pierwsza opowieść o uniwersum „Tysiąca światów”, w którym rozgrywają się np. „Żeglarze nocy”. Przede wszystkim jednak „Światło się mroczy” to romans. Science fiction to jedynie tło dla opowieści o miłości – pełnej nieszczęść, niespełnienia, zawirowań, przetasowań… Momentami jest w tym harlequinowa naiwność, momentami całość ma zadatki na coś wyższego… Ale cała wyższa wartość tak naprawdę kończy się tu na tytule, będącym fragmentem wiersza Dylana Thomasa „Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy” („Do not go gentleintothatgoodnight”).

 

Cała reszta to prosta, niezaskakująca rozrywka oparta na wspomnianej już miłości i umieraniu. Bo tu zdaje się umierać wszystko: planeta, miasta na niej pobudowane, bohaterowie (tak wewnętrznie – Dirk, jak i jak najbardziej dosłownie – rasa Kavalarów), uczucia… Z tym, że Martin nie wykorzystuje potencjału tematu. Zamiast skupić się na refleksyjnej, nostalgicznej opowieści psychologicznej, przez pierwsze pół książki koncentruje się na zarysowaniu tła. Robi to nieźle, bo jego wizja do mnie trafia, nawet jeśli nie ma tu drugiego dna. Potem jednak zaczyna się akcja, która sprawia, że powieść czyta się szybciej, niż wcześniej, ale jednocześnie całość porywa jakby mniej.

 

Oczywiście kto nie ma oczekiwań i większych ambicji, będzie bawił się znakomicie. Bo to niezła fantastyka o miłości, trochę naiwna, trochę płaska, ale nie najgorzej napisana, mająca kilka naprawdę pomysłowych momentów i na pewno nienużąca. Fani Martina też się raczej nie zawiodą. Ale ci, którzy szukaliby jakichś wyższych wartości, świetnie uchwyconej psychologii postaci i niebanalnego podejścia do tematu mogą poczuć zawód. Choć i oni w pewnym stopniu dadzą się uwieść całości.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial