Okładka wydania

Na Ostrzu Skalpela 50 Lat Z Życia Chirurga

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Na Ostrzu Skalpela 50 Lat Z Życia Chirurga | Autor: Robert T. Morris

Wybierz opinię:

Sylfana

Początkowo myślałam, że książka o tytule „Na ostrzu skalpela. 50 lat z życia chirurga” będzie pozycją wybiórczą, zbierającą materiały na temat powstania chirurgii, jej początków oraz rozwoju. Byłam więc odrobinę rozczarowana, gdy uświadomiłam sobie po krótkiej lekturze, że jest to właściwie autobiografia autora, który postanowił spisać swoje doświadczenia zawodowe oraz wspomnienia związane z pacjentami. Całe szczęście, okazało się, że Robert T. Morris nie był jedynie utalentowanym chirurgiem, ale także dobrym pisarzem, który swoim lekkim piórem potrafi zaczarować czytelnika. Nawet dla osoby niezainteresowanej tematyką medycyny i jej historii, narracja bohatera – pisarza może wciągnąć do reszty. Morris nie przynudza, nie wprowadza odbiorcy w świat ciężkiej medycznej terminologii, choć nieraz musi „fachowo” wytłumaczyć przebieg leczenia poszczególnych osób. Robi to jednak mało inwazyjnie, jednocześnie szczegółowo tłumacząc każdy swój ruch i postępowanie kolegów po fachu. Nawet laik będzie w stanie zrozumieć cały opisywany proces leczenia, przebieg terapii i postępowanie lecznicze.

 

Choć tematem głównym jest tu rozwój chirurgii, mnie najbardziej zainteresowało tło historyczne. Niezmiernie ciekawe było obserwowanie zdarzeń związanych z konstruowaniem nowych technologii medycznych i próbami rozwikłania różnych zagadek związanych z ludzkim ciałem i zdrowiem. Fascynujące było także to, że przywoływane sytuacje dotyczyły nieraz schorzeń i chorób, które dzisiaj są leczone nieinwazyjnie i szybko, a kiedyś stanowiły nie lada „zagwozdkę” dla nabywających doświadczenia wszelkiej maści lekarzy. Mimo historycznej perspektywy, możemy podziwiać fakt, że Robert T. Morris potrafi chłonąć wiedzę, jest ciekawy świata, rozwija się i zdecydowanie jest utalentowanym lekarzem, który jednocześnie potrafi przyznać się do błędów. Narrator jest świadom swojej niedoskonałości, dlatego też bacznie przypatruje się pracy starszych kolegów, docenia ich innowacyjne pomysły, czepie z nich właściwie pełną garścią. Czytając poszczególne akapity, odnosi się wrażenie, że autor jest niezwykle zmotywowany do pracy, a najważniejszą pobudką obranego zawodu wydaje się być chęć niesienia pomocy słabszym i potrzebującym. Potwierdza to także fakt, że autor głośno mówi, że choć zawód lekarza jest poważany społecznie, to mimo wszystko nie można się w kontekście tej drogi zawodowej wzbogacić. Morris bardzo często pokazuje także to, że każdy lekarz, zarówno ten domowy, jak i określeni specjaliści, sami musieli zapracować sobie na szacunek i respekt ze strony chorych i ich rodzin. Poważanie tego zawodu, jeszcze pięćdziesiąt lat temu, wcale nie było takie oczywiste. Dzięki wynurzeniom i wspomnieniom chirurga możemy śledzić przeobrażenia mentalności ludzkiej odnośnie przywołanego tematu.

 

Słabym punktem może być lekko specyficzna stylistyka tekstu. Zdania są tu wielokrotnie złożone, mają oczywiście naleciałości historyczne, jednak moim zdaniem nadaje to całej książce oryginalnego charakteru. Dzięki językowi przekonujemy się, że mamy do czynienia z tekstem historycznym, odnoszącym się do poprzedniej epoki. Tłumacz spisał się tutaj na medal, bo oddał wspomnianą „naleciałość” w pełni, nie próbował w żaden sposób unowocześnić tej genialnej autobiografii.

 

„Na ostrzu skalpela” skupia się praktycznie w całości na temacie chirurgii oraz medycyny. Zabrakło mi odrobinę wątku osobistego, choć wnikliwy czytelnik odnajdzie wiele aluzji, co do życia prywatnego narratora i będzie mógł stworzyć jego ogólny życiorys. Mimo tego malutkiego „braku”, całość jest genialna, wciąga od pierwszej do ostatniej strony. Początki lektury rzeczywiście mogą być utrudnione przez wspomniany język, jednak wprawiony odbiorca po kilkunastu stronach przyzwyczai się do użytej stylistyki. Cóż więcej można dodać? Jednie chyba to, że z przywołaną pozycją należy się szybko zapoznać i nakarmić czytelniczą ciekawość.

mmichalowa

Właściwie to nie wiem dlaczego, ale od zawsze fascynował mnie temat śmierci oraz tajemnicze zagadnienia z medycyny. A właściwie droga do ich odkrycia. Nic więc dziwnego, że w końcu trafiłam na książkę „Na ostrzu skalpela”, która obrazuje 50 lat życia chirurga, ale wcale nie jest taka oczywista, ponieważ chirurg ten pracował na przełomie XIX i XX wieku. Szczęśliwie Robert T. Morris nie bał się nowych doświadczeń, a przeprowadzone przez niego badania znacząco przyczyniły się do rozwoju medycyny. Czytelnik już w momencie sięgnięcia po tę pozycję, musi pamiętać, że był to okres, w którym operację trwały naprawdę długo i niestety ich śmiertelność była bardzo wysoka. Nawet teraz, przeszło 100 lat później zdarza się, że medycyna zawodzi. Najlepszy sprzęt i dobre chęci wykwalifikowanych lekarzy nie zawsze są w stanie utrzymać człowieka przy życiu. Jak więc było wtedy?!Zdecydowanie lekarze-chirurdzy z tamtego okresu po każdym z podjętych działań musieli nauczyć się wyciągać odpowiednie wnioski. To od nich zależało powodzenie kolejnych podobnych zabiegów i operacji.

 

Nie będę ukrywać, że mocno obawiałam się tej pozycji z jednego, konkretnego powodu: ze względu na język, jakim została napisana. Są to wspomnienia lekarza sprzed 100 lat, odnoszące się do konkretnej, specjalistycznej dziedziny. Na szczęście mamy do czynienia z człowiekiem innowacyjnym. Spory wpływ miał na to fakt, że Morris swoją pracą dążył do tego, by ludzie nauczyli się odróżniać medycynę od działań powszechnych w tamtym czasie oszustów -szarlatanów. Co ciekawe, mężczyzna podjął się pracy w zawodzie lekarza poniekąd przez przypadek. Specjalizacja, na jaką postawił, czyli chirurgia zmusiła go nie tylko do pozostania w roli badacza, ale i obserwatora. Spostrzeżeń odnośnie ludzkich przypadłości było tak wiele, że Morris postanowił w swojej praktyce lekarskiej wprowadzić znane nam już dobrze z współczesnych gabinetów lekarskich kartoteki pacjentów. To umożliwiło mu dostrzeżenie powiązań przypadłości między kolejnymi pacjentami, a w ogólnym rozrachunku pozwoliło na zmniejszenie śmiertelności wśród nich.

 

To, co spodoba się jednym, może nieco zniechęcić Innych. W książce jest miejsce na opis ciekawych i nietypowych przypadków chorobowych, ale jednak najwięcej autor poświęca swojej praktyce, wydarzeniom dotyczącym jego osoby w świecie medycyny. Konkretne przypadki są tłem dla jego osoby. Cała historia zaczyna się od bogatych opisów dzieciństwa i kolejnych etapów nauki Morrisa- zdecydowanie ten etap w moim odczuciu był najnudniejszym podczas czytania. A rozwlekłe wspomnienia można było skondensować, odnosząc się do najważniejszych faktów z jego życia. Rozumiem jednak, że sam autor spisując historię swojego nietypowego jak na tamte czasy życia, był przekonany o tym, że jest to istotny element jego biografii. O ile rozwój medycyny jesteśmy w stanie zweryfikować, o tyle samej przebojowości lekarza już niekoniecznie. A właśnie podczas lektury wyłania się obraz mężczyzny, który łamie zasady, umie skutecznie przedstawić swoje zdanie, chociaż jest ono zupełnie niezgodne z tym, czego w tamtych czasach oczekiwano. Rekompensatą są przytoczone w dalszej części książki przypadki, bo w większości ich przebieg i leczenie można określić mianem dobrego thrillera. To straszne, jak wielu ludzi musiało umierać w męczarniach, by w końcu udało się pomóc kolejnym przypadkom. Podjęcie próby leczenia było niekiedy aktem odwagi ze strony chorującego. Co ciekawe Morris przedstawia nie tylko swoje sposoby działania. Kilkukrotnie podaje w wątpliwość kompetencje „kolegów” chirurgów. Opisuje zabieg wykonywany przez inną osobę z zaznaczeniem, co jego zdaniem zostało wykonane nieprawidłowo oraz ze szczegółowym opisem tego, jakich działań on sam podjąłby się w konkretnym przypadku. Przez taki zabieg miałam wrażenie, że autor zagubił się nieco w swojej pyszałkowatości. A podobno to w naszych czasach trudno o ludzi skromnych…

 

„Na ostrzu skalpela” wywołało we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony to pozycja, która naprawdę mi się podobała, bo była inna od wszystkich, które dotychczas poznałam. Dawno jednak nie czytałam autobiografii, w której najważniejsza osoba momentami tak bardzo mnie irytowała swoją pewnością siebie. Cóż, zdecydowanie wolę te tytuły, gdzie opisy wydarzeń zajmują zdecydowanie więcej miejsca niż osobiste wynurzenia autora.

Kozel

„Na ostrzu skalpela. 50 lat z życia chirurga” to książka autobiograficzna napisana przez amerykańskiego chirurga oraz pisarza. Miał on szczęście - lub nieszczęście, zależy, jak spojrzeć na ówczesną sytuację w medycynie - rozpoczynać i kontynuować swoją karierę zawodową w epoce wielkich przemian.

 

Sięgając po „Na ostrzu skalpela”, czytelnik powinien liczyć się z tym, że opowiedziana historia daleka będzie od uładzonego wizerunku szpitala i lekarza rodem z telenoweli. Robert T. Morris swoją zawodową karierę chirurga rozpoczynał w okolicznościach nieszczególnych, gdy każdy dzień stanowił gigantyczne wyzwanie. Śmiertelność pooperacyjna wynosiła w tamtym okresie prawie 80%, a zgony spowodowane były nierzadko bardzo błahymi względami. Same operacje ciągnęły się zresztą godzinami. Dlaczego?

 

Wyobraź sobie okazałą kamienicę lub pokój w luksusowym hotelu. Czeka tam przedstawiciel amerykańskiej klasy wyższej, zmagający się z bolesnymi dolegliwościami. Jego próg przekracza lekarz domowy odziany obowiązkowo w surdut, wysłuchuje uwag rodziny oraz przyjaciół chorego, a następnie - z konieczności biorąc ich sugestie pod uwagę - przystępuje do zabiegu. Operowany poddany jest działaniu eteru, a wokół stołu wędrują mieszkańcy, znajomi, nierzadko z fajką w ustach. Sam zabieg kończy się sukcesem, ale Morris jako początkujący chirurg nierzadko musiał prosić o pomoc starszych stażem i bardziej doświadczonych kolegów po fachu. Oszołomiony gazem pacjent często poddawany był cięciom na tyle eksperymentalnym, że mógł zwyczajnie wykrwawić się pod skalpelem. Takie były wówczas realia i takich opisów Morris nam nie szczędzi!

 

„Na ostrzu skalpela” rekomendowana jest jako pozycja obowiązkowa dla pasjonatów medycyny i wcale nie dziwi mnie to polecenie. Nie brakuje tu ciekawych medycznie przypadków z czasów, kiedy diagnostyka raczkowała, a mimo to lekarze wzbijali się do poziomu ówczesnego doktora House’a. Jeden z pacjentów Morrisa z powodu zapalenia naczyniówki oka niemal stracił wzrok, a po analizie przypadku okazało się, że był to tylko wtórny objaw zapalenia wyrostka. W innej sytuacji pacjent dostał skrętu jelit, ponieważ ambulans nadmiernie podskakiwał na nierównościach drogi.

 

W tym miejscu koniecznie powinnam dodać, że ja z medycyną nie mam nic wspólnego, a mimo to lektura wciągnęła mnie niesamowicie. Książkę czyta się jak pozycję z pogranicza autobiografii i... powieści przygodowej. Autor nie epatuje w żaden sposób krwią, nie próbuje wzbudzić u czytelnika wstrętu, chociaż opisy są dość dosadne i szczegółowe.

 

Podoba mi się także sposób obrazowania świata i próba obiektywnego spojrzenia na przeszłość. Sam autor, pomimo że jest osobą, która mocno przyczyniła się do rozwoju chirurgii w ogóle, daleki jest od wywyższania się i apoteozy własnych osiągnięć. Wręcz przeciwnie, z przymrużeniem oka i bardzo dużą skromnością przywołuje pierwsze kroki swojej zawodowej kariery. Początki te były trudne, nierzadko związane z porażkami oraz brakiem praktycznych umiejętności i doświadczenia. Robert Morris w początkach swojej praktyki niejednokrotnie musiał odsyłać pacjentów do innych lekarzy, gdyż nie był w stanie im pomóc. Brakowało mu także pieniędzy na uruchomienie i utrzymanie własnego gabinetu.

 

Książka „Na ostrzu skalpela” to, obok wspomnień skoncentrowanych na indywidualnych przeżyciach, potężna dawka wiedzy na temat kolejnych etapów rozwoju medycyny: badań i odkryć w zakresie tlenku azotu czy nowych terapii, budowania szpitali i uprzytamniania sobie, jak ważne jest dalsze działanie w przenoszeniu placówek medycznych na kolejne poziomy, wypracowywanie nowych technik i metod chirurgicznych.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto